Misja Ratunkowa Barona

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Misja Ratunkowa Barona - Wydarzenie które miało miejsce w okolicach wakacji roku 28. Związane z porwaniem prospektora Ligi Odkrywców. Misję prowadził Baron Rogrim Stoneheart Poniżej opis w formie historii.

Prolog

Spisane przez Arthasa.

W Hali Odkrywców pisano sprawozdania, badano skamieliny znalezione tydzień temu na wybrzeżach Western Plaguelands i studiowano mapy. Prospektor Daghar był nieobecny. Miał tygodniowy urlop, który miał spędzać w Goldshire, ale od dwóch dni miał być powrotem w Żelaznej Kuźni. Jednak nadal go nie było. W takich sytuacjach (nieobecność) członkowie Ligi mogą odbierać korespondencję Prospektora ze skrzynek listowych, bo jak wiadomo różne sprawozdania, odkrycia i listy członków podróżujących po świecie wysyłane są właśnie Prospektorowi, a one nie mogą czekać.

I wtedy właśnie przeczytali ten list.

Mamy waszego prospektora. Żądamy 500 sztuk złota w monetach. Z pieniędzmi stawcie się w piątek. Pięć godzin po południu.
W karczmie Goldshire. I bez sztuczek żadnych. W przeciwnym razie Prospektor zginie. P.K

Co zrobili podróżnicy? Zaczęli zbierać 500 sztuk złota, ale wiedzieli że nie zdołają w tak krótkim czasie. Niektórzy zaś udostępnili ów list łowcom głów, detektywom, szpiegom, najemnikom. Wtedy zgłosił się on – Stoneheart.

Akapit I – Plan Barona

Usiądźcie dzieci przy kominku, i pozwólcie iż opowiem wam historie o krasnoludzie zwanym baronem, który mieszkał w wielkim zamku, a jego bogactwo przerastało królów. Wraz z trzema dzielnymi towarzyszami, Szablnozębnym niedźwiedziem Frosterem, szybkim jak piorun tygrysem Dzikusem, oraz wesołym ogrem. Udali się w… Zaraz, to nie ta historia.


Aren, 40-letni murzyn, nazywany przez swojego szefa ‘łysa pałka’, siedział w najsłynniejszej tawernie Goldshire wpatrując się w nowych klientów, oraz w personel, trzymając w ręku kieliszek wytwornego wina. Po piętnastu minutach znużonego czekania wstał. Nawet nie zapomniał o swojej czapce szlacheckiej, którą zostawił na stole, a nie miał najmniejszej ochoty się z nią rozstawać. Wtedy właśnie natknął się na Barona Stonehearta.

- Rozumiem, iż jest pan członkiem Ligi.

- Zgadza się, a teraz gadaj gdzie Prospektor!

- Wasz kuzyn jest przetrzymywany w sekretnym miejscu. Pierw złoto. 500 złotych sztuk, i wasz przyjaciel będzie wolny.

- Myślisz że ci zapłacimy? – na znak Barona pojawili się najemnicy, którzy dla niego pracowali, a gęby mieli takie, że Aren przez chwilę nie był pewien czy to nie oni są gorsi od niego.

- Panowie – kiwnął palcem Aren – jeden włos mi z głowy spadnie a wasz przyjaciel zginie. To proste. Jeśli nie opuszczę karczmy, nie dotrę do szefa ze złotem na czas, prawdopodobnie wyrżnie gardło temu waszemu prospektorowi.

- Dobra, sam tego chciałeś – uśmiechnął się baron, a najemnicy wywlekli człowieka na zewnątrz. Puścili go dopiero przy jeziorze, gdzie pojawił się także strażnik.

- Gadaj gdzie Daghar!

- W krypcie zamku na zachód od krainy marzeń.

Dostał kopa w mordę.

- Dobra, już mówię.. – splunął z ust krwią - W górach redridge jest chata, tam go trzymamy.

Baron Stoneheart chwycił widelec i zaczął trzeć go o talerz. Odgłosy wydobywające się były irytujące.

- Panie Baronie, to zbyt okrutne. – rzekł jeden z najemników.

