Logi z Mentora

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Nagle rozmyła się wizja. Wszystko na co patrzeliście, wszystko co słyszeliście i czuliście zniknęło. Szarpnęło wami jak podczas teleportacji i wszyscy równocześnie upadliście na podłogę w jakimś pomieszczeniu.

Migley says: Aaaaaau... gdzie jestesmy?

Migley no to sie rozejrzal po pomieszczeniu

Steaven says: < uśmiechnął się z niemałym zdziwieniem i usiadł zaczynając się rozglądać >

Pomieszczenie to jest nieco podłużne i całkiem spore. Nie widzicie co kryje się w odległych rogach, jest wszak dość ciemno. Wasz wzrok zdaje się być przyciągany przez podest i kolejny… kamień. Kamień koloru podestu, z dziewięcioma otworami. Są znacznie głębsze niż znane wam otwory otwierające wejścia do prób, co skłania do myślenia, że oto koniec waszych poszukiwań, a „ołtarz” jest właśnie tym czego szukaliście.Dziury są na różnej wysokości i różnego kształtu. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wokół dziur widać płaskorzeźby tańczących radośnie postaci, stojących jednak tyłem do was, więc nie widzicie ich twarzy.

Migley rozesmiany podbiegl do 'oltarza'

Migley says: Ci ludzie!
Migley says: Te same plaskorzezby co wczesniej w jaskiniach!

Elissa chodzi sobie od plaskorzezby od plaskorzezby i przyglada sie im uwaznie

Migley says: I wiecie co?

Nie są jakoś specjalnie idealnie wyciosane. Ale dokładnie widać, że tańczą.

Migley says: Wszystkie tancza!
Migley says: Nie ma zadnych scen smierci!

Elissa przyglada sie otworom, moze czyms sie roznia, poza wiekoscia?

Steaven stoi na środku, niepewnie, jakby nie myśląc, że może ruszyć się gdzieś bez pozwolenia.

Nie bardzo. Po prostu jeden jest niżej i jest węższy, inny jest znacznie wyżej i jest szerszy. Zupełnie, jakby ołtarz dopasował się do poszukiwaczy.

Migley popatrzyl na plaskorzezby i cos mu zaswitalo.

Elissa wklada reke do swojego otworu, ale jakos podejrzliwie patrzy na plaskorzezby.

Migley says: No to przyjaciele - zatanczmy! <przylozyl lapke do swojego otworu>

Kamień nieco mrowił kobietę. Ale nic poza tym się nie działo. TO samo. Migley czuje lekkie mrowienie.

Steaven says: ja mam związane dłonie... wybaczcie, nie pomogę.
Migley says: Chodz a nie!

Steaven podszedł do migleya jakby nie wiedząc o co mu chodzi, westchnął w drodze.

Migley kiedy podszedl zaczal mu rozplatowywac suply.

Nie stawily zadnych ponadprzecietnych oporow.

Migley says: No to przykladaj. <poslal mu szczery usmiech>

Steaven skinął głową i ruszył do przeznaczonego dla siebie otworu.

Inni, widzac co robia nieformalni przywodcy poszukiwaczy takze podeszli kladac pokolei rece w wyznaczonych miejscach.

Migley przylozyl ponownie

Podłoga się zatrzęsła wokół was gwałtownie. Ręce trzymane w otworach coś brutalnie złapało i zarzuciło wami, bo oto kamienny postument rozbił się na części i każdy z was, trzymany przez bezlitosne kajdany zawisł w powietrzu. Podłoga pod waszymi stopami rozpadła się z ogłuszającym łoskotem, odsłaniając bezdenną dziurę usianą gęsto ostrymi szpikulcami. Metal z którego były wykonane lśnił złowrogą rdzą w świetle pochodni, które rozjarzyły się nagle z sykiem. Kręciliście się chwilę nad tymi kolcami aż…

Steaven says: O kurwa... <wyraźnie był w szoku>

Migley slabnie!

Steaven został oddzielony od grupy i zapewne boleśnie wylądował na jedynym ocalałym fragmencie podłogi, reszta z was również wylądowała… na otwartym szpikulcu. Zupełnie jakbyście wrócili do pierwszej próby. Tym razem jednak parasol był znacznie szerszy – zmieściliście się wszyscy. Zaś na jego powierzchni były skierowane do jego środka zadziory. Przed Steavenem pojawiła się półprzeźroczysta iluzja Mentora – starszawego maga, jednak wyprostowanego dumnie, wpatrującego się chłodno w pół elfa. W tym samym momencie świetlista bańka otoczyła pozostałe na parasolu osoby, odcinając ich od wszelkich dźwięków.

Steaven says: <spojrzał na mentora z nieskrywaną nienawiścią>
Zły Mentor says: Panie Bloodeye...
Steaven says: Zrób im coś, a cie dorwę w zaświatach...
Zły Mentor says: Panie Bloodeye. <po wyciszonym pomieszczeniu uniosło się echo głosu starca, a zaraz po nim zmęczone westchnienie.> Kłamstwem by było, jakbym powiedział, że nie obserwowałem waszych poczynań z uwagą i niepokojem.
Zły Mentor says: Nie był to jednak niepokój spowodowany tym, że zginiecie. Och nie. <tutaj uśmiechnął się lekko.> Na to zawsze byłem gotowy. Sam nie raz byłem bliski śmierci, gdy odbywałem przygody z przyjaciółmi.
Zły Mentor says: Bardziej martwiło mnie, iż dotrzecie do skarbu, do tego, co odkryłem z taką trudnością, bardzo podzieleni. W nieufności, w waśni, będziecie bardziej skorzy do pozabijania się nawzajem by zyskać samotnie to, co powinniście osiągnąć razem.
Zły Mentor says: I jak widzę, mój niepokój nie był bezpodstawny...
Zły Mentor says: <potarł palcami swoje starcze oczy.> Zapewne pan rozumie, panie Bloodeye, że nie mogłem do tego dopuścić, więc… zostawiłem ostatnią próbę. Miało paść na kogoś losowego, a w pułapce zamknąłbym osoby jej nie ufające. Nie spodziewałem się jednak, iż będzie to taka sytuacja, w jakiej obecnie się znaleźliśmy.
Zły Mentor says: Widzi pan, panie Bloodeye. Sądziłem, że na pułapce znajdzie się może jedna, może dwie osoby. Ale wśród grupy nie ufa panu nikt… straszne, prawda?

