Skarb Mentora

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj


Cykl eventów prowadzony przez graczy Beatriccia i Agitatorek, których głownym tematem było poszukiwanie skarbu tajemniczego Mentora, ducha, który nawiedził ciało szamanki Di'Ateriday. Cała zabawa składała się z ośmiu mniejszych eventów, każdy toczący się w innej częsci Azeroth (z pominięciem Northrend).


Początek - Booty Bay

W karczmie „Słony Żeglarz” w Zatoce Łupów było tego wieczora dość tłoczno. Część obecnych tu osób, to stali bywalcy, którzy praktycznie mieszkają w najbliższej okolicy i nie mając lepszej alternatywy, schodzą się do karczmy niemalże dziennie. Znajdzie się też paru kupców, którzy czekali aż minie sztorm i ich statki będą mogły ruszyć w drogę, by zapełnić ich sakwy monetami. Zdarzyć się mogło, że kilka osób to ukrywający się przed listami gończymi złodzieje lub ofiary nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Nikogo nie zdziwiłby też fakt, jakby paru najemników chciało poszukać tutaj pracy albo po prostu zwilżyć gardła czymś mocniejszym. Marynarze, kapitanowie mniejszych statków, właściciele podejrzanych sklepów w Zatoce, przejezdni.

Sztorm szalejący na zewnątrz bardzo dobitnie sugerował, że może Słony Żeglarz nie jest najlepszą tawerną w okolicy, ale w obecnych warunkach jest całkiem przytulny i przede wszystkim suchy. Co jakiś czas do przybytku wchodził jakiś odważny, który postanowił spędzić podłą pogodę przy kubku czegoś mocniejszego.Wiatr wył za oknami i szarpał dziko za dach tawerny. Przy mocniejszych podmuchach można było odnieść wrażenie, że skrzypią ściany, a podłoga trzęsąc się protestuje przeciw takiemu traktowaniu. Drzwi raz po raz się otwierały i, dopychane mocno ramieniem i butem, zamykały, wpuszczając w duszne czeluści Słonego Żeglarza coraz więcej spragnionych spokoju i trunku klientów.

Booty Bay.jpg

Jako że natura jest sprawiedliwa, obdziela wszystkich bez wyjątku równo – z tego właśnie powodu karczma zapełniła się po brzegi i nikt się nie palił by wyjść na dwór i moknąć. Krople deszczu uderzały z łoskotem o szyby i dach, jednak trzeba było się porządnie wysilić by to dosłyszeć – gwar panujący w środku uniemożliwiał słuchanie własnych myśli, nie mówiąc już o urokach wściekłej natury szalejącej na zewnątrz. Było duszno od wielu płuc zużywających powietrze, a do tego dym z wszelkich cygar, skrętów i papierosów dokładał od siebie. Lampy oliwne rzucały mdłe światło na stoliki grających w karty, śpiących z czołem na blacie, pijących, rozmawiających, śmiejących się i wykłócających o bzdety klientów karczmy.

W końcu zrobiło się całkiem tłoczno, choć nie tak, by wszyscy stali sobie na głowach. Trudno było przejść z jednego kąta Sali do drugiego, lecz nie można nazwać tego wyczynu niemożliwym. Mimo wszystko, odradzałoby się istotom nie sięgającym pasa wędrówki między tłumem gotowych ich przydepnąć stóp.Kiedy napływ zmokniętych istot zmalał, zrobiło się jeszcze duszniej. Drzwi zostały z uporem maniaka zastawione przez dwóch sporej postury jegomości – nikt nie wejdzie, ani nie wyjdzie. Tawerna jest pełna i tylko ktoś naprawdę zdesperowany będzie się tu wpychał. Wiatr nawet nieco zelżał, jakby wahając się przed atakiem na budynek.

