Vincent Van'thel

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj
Vincent Van'thel
Vincent V.jpg
Rasa

Człowiek / Worgen

Płeć

Mężczyzna

Klasa

(fabularna)

Klasa

(mechaniczna)

Wojownik

Wiek

27

Tytuły
Status

Zaginiony

Skala Wyzwania

--

Poziom Walki Wręcz

--

Przynależność
Znana Rodzina
Music Theme I

Casual

Music Theme II

Combat

"Bowiem ludzie prawdziwie silni nigdy nie chlubią się władzą, jaką mają nad słabszymi od siebie."

Prezencja

Na pierwszy rzut oka dość zadbany i atrakcyjny mężczyzna rasy ludzkiej, w wieku opiewającym w jakieś 24-26 lat. Nie imponujący dość przeciętnym wzrostem (174 cm) ani budową ciała, która mimo typowej dla wojownika muskulatury sprawia, że mężczyzna prezentuje się dość niepozornie. Jego zadbane oblicze o dość jasnej karnacji przepełnia niemal zawsze wyraz rozluźnienia, entuzjazmu bądź niebywałego zamyślenia. To wszystko wraz z elegancko zaczesanymi (tak by opadały pod kątem w tył) ciemno brązowymi włosami i nieznacznym zarostem nadaje jego profilowi iście królewskiego wyrazu. Na największą uwagę w przypadku jego osoby jednakże zasługują jego oczy - barwy ciemnego fioletu, które gdy się w nie dłużej patrzy sprawiają wrażenie niezwykle pewnych siebie.

Jeśli chodzi o gust rycerza to nie sposób wręcz nie zauważyć jego słabości do wszelkiej maści elementów zdobnych, w których wręcz tonie każdy asortyment jego szaf, oraz elegancji. Na palcach mężczyzna nosi zwykle pięć sygnetów oraz jedną złotą obroczkę. Trzy na lewej dłoni oraz dwa wraz z rzeczoną na prawej. W okół jego karku opada natomiast swobodnie ku torsowi osadzony na złotym łańcuszku medalion wielkości zaciśniętej pięści dziecka na którym to widnieje wygrawerowany herb jego rodu. Na jego codzienne odzienie składają się jednak o dziwo głównie dość lekkie i powierzchowne elementy, przez co najczęściej można go ujrzeć przyodzianego w jakąś gustowną koszulę o modnym kroju, tonącą w wyszukanych wzorach oraz jednobarwne spodnie, u których pasa zwykle znajduje się osadzony w skórzanej pochwie długi miecz.

Ale to i tak nic w porównaniu z jego będącą prawdziwym arcydziełem płatnerskiego kunsztu zbroją, która z pozoru dla nieobeznanych w owej profesji oczu, sprawia dość błędne wrażenie czysto pokazowego stroju. Co z kolei głównie zawdzięcza nie tyle dziesiątkom eleganckich wzorów w barwie złota, srebra oraz bieli wijących się po niemal całej jej powierzchni na którą składa się głównie srebrno-czarna powłoka w nich to tonąca. A przede wszystkim, dość nietypowemu kształtowi jej naramienników. Przedstawiających sobą dwie dość dumnie prezentujące się orle głowy, które wydają się zerkać na podziwiające je osoby z niejaką wyższościa swoimi oczyma wykonanymi z gigantycznych rubinów. Na męskim torsie, przyozdobionym w ten solidny kawał Adamantytu, spoczywa zaś dopełniający całego dzieła wizualnej omylności tabard. Zwykle biały z wyszytą na przodzie złotą nicią kotwicą będącą symbolem jego ojczystego królestwa Theramore, bądź też jasno niebieski przedstawiający na swej centralnej części zaciśniętą w pięść dłoń, będącą symbolem Zakonu Rycerzy Srebrnej Ręki w którego szeregach to mężczyzna pełni obecnie służbę.

Vincent w swojej zbroi

Widząc więc go na co dzień śmiało można powiedzieć, iż jest on typowym przykładem pedanta który nawet włosy na głowie musi mieć ułożone na tyle równo na ile tylko jest wstanie je w takowy sposób uczesać. I może było by to nawet w pełni prawdziwe stwierdzenie, gdyby nie jego druga natura. Ta rzadko kiedy daje o sobie znać, ale jednak przeczy wyraźnie tym jakże częstym pozorom. Albowiem gdy tylko mężczyzna przeobraża się w worgena to cała towarzysząca mu otoczka idealności nagle po prostu pryska. Po pierwsze jego ciało w pierwszej chwili niebywale się rozrasta sięgając wzrostem ponad 2 metrów. Towarzyszy temu także znaczny i niekontrolowany na pierwszy rzut oka rozrost masy mięśniowej. A co za tym idzie - wszystko co jego lordowska mość ma w danej chwili na sobie zwykle po prostu się...drze się na strzępy. Drugim nieciekawym faktem jest psująca resztę pedantycznej estetyki sierść w czarnym niczym smoła kolorze, która momentalnie pochłania również każdy cal jego jestestwa. Ostatnim zaś, ale nie mniej niekorzystnym dla pozornie idealnej pełni, aspektem jego przeobrażenia jest jego pokaźny pysk pełen sporych i ostrych wilczych kłów, które dość skutecznie pozbawiają go resztek wrodzonej charyzmy. Nie mniej jak na worgena Van'thel zdaje się zachowywać niebywale spokojnie i wykazywać dość sporym samoopanowaniem. Co prawda ciągle kręci gdzieś łbem na boki, strzygąc żywo uszami za każdym najmniejszym choć dźwiękiem i pociągając przy tym aktywnie swoim wyczulonym nochalem. Przy okazji wykazuje jednak także swego rodzaju dostojność, którą szczególnie można dostrzec po sposobie poruszani się jego osoby na dwóch dolnych łapach, co czyni w jakże dumnej i wyprostowanej pozie. Również widać ją w fakcie, iż niemalże nigdy nie rozwiera swego pyska. Chyba, że akurat musi coś powiedzieć. Również w połyskujących jasnym fioletem oczach można dostrzec wyraźne opanowanie.

Ostatnimi czasy Van'thel zakłada jednak coraz rzadziej swój wyjściowy strój bądź wspaniałą zbroję. Najczęściej pokazując się w dość eleganckim garniturze w barwie czerni, który tonie pod połacią równie ciemnego, skórzanego płaszcza. Uzbrojony wówczas zamiast w dwuręczny miecz na placach w walizkę.

Charakter Postaci

"Wojna toczy się zawsze tak, jakby świat nie miał pojęcia, co to sprawiedliwość"

Gdy słowa zawodzą...Paladyn sięga po czyny

Praworządny Dobry. Vincent przede wszystkim wierzy w celowość hierarchii, prawa oraz jego regulacji. Uważając te trzy czynniki za niezbędne w celu zapewnienia sprawnego działania oraz sprawiedliwości królestwu. Rzadko kiedy również podważa ich skuteczność oraz zdatność publicznie, ponieważ jest przekonany iż nawet jeśli nie są doskonałe. To zawsze można je ulepszyć bądź zmienić. W czym utwierdza go dodatkowo podejście jego władczyni oraz przyjaciółki, Lady Jainy Proudmoore, która tak jak on kieruje się przede wszystkim dobrem swego ludu. Na tym jednak etapie owa aprobata dobiega końca, gdyż rycerz wcale nie jest miłośnikiem międzynarodowego prawa, wręcz przeciwnie, często krytykując jego przeróżne formy, obowiązujące na terenach innych królestw niż Theramore. Mimo iż sam sens jego egzystencji tam, jest niezaprzeczalnie słuszny.

Dla innych, Van'thel jest niemal zawsze człowiekiem uprzejmym, który nie szczędzi im dobrych manier oraz przychylności. Będąc przy okazji dość rzadko spotykanym typem człowieka, który stawia prawdomówność, nawet w chwilach gdy prawda niezbyt popłaca na piedestale obowiązkowości. Co idealnie współgra z jego wrodzoną charyzmą, słabością do długich i jakże wyczerpujących konwersacji oraz niezwykłym poczuciem humoru, które jak mówi, zawdzięcza Arugalowi i długiemu pobytowi w jego lochu. Ważną cechą mężczyzny jest także niezwykle zimna krew, dzięki której w skrajnych sytuacjach potrafi zachować spokój oraz rozwagę. Jak i nowy nabytek tej persony w formie nadmiernej, dyplomatycznej taktowności. Jaki narodził się i trwa po dziś z powodu konieczności funkcji nowego stanowiska. Podczas walki nawet jeśli nie może tego wymagać od przeciwników, stara się postępować honorowo i preferuje pojedynki ponad walne bitwy. Traktując te pierwsze często wręcz jako swego rodzaju formę rozrywki. Ponadto lubując się w szybkiej jeździe konnej, grze na skrzypcach, architekturze oraz poezji.

Pięta achillesową Vincenta, jest natomiast jego wzmożona empatia względem istot cierpiących, która nie raz zsyłała i zapewne ześle na jego ułożony, praworządny umysł przeplatane poczuciem smutku, wątpliwości. Co pogarsza tylko główna domena paladyna, jaką jest poświęcenie w walce z zbędnym cierpieniem. Objawiające się często, dość ekstremalnymi aktami. W myśl zasady "jeśli moje poświęcenie sprawi, że choć jedna istota nie będzie musiała zbędnie cierpieć, to warto je uiścić". Dlatego też tak dobrze rozumie podejście swojej władczyni stawiającej dobro własnego ludu ponad wszystko i jest gotów je powielać.

Każdy ma jednak jakieś wady. Głównymi skazami osobowości Wysokiego Lorda, są z kolei zbytnia pewność siebie, zakrawająca często o fanatyzm, która nierzadko łączy się z dość niezłomną determinacją. Formując niezwykłe trio na mocy którego wybicie czegoś z głowy mężczyźnie, graniczy z cudem. Gdyż ten będzie dążył do tego, jeśli uzna to za słuszne, bez względu na poświęcenia. Drugą jest tłumiony i skryty głęboko gniew, który rzadko kiedy daje ujście, ale gdy to już czyni i łączy się z poprzednią trójką. To potrafi popchnąć mężczyznę do naprawdę heroicznych i często także szalonych, wyczynów.

Specjalizacja

Jako były Inkwizytor, Vincent specjalizuje się w ustalaniu prawdy. Zarówno przy pomocy zaklęć wspomagających prawdomówność podczas prowadzonych przesłuchań, jak i zdolności narzucających wole uiszczenia jej. Przeglądanie efektów iluzji oraz zmuszanie przemienionych magicznie bądź przy pomocy naturalnych zdolności istot, by te przybrały oryginalną formę, także należy do zajęć jego dnia powszedniego. Co wraz z niezłomną wolą, której nie imają się wpływające na umysł zwykłych śmiertelnych, zaklęcia. Sprawia iż idealnie sprawdza się zarówno jako sędzia oraz śledczy.

Drugim członem specjalizacji mężczyzny jest natomiast wachlarz umiejętności umożliwiających mu wykrywanie, negowanie oraz przejmowanie na własną rzecz efektów magicznych. Jak i eliminacje użytkowników magi. Co w końcowym rozliczeniu daje mu sporą wszechstronność w walce z przestępcami zarówno konwencjonalnymi, jak i praktykującymi magię.

