Nyion

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj
Nyion Maste
2018 300.jpg
Rasa

Człowiek

Płeć

Mężczyzna

Klasy fabularne

SW: 23 PWW: 11

Tytuł
  • Szkarłatny mag
  • Mistrz Magii Bitewnej
Wiek

35

Status

Żywy

Przynależność
Znana Rodzina
Motywy muzyczne

[1] [2]

Głos

Podobny do Keitha Davida [3]

Wygląd

Lata 20-27

Czarnoskóry młody mężczyzna, wyglądający na niecałe 30 lat. Jest wysoki i dobrze zbudowany. Ma zielone oczy, kasztanowe włosy zlewające się z kolorem skóry, które są zazwyczaj zadbane, podobnie z zarostem. Nie posiada jakiś charakterystycznych znaków szczególnych. Ma ledwo widoczne blizny u nasady palca wskazującego i środkowego prawej dłoni. Jego klatka piersiowa jest poprzecinana w wielu miejscach zagojonymi już bliznami.
Lata 20-30: Nyion w akcji

Lata 28-30

Nyion od pewnego czasu przed kataklizmem zmienił się. Nie jest już tak zadbany jak niegdyś. Ma dłuższą i ciągle zmierzwioną brodę. Jego włosy częściej są skołtunione niż zadbane. Straciły nieco na kolorze, są bardziej wyblakłe niż kiedyś. Dorobił się nowej blizny. Od prawej łopatki aż do biodra ma na plecach bliznę, jakby miał przecięte pół pleców.
Lata 30-34: Zakapturzony czerwony mag

Lata 30-34

Jego magiczne spaczenie postąpiło dalej. Zupełnie osiwiał, a jego ciało stało się w dotyku bardzo ciepłe. Zaniedbał się. Włosy ma długie i w nieładzie, a brodę gęstą i wiecznie zmierzwioną.
Lata 35-36: Siwy

Historia

Przed RH

Urodzony jako jedno z bliźniąt w Gilneas w ubogiej rodzinie rzemieślniczej. Po pierwszej wojnie, widząc szansę na zarobek przeniósł się wraz z rodziną do Stormwind w celu dołączenia do gildii i włączenia się w odbudowę miasta. Jednak w trakcie zamieszek rodzina się rozpadła. Rodzice zostali rozdzieleni z synami, którzy również stracili ze sobą kontakt. Nyion ostatecznie trafił do sierocińca. Tam został zauważony przez Vukodlaka, maga, który rozpoznał w nim potencjał na maga i opłacał jego nauki utrzymując jedynie kontakt z jego opiekunami do momentu gdy Nyion był w stanie sam o siebie zadbać. W wieku siedmiu lat doświadczył wypadku w trakcie zajęć magii. To wydarzenie poskutkowało utratą pamięci, która znacznie wpłynęła na jego późniejsze życie. Wiedział tylko tyle ile przekazali mu nauczyciele i opiekunowie. Jednak nikt nie był w stanie mu powiedzieć skąd pochodzi, kim tak na prawdę jest.

Przeżył wszelkie problemy wielkiego świata i był już bliski zakończenia akademii, co przerwała kolejna wojna. W wieku 20 lat zgłosił się jako ochotnik w walce z plagą. Nyion w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi. Pomimo pewnych braków w nauczaniu, okazało się, że jest wielce uzdolniony na polu bitwy. Otaczający go chaos nie jest w stanie go rozkojarzyć. A gdy zaczął dzierżyć miecz i kostur siał popłoch w zastępach wrogów. Jego dokonania sprawiły, że gdy wojna została zakończona, akademia uznała jego zasługi i wydała mu dyplom.

Tak też Nyion wszedł w czasy współczesne, kiedy to co jakiś czas ktoś go nazywał z niewiadomych powodów Samborem. Nie trwało to długo, ponieważ pewnego dnia odwiedziła go kobieta, z dziwną klatką, w której zamknięty był płonący motyl. Demon. Powiedziała Nyionowi, że ma coś dla niego, od jego zmarłego brata bliźniaka...

Ważniejsze informacje

Nyion, uczeń radnej Sillvany, stał się znany większej społeczności w momencie kiedy zaczęto go poszukiwać za zdradę Przymierza. Był oskarżony o planowanie podbicia ziemi, żądzę władzy i inne działania przeciwko Przymierzu. W ostateczności nawet chciał zabić Kapitana Straży Stormwind, którym wtedy był paladyn Eiro Nebeway, zamieszany w aferę sprowadzenia na świat demona Ida. Obaj trafili do więzienia.