Migley podbiegl do banki i polozl na niej swoje lapki obserwujac zajscie

Steaven says: <spojrzał na grupę przez ramię, jednak to nie zmieniło jego wzroku na mentora>
Steaven says: <gdy znów spojrzał na niego>

W tym momencie coś w pomieszczeniu zgrzytnęło, a ten przywołujący na plecy ciarki dźwięk rozszedł się echem od sufitu po bezdenne morze szpikulców. Parasol, na którym znajdywała się cała grupa zaczął powoli, acz nieubłaganie się zamykać.

Zły Mentor says: Jaki jest sens pozwolić wam dostać się do skarbu, skoro wszyscy zapewne jak jeden mąż uważają, że jest pan tylko wrogiem.

Pozostali poszukiwacze zareagowali bardzo roznie. Od obojetnosci Mort'Raga, po spokoj Cyrusa, az do paniki Reana wlacznie.

Zły Mentor says: Nie godnym zaufania kompanem, którego trzeba się pozbyć jak tylko położy się łapę na wieku skrzyni. <wykrzywił z niesmakiem usta>

Migley przebiegl szybko spanikowanymi oczami i pobiegl do srodka

Zły Mentor says: Muszą mieć ku temu podstawy, prawda? Pewnie sądzą, że właśnie taki pan jest, panie Bloodeye – zakłamany, pragnący wszystkiego tylko dla siebie.
Zły Mentor says: Może się mylę? <uniósł brwi>
Steaven says: Może się nie mylisz... ale ja im ufam, wiem że ja nie jestem godny zaufania, ze względu uprzedzeń do mojej magii
Zły Mentor says: Proszę mi przypomnieć, kto trzymał większość pergaminów nim nie został pan wygnany ze statku? Kto straszył biednego pana Rake? Kto groził jedynej niewieście w waszej wyprawie? Któż zaatakował niewinną szamankę i jej ciało? Czyż to nie oczywiste?
Steaven says: zawsze siała zniszczenie, zawsze byłem odrzucany...
Zły Mentor says: <Iluzja obróciła się plecami do Steavena i przypatruje się ze stoickim spokojem jak parasol się zamyka.> I teraz docieramy do chwili, kiedy jednak chcę dać panu szansę. Szansę na pokazanie mi, że jednak się mylę. Będzie pan miał wybór. Będzie pan mógł pokazać, z czego pan jest zrobiony.
Steaven says: nie obchodzi mnie to, działam tylko po to, aby na świecie było lepiej, i nie pozwolę zabić zadnego z nich !
Zły Mentor says: Doprawdy...?
Zły Mentor says: <odwrócił się do Steavena marszcząc z niezadowoleniem brwi> Cokolwiek pan nie wybierze, nie schowam ponownie skarbu. Będzie wasz… lub pana. Proszę spojrzeć na nich. Czy jest coś, co mógłby pan oddać w zamian za nich? Za ich życie? Nie będzie z mojej strony żadnych gierek, jeśli pan to odda, wyjdą z tego wszyscy cali i zdrowi. <przy tych słowach starzec odwrócił wzrok na krótką chwilę>

Kilku ciezszych zaczęło tracic rownowage.

Migley desperacko lapie tych ciezszych, przez co ciagna go za soba

Steaven says: <zaczął oddychać ciężej, po czym dodał z pewną niepewnością> może i mi nieufali, może chcieli wbić nóż w serce, ale wiem że są lepsi ode mnie, mogę oddać za nich życie, zadowoli cię to ?
Zły Mentor says: To jest pańska cena. Zapewne godna uwagi, jednak zabijanie nie wchodzi w grę. Jak mniemam, domyśla się pan dlaczego. Podam zatem moją cenę.
Zły Mentor says: Czy jest pan gotów jej wysłuchać?
Zły Mentor says: < uśmiech na twarzy starca był zimny, wyrachowany >

Migley w srodku przylgnal do Mutaia siedzac mu na grzbiecie. "Przede wszystkim wiedzcie, ze nie zaluje zadnego dnia spedzonego z wami!"

Steaven says: jestem gotów, cokolwiek by to nie było, jeśli im nic nie będzie grozić.
Zły Mentor says: W porządku...
Steaven says: < patrzy z nieukrywaną nienawiścią na mentora, ale widocznie jest bardziej wściekły na swoją bezsilność niźli na coś innego>
Zły Mentor says: <przymknął lekko oczy> Chcę pańskiej lewej dłoni, za atak na panienkę Di’Ateriday i jej ciało. Tylko dzięki niej i wyrozumiałości pana Coastgarde byliście w stanie dojść tak daleko. To okropna niewdzięczność.

Sytuacja na parasolu robila sie iscie tragiczna. Mort'Rag i Cyrus przewrocili sie, trzac stawami o zadziory i raniac bolesnie. Podobnie Mutai, poczal z wolna staczac sie po parasolu, a sciersc z jego futra latala w powietrzu. Na razie Elissa o dziwo stala prosto, zwinnie utrzymujac rownowage.