Na koniec nieco pół-serio i pół żartem, można by było dodać iż w swojej worgeniej formie z udziałem powyższych zdolności, mężczyzna wydaje się być idealnym przykładem psa tropiącego. Mogącego śmiało konkurować z Piekielnymi Ogarami, legionu.

Znane Fakty

Herb rodu Van'thel

Czyli czego można dowiedzieć się o nim dość łatwo i mieć jakąś pewność w tym, że to faktycznie choć w części prawda.

  • Jest Wysokim Lordem Theramore i jednym z najbardziej zaufanych Rycerzy, Lady Proudmoore. W czasie jej dłuższych nieobecności na terenie królestwa, pełni nawet funkcję jego Namiestnika.
  • Jest szczęśliwym małżonkiem Wysokiej Lady, Tessane Lydii Van'thel Fordragon Greymane, której jakby się dało, nie odstępował by tylko na krok. I zabiera tą kobietę gdzie tylko jest wstanie to uczynić.
  • Jeśli chodzi z kolei o resztę jego rodziny, można się wywiedzieć iż po przerażającej porażce sił Przymierza pod Wrotami Gniewu, gdzie sam także walczył, stracił zarówno ojca, jak i brata. Na obecną chwile posiadając jedynie w jej składzie, krewnych ze strony matki. Wywodzących się z rodu Denev.
  • Nie potrafi wręcz ukryć, a może po prostu nawet nigdy nie próbował, że mimo wychowania kościelnego w dużej mierze, uwielbia otaczać się luksusem. Eleganckie zbroje i szaty. Zdobne sygnety oraz dobre wino. Towarzyszą mu nieodzownie. O udziałach w licznych ucztach na dworach możnych, nie wspominając.Ciężko zarzucić mu by trwonił jednak swój majątek, choć mówi się cicho, że czasami trzymają się go dziwne i dość ekscentryczne pomysły, względem wykorzystania jego pokaźności.
  • Na terenie królestwa Theramore można spotkać go najczęściej na obszarze stolicy. Gdzie spędza czas służbowo głównie w Wieży Pałacowej, Lady Proudmoore bądź Centrum Dowodzenia Marynarki Wojennej. Rzadko kiedy pojawiając się już w rodowej twierdzy Van'thel, którą przerobił na trzeci co do wielkości garnizon wojskowy wyspiarskiego państwa. Mimo nadmiaru zajęć jednak, Wysoki Lord zawsze chętnie rozpatruje prośby o audiencje i problematyczne sprawy, by obciążyć choć w niewielkim stopniu swoją władczynie.
  • Oficjalnie wiadomo iż padł ofiarą klątwy Arugala i zdecydował się z nią pogodzić. Wręcz nie ukrywając i obwieszczając się często jawnie z tym, że jest po częsci Worgenem. Ukazując się co prawda niezmiernie rzadko komukolwiek w swej drugiej formie, ale bez skrępowania. Stając się tym samym żywym dowodem na brak rasizmu w Theramore.
  • Niegdyś był Inkwizytorem Kościoła Światłości. Największy sukces w swojej karierze z kolei osiągnął ujawniając nowe fakty w sprawie klątwy Arugala i jej ofiar, dzięki czemu Przymierze spojrzało w końcu na Worgeny jak na jej ofiary. Drugim ważnym sukcesem Rycerza było natomiast pojmanie Biskupa-zdrajcy Innocentiusa Lightshielda oraz sprowadzenie go przed oblicze sprawiedliwości. Mówi się też głośno o tym, że mimo kilku drobnych sporów oraz poróżnień w przeszłości, traktuje wciąż Arcybiskupa Benedictusa niemalże jak własnego rodzonego ojca. Ostatnimi czasy promując nawet na nowo aktywnie prawdy jego Kościoła i rozpoczynając na nowo działalność na jego rzecz w szeregach Zakonu Rycerzy Srebrnej Ręki.
  • Oficjalnie odkąd został Wysokim Lordem Theramore, przestał publicznie określać szlachtę z dworu Variana Wrynna mianem bandy plugawych złodziei wywodzących się z wylęgarni bandytyzmu. Jak zwał kiedyś dwór monarchy Stormwind. Nikt nie zdaje się mięć jednak wątpliwości co do tego iż uczynił to tylko i wyłącznie ze względów dyplomatycznych. Gdyż nawet teraz omija to królestwo szerokim łukiem. A spotkanie się w nim, jeśli się jest członkiem jego szlachty, graniczy z prawdziwym cudem.
  • Oficjalnie, po sławetnej kampanii przeciw rewolucji oraz anomalią naturalnym, targającym wspólnymi siłami swego czasu obszar królestwa Theramore. Jak i ofensywie na wyspę Alcaz, którą także dowodził, przynosząc tam na oczach swoich żołnierzy ostateczną śmierć jednemu z ogromnych czarnych smoków. Zyskał sporą popularność wśród ludności swego królestwa i został okrzyknięty przez nią mianem Czempiona Theramore. Za którego uznała go w późniejszym czasie oficjalnie, także i sama władczyni.
  • Ciężko nie usłyszeć, że gdziekolwiek się pojawi, niemal zawsze ostatnimi czasy towarzyszy mu jakaś piękna kobieta, nie będąca zazwyczaj jego własną małżonką. Czy to sama mistrzyni odrodzonego Zakonu Rycerzy Srebrnej Ręki, Hannika Vavion, czy to jedna z wielu rekrutek tego samego. O licznych kandydatkach na jego giermków już nie wspominając. Ostatnio sprawił sobie nawet jakąś mało rozgarniętą Asystentkę, która krąży przy nim niczym jego własny cień.
  • By tego było mało, ostatnio do gromadki wymienionych wyżej, powróciła jego dawna "wielka miłość" w formie eleganckiego miecza z którym często konwersuje przechadzając się po drogach i bezdrożach ziem na których się tylko zjawia.

Plotki

Dość Rzadki widok - Van'thel w formie worgena.

Ogólnie Dostępne

  • Podobno jest straszliwym pedantem oraz pracocholikiem...aż dziw, że znalazł czas by się ożenić.
  • Podobno darzy wielka przyjaźnią Lady Jaine Proudmoore, której służy i nikt nie słyszał jeszcze by ta dwójka kiedykolwiek się poróżniła.
  • Podobno czuje jakąś niechęć do władcy Stormwind, Variana Wrynna, mimo iż nie okazuje jej jakoś dosadnie.
  • Podobno działa aktywnie na rzecz ofiar klątwy Arugala, której i sam padł ofiara. Mówi się także, że mimo posiadania drugiej, worgeniej natury. Niezwykle ciężko spotkać go przyodzianego w jej płaszcz.
  • Podobno mimo sporego własnego majątku oraz tego przynależnego do żony, nie słyszy się o tym by roztrwaniał którykolwiek w jakiś jawny sposób.
  • Podobno nie znosi widoku cierpiących istot i jest znany z tego, że żywo reaguje gdy ma z nim do czynienia.
  • Podobno ma słabość do pojedynkowania się, tym większą im groźniejszy przeciwnik się mu nadarzy. Ostatnio wręcz nasilająca się niebezpiecznie.
  • Podobno cierpi na jakieś dziwne "uczulenie" względem magi i ciągle się krzywi z bólu w dość paskudny sposób w obecności magicznych aur. Choć ostatnimi czasy coraz rzadziej.
  • Podobno ostatnio zmienił swoja garderobę o 180 stopni i zobaczenie go w płytowej zbroi graniczy z cudem.

Z Theramore

  • Podobno ostatnio znów wylądował w swojej kancelarii na terenie pałacowej wieży i ciężko go spotkać gdziekolwiek poza nią.
  • Podobno wedle swoich żołnierzy stara się być dość wyrozumiałym oraz sprawiedliwym dowódcą. Co wychodzi mu zwykle bardziej na dobre, niż złe. Nikt zdaje się też nie pamiętać by Van'thel osądził kogoś bez względu na jego winy, zbyt surowo. Ponadto nie jest sekretem, że Van'thel podczas planowania posunięć, zawsze stara się stawiać na pierwszym miejscu ograniczenie potencjalnych strat wśród swoich podwładnych.
  • Podobno mimo posiadania pokaźnej kancelarii, często podejmuje osobiście gości i zajmuje się sam rozwiązywaniem poważniejszych problemów obywateli Wyspiarskiego Królestwa.
  • Podobno nie rzadko można go zobaczyć przechadzającego się po uboższych rejonach królestwa, gdzie jawnie wspiera ludność. Nie bojąc się przy tym bliskiego kontaktu z plebsem. Co budzi nie lada kontrowersje u szlachty, której przewodniczy.
  • Podobno pod Alcaz miał okazję udowodnić swojemu ludowi jak bardzo jest mu oddany. Nie raz mimo powagi ran, wracając w pierwszy szereg, by walczyć ramie w ramie z dowodzonymi przez siebie żołnierzami. Co powtórzyło się także podczas pamiętnej rewolucji zwolenników Wielkiego Admirała i ojca obecnej władczyni. W zamian zyskując spora aprobatę Theramorczyków.
  • Podobno coś zgrzyta pomiędzy nim, a doradczynią Lady Proudmoore, Hrabiną Tamilą Sunreaver. Choć ostatnio coraz mniej, albo jak mówią mniej życzliwi, po prostu nie ma zbyt wielu okazji ku temu.

Z Khazmodan

  • Podobno gdy tylko wita w tamtejsze strony, zawsze znajduje choć chwile czasu by pozdrowić Króla Magniego Miedziobrodego, który nie raz okazał się już przychylny mężczyźnie i obdarzył go gościną.
  • Podobno nikt nie pamięta, by kiedykolwiek gdy Van'thel zawitał do Żelaznej Kuźni, widziano go dłużej w innym towarzystwie niż samego Generała Gwardii Khazmodan, Hargrima Stonehanda bądź Tana Ognistobrodych, Dugnara Ognistobrodego z którym też wydają się łączyć go jakieś interesy.
  • Podobno z tym pierwszym często odwiedzając również koszary Gwardii na obszarze stolicy, gdzie zawsze muszą się pojedynkować, aż cała podłoga w ich obejściu tonie w ich własnej krwi. Ku niezadowoleniu służb sprzątających.
  • Podobno Hargrim w towarzystwie Wysokiego Lorda, wydaje się być nad wyraz gadatliwą osobą.
  • Podobno co gorsza jednak i bardziej podejrzane oraz dementowane. Van'thel to jedyna osoba, przy której stary generał się uśmiecha i szczerze śmieje.
  • Podobno gdy Rycerz właśnie nie upuszcza krwi Stonehandowi, spędza z nim czas w popularnej karczmie Firebrewa. Który nie do końca jest zadowolony z tego faktu, gdyż przez obecność Hargrima, spada mu strasznie średnia klientów na dzień.
  • Podobno młody człowiek cieszy się tak sporą przychylnością władcy, krasnoludzkiego królestwa, że ten nawet oddał mu na własność jedną ze swoich posiadłości, która pełni nie tylko funkcję wypoczynkowego lokum, a także ambasady Theramore na terenie khazadzkiej stolicy.
  • Podobno w środowisku rzeźbiarskim i architektonicznym Khazmodan, Wysoki Lord z Theramore uchodzi za dość ekscentryczną osobę. Nie tyle dlatego, że zamówił za życia rodową kryptę dla siebie i żony, którą najlepsi rzemieślnicy krasnoludzcy mieli postawić na bagnach. A dlatego, że ponoć ta krypta za sprawą nadzorującego jej budowę Hargrima Stonehanda, stała się pełną pułapek, krasnoludzką fortecą.