Aren cierpiał słuchając tego odgłosu, strażnik patrzył na niego z politowaniem.

- Powiem! Wszystko powiem! W Darkshire! Tam jest chata! Tam go trzymamy!

- Tak myślałem. Stamtąd wysłaliście list – stwierdził Baron. – Dobra, idziemy tam!

Aren eskortowany przez strażnika Stormwind został wsadzony do aresztu, natomiast ekipa ratunkowa Barona pośpieszyła ku Darkshire.


Tymczasem w mrocznej chacie nieopodal Darkshire:

- Panie Kapitanie, przygotowania gotowe, statek zakotwiczył zgodnie z planem E.

- Idealnie – mruknął szef bandytów. – idealnie. Tylko gdzie jest ta łysa pałka ze złotem.

Akapit II – Darkshire

Baron wraz ze swymi ludźmi wkroczyli do budynku. Tawerny w centrum miasteczka Darkshire. W środku była balanga. Pijoczki sączyły wódeczki, słychać było różne obelgi i tym podobne. Nie przejęli się tym. Zeszli do piwnicy. Nic. No Dobraaa… I buteleczki poleciały. Towarzystwo ucichło. Słychać było tylko czkanie.

- Baron płaci złotem za informacje!

- Nie drzyj tak ryja. – ktoś tam warknął. Jakiś niski i z butelką wódki w ręku.

- To Ten. – stwierdził Baron, i po chwili związali pijaczka.

- Won mi stąd!

Dostał w mordę.

- Dobra, powiem wszystko co wiem. Co chcecie wiedzieć?

- Właził dziś ktoś podejrzany do piwnicy?

- A bo ja wiem? Karczmarz może.

Jeden z najemników przejechał sztyletem po ramieniu krasnoluda pijaka.

- Argh. Pierdol się!

- Gadaj, albo skończysz jak ten czarnuch.

- A więc to tak. Zgoda, powiem. Ale nic darmo, dopiero jak pokonacie mnie w honorowej walce.

- Jeden na jednego. Na pięści. – zgłosił się jeden z najemników. Stanęli przed sobą.

- Frion żelazna pięść, do usług. – odparł pijaczek.

- Kapitan Regreson żelazny czerep.

Frion upadł na ziemię. Poddał się. Nie sądził, iż spotka Kapitana Regresona na swojej drodze, a miał z nim do czynienia w przeszłości.

- W porządku. Chodźcie, zaprowadzę was do waszego towarzysza.

Wyszli z karczmy i udali się w stronę starej chaty z brudnymi oknami. Z chaty tej właził właśnie gnom Trix, i ją zamykał.

- Ojej, złapali pana Friona? – zadziwił się gnom.

- Zgadłeś. Gdzie jest Daghar? – Baron podjął się rozmowy.

- Szef wraz z pięcioma osobnikami wzięli go stąd dwie godziny temu.

- Nie musisz im tego mówić! – krzyknął rozwścieczony Frion – pijaczek.

Musieli go uciszyć, ale wtedy gnom zaskoczył Barona wystrzelonym w niego pociskiem, a krasnolud pijaczek rzucił się na jednego z najemników. Pocisk wbiła się w zbroję kolczą Barona, a gnom dostał kopytem w łeb. Kopytem – od konnego jeźdźcy najemnika Adirora. Ten sam osobnik z ponaddźwiękową prędkością powalił swoim koniem Friona. Kolejny z najemników, Kemiloth, zapakował w pijaczynę kulkę. Związali gnoma. Wygadał wszystko co wiedział.

- Mieliśmy zetrzeć ślady i ruszyć w stronę ogrzych jam na zachód.

- Dobry chłopiec – uśmiechnął się jeden z najemników i kopnął go w mordę.

No to w drogę. No i doszli. Z gnomem. I zaczęli przeczesywać okolice.

Akapit III – Chaos

Gnom Trix zgłodniał, i dosyć szybko został poczęstowany ogórkiem od Barona. I dwiema śliwkami. Najemnicy zaczęli przeczesywać okolice, a populacja tamtejszych ogrów jakoś tak szybko złamała. Wtedy zza cienia ujawnił się strzelec z kuszą miast prawej ręki. Edward się zwał.