Po odsiedzeniu kary, Nyion postanowił wyrobić sobie dobre imię w królestwie. Po około roku czasu w końcu mu się to udało. Kiedy zorganizował nowe wybory do Rady Przymierza, wybrano go przewagą głosów na radnego Stormwind, mimo że nawet nie próbował rozreklamować swojej osoby w mieście. Po miesiącu jednak, targany wątpliwościami, zrezygnował ze swojego stanowiska i w dniu kolejnych wyborów na radnego stolicy, w których wygrał Delarian Poult, Nyion wyjechał do Duskwood nie zamierzając więcej angażować się społecznie.

Można powiedzieć, że jednak uzależnił się od miasta i wrócił po dłuższym czasie. Szybko zaprzyjaźnił się z radnym Delarianem i służył mu pomocą na ile mógł. Nawet przyłączył się do Akademii Magicznej mistrza Isendera. Niestety, kiedy tylko opuścił miasto w interesach, nieoczekiwany atak demonów został wymierzony w stolicę ludzi i Nyion bał się wrócić do miasta (Inwazja demonów na Dzielnicę Magiczną). Osiadł na nowo w Duskwood aż do momentu kiedy odnalazła go tam członkini Kirin Tor i zmobilizowała do poprowadzenia dochodzenia w sprawie tego ataku demonów, żeby zdjąć ciężar winy z Akademii. Od tamtego czasu pomagał Cathrilli na ile był w stanie, odstąpił nawet dla niej z propozycji zostania dyrektorem Akademii Magicznej. Pomagał jej aż do momentu kiedy ponownie został oskarżony o zdradę Przymierza, morderstwo paladyna, spiskowanie z Kreptherem oraz nieumarłymi demonologami.

Przez bardzo długi czas świat o nim nie słyszał, aż do momentu, kiedy okazało się, że kontynuował współpracę z Cathrillą nawet w czasie gdy oskarżono ją o porwanie księcia Stormwind. Razem z magami, którzy mówili o sobie, że należą do Wolnego Stowarzyszenia Magicznego Nyion poddał się magom Dalaranu. Senator Saldrinar wstawił się u króla Stormwind i zapewnił go o odbyciu przez Nyiona resocjalizacji w szeregach Dalaranu. Tam dostał rangę Maga Bitewnego. Od tamtej pory zrobiło się wokół niego całkiem cicho.

Po utracie kontaktu z Cathrillą podjął się próby reaktywowania Stowarzyszenia. Postawnowił wziąć organizację w swoje ręce. Pod pretekstem wyprawy na północ, jego towarzysze zostają poddani sprawdzianowi, który ma ostatecznie wyłonić przyszłych członków. Nyion zrezygnował z nazwy „Wolne Stowarzyszenie Magiczne” na rzecz skróconej wersji. Miał wielkie wizje, jednak cała wyprawa zakończyła się kompletną porażką.

Po wielkiej, nieudanej próbie reaktywowania Stowarzyszenia wg szalonej wizji Nyiona, wrócił on do niewykończonej siedziby i pozostał tam zamknięty w sobie i w swoich myślach. A wszystko w okół kurzyło się i niszczało. Całe niepowodzenie wyprawy na północ i kolejna sercowa katastrofa sprawiła, że jego magiczne spaczenie postąpiło dalej. Zupełnie osiwiał, a jego ciało stało się w dotyku bardzo ciepłe. Zaniedbał się. Włosy miał długie i w nieładzie, a brodę gęstą i wiecznie zmierzwioną. Pracował nad swoimi emocjami w odosobnieniu. Ostatecznie uspokoił się i postanowił odbudować pamięć o Stowarzyszeniu. Tak zaczęło się poszukiwanie pierwszego ucznia.