Z Stormwind

  • Podobno odczuwa sporą urazę względem Stormwindzkiej szlachty, którą do niedawna jeszcze wręcz otwarcie gardził. Co nie zmienia faktu iż pojawił się pewnego dnia niespodziewanie w Stormwind na ślubie swojego przyjaciela, Lorda Caine'a Rathisa, mimo osobistego stanowiska co do zepsucia stolicy.
  • Podobno mimo wszystko, pojawia się od czasu do czasu niezapowiedzianie na terenie Katedry Światłości, gdzie całymi godzinami spędza swój czas na rozmowach z obecnym Arcybiskupem Kościoła Śwatłosci, Benedictusem. Niektórzy twierdzą nawet jakoby Wysoki Lord pojawiał się na terenie garnizonu Westbroke, należącego do Zakonu Rycerzy Srebrnej Ręki, gdzie zajmuje się sprawami nowych rekrutów.
  • Podobno unika Stormwind jak ognia piekielnego i spotkanie go gdziekolwiek na jego obszarze graniczy z prawdziwym cudem. Co tylko wydają się potwierdzać choćby jawne przesłanki o tym, że w pełni porzucił wszelką działalność polityczną skierowaną w jego kierunku.

Z Northrend

  • Podobno ostatnimi czasy opuścił północ, po konflikcie z tamtejszymi władzami Ekspedycji Przymierza i nie zapowiada się by prędko tam wrócił. Choć krążą pogłoski o tym jakoby widziano go podczas prac na obszarze jednego z murów okalających K3. Czyżby rozpoczął karierę architekta?

Z Gilneas

  • Podobno często wita tam w okolicach stolicy na terenie posiadłości swojej małżonki. Ale prawie nigdy nie opuszcza jej obejścia.

Opinie Innych

"Vincent Van'thel... Chyba jedyny człowiek, którego szanuje. *westchnął cicho* To znaczy, jedyny, który wciąż jeszcze żyje. Wbrew pozorom, nie wiem o nim znowu aż tak wiele... ale to co wiem, pozwala mi stwierdzić, że jest godzien mego szacunku i szacunku wszystkich innych. Jest niewątpliwie wspaniałym wojownikiem, walczyłem u jego boku - a także mierzyłem się z nim samym - dostatecznie wiele razy by stwierdzić, że nie tylko jest godnym przeciwnikiem, ale prawdopodobnie nawet przewyższa większość z tych, z którymi krzyżowałem ostrza. Łącznie ze mną samym. Ale to nie jego sprawność w boju wynosi go ponad innych. Znałem wielu potężnych wojowników... ale nie wszyscy zasługiwali na szacunek. To jego poczucie honoru i sprawiedliwości pozwala mu wyrosnąć ponad ciemną, szarą masę ludzi, którzy zdaje się zapomnieli już w większości czym jest lojalność, honor, służba czy zobowiązanie. Naprawdę nie zostało już wielu ludzi takich jak on... Ale czasem... czasem wystarczy jeden. Bo im gęstszy mrok nas otacza... tym jaśniejsze jest światło. Cieszę się, że mogłem go poznać, niezależnie od wszystkiego. Gdybym był człowiekiem... byłbym dumny mogąc nazywać go moim pobratymcem." - Hargrim Stonehand

"<zmrużyła oczy i warknęła głucho, by następnie ułożyć pysk na udzie Wysokiego Lorda obok niej. Zajęła się łypaniem na rozmówce ostrzegawczo. Nie podlega wątpliwości, że zanim ten zdołałby wyciągnąć broń na Vincenta to ona zdążyłaby rozszarpać napastnikowi gardło. Kilka razy>" - Biała Worgenka siedząca obok Vincenta

"To bardzo pocz... <dziewczyna podrywa nagle głowę znad księgi i w mig nabiera o wiele więcej entuzjazmu. Ba, nawet na jej policzkach pojawia się lekki rumieniec> Lord Vincent to przemiły człowiek. Cudowny mężczyzna i prawdziwy rycerz Światła. Dzięki niemu mam przykład na to, że przyjaźń można zawrzeć w ogniu walki, chroniąc się wzajemnie. Mogę polecić jego kunszt wojownika i konsultacje we wielu sprawach. Cóż... boleję, że jest jednym z niewielu swego rodzaju. <paladynka uśmiechnęła się jeszcze do pytającego, po czym wróciła do swoich zajęć, wciąż w wybornym humorze>" - Hannika Vavion

"Wyjątkowy, zarówno jako człowiek jak i paladyn. Mało kto na jego miejscu by zachował taki spokój i rozwagę w mojej obecności. <Nieumarła wyszczerzyła swoje połyskujące zębiska w drapieżnym usmiechu.> Podoba mi się jego podejście. Łączy nas trochę wspólnych cech... Ale tylko trochę. Dobrze posługuje się mieczem. Jest zapewne cennym nabytkiem dla sprawy za którą walczy. Mam tylko nadzieję, że nie spotkamy się znowu... okoliczności mogą być całkiem inne niż wtedy. <Elfisko wydalo z siebie krótki, trochę tajemniczy gardłowy chichot.>" - Zaxiris

"Cholernie dobry wojownik. Wydaje się, jakby przewidywał ruchy przeciwnika. Mi wystarczy skrzyżowanie z kimś broni, by móc się o nim wypowiedzieć, a z tego człeka naprawdę świetny wojownik, jak na takiego młodzika. Myślę, że ma przed sobą jeszcze wiele wygranych walk i bitew. Jaki jest? Tego nie wiem. Najbliższy czas mam nadzieje pokaże..." - Ghardim Gromobrody

"Nie znacie Vincenta? *westchnął* Z kim ja rozmawiam... <mruknął i spojrzał na swojego rozmówce dokładnie mierząc go wzrokiem> Szanuje go jak żadnego innego człowieka. Mimo że jest taki młody to cholernie utalentowany, że pozazdrościć można. Nieźle potrafi przyłożyć... Ba! Jak przyłoży to Tytani strzeżcie... zresztą jak samego generała Hargrima potrafił nieźle obić to cóż się dziwić? Co mógłbym jeszcze o nim powiedzieć *przerwał na chwile i podrapał się po swej siwej brodzie* Te jego dziwne zdolności... potrafi zrobić z magią takie rzeczy! Widziałem jak ćwiczył z jednym z arcymagów Dalaranu... aż dziw bierze, że tak młoda osoba dysponuje takim wielkim doświadczeniem i tak niezłomną siłą woli i jak nikt dąży do sprawiedliwości. Ano i zbroje ma najwyższej klasy, adamantytową, szczerze mówiąc to musiał ją zrobić ktoś niezwykle dobry w swoim fachu. Tak... i honorowy też jest, właściwie to mógłby się urodzić jako khazad, a nie człowiek... ale Tytani widać postanowili trochę inaczej... cóż taka ich wola. *uśmiechnął się do swego rozmówcy* Niechaj dalej prowadzą go i będą dla niego przychylni." - Starszy Sierżant Dugnar Ognistobrody Tan Bractwa Żelaza i rodu Ognistobrodych

Historia

Spoileralert.jpg

Poniższy fragment tekstu zawiera informacje niedostępne dla większości postaci - do ich fabularnego wykorzystywania potrzebna jest udokumentowana droga informacji do postaci która ma zamiar ich używać.

5 rok n.e

Leżąca w Kul Tiras twierdza Tamriel w czasach swojej największej świetności.

W tym roku, leżące na południowym-zachodzie od Boralus. Miasto-twierdza, Tamdriel, było prawdziwym symbolem świetności rodu Van'thel na którego czele stał na ów czas Lord Abastor. Wasal i Komandor Marynarki w służbie Wielkiego Admirała Daelana Proudmoore'a, który wydawał się sięgać w tamtym okresie wyżyn wpływowości oraz prestiżu na wyspie. Dobrą passę szlachcica przerwały jednak nieoczekiwane narodziny jego drugiego syna, Vincenta. Który nie dość, że okazał się być chłopcem zamiast długo oczekiwanej córki, dającej Lordowi spore możliwości polityczne w przyszłości. To na domiar złego, doprowadził do śmierci swojej matki Eveline Denev, która zmarła tuż po jego narodzinach. Co w kolejnych dniach po tym wydarzeniu, wpłynęło dość drastycznie na pogorszenie stosunków pomiędzy oboma znacznymi rodami, gdyż rodzina ze strony kobiety, winiła za jej śmierć Abastora.

Kilka tygodni później, ten spór zaostrzył się i sabotowany przez spiski ze strony rodziny swojej małżonki, mężczyzna, który zaczął lękać się poniekąd o swoje życie, musiał podjąć kilka szybkich oraz rzeczowych decyzji. Między innymi oznajmiając głównym spadkobiercą swojej fortuny oraz rodu, swego starszego syna Gareta, co planował wraz z żoną od dawna oraz z braku wyboru obierając dla swego młodszego syna Vincenta, przyszłość za murami opactwa Abberdine, leżącego na terenie prowincji Trisfal. Gdzie ten miał zostać wydedukowany i zostać w przyszłości mnichem. Po części z powodu żalu Abastora iż przychodząc na świat, jego syn odebrał mu miłość życia.

Tym sposobem zaledwie kilku miesięczny chłopiec został oddany w ręce braci zakonnych z Abberdin, którzy podjęli się jego wychowania w zamian za pokaźny datek, uiszczany co miesiąc przez Abastora na rzecz ich klasztoru.

9 rok n.e

Obraz przedstawiający 5 letniego panicza, Vincent'a Van'thela

Lata mijały, a zapomniane przez ojca niemowlę powoli dorastało, aż w wieku czterech lat mogło w końcu rozpocząć nauki pod czujnymi oczyma braciszków. Prócz edukacji kościelnej, zyskując niebywały dostęp do wiedzy z zakresu hodowli zwierząt gospodarstwa domowego oraz uprawiania winogron, bo czego więcej prócz pisania, czytania, modlitw oraz najpotrzebniejszej wiedzy ogólnej, mogli go nauczać typowi mnisi?

Wydawało się więc iż plan Abastora zmierza bezproblemowo ku ziszczeniu. A przynajmniej było tak, aż do chwili gdy pewnego dnia do klasztornych murów zawitała nieoczekiwanie Lady Cathrine Denev, okazująca się być nikim innym, jak sędziwą babką Vincenta ze strony jego matki. Która po wielu latach poszukiwań w końcu odnalazła skrytego przed nią przez zięcia, wnuka. Rzecz jasna prawda była daleka od tej wersji i bardziej złowieszcza. Albowiem głównym celem Cathrine było nic innego, jak odpowiednie ukierunkowanie edukacji wnuka w ten sposób by ten kiedyś stał się narzędziem zemsty mającym obalić swego własnego ojca, który jako wpływowy szlachcic do tego czasu dawno zdołał się zabezpieczyć przed zapędami i zemstą jej rodu. Mocno wspierany przy okazji przez swego starszego potomka, który poszedł całkiem w jego ślady.