Zły Mentor says: < westchnął cicho > Chcę pańskiej prawej dłoni, za to, że śmiał pan podnieść ją nawet w słowach, na jedyną kobietę na wyprawie. Oraz za atak na jednego z marynarzy.
Zły Mentor says: < spojrzał na parasol > Chcę pańskiego języka, za wszystkie zniewagi, zasiane ziarna strachu, niepewności i braku zaufania, za wszystkie rozkazy, jakby to pan był ich właścicielem, za kłamstwa.
Zły Mentor says: Nie spodziewałem się tak wysokiej ceny. Ale takie są reguły, nie mogę ich już zmienić, skoro raz sam je ustanowiłem. I... raz poświęconych kończyn nie odzyska pan już nigdy. Zaręczam.
Zły Mentor says: Jaka jest pana odpowiedź, panie Bloodeye?

Elissa bierze gnoma na swoje barki

Steaven says: <przełknął ślinę i spojrzał na parasol patrząc później na Mentora, później wystraszony wyjąknął jakby niepewnie> z-zgadzam się...

Wreszcie i Elissa poczela spadac krojac swoje ubranie i oddlubujac kawali skory o ostre zadziory. Mort'Rag zlapal sie za nie palcami, jednego odcinajac natychmiastowo i zawisnal, trzymajac sie jedynie druga dlonia.

Zły Mentor says: Czy jest pan gotów zapłacić tą cenę za osoby, które panu nie ufają i pewnie są gotowe pozbyć się pana, gdy skarb zostanie odnaleziony? Jak wspomniałem wcześniej… może pan ich zignorować. Wtedy to, co ukryłem, będzie tylko pańskie.

Wreszcie i Migley spadl na jeden z zadziorow, ktory bolesnie i gleboko wrazil mu sie w plecy, odrywajac ladny kawalek skory wraz z miesniami od malego, gnomiego ciala.

Steaven says: powiedziałem ! TAK <wybuchnął> Nie pozwolę aby tyle wspaniałych osób które może zrobić tyle dobrego zgineło przez to że ja ! ten śmieć który posuguje się najmroczniejszym materiałem magii ! nie chciał cierpieć !

Przed Steavenem pojawił się kamienny gargulec z wykrzywionym wściekle pyskiem. Oczy patrzą na maga nienawistnie, mrużąc się mocno. Paszcza stworzenia wydaje się być zarazem kpiąca jak i pogardliwa.Miedzy górną a dolną szczęką uzbrojoną w zęby widać spory otwór – w sam raz dla ręki wszelkich rozmiarów.

Zły Mentor says: Proszę włożyć swoją lewą rękę.

Mort'Rag i Cyrus, a poznie Mutai zdarzyli spasc juz niemal na samo dno, gdzie zadziory byly szersze. Tylko w ten sposob, lapiac sie za nie i raniac sobie rece, potrafili utrzymac sie na parasolu.

Steaven says: <znów przełknął ślinę i powolnym krokiem jak gdyby każdy krok był dla niego ciężarem ruszył w stronę gargulca, gdy stanął przed nim chciał unieść rękę ale się zawachał i to poważnie, ale po paru sekundach włożył rękę i zamknął mocno powieki oraz zacisnął zęby>

Kleszcze znajdujące się przy języku bestii zacisnęły się na przedramieniu Steavena. Z ogromną siłą imadło ukryte gdzieś w środku bezlitośnie zgniotło palce, dłoń, nadgarstek mężczyzny.Krew zaczęła wyciekać spomiędzy zębów bestii. Oczy gargulca rozjarzyły się na pomarańczowo, zaśmierdziało palonym ciałem.Steaven mógł poczuć ogień trawiący jego kikut, ścinający tkankę i tamujący w okrutny sposób krwawienie. Z uszu okropnej rzeźby poleciał dym.

Ci wewnatrz bańki uslyszeli wreszcie cos. A byl to mozliwy krzyk czy inna reakcja Steavena.

Migley lezy plackiem, bezradny, z mocno krwawiacymi plecami. Spod zacisnietych bolem powiek poplynely lzy.

Steaven says: WAURRAAHGGGGHHH... <padł na kolana zaciskając prawą dłoń na lewym spalonym kikucie>
Zły Mentor says: Czy zmienił pan zdanie? Jeśli nie, proszę włożyć tam swoją prawą rękę. <nie zwracając uwagi na dramatyczność tej sceny odezwał się zimnym głosem>
Steaven says: t... t... tak... zrobię to... <wydyszał ale chyba ból był tak paraliżujący że ciężko mu było się podnieść>
Zły Mentor says: Zatem proszę włożyć lewą dłoń do otworu. Czas ucieka.

Wreszcie i Rean zwolnyl chwyt i zjechal kolejne dwa metry w dol, zamieniajac swoje kolana i uda w krwawa papke.

Steaven says: <zaczął głośno oddychać i włożył prawą dłoń do gęby garbulca, bo ta nie była kikutem>

Gargulec ponownie przyjął rękę półelfa z wyraźnym przyjemnym chrzęstem łamanych kości i tryskającej krwi. Znów się zadymiło - to ogień opalił nową ranę na ciele Steavena uniemożliwiając mu wykrwawienie się.Pysk gargulca wydawał się być wielce zadowolony z tej ofiary.

Ponownie banka zamiarowala przepuscic reakcje człowieka.

Steaven says: PrzestAŃ IcH RanIĆ !!! <wrzasnął do mentora spoglądając przez ramie, wyraźnie w ten sposób wyładowywując okrzyk bólu>
Zły Mentor says: Język panie Bloodeye.
Zły Mentor says: Chyba, że woli pan go zachować.
Steaven says: Nie... <dyszał ciężko> ale nie ma... niemam jak go poświęcić...