Klucz.jpg

Goblin za szynkiem miał zarówno powód do radości, jak i narzekania. Owszem, zarobi tej nocy dużo. Piwo i inne trunki lały się strumieniami, nawet zwykle omijane wśród bywalców jedzenie zaczęło schodzić po kilku godzinach ulewy. Jednakże z drugiej strony oczyma wyobraźni widział już jakie szkody poczynią ci co bardziej agresywni lub niezdarni. Już słyszał kilka dobrze mu znanych brzęków tłuczonego szkła, raz wydawało mu się, że doszedł go dźwięk łamanego na czyimś łbie krzesła. Ale na razie nic nie zapowiadało większej rozróby, więc skupił się na zarabianiu.I tak mija czas w karczmie, na piciu, drobnych bójkach, kradzieży kilku złotych monet, dawaniu w zęby kieszonkowcom i rżnięciu w karty. Kolejny sztorm w Zatoce Łupów, nic jakoś specjalnie nadzwyczajnego. Ale jednak dzisiaj jest inaczej.

Jednej osobie coś odbiło. Na stół wchodzi draenei odziana dość skąpo – dwa szerokie pasy materiału, obszyte dość chaotycznie różnej maści piórkami, rzeźbionymi kamykami, kawałkami drewna czy kości, ledwie zasłaniają jej piersi, krzyżując się trochę powyżej pępka i sięgając aż do bioder. Spódnica z wypłowiałego od słońca i innych zjawisk materiału ledwie trzyma się na wychudzonej sylwetce niebieskiej kobiety. Parę zapijaczonych, niekoniecznie męskich głosów odezwało się, zachęcając i tak już półnagą draenei do zdjęcia pozostałych ubrań, a najlepiej górnej części.

Twarz jej była nieruchoma, zupełnie jak maska lub porcelanowe oblicze lalki dla nawiedzonych dziewczynek. Oczy lśniły mleczną bielą, nie wpatrując się w żaden konkretny punkt. Można było się pokusić o stwierdzenie, że draenei jest w karczmie tylko ciałem, a duch hula sobie miło w innym miejscu.Pierwszą reakcją na to przedstawienie były przeciągłe gwizdy podchmielonych mężczyzn, jak i dość entuzjastyczne okrzyki „Pokaż cycki!”. W kobiecie jednak było coś na tyle dziwnego i niepokojącego, że takie zachowanie dość szybko wygasło. W chwili, gdy zrobiło się wystarczająco cicho kobieta otworzyła usta, wykrzywiając je wcześniej w nienaturalnym uśmiechu. Nabrała powietrza w płuca i zaczęła mówić, całkiem donośnym głosem. Można było ją słychać w całej karczmie przy odrobinie dobrej woli i trzymania gęby na kłódkę..

Lampa.jpg

Witajcie, moi drodzy. Cycków nie będzie dane wam zobaczyć, bo to ciało nie należy do mnie. Lecz opowiem wam pewną ciekawą historię...-tutaj zrobiła pauzę, jakby czekając aż reszta Słonego Żeglarza przycichnie i podjęła dalej, tym samym donośnym tonem.

Kiedyś… był sobie mag. Miał on garstkę bliskich, oddanych przyjaciół. Nie był żaden z nich magicznie uzdolniony, jednak mimo to, mogli na sobie polegać w niemalże każdej, nawet najdziwniejszej sprawie.

Los jednak tak chciał, że mag żył znacznie dłużej niż oni, więc gdy ich zabrakło, poczuł się bardzo samotny. Jak każdy na jego miejscu, próbował stłumić w sobie to uczucie pustki i tęsknoty za nimi.-tutaj głos kobiety spoważniał znacznie, wręcz posmutniał, dodając dramatyzmu wymawianym słowom.

Zaczął się zatem uczyć znacznie intensywniej, niż robił to wcześniej i odkrywać z zapałem tajemnice magii i całego świata. Z biegiem czasu, w przypływie buty zaczął siebie nazywać „Mentorem”, aż w końcu zapomniał swojego prawdziwego imienia. -ciche westchnienie wyrwało się z piersi opowiadającej.