Jedno trzeba było też przyznać, starej matronie rodu Denev. Gdy brała się za spiskowanie, szło jej to po mistrzowsku. Dzięki czemu pięciu letni Vincent z brata zakonnego, stał się małym paniczem tuż po tym jak jego ukochana babcia, wykupiła ziemie klasztorne i zagroziła opatowi wraz z resztą mnichów, że jeśli pisną Abastorowi cokolwiek na temat tego co dzieje się za jej sprawą z jego młodszym synem, to będą mogli sobie szukać nie tylko nowego domu, a także i nowego zajęcia. Co wcale nie było rzucanymi na wiatr słowy, gdyż powszechnie było wiadomo iż przyjaźni się z okolicznym Biskupem. To wszystko sprawiło że stała się całkiem bezkarna w swych działaniach, a rodziciel jej podopiecznego pewny iż rośnie mu wzorowy mnich. Gdy po prawdzie jednak młody Van'thel spędzając większość czasu na terenie Lordaerońskiej posiadłości Cathrine, gdzie przez kolejne lata, rozpieszczany przez swoją babcię do granic możliwości, zyskał szeroki dostęp do edukacji szlacheckiej oraz jednego z najlepszych nauczycieli fechtunku w królestwie. Zmierzał nieuchronnie do stania się atutem Denevów.

19 letni Vincent, uczeń Inkwizytorium

18 rok n.e

To rok, gdy Cathrine postanawia wcielić w życie kolejny element swojego planu, mający na celu wpojenie wnukowi zamiłowania do podróżowania. Zaczynając od trwającej kilka miesięcy wycieczki po największych miastach Lordaeron, która dla zaledwie 13 letniego Vincenta jest czymś naprawdę pasjonującym i wyraźnie korzystnie wpływa na jego dalszą edukację. Podczas niej również, młodzieniec popada w coraz to większą fascynację osobę Lorda Uthera Lightbringera, który w jego oczach (jak i wielu innych ówczesnych ludzi) staje się przykładem idealnego rycerza, godnego naśladownictwa. Nim wspólna podróż dwójki możnych, dobiega końca, dochodzi także do dość nieoczekiwanego wydarzenia. Mianowicie grupa bandytów napada na wóz starej matrony i w czasie starcia wraz z jej służbom, młody Vincent w obronie swojej babci odbiera życie jednemu z nich. Z początku chłopiec strasznie to przeżywa, ale pod wpływem pochwał i pokrzepiania ze strony opiekunki, która wmawia mu iż postąpił jak na prawdziwego rycerza przystało oraz że wszyscy jej służący podziwiają go za ten jakże szlachetny czyn. Van'thel ulega manipulacji matrony i zaczyna sam odczuwać słuszność oraz chwalebność swego czynu.

19 rok n.e

Po powrocie do posiadłości leżącej na terenie stolicy Lordaeron, o tej samej nazwie co jej królestwo. Catherine dostrzega iż jej wnuk, faktycznie wydaje się nie odczuwać żadnego dyskomfortu w kwestii pozbawienia kilka miesięcy temu życia bandyty. To z kolei niebywale ją intryguje i podjudza do kolejnych działań. Między innymi do spotkania z zaprzyjaźnionym Biskupem Worthem, któremu opowiada ze szczegółami o swoim wnuku. Mężczyzna znający szczegóły spisku matrony wymierzonemu w ojca chłopca, podsuwa jej w odpowiedzi dość nietypowy pomysł. Sugerując iż tak odporny na traumatyczne przeżycia umysł, jakim wydaje się cechować jej wychowanek. Sprawia iż chłopiec wydaje się być idealnym kandydatem na przyszłego Inkwizytora Kościoła Światłości. Stara kobieta z początku podchodzi sceptycznie do pomysłu przyjaciela, ale po tym jak ten obrazuje jej bezwzględność z jaką często działają pełnoprawni Inkwizytorzy oraz podrzuca wizję jej wnuka nie mającego oporów w tym by przeciwstawić się w przyszłości ojcu. Zgadza się w końcu na tą propozycję i obiecuje oddać za niecałe pół roku, młodego Van'thela pod opiekę zakonu stacjonującego na terenie królestwa Stormwind. Na czas przed tym wydarzeniem, wysyłając wkraczającego nieuchronnie w wiek młodzieńczy wnuka do Gilneas, by tam mógł zarówno wypocząć przed niebywale ciężką i pełną poświęceń, przyszłą służbą oraz zyskać nieco wiedzy na temat tamtejszej historii i obyczajów.

Wakacje Vincentowi przerywa jednak po 5 miesiącach pobytu na terenie królestwa dynastii Greymane, nagły wybuch plagi oraz zalążek tzw 3 wojny na obszarze królestwa Lordaeron, która owocuje dekretem Króla Genna o całkowitej izolacji względem nie tylko królestw przymierza. A także własnego ludu pozostałego za masywnym murem oddzielającym jego królestwo w większości od północnych ziem. Ówczesny opiekun czternastolatka, niejaki Henry Haol, zabiera więc chłopca drogą morską do Stormwind. By tam oddać go w ręce Inkwizytorium Kościoła Świętego Blasku i przypieczętować jego przeznaczenie.

20 rok n.e

Inkwizytor Alexander Reis

Na miejscu chłopiec zostaje przekazany w ręce Wielkiego Inkwizytora, Mauriciusa Vel'Theya, który informuje go o śmierci Cathrine oraz ojca, nie mając na to co prawda żadnych dowodów, ale kierując się wieściami z północy zarówno na temat upadku Lordaeron oraz ciężkiej sytuacji w Kul Tiras. Oznajmia mu także iż wiedząc dobrze o podburzaniu go przeciw osobie tego drugiego, zrobi wszystko by wypaczyć z niego jakiekolwiek dążenie do zemsty na rzecz czystego oddania świętej służbie jaka go ma czekać w przyszłości. Młody chłopak rzecz jasna załamuje się, tak licznymi wieściami na temat utraty bliskich mu osób i zamyka w sobie, izolując od zewnętrznego świata. Co na dniach, zadowolony z takiego obrotu rzeczy Mistrz Vel'They wykorzystuje do własnych celów, skazując Vincenta na niemal rok izolacji w klasztornej celi, opactwa Northshire. Gdzie dostęp ma jedynie wybrany przez niego na opiekuna, Van'thela, Inkwizytor zwany Alexandrem Reisem, mający przygotować chłopca do czekającego go szkolenia.

"Wszyscy jesteśmy grzeszni oraz winni, chłopcze. Pytanie tylko kiedy i jak przyjdzie nam za to odpowiedzieć. Celem każdego Inkwizytora jest z kolei sprawić by czas odpowiedzi na nie objawił się otaczającym go ludziom jak najprędzej." - Inkwizytor Alexander Reis

Alexander był w miarę statecznym, ale za to bardzo przenikliwym i charyzmatycznym mężczyzną, który promował zasadę mówiącą o wszechobecności grzechu w otaczającym nas święcie oraz konieczności dostrzegania go w każdej formie, by odpowiednio móc go wyważyć. Gdyż tylko wówczas, wie się z jak wielkim przejawem zła ma się po prawdzie do czynienia i jak na to zło odpowiednio zareagować. Był też dość surowym mentorem, który usilnie starał się wybić chłopcu pod swoją pieczą z głowy pociąg do zbytku oraz przyjemności, jakim ten oddawał się przez wiele lat za sprawą działania swojej babki. Co też prędko udało mu się uczynić, manipulując małym Vincentem, któremu wmawiał iż tego życzy sobie od niego święty blask. Co wielce pomagało w odpowiednim nakierowaniu podopiecznego na właściwe ścieżki. Drugą kwestią jaką wpoił Van'thelowi, mężczyzna. Było niezmierne zaufanie względem Inkwizytorium oraz osób samych Inkwizytorów, którzy wedle mistrza Reisa, byli jedynymi godnymi zaufania osobami w świecie z którymi zawsze można było być szczerym. Gdy resztę toczył, mniejszy bądź większy grzech, niosący za sobą zepsucie. Alexander wpoił też podopiecznemu niezwykła potrzebę prawdomówności, która wedle niego miała ukazywać czystość jego duszy, jaką mąci wszelkie kłamstwo. Przy okazji jednak pouczając ucznia o konieczności przemyślenia każdego słowa po które ten zechce kiedykolwiek sięgnąć. Gdyż to może zostać wykorzystane przeciw niemu bądź Oficjum, którego sprawy powinny pozostać do wglądu jedynie jego własnych funkcjonariuszy.

Vincent rzecz jasna w trakcie tych trwających około roku czasu nauk, nie opuszczał klasztornej celi, skazany jedynie na towarzystwo samego Reisa, mającego nawiązać z nim jak najsilniejsza więź.

21 rok n.e

W chwili upływu dwóch miesięcy od czasu ukończenia 16 lat przez Vincenta, ten w końcu otrzymuje zgodę od swojego mistrza na opuszczenie klasztornej celi. Staje przed obliczem samego Wielkiego Inkwizytora Vel'Theya i zostaje przez niego po zaprzysiężeniu, mianowany oficjalnie uczniem Inkwizytora Alexandra Reisa. Pod którego rozkazami zaczyna swoją służbę oraz poważniejsze nauki. Stawiając pierwsze kroki na krętej ścieżce mającej stać się w przyszłości wybrukowaną solidnie drogą Paladyna. U jego też boku to, wędruje bez ustanku po bezdrożach i drogach królestwa Stormwind, przyodziany w ciemną tunikę z symbolem Inkwizycji, mającą oznajmiać ogółowi przyszłość ku której zmierza.

Wraz z Reisem, który prędko staje się jego idolem, imponując wkraczającemu nieuchronnie w wiek młodzieńczy Van'thelowi zarówno swoją przebiegłością, perswazją oraz intelektem. Jak i nadnaturalnymi zdolnościami, które zawdzięcza szkoleniu Inkwizytorskiemu oraz niezłomności swego podejścia. Vincent zaczyna zgłębiać zarówno filozofię świętego blasku w rozumieniu Inkwizycji, jak i tajniki prowadzenia śledztw, przesłuchań oraz poszukiwań w których na co dzień bierze udział. Przy okazji zwiedzając wszystkie cztery prowincje królestwa Stormwind, a nawet udając się na kilka miesięcy do Dun Moroght. W pogoni za grupą kultystów, która zaszyła się w tamtejszej osadzie, zwanej Kharnasos.

Służba u boku mistrza Reisa ma jednak także i swoje minusy. W tym największy z wszystkim, jakim staje się coraz bardziej narastająca w młodzieńcu nieufność do osób spoza szeregów Inkwizytorium. Przez co ten nie posiada żadnych przyjaciół prócz samego mentora i nie utrzymuje żadnych kontaktów towarzyskich. Powoli, nieuchronnie zmierzając do stania się oddanym narzędziem w rękach Kościoła.