Gargulec zniżył się. Z jego szczęki wysunęła się wąska rurka z kamienia.

Zły Mentor says: Owszem, ma pan. Jak sam pan wspomniał, pomyślałem o wszystkim.

Mutai stoczyl sie ponownie o dwadziescie centymentow, a spod jego brzucha buchnela struzka krwi.

Steaven przygotował język do odcięcia zamykając oczy.

Gargulec jakby ożył. Złapał półelfa brutalnie za głowę, by czasem mu nie uciekł. Znów imadło zacisnęło się, zgniatając język człowieka. Ogień dokonał dzieła, przy okazji opalając trochę twarz Steavena.Zaraz po tym, odwrócił głowę maga tak, by dokładnie widział parasol i zebraną na nim grupkę.

Zły Mentor says: Tak. To wszystko, panie Bloodeye.

Wtedy... Parasol sie zamknal. Nikt juz nie zdolal sie utrzymac. Steaven, jesli nie dal sie agonii bolu mogl obserwowac, ze wszyscy spadajac wdol. Uslyszal takze ciche zgrzyty cial nabijanych na zardzewiale kolce. Dluzsze krzyki zwiastowaly takze, ze ktos nie tracil i spadl na sam dol przeprasci... Bardzo glebokiej przepaści.

Steaven wydał z siebie wrzask, jakby to był jego koniec.

Elissa umarla.

Steaven gdy to zauważył wyraźnie coś próbował wykrzyczeć, ale to już był koniec, nie mógł powiedzieć nic.

Migley byl tym nieszczesliwcem ze nie trafil w kolec. Wydarl sie wnieboglosy kiedy nagle... umilk.

Steaven ...nic co było by zrozumiałe...

Elissa zginela na tarce, przerabiajac sie na papke

Nagle wszystko zniknęło. Stoicie wokół kamiennego ołtarza i patrzycie pewnie ze zdziwieniem na Steavena, który klęczy przed swoją dziurą i drze się jakby go mordowano.

Steaven owszem drze się wniebogłosy, jęczy, skręca się.

Elissa says: A temu co?

Elissa patrzy dziwnie na stefka

Elissa says: oszalal?

Ale... rąk z kamienia nie umiecie wyjąć.

Migley says: Steav? Wiezy masz dalej za moc.. ne? <szarpnal raz reka> Ej?

Steaven gdy poczuł że wszystko zniknęło przestał się drzeć, i rozejrzał się nerwowo...

Migley szarpnal dwa razy, nieco mocniej

Elissa says: Co jest...<chce wyjac reke>
Steaven says: KURWA ! UWAŻAJCIE
Steaven says: to pułapka mentora !
Steaven says: on was zabije !
Steaven says: nie wiem jak to możliwe, ale miałem wizję !
Steaven says: wszystkich zabije ! mnie też !
Migley says: Co?

Kamień w którym trzymacie ręce zaczął się skromnie dymić. Złote opary wędrują leniwie w górę.

Elissa says: Oszalal...

Steaven wyraźnie panikował, wyglądał jakby wiedział wszystko co się zaraz wydarzy.

Migley skierowal cale zainteresowanie na zloty dymek

Elissa tez

Złoty dym formuje się spokojnie w kształty, najpierw zawiłe, nie do rozróżnienia. Potem już konkretniejsze, aż w końcu przed wami, na ołtarzyku stoi uśmiechnięty Mentor. Tak wam się w każdym razie wydaje.

Steaven says: Co jest ?!

Uprzejmie uśmiechający się starzec rozłożył dłonie na bok w wyraźnie bezradnym geście bezgranicznej dumy. Jakimś cudem każdy widzi starca od przodu.

Migley says: To co, mamy tanczyc jak na tych plaskorzezbac czy nie?
Mentor says: Wystarczy, że mnie wysłuchacie.

Migley rzucil z usmiechem do Mentora

Mentor says: <głos starca był bardzo miły, spokojny>

Steaven says: Ej, co to ma być ?! NIE ZABIJESZ ICH ! NIE POZWOLĘ CI !

Steaven says: <wykrzyczał w stronę starca starajac się na próżno wyrwać dłoń>

Elissa patrzy na innych, poczym na Stefka

Mentor przymknął na chwilę oczy i zaczął mówić. Wydaje się, że słyszycie wszyscy to samo.

Elissa says: jemu chyba juz odbilo...
Mentor says: Panie Redrigos...
Mentor says:Twój zapał na początku, gdy zbieraliście się do wyprawy w Słonym Żeglarzu zaimponował nie tylko mi, ale także wszystkim poszukiwaczom. Mimo swojej wrodzonej nieufności, obdarzył pan zaufaniem większość osób na statku.
Steaven says: Widziałem co zrobisz ! Nie pozwolę ci na to ! <mimo to się rwał bez wytchnienia>

Wojownik uniosl spojrzenie

Mentor says: Starał się pan robić wszystko wspólnie z innymi, nie wybiegał pan przed szereg, ani też nie próbował nikim rozkazywać.
Mentor says: Można powiedzieć, że od samego początku wyczuł pan konieczność współpracy w celu uzyskania skarbu.

Spojrzenie człowieka odwróciło się w inną stronę.

Mentor says: Panie Rake.
Migley says: Mmm?

Mentor tutaj uśmiechnął się szeroko.