Zatem mag bez imienia, obwoławszy siebie Mentorem nadal zgłębiał tajniki wszystkiego, o czym kiedykolwiek usłyszał. W czasie swoich podróży i sporej ilości samotnych przygód, o których nikomu nie mówił, natknął się -wymownie zwiesiła głos, potęgując napięcie.

… na coś.Odkrył najcenniejszą rzecz, o jakiej tylko śmiał marzyć. Rzecz, za którą on sam byłby gotów oddać życie. Wiedział jednak, że jego czas dobiega końca i nie ma jak nacieszyć się swoim odkryciem. Wspaniałomyślnie uznał, że może podzielić się swoim skarbem z innymi – po śmierci nic mu po nim.Pamiętał jednak ile go trudu kosztowało znalezienie tego. Zatem postanowił, że nie każdy będzie mógł dotrzeć do miejsca gdzie go ukrył. Przygotował serię prób, by śmiałkowie, z którymi przyjdzie mu się podzielić ową cenną rzeczą, okazali się tego godni.

Teraz skarb czeka na tych, którzy się odważą połączyć siły w jednym wspólnym celu, bowiem nie sposób zdobyć go samotnie. W ten sposób zapobiegliwy mag zapewnił sobie, że jego spuścizna przejdzie na więcej niż jedną osobę. Przygotował, co było potrzebne i umarł spokojnie, mając świadomość, że zrobił wszystko by zabezpieczyć skarb przed osobami niepowołanymi, jednocześnie udostępniając go dla tych, którzy są go warci. Teraz czeka zapewne, by ktoś ruszył się i go znalazł.

Tym magiem… byłem ja. Przedstawiam się z opóźnieniem, co pewnie jest nieuprzejme, lecz mam słabość do tajemniczych opowieści. -usta draenei wykrzywiły się w przepraszający uśmiech- Szczególnie, gdy są o mnie. Mówcie mi Mentor. -tutaj skłoniła się wyraźnie po męsku.


Część I - Dolina Duszących Cierni

W podróż wyruszyła grupa osób, które wyraziły chęć odnalezienia skarbu. Byli to: półelf Steaven Bloodeye, pandaren Mutai, skunks Maeden Dor'ano, gnom Migley Nathal Rake, krwawy elf Rean Sunwhisper oraz półelf Karwelas Redrigos. Wszyscy zostali zakwaterowani na statku o nazwie "Szansa" należącym do Remaera Coastgarde. Jeszcze w karczmie otrzymali od Mentora zagadkę, która miała ich naprowadzić na miejsce, w którym ów skarb (lub jego część) miał się znajdować.

Miedzy swiatem ludzi a trolli krainą,
Na granicy światów
Jedno żywi, drugie dusi,
Cel wasz przy wyspach Zandali,
Gdzie jaskinia pazernoscia wykuta
Z morzem się zbratać potrafi.

Po rozwiązaniu zagadki dotarli pod Tamę rozdzielającą morze przy zachodnim brzegu Doliny Duszących Cierni od kopalń złota w Westfall. Tam natrafili na ukrytą pod ziemią zagadkę, do której mogli się dostać przez kamienny blok oznaczony symbolem Mentora.Pierwszą próbą było przejście przez dół pełen dość groźnie wyglądających szpikulców za pomocą pociągania odpowiednich dźwigni. Cały system wymagał współpracy i zaufania. Wspólnymi siłami udało im się rozgryźć zagadkę i przeprawić pandarena Mutaia na drugą stronę.


Migley says: Mutai...?
Maeden says: jezeli on zasnal to przelamie ta cholerna antymagie i przerobie go na pingwina!
Mutai says: <rozbudzil sie i stanal na kolejnej platformie> 8! cos wam to wolno idzie
Maeden says: uff

Mutai says: Co do? aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa <krzyk pandarena na poczatku donosny po chwili ucichl, az wkoncu zniknal zupelnie>

Steaven roześmiał się.

Steaven says: Jesteś już na 9 Mutai ?!
Migley says: Nie!
Migley says: Cos pokrecilismy...
Steaven says: spokojnie, nic mu nie jest... jaja sobie z ciebie robi.