- Co to wszystko ma znaczyć?

Zmierzył wszystkich swoim lodowatym wzrokiem, i po chwili strzelił kuszą w stronę Trixa. Gnom padł na błocku jak placek, a wokół Edwarda zebrali się najemnicy z Baronem na czele. Chcieli się dogadać, ale coś nie wyszło, i doszło do walki Edwarda z jednym z najemników – Regresonem. Walczyli przez kilka dobrych minut, aż do chwili gdy inny z najemników, ten na swoim rumaku, zarzucił zwinnie lassem, czy też może magiczną liną, i związał Edwarda tak, że ten nie mógł nawet napiąć mięśni i aż go sparaliżowało. Odgłosy zaniepokoiły przechodzącego tamtędy strażnika nocnej straży, który podszedł zaniepokojony.

- Zakłócacie spokój na tych ziemiach. Co tu się wyprawia?

- Akcja ratunkowa – oznajmił Baron, a jego najemnicy zaczęli przepytywać Edwarda.

- Nigdy nie zdradzę mojej załogi! – Edward uniósł głowę do góry i wypiął się dumnie.

I stracił ostatnia sprawną rękę. Jeden z najemników użył do tego celu swojej strzelby. Sierżant Nocnej Straży zaskoczony metodami „Najemników Barona” szybko zarządził, że teraz on przejmuje całą sprawę z porwaniem i przekazuje ją Nocnej Straży, zaś złoczyńcę Edwarda ma zamiar przenieść do aresztu w Darkshire. Najemnicy Barona popatrzyli po sobie a następnie przyłożyli mu dwa pistolety skałkowe do łba.

Sierżant, a zwał się Therigris, pracował w służbie od 20 lat. Nie był wprawiony w boju, lecz wykonywał swoją pracę sumiennie gdyż dobrze mu płacili, więc był temu oddany. Teraz uznał że najwyższy czas okazać się heroizmem – bo kiedyś trzeba. Chwycił za swój wielgachny młot, odziedziczony po ojcu.

- Zdrajcy! Za przymierze!

I padł. Nie miał szans przeciw grupce najemników. Ale nie chciał się poddawać. Nie mógł się ruszyć, ale mimo tego tak bardzo chciał. Chwycił za nogę najemnika. Ten go kopnął. Poturbowali strażnika. A potem zaczęli się kłócić między sobą. Baron był zdegustowany i najwyraźniej chciał obić mordy każdego ze swych sługusów za brak dyscypliny. Edward stał związany i uśmiechał się kącikiem ust.

- Co za idioci – pomyślał – nie umieją wykonać jednej najprostszej roboty. Dobrze - odrzekł po chwili - powiem wam gdzie znajdziecie waszego przyjaciela, choć sądzę iż już jest za późno. W kieszeni mej szaty znajdziecie mapę dżungli Stranglethorn, czerwony znak X pokazuje miejsce gdzie zacumowany jest okręt.

- Zbieramy się! – warknął Baron i przygotował do odejścia.

Najemnicy wraz z Baronem ruszyli w drogę. Jedynie najemnik Regreson pozostał, miał kilka spraw do załatwienia z Edwardem. Wypytywał go o pewne rzeczy, a gdy skończył, przejechał lekko sztyletem po gardle. I pośpieszył za resztą. Minęło kilka godzin.

Posterunek nocnej straży w Darkshire. Wpadł tam ranny i zakrwawiony Therigris – sierżant straży. Ciągnął ze sobą jakiegoś nieprzytomnego człowieka. Wszyscy wstali zaskoczeni.

- Szybko… - z trudem wydusił z siebie Therigris – Trzeba opatrzyć tego człowieka.

I upadł na podłogę nieprzytomny. Gdy się obudził opowiedział o wszystkim. Nawet Komendant Althea Ebonlocke dowiedziała się o tym.

Sierżant uderzył pięścią w stół.

- To przestępcy! Powinniśmy wydać list gończy i mieć się na baczności!

Sporządzili szkic szefa bandy – Barona. Ktoś rozpoznał krasnoluda. To Rogrim Stoneheart! Następnego dnia List Gończy został wydany. Edward po opiece medycznej został zamknięty w celi nocnej straży.