Migley rowniez

Mentor says: Doprawdy, pierwszy raz spotkałem się z takim umysłem, który swoją wnikliwością i szybkim kojarzeniem faktów zawstydził mnie samego. Dzięki panu zagadki, które pozostawiłem, były rozwiązywane w znacznie szybszym czasie, niż śmiałem o tym marzyć.
Mentor says: Chylę przed panem czoła. Jeśli zaś chodzi o pańską pozycję wśród poszukiwaczy, skłonny jestem uznać, że nikt nie był tak lubiany jak pan.
Migley says: Oj, bo sie zaczerwienie... <spojrzal w dol krecac stopa>
Mentor says: Mimo nikłej przydatności w walce i strachu przed zagrożeniem, dzielnie brał pan udział we wszystkich próbach i dzięki temu umożliwił ich rozwiązanie, jak również przeżycie. Do tego będąc krytycznym wobec własnej wiedzy i umysłu, był pan gotów sam ponieść konsekwencje za swoje błędy, nawet jeśli to wiązałoby się ze śmiercią.
Mentor says: Nie mówiąc już o dużym zaangażowaniu w całą sprawę. Spora część sukcesu leży właśnie po pana stronie.
Mentor says: Panie... Mutai. <wzrok mężczyzny skupił się na pandarenie>
Migley says: I tak sie ciesze ze moglem pomoc!
Mentor says: Nigdy wcześniej nie spotkałem się z przedstawicielem pańskiej rasy, więc niewiele wiem o jej zwyczajach i tradycjach. Jednakże z tego, co widzę sam, z niezwykłym oddaniem broni pan swoich przyjaciół, szczególnie tych słabszych.

Steaven teraz patrzy na niego w milczeniu, jakgdyby tylko czekając na najgorsze.

Mentor says: Na pierwszy rzut oka sprawiał pan wrażenie opijusa i lenia, jednakże szybko zadał pan kłam tym przypuszczeniom. Pańska przyjaźń z panem Rake ujęła mnie za serce. Był pan gotów oddać za niego życie, mimo tak krótkiej znajomości.

Elissa ma chec zapalic

Mentor says: Niepokoi mnie jednak pańska nieufność do innych. Co prawda nie przeszkadzało to w pełnieniu dalej obowiązku obrońcy, jednakże przyjaźń bez zaufania nie ma prawa istnieć, o czym pan zapewne doskonale wie.
Mentor says: Panie Sunwhisper

Mentor skierował swoje słowa do krwawego elfa.

Mentor says: Odważnym nie jest ten, który niczego się nie boi, lecz ten, który mimo przerażenia, jest w stanie iść dalej i dążyć niezłomnie do celu. I pana właśnie można nazwać odważnym.
Mentor says: Strach nie przesłonił panu zupełnie oczu i był pan w stanie uczestniczyć w próbach, mimo moich usilnych starań. Szkoda tylko, że pańska nieśmiałość i chorobliwe dążenie do perfekcji uniemożliwiło panu uczestniczenie w kręgu grupy.
Mentor says: Każdy może popełnić błąd, ja sam, uważając się za „mentora” i mędrca popełniłem ostatnio kilka bardzo krytycznych, których bardzo żałuję. Proszę zatem nie obawiać się błędów, bo one tylko hamują pańskie czyny.
Mentor says: Panie Dor’Ano. <z uśmiechem spojrzał na skunksa>
Mentor says: Jest pan niezwykłym przykładem wielkiego serca w małym ciele. Mimo umysłu naukowego, nastawionego na zdobywanie wiedzy i nie skupianiu się na odruchach, pan najbardziej martwił się o innych uczestników wyprawy.
Mentor says: Pańskie emocje, nawet te negatywne, dodawały zapewne otuchy poszukiwaczom. Wszak relacje nie opierają się tylko na miłych rozmowach i czynach.
Mentor says: Pańskie dążenie do pomocy mimo formy, w jakiej pan utknął było nieproporcjonalne większe w stosunku do możliwości. A jednak, pokazał pan, że nie jest pan bezsilny i może wnieść bardzo wiele w działania grupy.
Mentor says: Muszę również podziękować za uratowanie życia szamanki, uchronił mnie pan przed okropnymi konsekwencjami moich własnych nieostrożnych czynów.
Mentor says: Panno Labor.
Elissa says: Tak?<uniosla brew>

Mentor wzrok utkwił w kobiecie.

Mentor says: Była pani jedyną przedstawicielką płci pięknej na tej wyprawie. Jednakże pokazała pani, że nawet kobiety są w stanie do wielkich czynów. Nie bardzo wiem, jak się do pani odnieść.
Mentor says: Zapewne surowe szkolenie w straży spowodowało, że dość często górę brały odruchy samozachowawcze, co mogło wyglądać jak dbanie tylko o samą siebie. Ale dało się zauważyć, że życie nawet tych, którzy są przeciwko pani jest dla pani cenne.
Mentor says: Była też pani w stanie ratować towarzyszy właśnie dzięki chłodnemu podejściu do całej sytuacji i nie poddawaniu się panice.
Elissa says: Tak mnie szkolono
Mentor says: Panowie Mort i Rag Stormbelly

Mentor był zmuszony unieść nieco wzrok, bo ogr był stanowczo wyżej niż kobieta. A w każdym razie jego oczy.

Mentor says: Wydawałoby się wszystkim, że ogr nie byłby w stanie istnieć w tak zróżnicowanej i niezwykłej grupie jaką byli poszukiwacze. Jednakże nic bardziej mylnego.
Mentor says: Nie tylko zdołali panowie zyskać zaufanie kilku osób, lecz również pokazać, że zjednując sobie w panach przyjaciół, pozyskuje się także obrońców i istoty nad wyraz opiekuńcze.
Mentor says: Wielka szkoda, że wszelkie drzemki uniemożliwiły mi przyjrzenie się panom uważniej, pewnie nie raz nie dwa razy jeszcze by mnie panowie zaskoczyli.
Mentor says: Panie Nevanley.