23 rok n.e

Tortur-mistrz Ignacy Tyr, niepozorne narzędzie kary w rękach Kościoła Światłości

Dwa lata później, gdy będący już mężczyzną na ów czas Vincent zaczyna ukazywać pierwsze oznaki właściwego (Wedle Inkwizycji) rozumowania filozofii światłości. Co owocuje jawnymi manifestacjami z udziałem jej mocy z jego strony. Reis uznaje w końcu iż nadszedł najwyższy czas by wprowadzić swego ucznia w kolejny etap szkolenia Inkwizytorskiego. Po czym zabiera go do podziemi siedziby Oficjum i oddaje w ręce Mistrza Ignacego Tyra, specjalisty od tortur i wyciągania informacji przy użyciu siły. Pod skrzydłami którego z początku ze sporymi oparami, ale później przemógłszy się, młody mężczyzna poznaje wszechstronny asortyment sali tortur nowego mentora, jego zastosowanie w trybie teoretycznym oraz praktycznym, jak i tajniki odpowiedniego korzystania z niego, by jak najskuteczniej łamać wole przesłuchiwanych. Wbrew pozorom jednak, głównymi założeniami tejże nauki, wcale nie było na tamten czas zyskanie wszechstronnej wiedzy z uprzednio wymienionych dziedzin, która po prawdzie była tylko koniecznym dodatkiem do prób jakim poddawano przy okazji jej zgłębiania młodego kandydata na Inkwizytora. Prób mających na celu sprawdzenie, czy ten nie zwątpi w Świętą Misję Oficjum oraz jego nauki A przede wszystkim sprawdzenie, czy wytrzyma presję cierpienia oraz rozpaczy, jakimi wykazywali się zwykle w nadmiarze poddawani torturom heretycy. Dość ciężkich, jako iż mistrz Ignacy mimo niepozornego wyglądu znał się na fachu jak nikt inny i starał jak mógł, by jego podopieczny mógł co prawda nie samemu praktykować, ale przyglądać się najzmyślniejszym z jego "artystycznych aktów". Przy okazji aktywnie edukując młodego mężczyznę z dziedziny anotomii, czemu sprzyjał nadmiar heretyckich ciał w różnej formie oraz stanie. Podczas trwania tejże edukacji, Vincent nigdy nie otworzył się względem Tyra. Z jednej strony uważając go za narzędzie w rękach Kościoła, a z drugiej...lękając jego bezwzględności oraz bestialstwa, jakim często towarzyszył szczery uśmiech na ustach małego, przygrubego mężczyzny. Podczas gdy ten oddawał się swojej niekrytej pasji.

Samo "szkolenie" trwało ponad rok czasu, po którym Vincent został poddany przesłuchaniu przez Reisa, mającym wykazać jakie zyskał podejście do tego czego musiał doświadczyć . Podczas niego młody mężczyzna wyznał też, że często nie mógł znieść nadmiaru cierpienia i brutalności ze strony mistrza Ignacego. Jednak nigdy mu o tym nie powiedział, gdyż wciąż wierzył w słowa swego pierwszego mentora na temat konieczności takich działań przeciw wszechotaczającemu grzechowi. Na co zadowolony Reis postanowił go pocieszyć, oznajmiając iż to czego doświadczył nie jest koniecznością, a jedynie wynikiem niewielkiej liczby wyszkolonych Inkwizytorów, mogących zapobiec temu przy pomocy swoich umiejętności. Nie niosących za sobą żadnego bólu oraz cierpienia, a jedynie czystą prawdę. Na co Van'thel oznajmił swemu mistrzowi na to iż pragnie zostać Inkwizytorem, by oszczędzić światu cierpień niesionych przez toczący go grzech i ofiarować najczystszą formę prawdy, dzięki której ten stanie się lepszym miejscem dla żyjących w nim ludzi. W odpowiedzi pierwszy raz w swym życiu, otrzymując ze strony swego mentora zapewnienie o niezmiernej dumie jaką ten odczuwa na dźwięk słów swego ucznia.

25 rok n.e

Wnętrze Katedry Światłości usytuowanej w Stormwind

Pół roku po zakończeniu szkolenia pod skrzydłami Ignacego Tyra oraz wystawieniu opinii przez Mistrza Reisa na ręce Inkwizytorium. Nadeszła pora na jeden z przełomowych momentów w życiu Vincenta, jakim było zaprzysiężenie Oficjum mające miejsce na terenie Katedry Świętego Blasku w Stormwind. Po którym ten odebrał pierścień i medalion Inkwizytorski, opuszczając ją jako jego pełnoprawny przedstawiciel. Tylko po to by podjąć się już niedługo swojego pierwszego, samodzielnego śledztwa. Mającego na celu rozwiązanie zagadki seryjnych morderstw o charakterze rytualnym. Mających miejsce na terenie przynależnym do jednego z Lakeshire'skich klasztorów. Gdzie 2-3 razy w tygodniu znajdowano obdarte ze skóry, ludzkie ciała. Ułożone na wymalowanych ich krwią kręgach o demonicznym charakterze. Sprawa jednak nie jest łatwa do rozwikłania, ponieważ w tym samym czasie dochodzi do najazdu Mrocznej Hordy na prowincje Czerwonego Przeręblu, co sprawia że okoliczna ludność oraz władze, bardziej przejmuje się Orkami i smokowcami niż seryjnym mordercą.

Zdeterminowany Van'thel, który uważa swoją świętą misję za priorytet w tamtym momencie, jednak nie ustępuje. I po 2 miesiącach przesłuchiwania powikłanych z ofiarami osób oraz polowań na sprawcę. W końcu natyka się na orczego demonologa Thar'gula, który wraz z grupą swoich kultystów wykorzystawszy zamieszanie wywołane przez jedną z wielu bitew o Lakeshire. Uprowadza kilkoro okolicznych dzieci, będąc przekonanym iż niewinność ich duszy wpłynie najkorzystniej na rytuał po który pragnie sięgnąć by wesprzeć swoich pobratymców w zmaganiach z siłami Stormwind. W ostatecznym rozrachunku jednak ginąc wraz ze swoimi wyznawcami, po obławie straży miejskiej pod przywództwem Inkwizytora.

Po rozwiązaniu śledztwa, Vincent rzecz jasna wraca do stolicy by złożyć obszerny raport Oficjum na temat jego przebiegu oraz mrocznej magii po którą sięgają czarnoksiężnicy Prawdziwej Hordy z północy. Jego zamiar jednak krzyżują machinacje natherizima Dethedema oraz inwazja sił Nowej Hordy wraz z nieumarłymi na mury Stormwind. Przez co Inkwizytor jest zmuszony przyłączyć się do oddziałów oficjum wspierających władze podczas walk toczących się na terenie miasta, a później i samego pałacu. Po zażegnaniu których i zawarciu porozumienia pomiędzy frakcjami, Van'thel może w końcu wrócić do wykonywania dawnych obowiązków. Składając raport na ręce Wielkiego Inkwizytora i otrzymując od niego niespodziewanie polecenie udania się do Theramore. Gdzie wedle przełożonego ma czekać na niego, jego uznawany za zmarłego ojciec. Ta wieść wstrząsa 20 letnim Inkwizytorem, który do tej pory był święcie przekonany, że jego jedyną rodziną jest Inkwizytorium Kościoła Światłości. Nie mniej bez obiekcji decyduje się udać do Kalimdorskiego królestwa...

26 rok n.e

Po trzech tygodniach żeglugi podrzędną fregatą daleko morską Vincent dociera więc w końcu do miejsca docelowego swojej podróży jakim jest Theramorski Port Handlowy. Tam jednak zamiast armii okolicznych moczymord, zwących się chlubnie pracownikami portu, zastaje powitany nie przez nikogo innego, a samego wice admirała Marynarki Wojennej w osobie własnego ojca. Który, wbrew oczekiwaniom meżczyzny, wita go dość ciepło jako utraconego syna, którego udało mu się w końcu odzyskać po latach rozłąki i niepewności. Przy czym oczywiście nie brakuje czułych objęć na oczach okolicznej ludności, męskiego poklepywania po ramieniu przy znajomych, czy też nawet pełnych zadowolenia przemów, świadczących o wszechogarniającym szczęsciu, jakie trawi sędziwego Abastora na widok odzyskanego, młodszego potomka. Wszystko oczywiście specjalnie zaaranżowane by w drodze do rodowej twierdzy, plotki o odzyskanej chlubie Van'thelów, mogły roznieść się po całej wyspie oraz okolicznych bagnach.

Na miejscu z kolei, ojciec przedstawia swój młodszy "skarb", jego starszemu bratu oraz przyszłemu dziedzicowi całego majątku, Garetowi. Po czym zostawia dwójke mężczyzn ze sobą sam na sam, co daje im okazje do zacieśnienia więzi. Co owocuje w długie rozmowy na temat zarówno zmarłej matki obojga, Eveline, jak i życia Abastora oraz Gareta, po utracie jej oraz odesłaniu Vincenta do klasztoru. Dzięki czemu Inkwizytor, zyskuje okazję do nadrobienia niedostępnej mu tyle lat wiedzy. A przynajmniej poznania jej bardziej pozytywnej i mniej brutalnej dla niego wersji. Dziedzic rodu oczywiście nie ma zamiaru poprzestawać na rozmowach i prędko wyciąga młodszego brata na polowania na których oboje zaznają rozrywki przez kolejne dni. Podczas których też sam Vincent, jest przyzwyczajany do konieczności życia w luksusie. Mimo usilnych starań jednak, wszelkie próby zrobienia z podejrzliwego i zdystansowanego, dwudziesto-latka, duszy towarzystwa. Wydają się nieuchronnie zmierzać ku negatywnemu końcowi. Ponieważ otwarty co prawda dla brata i ojca Vincent, zdaje się w pełni izolować od wszelkich innych osób którym swoim zdaniem nie powinien ufać. W końcu grzech i zło jakie jest jego wynikiem, czai się wszędzie! A fałsz i pozór to ich najlepsza pożywka.

Stary Abastor nie ma jednak zamiaru spoczywać na laurach. I postanawia sięgnąć po ciężką artylerie. Organizuje w tym celu bal na terenie swojej posiadłości i zaprasza na niego wiele możnych person oraz ich dzieci. Oczywiście nie są to ludzie z przypadku, a bogaci i wpływowi przedstawiciele wyspiarskiej społeczności, których majątki po potencjalnym mariażu Vincenta z ich latoroślami, mogłyby korzystanie wpłynąć na stan finansowy jego skarbca. Co jest też prawdziwym powodem, którego rzecz jasna ojciec młodego Inkwizytora, nie miał zamiaru mu wyjawić, dlaczego ten został tak wspaniale podjęty i zyskał tyle miłości oraz zrozumienia ze strony jego, jak i brata.