Steaven dodał ciszej.


Po drugiej stronie zaplonely pochodnie, widzicie zarys ciala pandarena. Wydaje sie byc zdrowy.

Steaven says: cóż... co jest na koncu to nie wiemy... <teraz się spojrzał badawczo w ciemność starajac się ja przebić swoimi elfimi oczami>
Steaven says: no... < uśmiechnał się >
Maeden says: ZE CO?! TY MENDO! PIJANY ZASRANCU! *zwierzak dostal chyba totalnej furii i zaczal sie drzec jak opetany szczerzac ostre zeby*

Migley odwrocil sie i spojrzal z nutka nadziei

Mutai says: <cisze przerwal smiech Mutaia> Zebyscie siebie slyszeli
Steaven yells: Poszukaj dźwigni, lub czegoś co nam pozwoli przejść.
Maeden says: POL DUPIE ZZA KRZAKA! KRETYNIE!
Maeden says: IDIOTO! PACANIE!

Steaven sam wybuchnał śmiechem.

Steaven says: Mówiłem!

Migley opadl na siedzenie i zaczal sie wahlowac kapeluszem

Maeden says: jak tam dojde to SKONCZYSZ JAKO CHOLERNY PINGWIN SLYSZYSZ?!
Maeden says: I TO NIE TEN NORMALNY! TEN Z IDIOTYCZNYMI ZOLTYMI BADZIEWIAMI PO BOKACH GLOWY!
Mutai says: Krolewski...?

Zdobyli kawałek pergaminu, wyglądający jak wydarty z większej całości. Powrócili zaraz po tym na statek, zostawiając za sobą dziwaczną próbę Mentora i Tamę. I czekali na ciąg dalszy, bo to nie był koniec.

G3.jpg

Część II - Pustynia Tanaris

Druga część działa się na Pustyni Tanaris. Wpierw po rozwiązaniu zagadki przeprawili się aż na Kalimdor i tam, dokując w Porcie Steamweedle ruszyli na piechotę przez piach.

W cieniu brązowych skrzydeł
Wśród blasku złotego pyłu
Miedzy pieczarą poza czasem
a dawno minioną chwała trolli
Kolejny dar otrzymacie
I mężności waszej świadectwo dacie.

Tym razem na poszukiwania wyprawiły się tylko trzy osoby: Steaven, Migley Nathal i Mutai. Dotarli w do formacji skalnych pomiędzy ruinami trolli a Grotami Czasu. Tam odnaleźli kolejny kamienny blok oznaczony symbolem Mentora, tym razem jednak nie czekała ich zagadka, lecz walka.


Ponownie po dotknięciu kamienia przez was wszystkich kamień zareagował lekkim drżeniem i mdłe światło rozświetliło rysy wyrzucając dość energicznie nagromadzony piach w wasze twarze.Po chwili jednak wszystko się uspokoiło. Kamień ani drgnie, światło zniknęło. Nie dzieje się nic.

Migley says: Em... cos nie tak?

Steaven odsunał bron i strzepał piach z twarzy, ten który się przylepił.

Migley says: Sprobujmy jeszcze raz... <przylozyl lapke>

Az nagle wszystko sie zatrzeslo. Najpierw tylko krotkie drgania mogliscie poczuc pod stopami, ktore jednak stopniowo nabieraly na sile.

Migley says: Oj...
Steaven says: nie otworzyło się nic, więc... kurwa
Steaven says: coś pod nami jest...

Gdy trzesienie stalo sie na tyle silne, ze mogliscie poczuc je gleboko w koscial... Piasek za Wami sie podniosl. Wybrzuszenie szybko roslo, a z gory piach przelewal sie na dol.

Migley yells: <odwrocil sie i niemal natychmiast wydarl z siebie takie> JAAAAAA! < i schowal sie za kamieniem >

A gora owa byla coraz wieksza. Wreszcie, zsuwajacy sie pyl zaczal odslaniach czarne niczym smola, ale lsniace wrecz oslepiajaco pod sloncem cielki kolec.