Mentor wzrok skierował na nieumarłego.

Mentor says: Pańskie zimno i wycofanie wydaje się być w znacznej sprzeczności ze zdolnością do bezinteresownego poświęcenia się dla innych i pomocy. Nie wiem jak pan to potrafi pogodzić w sobie, ale na pewno do łatwych zadań to nie należy.
Mentor says: Pański strach przed samotnością i utratą przyjaciół jest mi bardzo bliski. Sam przeżyłem to uczucie i jest ono owszem okropne, lecz nie może nam bronić dostępu do nowych przyjaźni.
Mentor says: Popełniłem ten błąd, zamknąłem się w swoim świecie po stracie przyjaciół i nigdy więcej nie sięgnąłem do innych osób w poszukiwaniu podobnych relacji.
Mentor says: Proszę nie iść w moje ślady, proszę nie bać się tego, że każdy w końcu odejdzie. W przeciwnym razie będzie pan samotny po kres świata.
Mentor says: Panie Bloodeye...

Steaven spojrzał na Mentora, jakby wiedząc co powie i nie dając mu zacząć wrzasnął.

Wzrok starca zatrzymał się na sylwetce półelfa z uwagą.

Steaven saysL Nie pozwolę ci ich zabić, słyszysz ?!

Mentor odpowiedział mu uśmiechem.

Steaven says: Zabij mnie... zgładzę cię w zaświatach...
Mentor says: Zostawiłem sobie pana na sam koniec, bo nigdy nie zetknąłem się z tak kontrowersyjną personą.
Steaven says: ale nie pozwolę zabić ich...
Mentor says: Dla wszystkich w grupie wydawał się pan być zły i niebezpieczny. Nikt panu nie był w stanie zaufać, co mnie szczerze mówiąc nie dziwi.
Mentor says: Rządził się pan, dążył po trupach do celu, był pan w stanie zaryzykować czyjeś zdrowie dla własnej zemsty czy tylko sprawdzenia teorii, której nie był pan do końca pewien.
Mentor says: Pańska impulsywność doprowadziła aż do śmierci niewinnej osoby i poważnego zranienia nieszczęsnej panny Di’Ateriday. <tu zmarszczył surowo brwi>
Mentor says: Jednakże...

Steaven spojrzał na niego nienawistnie, jakby nadal będąc pewnym co chce zrobić.

Mentor says: ...to tylko powierzchowny ogląd na to kim i czym pan jest.
Mentor says: W istocie pańskie bezkrytyczne dążenie do zdobycia skarbu podyktowane było spojrzeniem na domniemane większe dobro. Poświęcił pan więc drobniejsze dobre uczynki na jego rzecz.

Mentor pokręcił lekko głową. Złoty dym rozwiał się nieznacznie.

Mentor says: Nie można powiedzieć, że było to złe posunięcie, ale należy pamiętać, że po dotarciu do celu trzeba mieć coś do czego można wrócić. Inaczej wszystkie starania mijają się z celem.
Mentor says: Zatem nie zawsze wartość celu uświęca środki.

Po tych słowach iluzja starca rozwiała się w pół ukłonu. Mogliscie wyjac rece z wnek. Kazdy zobaczyl na nadgarstku znak. Przedtawial on kompas zwiety w okrag. Nie bolal, nie byl to tatuaz. Lsnil lekko w blasku lichego slonca. Mutai dorobil sie tego znaku poprzez jasniejsza siersc.

Migley spojrzal na nowy nabytek

Wtedy znow wszystko zniknelo

Elissa tez spoglada

Elissa says: Co to jest?

Juz nie byliscie w pokoju, a lewitowaliscie w przestrzeni. Nie mogliscie wyczuc nic dookola poza samymi soba. Byliscie ponownie sami. W ciemnosci

Elissa says: Dobra...co znowu?
Migley says: Uou...

Elissa rozglada sie, poczym cos jej w glwie zaswitalo i patrzy na kompas na nadgarstku...moze wskazuje droge??

Migley says: To nie wracamy na statek?

Pustka swieci sie w ciemnosci.Drga bladym swiatlem.

Migley says: Slyszycie mnie?

Steaven spojrzal na dłoń a później się rozejrzał po ciemności i spróbował sztuczką kuglarską wyczarować płomień.

Elissa says: Slysze

Wtedy huk. Nagle pojawila sie wizja.Zobaczyliscie dookola siebie miejsce pierwszej proby. Ciemna komnate z rozlozonym mostem z parasoli. Staliscie na jednym z nich.Nad waszymi glowami pojawil sie z wolna swiecacy jasnym, kojacym swiatlem napis "Zaufanie"

Migley popatrzyl sie na napis z otwarta buzia

Ponowny huk. Kolejna wizja. Znalezliscie sie na oslepiajacej blaskiem odbitym od piasku pustyni.

Elissa says: Emmm tak....co to za sztuczki?
Migley says: Cii... po prostu poczekajmy...

Rozpoznaliscie Tanaris i zlepione zwalu piasku przez ktore dostrzec mogliscie czarne zwoje zaschnietej smoly.

Steaven wpatruje się w milczeniu.

Podobnie... Nad waszymi głowami po chwili wyklarowal sie napis "Poświecenie". Uslyszeliscie nagle muzyke. Krzepiaca, napawajaca duma. Znow byliscie na chwile w pustce. Ujrzeliscie kolejna wizje. Tym razem staliscie po srodku lodowej komnaty, miedzy czterema kulami, ktore tak Was nastraszyly. Tym razem napis zawirowal dookola Was, a bylo to "Odwaga".