Bal się zaczyna. I dziwnym trafem w ogromnej sali tanecznej, jedną trzecią gości stanowią młode a do tego często piękne (choć nie zawsze) niewiasty. Pozornie wydaje się to nie być w żadnym razie kwestią problematyczną. Tak samo jak i fakt, że dziwnym zrządzeniem losu ich oczy w większości są skupione na młodym Van'thelu, o którym wyraźnie plotkują w towarzystwie konkurentek. Nawet się przed nim, przy tym nie kryjąc. Wszystko jednak jakoś się kręci. Rozmowa towarzyska za rozmową. Propozycja wspólnego tańca, jak zwykle zakończona stanowczą odmową ze strony Vincenta. Próba zmuszenia młodego szlachcica do zapięcia / poprawienia elementu garderoby, często niebywale zmyślnego i uwydatniającego kształty. Niestety jak zawsze uwarunkowana prośbą skierowaną w stronę innej pobliskiej damy, by to uczyniła - oczywiście także z inicjatywy mężczyzny. Jak i wiele innych prób mających na celu zbliżenie się do niego, ale kończących się totalnym fiaskiem. Co wynikało nie tyle z negatywnego podejścia obiektu zainteresowań względem, zainteresowanych nim kobiet. A przede wszystkim, totalnego braku obycia z ich osobami, o których młody Van'thel wiedział tylko tyle, że są jednym z głównych powodów grzesznych myśli oraz działań męskiej częsci społeczeństwa. Przez co unikał ich jak ognia i zwykle trzymał się przynajmniej na metr bądź więcej od każdej przedstawicielki tego "podstępnego" gatunku. W pewnym momencie jednak miarka się przebrała i niektóre panie zaczeły jawnie dotykać osoby paladyna. Część przez przypadek, część w akcie zaczepnym. Co po kilku minutach skończyło się jego wyjściem z sali w zakłopotanym stanie. Niestety na tym ich próby podboju jego serca nie skończyły się, gdyż cześć postanowiła ruszyć za nim do holu i tam jego uprzejme odmowy na ich różne, powoli coraz bardziej dwuznaczne i niemoralne propozycje w pewnej chwili zmieniły się w desperacką próbę ucieczki. Co wywołało nielada zamieszanie wśród ściagających go po korytarzu i ogrodach białogłów, które zaczął posądzać oto że są opętane przez jakiegoś demona. Aż w końcu udało mu się skryć w łaźniach, gdzie mógł odetchnąć z wyraźną ulgą, czując się w końcu bezpiecznym. A przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż prędko okazało się, że napotkał tam samego demona pożadania "odpowiedzialnego" za to całe, jakże przerastające go zamieszanie. W osobie pół nagiej, rudowłosej piękności ktora "pod wpływem" opętania krzyczała zbliżając się ku niemu "Pora byś wypędził demona z mego łona, Inkwizytorze". Co skończyło się dość brutalnym spętaniem jej osoby i zapewnieniem że święte oficjum zajmie się ocaleniem jej duszy spod wpływu wspomnianego.

Następnego dnia oczywiście doszło do spotkania zawiedzionego ojca z synem i dość nieciekawej rozmowy podczas której Vincent próbował przekonać wice admirała o spisku tajemniczego demona, który opętał wszystkie niewiasty podczas balu i sam pofatygował się po niego bluźniąc do łaźni. Polecając rzecz jasna, zawezwanie oddziału Inkwizycji ze Stormwind, jako remedium na jego plugawą działalność. Ta jednak zakończyła się wpadnięciem Abastora w prawdziwy szał i kilku godzinnym tłumaczeniem młodemu Van'thelowi prawdziwego celu przedsięwzięcia jakiego był częścią. Po której zrezygnowany senior, stwierdził że z podejściem syna nie ma co liczyć na intrafny mariaż z jego udziałem. I zdecydował się go odesłać oficjum, by w tym czasie uciszyć samemu zamęt oraz plotki, powstałe po balu. Przedtem jednak, załatwiając niezbędne formalności na mocy których jego syn zyskał obywatelstwo Theramore i prawo do dziedziczenia jego tytułu oraz majątku, jeśli jakimś trafem Garet miałby tego nie uczynić. Po których udał się z nim na audiencję do władczyni wyspiarskiego królestwa, Lady Jainy Proudmoore, która jednak przed dopełnieniem formalności na mocy których miała pasować mężczyznę na rycerza i nadać mu tytuł szlachecki, co było należnością wynikającą z pochodzenia jego ojca. Zarządała z nim prywatnej rozmowy. Podczas niej, zaskakując poddanego, swoją niebywałą otwartością, poczuciem humoru, charyzmą oraz pełnym przychylności podejściem. Dzięki którym nie raz, jej nie przywykły do tego rozmówca był skazany na to by zlać się jawnie szczerym rumieńcem. W jej trakcie Vincent opowiadał arcymagini o swoim przeszłym i obecnym życiu, jak i dzielił się z nią swymi ambicjami, które wyraźnie wydawały się ją intrygować. Przez co mająca być tylko formalnością rozmowa, przeciągnęła się na kilka godzin i zakończyła decydującym pytaniem ze strony kobiety. Mającym stać się końcowym testem szczerości dla mężczyzny. Mianowicie Jaina, zapytała rozmówce w niepozorny sposób, czy ten szczerze uważa się za gotowego przysiąc wierność jej oraz jej ludowi i służyć mu z takim zapałem z jakim służy Oficjum. Na co ten jednak pozytywnie ją zaskoczył, stwierdzając jak niewiele wie na temat Theramore oraz jak w niewielkim stopniu zna jego lud. Przez co nie jest tego pewny. Co mimo jej zadowolenia zadecydowało o powiadomieniu Abastora o przeniesieniu terminu pasowania na czas nieokreślony - oczywiście ku jego wielkiemu niezadowoleniu. Jak i listem do Oficjum w którym władczyni prosiła o przydzielenie Inkwizytora Van'thela na służbę w garnizonie jej straży miejskiej z powodu braku wykwalifikowanych śledczych oraz problemów związanych z tropieniem zbrodni na tle rytualnym. Który zaowocował spełnieniem jej woli.

Theramore jednak wiele brakowało do tonącego w zepsuciu Stormwind bądź innych wielkich królestw przymierza w których mroczne kulty i wrogowie wiary w światłość trzymali mocną pozycje, ugruntowaną dziesiątkami, a czasem nawet setkami lat egzystencji na ich terenach. Co prawda wciąż dochodziło tam do poróżnień poglądowych pomiędzy zwolennikami poległego Wielkiego Admirała, Daelina Proudmoore, a poddanymi jego córki bądź utarczek między nie chcącymi podporządkować się jej ustaleniom ludźmi oraz hordą. Ale w żadnym razie, nie były to problemy którymi mógł zająć się przykładny Inkwizytor. Vincent więc w owym czasie poświęcał swój czas głównie na poszerzaniu swojej wiedzy z zakresu historii i geografii, szczególnie zdeterminowanie podchodząc do tej drugiej. Ponieważ Kalimdor i jego rejony, wciąż pozostawały jednym wielkim sekretem dla jego skromnej osoby. W ciągu tych poświęconych na szlifowanie własnej wiedzy miesięcy, zwiedzając dokładnie teren stolicy oraz bagien, gdzie nieraz paladyn musiał się udawać w przeróżne rejony by obalać różne dziwne teorie na temat okolicznych wiedźm, ocalałych z pogromu pod Hyjal demonów legionu bądź siedlisk zakazanych kultów...które w praktyce były niczym innym, a przede wszystkim wymysłami okolicznej ludności, która wciąż pamiętała o potwornościach plagi i płonącego legionu.

27 rok n.e

Vincent w wieku dorosłym i typowym dla siebie stroju wyjściowym.

Początek kolejnego roku jednakże okazuje się być o wiele bardziej owocny. Po pierwsze nieoczekiwanie wciąż przychylny swemu bratu Garret postanawia w sekrecie przed ojcem przepisać jeden ze swoich niewielkich majątków ziemskich na rzecz Vincenta, przy okazji zapewniając mu edukacje ze strony własnych urzędników w zakresie zarządzania i finansów, by jak sam twierdzi. Jego braciszek, gdy w przyszłości zyska nieco więcej gotówki, weidział kiedy inni próbują za jego plecami mu ją uszczuplić. Co prawda młodszy Van'thel podchodzi sceptycznie do pomysłu brata, ale w końcu daje się przekonać licznymi argumentami Garreta. Długo jednak nie cieszy się ziemią z winiarnią, ponieważ nieoczekiwanie otrzymuje dość tajemnicze zadanie ze strony przełożonych z Inkwizytorium. Na mocy którego ma udać się w rejs luksusowym okrętem pasażerskim do Kul Tiras w towarzystwie szlachty i magnatów finansowych z całego świata. Oczywiście nie po to by pławić się w luksusie i wypoczywać, a by wytropić tajemniczego demona, który już trzeci uprzedni rejs z rzędu okupił kolejną serią masakrycznych morderstw.

Wbrew pozorom, zadanie wcale nie jest takie łatwe na jakie z początku wygląda. Albowiem przyzwyczajony do trzymania się na uboczu i izolacji mężczyzna, musi wykazać się sporą charyzmą zaznajamiając się z pasażerami oraz pracownikami liniowca w taki sposób by przeprowadzając z nimi konwersacje móc skutecznie wywnioskować z nich cokolwiek pomocnego w dalszym postępowaniu. Co staje się tym trudniejsze, gdy okazuje się iż większość z gości na statku to dość zadufana w sobie i jawnie arogancka, śmietanka towarzyska. Po tygodniu jednak dochodzi do pierwszych trzech morderstw i atmosfera na okręcie się przerzedza. Niestety wciąż potencjalny demon okazuje się być daleko poza zasięgiem Van'thela, który ogniskuje swoje starania na garstce oficerów i głównym motorniczym okrętu, którzy do tej pory zawsze pozostawali dla niego nieuchwytni. Do czasu gdy udaje mu się przesłuchać całą trójkę pierwszych, mija kolejne siedem dni i kolejna czwórka możnych gości pada ofiarą rytualnych mordów. Cierpliwość jednak wydaje swoje owoce i w końcu po zmuszeniu jednego z podejrzanych do wyjawienia prawdy przy pomocy swoich Inkwizytorskich zdolności, paladyn natrafia na trop głównego sprawcy, którym okazuje się nieoczekiwanie sam kapitan okrętu, będący potężnym Natherizimem, który ucieka jednak podczas obławy, dokonując masowego mordu podczas balu na pokładzie przy pomocy nekromantycznej magii.

Po przybiciu do brzegów Kul Tiras, Vincent zdaje raport tamtejszej placówce Inkwizytorium i wraca do Theramore. Tam natomiast nie dane jest mu jednak wypoczywać, gdyż z razu zostaje zawezwany przed oblicze władczyni i po długiej rozmowie na temat jego dotychczasowej działalności na rzecz jej królestwa oraz osiągnięć. W podsumowaniu ta pasuje go na swojego rycerza, przez co zyskuje tym samym tytuł i prawo do dziedziczenia po ojcu. Tym samym porzucając obywatelstwo królestwa Stormwind z którym wiąże go od tej pory jedynie działalność dla tamtejszych placówek kościelnych.