Co mówią o nim inni

Ysbail Sullivan:
Szkarłatny Mag, groźnie brzmi. Jesteś pewien, że chcesz o niego pytać? <odchylając się niebezpiecznie na krześle, założyła ręce za głowę i przywołała jeden ze swoich złośliwych odrobinę uśmiechów> No dobra, wzbudza ciekawość i niezdrowe zainteresowanie. Knuje? Nieustannie! Można się nieźle zdziwić, jeśli za bardzo mu się zaufa. Hm? O tak, jest niebezpieczny. Uprawia ten efektowny rodzaj magii, bojowy, czy tam wojenny. Zanim zatłucze cię lewym sierpowym, nie będziesz wiedział czy śmierć przez całkowite zwęglenie nie byłaby przyjemniejsza. I ta jego tajemnicza twarz skryta w odmętach kaptura. Prawdziwy psychopata. Nie no, on nie jest rudy! Wiem, że przez ten kaptur wiele się nie da zobaczyć, ale musisz mi wierzyć na słowo. Hm? Nie dam Ci go zabić. Gdzie znajdę drugiego takiego?
Preshea:
Mag w czerwieni, wolę go nazywać po imieniu Nyion. Umie być naprawdę uroczy i uczynny do tego na pewno potężny. Nie znam go dobrze ale wiem, ze mi pomoże w potrzebie tylko mam wrażenie, że go wtedy wykorzystuje.
Seilin Vanags:
Mam taka dziwna przypadłość, że zwykle poznaje ludzi w momencie zwrotnym ich życia. Z Nyionem też tak było. Nie, to nie jest wcale dobry moment na poznawanie kogoś. <Wzruszyła ramionami lekko się uśmiechając> Wiesz, o takim kimś jest na prawdę ciężko coś jednoznacznie powiedzieć, takie przeskoki nastrojów, wahania, wybuchy dosłowne czy też nie. To wszystko utrudnia poznanie, a on i bez tego do prostych nie należy. Na pewno miło się z nim współpracuje, czas płynie szybko w jego towarzystwie. Ten poważny, wielki mag potrafi się bawić, powygłupiać, uśmiecha się, żartuje, ale czasem jest tak bardzo nieporadny, że nie wiem czy współczuć sobie, że jestem obok czy jemu... <Pokręciła lekko głową> Jeśli on straci życie to znaczy, że albo emocje wzięły u niego gorę, albo ktoś go nie dopilnował. Miej go na oku, co by nie mówić szkoda by było.
Venn Landavala:
Kiedyś chciałam ubić z nim interes. Chciał finezyjnie zrobić mnie w balona najpierw zmieniając samą umowę, a potem dodając do niej paskudny haczyk. Nie urodziłam się wczoraj Nyion, nie działają na mnie takie tanie sztuczki. Ktokolwiek jest na tyle głupi by mu zaufać zasługuje na to co czeka go na końcu tej drogi. Dożywotne wakacje w Fioletowej Twierdzy? Wycieczka do lochów Inkwizycji? A może bilet w jedną stronę do piekła? Do wyboru, do koloru. Bawcie się dobrze, ja nie muszę.
Eauphis:
Kiedy mistrz przestaje trafiać w dziesiątkę, zapobiegliwi uczniowie natychmiast przesuwają tarczę. <uśmiechnęła się szeroko, draenei na prawdę wyglądała uroczo z runami na ramionach, połyskującymi błękitem i niebieskiej sukni, nie zlewającej się z jej fioletową skórą> Nie tylko mistrz, również przyjaciel, towarzysz do rozmów, wina, podróży. Pomimo ciężkiego charakteru, pamiętaj o jednym. Jeżeli spróbujesz go zabić, ja tam będę. Nie od parady powierzyłam w swoje dłonie życie członków Stowarzyszenia. <wyraz twarzy kobiety z radosnego powoli zmieniał się, wargi wykrzywiły się w uśmiech, spoważniała nieznacznie> Nigdy nie wiesz w jakim nastroju go zastaniesz, bój się własnego cienia.
Vanas Ther'valh:
Co tu dużo mówić o Nyionie... On jest... Cóż, przewidywalny. Każda osoba, która kieruje się głównie emocjami jest przewidywalna, gdy poznać schemat reakcji na poszczególne uczucia. Nie znam go na tyle długo, by stwierdzić, czy w jego przypadku to dobrze, czy źle. Trochę głupio też obgadywać własnego "przełożonego", ale co by nie mówić, poznałem go w okolicznościach, w których ciężko jest trzymać emocje w ryzach. Mimo wszystko jednak, "Szkarłatny Mag" jest potężny. Zastanawia mnie tylko, czy ta potęga zsumowana ze wszystkimi bodźcami nie odwróci się przeciwko jego towarzyszom, albo jemu samemu, sprowadzając na niego zgubę. Póki co... Ciekawie się go obserwuje. I przy tym zostańmy.
Dharon Vanags:
Jeśli kiedyś go spotkam to go zabiję.