Migley podrapal sie po nosie widzac napis

Nie trwalo to dlugo, bo szybko przeniesliscie sie do jasnej, wielkiej komnaty z szachownica. Zauwazyliscie zaznaczona sciezka, nad ktorej rozgryzieniem spedziliscie tyle czasu.

Elissa pewnie w tej co ja piescilo...

Wreszcie i napid wylonil sie z jej pol, i ulozyl w slowo "Współpraca"

Steaven nie spędził na rozgryzaniu tylko na przebrnięciu przez te bagno.

Elissa zas ona przez nie przechodzila

Elissa bedac razona pradem.

Gdy wyszliscie z kolejnej sekundy pustki, oczom Waszym ukazala sie komnata z postumentem, w ktorym spoczywal wbity do polowy wielki, metalowy miecz, otoczony gruzem ze zniszczonego golema.Gdy odczekaliscie chwile, ponownie ukazal sie napis - "Solidarność". Wreszcie ujrzeliscie miejsce tak niedawnej proby. Tak swiezej, ze jeszcze czuliscie zapach tego pomieszczenia.

Elissa czuje sie czlonkiem.."Solidarnosci"

Tym razem litery pojawialo sie po kolei, a ulozyly slowo "Jednosc". Po dluzszym czasie zniklo wszystko. Znowu bylo ciemno. Teraz jednak czuliscie podloge pod stopami.

Elissa niechetnie wspomina tu swoja slepote

Elissa says: To bylo...dziwne
Migley says: Tak... to byla przygoda!
Elissa says: Ale iwspaniale zarazem
Migley says: Nikt nam tego nie zabierze!
Elissa says: <patrzy na gnoma>Zgodze sie
Elissa says: Przygoda
Migley says: Wiesz... szczerze mowiac ten skarb juz dawno prestal mnie interesowac.

Długo nie porozmawialiscie. Z wolna, wypuszczajac coraz to wiecej swiatla i rozswietlajac komnate w ktorej sie znalezliscie, otworzyly sie wielkie wrota.

Steaven says: <spojrzał na obydwoje i westchnął> ta... i tak... <skrzywił się po czym wyciągnął dłoń przed siebie>
Elissa says: Ta przygodla byla skarbem sama w sobie
Migley says: Wlasnie do tego zmierzalem.
Steaven says: ja może lepiej pójdę, nic tu po mnie...
Migley says: Steav a ty co?

Pokoj ktory ujrzeliscie byl wrecz cudny, a na jego srodku, na postumencie, spoczywala upragniona skrzynia. Złota i zdobiona klejnotami. Zamek byl otwarty. Tylko czekala by ja otworzyc.

Migley says: Bez ciebie nie swietujemy!
Migley says: Kto pierwszy ten otiera skrzynie!

Migley i pomknal do srodka

Elissa też się sciga, dla zabawy bardziej niz dla zlota w srodku

Steaven tylko spojrzał wymownie wyraźnie naburmuszony i ruszył z założonymi rękami na ramionach, a minę miał jakby nic go teraz nie obchodziło.

Migley podekscytowany otworzyl skrzynke

Elissa says: Wygram z toba gnomie!<zasmiala sie>
Migley says: W uciekaniu to JA jestem mistrzem!

Wieko ustąpiło bez najmniejszego oporu,ktokolwiek do niego nie sięgnął. Lecz... w środku zamiast złota, diamentów, klejnotów... był tylko list. Na kopercie był tylko napis "Poszukiwacze".

Elissa says: Przeczytaj
Elissa says: czy ja mam?

Migley drzacymi rekoma wyjal list i zaczal czytac na glos

Steaven doszedł po chwili do grupy i stanął gdzieś tam z boku, jeśli była jakaś ściana to ją podparł.