28 rok n.e

Vincent w służbowej zbroi Inkwizytora podczas czytania jednego z wyroków opiewających w karę śmierci dla pojmanego heretyka.

Po sławetnym turnieju magicznym, jaki ma miejsce na wyspie pod patronatem władczyni jednakże, mężczyzna zostaje oderwany od spokojnego życia i zawezwany z powrotem do "stolicy lwa". Tam z kolei zostaje przydzielony do śledztwa mającego wykryć grupę demonologów mających wpływy w szeregach Akademii Magicznej na terenie stolicy. Niestety zanim dochodzi do odkrycia jakichkolwiek konkretów mających zaognić śledztwo, dochodzi do nieoczekiwanej inwazji demonów na teren dzielnicy magicznej w której ginie kilkadziesiąt osób. W tym kilku Inkwizytorów z oddziału Vincenta. Oczywiście po tym podejrzanym "wypadku" Inkwizycja prowadzi bardziej zakrojone działanie na terenie dzielnicy, organizując wraz z lokalną strażom serię łapanek i polowań na magów którzy w tym czasie w pewnej liczbie uciekli ze stolicy. Co w swym następstwie owocowało miesiącami przesłuchań oraz dochodzeń w kwestii znalezienia potencjalnej komórki sprawczej odpowiedzialnej za przyzwanie istot.

Jak można się domyślać, to był dość pracowity czas w życiu Inkwizytora i zarazem owocny, gdyż prowadzonym śledztwom towarzyszyły dziesiątki zatrzymań. Przesłuchań, zarówno tych konwencjonalnych jak i mniej konwencjonalnych. Tortur i egzekucji. O których rzecz jasna nie mówiło się publicznie, gdyż prosty lud nie zawsze potrafił pojąć prawdziwą głębię świętej misji Oficjum. W tym czasie także, młody Van'thel miał idealną okazję by poszerzyć znacznie swoją wiedzę na temat demonicznych istot i rytuałach związanych z ich sprowadzaniem na plan Azeroth. Nie wspominając o niebywałych okazjach do eksploatowania własnej charyzmy w trakcie pracy. Gdy każdy gest bądź słowo wydawało się mieć kolosalny wpływ na powodzenie danego śledztwa. Pracy inkwizytorium nie zaburzyła nawet nieoczekiwanie wybuchająca pod koniec roku wojna z worgenami na północy. Którą wręcz zbojkotowano na rzecz dopełnienia misji mającej na celu oczyszczenie stolicy z zagrażających jej na miejscu heretyków i złoczyńców.

Same śledztwa dobiegły końca dopiero w drugim miesiącu kolejnego roku. Gdy owiany wieloma sukcesami paladyn otrzymał awans na dowódce oddziału Inkwizytorium w Theramore. I kolejny na Starszego Inspektora Śledczego z rąk samej Jainy, która miała cały czas wgląd w działalność swego rycerza. Przez co ten zaczął działać także w poważniejszych sprawach karnych toczących się na terenie jej królestwa, bez udziału czynnika religijnego.

29 rok n.e

Niestety Vincentowi nie przychodzi zbytnio rozwinąć w tym względzie skrzydeł, gdyż zaledwie kilka tygodni później dochodzi do inwazji plagi na Theramore, której siły zostają z trudem odparte kosztem wielu istnień. A rozbita nekropolia, przy pomocy której tam przybyły wypuszcza na teren bagien dziesiątki potwornych niedobitków, które stają się celem kolejnych patroli oraz polowań. Nie ma się co łudzić też, że dwa ostatnie dają jakieś szczególne owoce, co z kolei kończy się serią tajemniczych morderstw i zaginięć, których sprawcami są nieumarli, dając tym samym Inspektorowi spore pole do popisu i okazje do pod szlifowania zdolności tropienia ich. Po zażegnaniu tegoż problemu jednak, ludność wyspiarskiego królestwa wcale nie może oddychać z ulgą. Gdyż po pladze, przychodzi pora na żądnych zysku najemników Krwawego Świtu, którzy porywają mieszkańców Stormwind oraz innych królestw przymierza, by sprzedawać ich później dla zysku stacjonującym na pustkowiach goblinom. Organizującym z ich udziałem walki gladiatorskie. Niestety pod koniec śledztwa, tuż przed rozwiązaniem widowiskowego przedsięwzięcia Vincentowi nie udaje się zdobyć wyraźnych dowodów na to jakoby w ten nielegalny proceder była zamieszana cała organizacja, która działa także na obszarze Theramore. Nie mniej za garstką jej przedstawicieli wychodzą listy gończe, a ci zaprzestają wkrótce po tym swojej działalności.

Gdy sytuacja w wyspiarskim królestwie ponownie w miarę się stabilizuje. Van'thel wraca do Stormwind, gdzie dla odmiany Prawdziwa Horda i poplecznicy Nefariana, wciąż sieją chaos i spustoszenie. Co w prostej linii daje mężczyźnie masę roboty śledczej. Gdy kolejni wieśniacy znikają, zostają składani w ofierze demonom bądź gwałceni przez nie. Na domiar złego wkrótce konflikt z Czarną Skałą zaognia się na tyle intensywnie, że dochodzi do jawnej kampanii wojennej przeciw sługom czarnych smoków. Przez co rycerz z Theramore dołącza do sił sojuszu udających się przeciw zagrożeniu z północy jako część wsparcia Kościoła Światłości. Biorąc udział w kilku walnych bitwach na terenie płonących stepów, gdzie pierwszy raz ma do czynienia z istotami zwanymi smokowcami oraz czarnymi smokami. Jak i ostatecznym szturmie na leże Nefariana, gdzie ten zostaje w końcowym rozliczeniu zgładzony. Same zmagania natomiast stają się najdłuższym konfliktem w życiu mężczyzny w którym przyszło mu brać udział i jednym z wielu okresów w których zyskał niebywałą sposobność do rozwoju swoich bojowych umiejętności oraz podstawowej wiedzy militarnej.

Po zakończeniu wojny Van'thel wraca do Theramore. Tylko po to by dowiedzieć się o powstaniu sił sojuszu pod nazwą Ekspedycji Przymierza i swoim udziale w jego misji mającej na celu zgładzenie zdrajcy Arthasa oraz jego nieumarłych sił. Za wstawiennictwem samego arcybiskupa Benedykta obejmując pieczę nad oddziałem śledczym Inkwizycji mającym zajmować się przesłuchiwaniem kultystów oraz szpiegów plagi wraz ze stanowiskiem Głównego Inspektora Śledczego Ekspedycji, jako jeden z nielicznych specjalistów w swoim fachu.

30 rok n.e

I. W Imię Prawdy

Swoją działalność na rzecz Ekspedycji Przymierza, Vincent rozpoczął w Wintergarde, jeszcze za czasów gdy jedna z największym placówek przymierza na Northrend, była tylko twierdzą bez części mieszkalnej i gospodarczej, jakie dobudowano w późniejszym okresie. Mogącą się pochwalić jednak już na tamtą chwilę pierwszorzędnymi lochami, które były nad wyraz dobrze wyposażone i posiadały profesjonalny personel. Co ciekawe, dość długo z początku, będąc tam mało publiczną osobą. Ponieważ jak sam fanatycznie wręcz był przekonany. Zadanie jakie mu powierzono, a na jakie składało się nadzorowanie przesłuchiwań oraz egzekucji wszelkiej maści kultystów, zdrajców przymierza i innych jego wrogów. Wymagało od niego pełnego poświęcenia. Przez co Główny Inspektor spędzał swój czas zamiast na przechadzkach po rozwijającej się wciąż placówce, głównie w jej podziemiach. Całkowicie w ten sposób izolując się od działań wojennych.

Sytuacji tej nie poprawił nawet upadek nekropolii Naxxramas, po zdobyciu której liczba kultystów faktycznych i domniemanych, przeraźliwie wzrosła. Sprowadzając na Wintergarde dość przerażający okres czasu, podczas którego nikt nie mógł być pewien czy jego najbliższe otoczenie nie jest infiltrowane przez szpiegów plagi. A mury twierdzy oraz pale za nimi, tonęły w ciałach. Van'thel jednak nawet wówczas izolował się socjalnie, swój prywatny czas spędzając jedynie z ówczesną panią Oficer Medyczną Archaią, zwaną również na ironie "Białą Wiedźmą", która działała aktywnie na terenie lochów placówki oraz skazanym na banicję względem terenów Ekspedycji Przymierza, biskupem. Innocentiusem Lightshieldem, któremu przekazywał korespodendencję z kancelarii Kościelnej, gdy przebywał na terenie obozu Srebrzystej Krucjaty, mieszczącego się na północnych rubieżach, prowincji Zmierzchu Smoków.

Śmiało można stwierdzić również, że był to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu rycerza. Ponieważ wówczas to, był nie tylko świadkiem setek przesłuchań, czesto dość brutalnych i godzących w moralność. A także i egzekucji. Zarówno tych pojedynczych, jak i masowych. Poczas których wygłaszał najczęsciej mowy, po przeczytaniu prawomocnego wyroku wydanego przez Wysokiego Lorda Fordragona bądź też samego Króla Wrynna. Co w końcu odbiło się w dość dużym stopniu na jego psychice, sprawiając że mężczyzna w końcu przyzwyczaił się niebywale zarówno do widoku cierpiących, jak i zabijanych istot. A on sam stał się swego rodzaju szarą eminencją na widok której odwracano wzrok i którą omijano szerokim łukiem. Gdyż wierzono, że nie różni się niczym od demonizowanego obrazu typowego Inkwizytora. Mimo że w praktyce nikt nie mógł poświadczyć by Inspektor czerpał przyjemność z tego co widzi bądź sam prócz nadzorowania działań swoich podopiecznych, brał w nich aktywnie udział. Nie licząc niewielu przesłuchań jakie prowadził osobiście, ale wciąż kierując się swoją świętą zasadą na mocy której wierzył że sprytnie przeprowadzona rozmowa i moce jakie zesłała mu światłość, są wystarczającymi narzędziami, niezbędnymi do odkrycia prawdy. A to własnie prawda, nic innego, była celem jego działalności. Dzięki temu jednak prędko został zauważony przez Wysokiego Lorda Fordragona i stał się jego najbardziej zaufanym śledczym.