Migley wyjrzal zza kamienia

Zaraz za nim pojawily sie szczypce wielkosci doroslego czlowieka. Potem szesc koscistych, kolczastych nog. Az wreszcie i tulow i glowa. Tak oto przed Wami stanal potezny. Pietnastometrowy skorpion. Zakłapał kleszczami na probe.

Migley says: S-s-s-s-s...skor... dlaczego to musi byc s-s-skorp-p-p-ion?

Zaatakowani przez ogromnego skorpiona zmuszeni byli do walki. Po zaskakującym dla nich pokonaniu magicznego konstrukta, który wydawał się być wcześniej zupełnie niezniszczalny, trójka poszukiwaczy odnalazła drugi kawałek pergaminu, tak samo pusty jak poprzedni. Powrócili na "Szansę" by zająć się swoimi ranami - Mutai i Migley ucierpieli podczas starcia.

Część III - Winterspring

Poszukiwacze zostali zmuszeni do zatrzymania się na kilka dni w porcie Ratchet, by uzupełnić zapasy i zdecydować dokąd udadzą się dalej. Te parę dni obfitowało jednak w zdarzenia. Wpierw dołączył do poszukiwaczy dwugłowy ogr Mort'Rag, zgadzając się na warunki Mentora, gdy ten poszedł go ściągnąć na "Szansę" osobiście. Nie spodobało się to załodze, bo zaraz następnego dnia wybuchł bunt, pokrywający się ze zmianą stanowiska kapitana na statku. Najwięksi buntownicy poszli szukać szczęścia gdzieś indziej, a pozostali doszli do porozumienia z 'Panią Kapitan'. W trakcie dochodzenia do ugody miał miejsce nieprzyjemny incydent - uniesiony gniewem Steaven Bloodeye zaatakował jednego z marynarzy, został zamknięty przez nowego kapitana w szczurzej dziurze na trzy dni. W następny wieczór miało miejsce zdarzenie podobne jak w Zatoce Łupów - opętana przez Mentora draenei weszła na stół w karczmie i uraczyła bywalców swoją historią. Chęć do poszukiwań wyraziły jedynie dwie osoby, czemu trudno się dziwić, skoro port na pewno do świętych nie mależał i nadmierna podejrzliwość umożliwiała przeżycie więcej niż dwa dni. Do poszukiwaczy dołączyła była strażniczka Elissa i nieumarły Cyrus Nevan.

Tegoż samego wieczoru Mentor uraczył poszukiwaczy kolejną zagadką, która wskazywała im Winterspring.

Tam tygrysy śniegu władze swoja mają,
gdzie północ mrozem smagana.
To co życie daje on niecnie zabił i zniewolił,
w uścisku wiecznym zatrzymując.
To co w ruch wprawianie wiecznym prawem było,
a ofiarą zimna padło zbliża do Waszego celu.

Mutai westchnal gdy dostrzegl kule za plecami

Mutai says: Jakies pomysly?
Migley says: No yyy... zadnych... a boje sie sprawdzic co robia...

Biala kula nagle drgnela, pozniej drugi raz - szybciej. Zaczela lewitowac, okrecacajac sie szybko dookola. Zabuczala zlowrogo pojasniajac biala powiata i ruszyla wielkim pedem w kierunku grupki. Byla szybka...

Migley says: UA!

Mutai podal, a wrecz wepchnal swoj bambusowy kijek z czajnikiem i butelka wody Migleyowi, po czym ostawil beczulke gdzies obok niego. Nastepnie wyciagnal rece przed siebie czekajac na atak....po czym zasnal chrapiąc głośno.


Od lewej: Steaven, Migley Nathal, Cyrus, Elissa i Mutai
Migley says: Moze pociagnijmy razem za lancuchy?
Migley says: Na trzy?
Cyrus says: Na trzy!
Steaven says: hmm... dobra.
Steaven says: Raz
Cyrus says: Trzy cholera!

Steaven pociagnał.