List: "Panowie i panie, którzy ruszyliście do poszukiwań gnani przez moje deklaracje o niezwykłym bogactwie ukrytym gdzieś w tajemnych zakamarkach Azeroth. Zapewne już większość z Was domyśliła się czym jest ów skarb, a jeśli nie, czuję się zobligowany by to Wam wyjaśnić. "
List: "W trakcie moich wypraw i poszukiwań wielokrotnie natknąłem się na sytuacje zbyt trudne dla mnie, by je rozwiązać czy pokonać magiczną siłą, o fizycznej już nie wspominając. Sfrustrowany szukałem więc wiedzy i potęgi, dokładając starań, by taka sytuacja się ponownie nie powtórzyła. "
List: "Jeśli było to możliwe, wracałem, pokonywałem przeszkodę i szukałem dalej, zaślepiony rządzą wiedzy i siły. Jednego razu, gdy ostatkiem sił wydostałem się z walących się ruin i leżałem półprzytomny z powodu ran, naszły mnie nagle dwie myśli. "
List: "Pierwsza, która mną najbardziej wstrząsnęła, była o tym, jak wiele zawdzięczałem swoim przyjaciołom. Wraz z nimi napotkane wcześniej trudności były rozwiązywane z łatwością, jakby niemalże nie istniały. "
List: "W każdej chwili mogliśmy liczyć na siebie w razie zagrożenia, rzucać światło z innej strony na problemy potencjalnie nierozwiązywalne, wspierać siebie w momentach słabości i cieszyć się, cieszyć odkryciem. "
List: "Ja już nie potrafiłem się cieszyć. Każde kolejne zdobycze wiedzy wrzucałem do biblioteki czy głowy i z ponurą determinacją parłem dalej. Za życia moich przyjaciół taka sytuacja nie miałaby miejsca, nie pozwoliliby mi na to, bo wiedzieli, jak ważne jest by wszelkie radości przeżywać, a najlepiej przezywać je razem. "
List: "Ubodła mnie ta myśl, bo odkryłem co było moją największą słabością teraz, a największą potęgą kiedyś. "
List: "Przyjaźń"
List: "Z nią właściwie cały świat stał otworem, czegokolwiek byśmy nie spróbowali. Zaufanie, miłość do bliźniego, wsparcie, opieka. Tego nie da się zdobyć samemu, a jedynie z innymi. Zaraz jednak po tej myśli odkryłem, jak stary jestem i ile lat zmarnowałem na samotnej tułaczce po zakamarkach wiedzy. "
List: "Nie byłem już w stanie odzyskać tego, co utraciłem, ani nawiązać nowych przyjaźni. Mój czas się kończył, byłem tego pewien. Dlatego też bardzo chciałem, by moje odkrycie, cokolwiek żałosne czy przyziemne, nie uległo zapomnieniu. "
List: "Wiele młodych i pełnych życia istot popada w podobną sytuację jak ja, nie znając wartości, o którą naprawdę warto walczyć, a nawet oddać za nią samego siebie. Tak powstał zamysł, a potem czyn..."
List: "...stworzyłem próby, mające pomóc odkryć tę więź, tę niezniszczalną siłę, wśród śmiałków, którzy odważą się szukać skarbu. Próby były niebezpieczne, to prawda. Jednakże ja sam wiele razy, wraz z przyjaciółmi, ocierałem się o śmierć. "
List: "To zacieśnia więzy, zbliża tak mocno, że życie innych osób staje się nam droższe niż nasze własne. Musiałem stworzyć dla was, poszukiwacze, realne zagrożenie. Jeśli ktokolwiek zginął w czasie prób, jest mi niezmiernie przykro, ale nie należy mnie obwiniać. "
List: "W każdej chwili mieliście wybór, znaliście niebezpieczeństwo, na własne życzenie i odpowiedzialność parliście dalej, aż do teraz."
List: "Pragnę wam więc szczerze pogratulować. Udało się wam, przeszliście przez wszystkie próby i możliwe, że część z was odkryła ten niesamowity i potężny skarb, jakim jest właśnie przyjaźń. "
List: "Dbajcie o niego, bo nic nie jest tego warte tak bardzo jak on. Thorleif Fjolmunlour, znany wam jako Mentor. "
Migley says: Przyjazn... <powtorzl po skonczeniu czytania listu i spojrzal z usmiechem w sufit przymykajac na chwile oczy>

A gdy je otworzyl.... Byl juz na statku. Razem z innymi.

Elissa wysluchala w milczeniu wszystkiego i tylko s usmiechem na ustach skinela glowa.

Każdy trzymal w dloni bialy tabard, tak jak wszyscy poszukiwacze. Przedstawial ten sam znak, co macie na nadgarstkach. Znak waszej przyjazni.

Steaven says: no tak... to zycze wam powodzenia... <później dodał z kpiną jak już się znaleźli na statku>

I pamiatka po Waszej podrózy.

Steaven says: w przyjaźni...
Migley says: I gdzie pojdziesz, Steav?
Steaven says: <po czym zaczął się przygotowywać do jakże znanego innym zaklęcia błysku>
Steaven says: <przerwał i spojrzał na migleya>

Elissa wyciagnela skreta i zapalila, poczym dala drugiego Stefkowi aby tez sobie zapali i sama usiadla na burcie.

Jeśli ktokolwiek rozglądał się za kozą, mógł ją znaleźć w kajucie kapitana. Siedziała krzywo, nieprzytomna na krześle. W jednej dłoni miała kartkę złożoną na czworo. Na jednej stronie napisane było "Pan Kerril Mint"

Steaven says: gdziekolwiek, i tak wszędzie jestem skurwielem nie zasługującym na zaufanie,,, <przyjął skręta ze skinieniem głowy, jednak nie oderwał wzroku od gnoma>
Migley says: Przy oltarzu dosc powiedziales.
Migley says: Chodz i nie gadaj! Mutai przyrzadzil wczoraj nowy trunek!

Migley rozlozyl tabard i ogladnal.

Elissa zaciaga sie skretem, a tabard przewiesila przez pas

Steaven says: <spojrzał na skręta i odpalił go, zarzucając tunikę na ramię> wybacz migley, ale zapalę z wami i się usunę, zgodnie z tym czego każdy tu pragnie...
Elissa says: Nie pierdol smutow, tylk ozapal i odrazu lepiej sie poczujesz<wypuscila duzy oblok dymu>

Steaven pociągnął ze skręta i oparł się o ścianę/nadburcie.

Migley says: Poza tym... od dawna szukalem kogos do poszukiwan starozytnych artefaktow... JESTESCIE ZE MNA?!

Steaven wzuszył ramionami.

Steaven says: nie mam nic lepszego do roboty... czemu nie...
Elissa says: Pewnie

Steaven rzucił z westchnieniem, jakby wymuszenie.

Elissa says: Ale teraz ide sie przespac<zasmiala sie i wypalila po chwili skreta>

Elissa zeszla z burty i poszla spac

Elissa says: Milej nocy!
Migley says: Dobranoc!
Migley says: A ja... ide sie nacieszyc z mojej drugiej wielkiej przygody!
Steaven says: dobranoc... <rzucił znów zmarnowany, wyrzucił kiepa do wody i zniknął w rozbłysku arkany po inkantacji... czy wróci? kto wie...>

Migley po czym pobiegl na dziob statku i krzyknal z radosci na cale gardlo. Krzyk, wieszczacy nowe, lepsze czasy.

Marynarz says: Jeszcze minutke <chrap>