II. Smutny Obowiązek

Z lochów Van'thela na dłużej zdołał wyciągnąć dopiero sam Arcybiskup Benedictus, który przybył z serią wizyt na Northrend. A któremu Vincent towarzyszył w tym czasie, jako osobisty ochroniarz. Udając się z osobą Ekscelencji choćby do obozu Srebrzystej Krucjaty, gdzie Benedykt spotkał się z Wysokim Lordem Tirionem Fordringiem oraz Biskupem Innocentiusem Lightshieldem. Po rozmowie z tym drugim opowiadając rycerzowi o szalonych ambicjach kapłana i jego planach, gdy razem wracali do Wintergarde, gdzie głowa Kościoła spotkała się z samym królem Wrynnem i poinformowała go o tym czego się dowiedziała od swego podwładnego. A plan Innocentiusa był dość jasny, wzniecić bunt przeciw władcy Stormwind za jego plugawe grzechy i obalić go, by Kościół Światłości mógł przejąć władzę w królestwie. Co rzecz jasna niezbyt się spodobało Varianowi. Bez względu jednak na decyzję króla Stormwind, Innocentiusowi nie odebrano tytułu Biskupa, którym niestety nie długo przyszło mu się też nacieszyć. Pewnego dnia albowiem, Lightshield, nie mając już dostępu do informacji z Wintergarde, postanowił je odwiedzić w przebraniu. Popełniając jednak dość poważny błąd, jakim było spotkanie się z Vincentem, który go zatrzymał i oddał w ręce władz. Co zaowocowało w krótkim czasie wyrokiem skazującym Biskupa na pal, który został przeprowadzony na oczach Inkwizytora, który był poważnie zszokowany stanowiskiem Ekscelencji Lightshielda i korupcją jakiej uległ tak światły człowiek jakim przyszło mu niegdyś być. Bez względu jednak na wszystko, był to największy sukces mężczyzny w karierze Inkwizytorskiej, ponieważ nie często zdarza się by Inkwizytor doprowadzał do ujawnienia zepsucia u wysokich rangą urzędników kościelnych oraz doprowadzał do ich skazania.

III. Zepsucie Trawiące Ekspedycje

Śmierć szalonego Biskupa Lightshielda jednak, była dopiero początkiem góry lodowej. Ponieważ nawet mimo coraz stabilniejszej sytuacji w Wintergarde i upadku Naxramas. Plaga wciąż miała w pobliżu swój posterunek złożony z uciekinierów z nekropoli, a jej kultyści nad wyraz licznie sabotowali działania Ekspedycji za murami jej placówki. Co w krótkim czasie, po serii śledztw zainicjowanych w współpracy z Hebanowym Ostrzem, które zaowocowały obławą na wysokich rangą przywódców ich komórek. Doprowadziło do zlokalizowania głównego przywódcy oraz miejsca spotkań wraz z terminem najbliższego z nich. Wówczas to Vincent otrzymał z rąk samego Wysokiego Lorda rozkaz wyłapania wszystkich kultystów. Czego podjął się wraz z udziałem Archai oraz dwójki magów z Dalaranu, Azaera Ad'Arana oraz Liodena Mudwella. Opracowując plan działania i wysyłając trójkę na miejsce, by później dostać w swoje ręce tajemniczego mistrza Wezuvio i ocalałych z pogromu czcicieli plagi jakich zastano u jego boku. Co skończyło się straceniem wszystkich poprzez u palowanie. Na uwagę w tym wydarzeniu zasługuje fakt, że był to pierwszy raz gdy Vincentowi przyszło współpracować z jakimikolwiek użytkownikami magii, jakich uważał na tamten czas za zło konieczne tego świata od którego gdy nie jest to potrzebne, lepiej trzymać się z daleka. Jak i pierwszy krok zmierzający w późniejszym czasie nie tylko do swego rodzaju przyjaźni z osobą dwójki, a także przychylniejszego spojrzenia na profesje samych magów.

Jak można się spodziewać, po zażegnaniu problemów wewnętrznych, Ekspedycja postanowiła zająć się wyeliminowaniem niedobitków plagi. Czego dokonała podczas szturmu na przejętą przez nie, wioskę Wolvarów, leżącą na granicy z wzgórzami Grizzly. Wybijając w pień wszystkich nieumarłych i pojmując ich przywódcę. Tajemniczego Elfiego Księcia, który po przesłuchaniu w lochach Wintergarde także został w końcu stracony. Po tych wydarzeniach Ekspedycja skoncentrowała swoje działania na przygotowaniach do nachodzącej nieuchronnie Bitwy o Wrota Gniewu. A Van'thel wrócił do swojego lochu, Inkwizytorów i śledczych. Zajmując się prowadzeniem nielicznych śledztw przeciw już coraz rzadziej od tamtej pory spotykanym kultystom.

IV. Piękna i Bestia

Jednak rycerz z Theramore nie miał długo narzekać na nudę i brak wrażeń. Ponieważ pewnego wieczoru w twierdzy Wintergarde doszło do dość nietypowego wydarzenia, którego świadkiem przyszło mu zostać. Z pozoru nic godnego uwagi, gdyż aresztowania, nawet oficerów nie były niczym niezwykłym w tym miejscu. Ale gdy jeden z nich, przysłany ze Stormwind mężczyzna zwany Attorianem Raze, tuż przed wejściem do lochu oznajmił, że nagle tam nie wejdzie. Spokojny z pozoru wieczór miał zmienić się z chwili na chwilę w prawdziwe piekło. Kolejno zsyłające szarpanine pomiędzy Wysokim Lordem Fordragonem oraz stającym w obronie zatryzmanego, Oficerem Solarblade'em, zakończoną aresztowaniem drugiego. Jak i nieoczekiwane wyznanie Razea, który oznajmił główno-dowodzacemu sił Ekspedycji, że jest czarnym smokiem. Narażając się po tym na jego gniew i niemalże nie zostając straconym przez Fordragona na miejscu, gdyby nie pomoc Dalaranu w którym się schronił. To jednak było jedynie początkiem serii kolejnych afer, sporów dyplomatycznych oraz zmagań pomiędzy kilkoma stronnictwami jakie się uformowały po tej nocy. Po których do twierdzy przybył sam Varian Wrynn i nakazał zamknąć Wysokiego Lorda w Lochu. Co od zamknięcia w luksusowym apartamencie różniło się w praktyce tylko tym, że w lochu były kraty zamiast drzwi i okien.

W tym czasie też, praktycznie nie prowadziło się już przesłuchań z udziałem kultystów, więc Vincent miał sporo czasu na zabawy w biurokracje i pilnowanie czy Wysokiemu Lordowi niczego nie brakuje. Przy okazji pomagając Archai w jej przedsięwzięciu mającym na celu odesłanie kilka uwięzionych przez kult potępionych dusz do światłości. Jego spokojne życie jednak nie miało zbyt długo potrwać, gdyż pewnego dnia po zawezwaniu przez Wysokiego Lorda do jego celi, otrzymał z jego ust nakaz zatrzymania i przesłuchania Lydii. Kobiety będącej w niejakim związku z byłym regentem, która wedle jego słów okazała się być worgenem...co skończyło się solidnym przesłuchaniem rzeczonej kobiety, która nie tylko nie okazała się być kultystką, agentką legionu, ani potworem w ludzkim przebraniu. A całkiem niewinną istotą, która padła ofiarą tajemniczego "schorzenia" w trakcie dzieciństwa. Do tego ujawniając nieoczekiwanie, że tak naprawdę jest córką samego króla Gilneas. Co po tym jak Varian Wrynn ogłosił to oficjalnie na terenie twierdzy, wstrząsło tamtejszą załogą i wzbudziło wiele mieszanych reakcji.

Po tym wydarzeniu Vincent zaczął patrzeć na kobietę jak na bratnią sobie duszę, gdyż tak jak ją od tej pory, oceniano go zawsze po pozorach, a nie na mocy tego jakim człowiekiem tak naprawdę był. Zyskał też nowy cel, jakim stało się za wszelką cenę ujawnienie światu prawdy na temat worgenów i związanej z nimi klątwy, by móc tym samym ocalić przed niesłusznym osądem i zagładą, ludzi którzy padli jej ofiarami.

V. Wrota Gniewu

W uprzednio opisanym celu udał się więc do Stormwind, gdzie po spotkaniu z samym arcybiskupem, uzyskał aprobatę Kościoła Światłości względem swojej działalności. Ponadto głowa kościoła zarządziła misję kościelną na terenie lasu zmierzchu gdzie na tamten czas trwała wciąż zajadła wojna, a raczej aktywna rzeź, wymierzona w nadmiernie liczne worgeny, uznane za zagrożenie dla królestwa ludzi. Celem misji posłanej na południe z kolei było nic innego, jak wsparcie sił Stormwind oraz zajęcie się potencjalnymi ofiarami klątwy Arugala w razie ich wykrycia. Sam Van'thel natomiast jako osoba z największą wiedzą na temat zjawiska, został z ramienia generała Marcusa Jonatana, specjalistą do spraw klątwy. Po czym został oddelegowany na południe, gdzie spotkał się z Rycerzami Kapituły Królewskiej, przekonując ich do swoich racji oraz konieczności niesienia pomocy potencjalnym ofiarom, które szaleją od lat po rejonach lasu w formach dzikich bestii. Doprowadzając ponadto do wycofania listu gończego za uznawanym za heretyka, Lordem Welsonem oraz skontaktowaniu się z nim przez członków Kapituły, co miało na celu namówienie go do współpracy z władzami Wryńskiego królestwa.

Misję Van'thela przerwał jednak wybuch bitwy o Wrota Gniewu. Będącej nie tylko jednym z najbardziej przerażających wydarzeń w dziejach Azeroth, ale także i w jego własnym życiu. Gdy dzień największej chwały Przymierza, nagle przerodził się w prawdziwe piekło na ziemi. Vincent walczył wówczas w jednym z pierwszych szeregów, nieopodal samego Wysokiego Lorda Stormwind, Bolvara Fordragona. Będąc zarówno świadkiem jego śmierci z rąk zdrajcy Menethila, jak i masakry którą spowodowała nagła i jakże nieoczekiwana, nawałnica nowej plagi. Która runąwszy na pierwsze, a potem i pozostałe szeregi walczących, spowiła pole bitwy śmiercioniosną zieleniom. Zabijając już w pierwszych sekundach setki, a może nawet tysiące walczących i całkowicie rozbijając doskonałe morale połączonych sił Przymierza oraz Hordy, które rzuciły się w desperacji do odwrotu. Vincent także z początku przez chwile myślał by dołączyć do uciekających, gdy nagle przez jego myśli przeszła dość nietypowa myśl, oznajmiająca mu iż to nic innego, a poważna próba ze strony samego świętego blasku. Rozejrzał się więc wówczas po ciałach poległych w okół siebie i zobaczył wśród nich ciało Gilneańskiej księżniczki, kobiety którą kochał jego dowódca. Po czym zdecydował się ocalić ją, by mogła żyć dalej, co w jego odczuciu zadowoliło by bardziej byłego namiestnika, niż ocalenie jego własnego żywota. O dziwo mimo trwającego ostrzału, wynosząc ją na rękach, mimo ran aż na sam kraniec pobojowiska. Na kilka chwil przed tym gdy czerwony lot, rozpoczął pacyfikację go przy pomocy smoczego ognia. Po tym wydarzeniu rycerz oddał ciało kobiety w ręce Wintergardzkich kapłanów, nie udzielając im przy tym żadnych informacji na swój temat i opuszczając twierdzę zaraz po tym jak ci zajęli się już jej osobą. Przez co nikt nie wiedział, że przyszło mu ją ocalić w tym i ona sama, gdy przyszło się jej wybudził po przywróceniu na powrót do życia. Jej wybawiciel natomiast wrócił do Stormwind, by dokończyć to co zaczął i dopilnować by ofiary klątwy Arugala, zyskały również szansę na ocalenie.

Rok 31 n.e

Galeria

Jedna z niewielu błogich chwil wraz z małżonką