Akapit IV – Na statku

Mała łódeczka dopłynęła wreszcie do rzeki Stranglethorn. Po godzinie wiosłowania widać było morze. Mieli szczęście, że nie natknęli się na trolli. W pobliżu czekał na nich ogromny statek. Na dziobie znajdowała się gigantyczna głowa kobolda, jak i flaga przestawiała kobold-czaszkę.

- Jak się cieszę że was znowu widzę, chłopaki – odrzekł szef bandy uśmiechając się szeroko. Prospektora wniesiono i zamknięto w ‘celi’ pod pokładem. Kapitan zasiadł i chwycił cygaro. Pojawił się oficer i stanął przed kapitanem.

- Nasz zwiadowca doniósł, iż ekipa z Darkshire poległa. – odparł oficer - Straciliśmy Friona żelazną pięść i Edwarda kuszorękiego.

Kapitan jednak siedział z cygarem w ręku, wpatrując się na majestatyczny wschód słońca na horyzoncie.

- No to co. Taki był plan. Ruszajmy moja załogo! Koralowe diamenty czekają na tatusia!

- Szefie, na co nam ten … prospektor?

- Zna się na mapach, będzie je nam szkicował. Na dodatek Może wiedzieć co nieco o skarbach.

Akapit V – Wybrzeża Stranglethorn

Ekipa Ratunkowa – znana bliżej jako Najemnicy Barona, albo Przestępczy Gang Rogrima jak sugerują nagłówki w gazetach, dotarła do wybrzeża Stranglethorn w miejscu ujścia rzeki do morza. Zastali tam starca siedzącego na krześle łowiącego ryby, z wędką w ręku.

- Gadaj gdzie Daghar.

- Przepraszam, ale chyba nie rozumiałem. Może wafelka? – starzec wyjął kilka wafli i chciał poczęstować.

- Żarty sobie stroisz? – mruknął Baron.

Po chwili pojawił się krasnolud górnik imieniem Genn. Poszukiwał on złóż złota, gdyż jak słyszał takich pełno na przestrzeni całej dżungli Stranglethorn. Był ciekaw czy może ‘podróżnicy’ których zastał podzielą się informacją. Najemnicy skupili się jednak na starcze i wytrącili go z krzesła. Górnik zaczął się wycofywać, lecz sam Baron wraz ze swym tygrysem się nim zajęli. Genn chciał wspiąć się na klif, lecz nie dał rady. Próbował kilku sztuczek, aby zwiać. Na darmo. Starzec tak samo. Dostał kilka uderzeń w plecy od jednego z najemników i upadł na ziemie z bólem.

- Gadajcie co wiecie, albo zginiecie! – groził gang Rogrima. Ale zarówno górnik jak i starzec milczeli. Starzec czuł, iż zginie za chwile, i wymówił modlitwę. Genn natomiast zaczął się pocić, nie sądził, iż dżungla może być aż tak niebezpieczna. Jednak wziął się w garść, i znalazł odrobinę odwagi aby wrzasnąć.

- Dupku! A co ja mogę wiedzieć! Jestem tylko górnikiem!

Rogrim spoważniał i … dał znak najemnikom aby zostawili starca i górnika.

- Nic nie wiedzą. – stwierdził.

Starzec wstał o własnych siłach i chwycił po lekarstwa. Usiadł na ziemi całkiem zmęczony.

- Być może szukacie tych, co ruszyli stąd nad rankiem? – mruknął starzec.

- Hę?!

I opowiedział. Że nad rankiem widział tutaj kilku osobników. I statek. I się załadowali a potem ruszyli. Na zachód. Rogrim mruknął jakieś przekleństwo. Dupa. Tamci zwiali, i nic na to się nie poradzi. Czyżby koniec? – pomyślał Baron.

- Albo na Oko Krakena i ruszamy w pościg - powiedział Regreson.

Baron i jego najemnicy udali się w stronę Booty Bay. Górnik płakał ze szczęścia, że uniknął śmierci, tulił i całował ziemię. Starzec wyjął chustkę i otarł czoło.

Ratchet

(W trakcie spisywania)