Elissa ciagnie

Cyrus pociagnal

Migley says: Czy! <pociagnal>

Mutai spi

Migley says: Mutaaaai...



Po znalezieniu najlepszego rozwiązania podróży do tej mroźnej krainy, Steaven, Migley Nathal, Cyrus, Elissa i Mutai dotarli do zamarzniętego wodospadu nad jeziorem Kel'Theril. Tam po żmudnej i obfitującej w mniejsze niebezpieczeństwa wspinaczce, odkryli kolejne miejsce oznaczone symbolem Mentora. Lodowy grobowiec okazał się czymś bardziej zbliżonym do pułapki niż zagadką do rozwiązania. Ścigani przez magiczne kule połykające ich w momencie zetknięcia o mało nie połamali karków na śliskiej nawierzchni lodowych korytarzy. Udało się jednak wszystkim wyjść z tego bez szwanku, znaleźli trzeci pergamin pachnący magią jak pozostałe.

Część IV - Desolace

Wspólnymi siłami poszukiwacze rozwiązali kolejną zagadkę, która skierowała ich do Desolace. Tym razem ruszyli w czwórkę: półelf Steaven, ogr Mort'Rag, gnom Migley Nathal i ludzka kobieta Elissa.

Tam gdzie elfy na zachodzie władze miały
i poprzez chciwość w tragedii utraciły
Odzyskały ja ponownie ostatnimi czasy
ludzi na czworakach wypierając
Tam właśnie, gdzie woda pod wieże podchodzi
co stoi na straży wspomnień o dawnym ładzie
tych co wysoko pod gwiazdami się zrodzili


Migley, Elissa, Mort'Rag i Steaven

Elissa rozglada sie uwaznie po tych plytach i zastanawia sie ktora moze byc ta wlasciwa...

Steaven says: Mówie ci ! Druga od lewej w drugim rzędzie !
Steaven says: Połóż się i dotknij palcem czy kopie pradem !

Elissa niestety nie widzi nic ciekawego. Wszystkie plyty sa dla niej takie same.

Elissa says: No to chodz i to sprawdz...

Steaven położył rękę na twarzy i westchnął.

Elissa says: <jest cwana, wzięła swój miecz i naciska nim płytkę, ta która mówi człek >

Cwana. Może jednak nie do końca. Prąd przeleciał przez metalowy miecz i trzepnął kobietę mocno w ramię. Kobietę odrzucilo do tyłu, spadla z podestu. Na szczescie nie zaczepiła zadna konczyna o inne płyty

Elissa says: Zabije...< warknęła >
Steaven says: Dobra ! Rozgryzłem już to ! <zawołał jakby rozbawiony>
Elissa says: No to kurwa sam sobie sprawdzaj te plytki!

Elissa powoli wstaje

Steaven says: Teraz już jestem pewien !

Elissa says: Dobra od poczatku...jak iść stąd gdzie stoje...
Steaven says: Zauważ, że przez pół drogi prowadze na ślepo !
Elissa says: Ze co kurwa?!

Niezawodny jak dotąd mózg Migleya rozwiązał wiersz i znaleźli wejście do podziemnej świątyni schowane u stóp małej wieży na brzegu morza. Tam czekała ich kolejna łamigłówka, którą rozwiązać mogli tylko wspólnymi siłami. Stojąc na dwóch balkonach wznoszących się nad szachownicą Migley i Steaven dawali wskazówki Elissie, która ze swojego punktu widzenia nie mogła dostrzec pułapek. Steaven, który najszybciej rozgryzł system zagadki, zaczął oszukiwać i został tymczasowo ukarany w trakcie rozwiązywania, co niemalże doprowadziło do śmierci Elissy. Z sobie tylko wiadomych powodów ogr zasnął tuż przy wejściu i obudzono go już na sam koniec. Jednakże udało im się zdobyć kolejny kawałek pergaminu - już czwarty.

Statek odpłynął wgłąb morza, ale wciąż trzymał się w pobliżu wybrzeża Desolace.

Część Druga Skarbu Mentora

Skarb Mentora cz. 2