Krąg Snu

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Sen

Tej nocy wiele istot na całym Azeroth miało jeden sen – wędrowali w nim samotnie przez gęsty las. Ich podróż urozmaicało nawoływanie ptaków, szelest liści i światło księżyca odbijające się w sadzawkach. Było przyjemnie chłodno, a delikatny wietrzyk muskał odkryte ramiona, zachęcając do spaceru. Dopiero po czasie dało się zorientować o swojej nagości – ta jednak wydawała się naturalna w otoczeniu samej przyrody. Kolejne długie minuty snu mijały na stąpaniu boso po wilgotnej trawie oraz mchu, przeskakiwaniu kłód czy obserwowaniu biegnących na skraju widoczności łani.

Las zdawał się ciągnąć nieprzerwanie, niezależnie od tempa wędrówki i obranej drogi. W końcu jednak sceneria zaczęła się nieco zmieniać – zieleń przechodziła w delikatny brąz, zarośnięte doliny przeradzały się zaś w łagodne wzniesienia. Nawet we śnie dało się odczuć zmęczenie podróżą – płuca wypełniały się coraz częściej płytszymi wdechami, łydki piekły, a stopy bolały. Wrażenia były tym silniejsze, im częściej musiano się wspinać. Liczne pagórki zmierzały ku jednemu, stromemu wzniesieniu. Księżyc oświetlał zamglony szczyt. W górze dało się zobaczyć kolorowe iskry, które barwami tęczy przecinały skrzącą się srebrem mgłę.

Wejście na szczyt wymagało od podróżnych determinacji, wielu zawróciło i nie podjęło dalszej wspinaczki. Ci, którzy zostali, zachęcani byli przez ten sam wietrzyk, który orzeźwiająco przepływał po plecach, jeżąc włos lub łaskocząc nagą skórę. Kolejne długie, senne minuty mijały na wędrówce ku mglistemu szczytowi. Pieczenie w nogach było znośne tylko dzięki chłodnemu zefirowi owijającemu się szerokimi wstęgami wokół ciała. A kiedy docierano na płaskowyż, trudno było przezwyciężyć bezdech zachwytu.

Miejsce spotkań Druidów Kamiennego Kręgu

Na niewielkiej powierzchni ustawione były potężne obeliski – runiczne głazy wyznaczające luźny krąg. Osnute mleczną mgłą, skąpane w bladym świetle księżyca wydawały się tętnić prastarą energią. Pośrodku stała pojedyncza sylwetka – kobieta o smukłym ciele, również naga. Jej twarz była naturalnie piękna, jednocześnie trudno było oderwać od niej wzrok, jednak patrzenie na nią sprawiało swego rodzaju ból. Miała długie uszy przyozdobione delikatną, srebrną biżuterią oraz oczy wypełnione bursztynowym blaskiem. Pełne usta rozciągnęły się w przyjaznym uśmiechu, a prosty gest zachęcał do wstąpienia w kamienny krąg.

Niewielu zdołało się oprzeć pokusie. Wchodząc pomiędzy kamienne filary, perspektywa zmieniała się drastycznie – przerwa pomiędzy następnymi dwoma wydawała się swoistym oknem, przez które można było podziwiać inne miejsce na świecie. Wycięte lasy, spalone równiny, chore zwierzęta tłoczące się wokół siebie dla odrobiny ciepła, ciemne masy energii przepływające pomiędzy śnieżnymi górami. I chociaż nadal pozostawało się w pięknej puszczy, każda kolejna wizja zdradzała, że nie wszędzie jest tak pięknie.

Kobieta bez słowa ujmowała dłoń śniącego i kierowała jego wzrok ku ostatniej przerwie między głazami – tej, którą wchodził. Nie dostrzegał w niej obrazu świata, ale innych śniących wchodzących na szczyt. Kobiety i mężczyzn wielu ras, dzikich lub cywilizowanych, zwierzęta o bystrych spojrzeniach oraz istoty o bajecznych kształtach. Wszyscy równie nadzy, zachłyśnięci zachwytem, a zaraz po tym przerażeniem. Każdego poruszała wizja niszczejącego świata, niektórzy ronili bezgłośne łzy.

Tej nocy nikt nie usłyszał od pięknej nieznajomej słów zachęty czy wskazówki. Obdarowani wizją kamiennego kręgu pośrodku gęstej puszczy oraz ciepłym zaproszeniem w jego obręb, wybudzali się w środku księżycowej nocy. Każdy, kto dotarł na szczyt, pamiętał dokładnie szczegóły sennej podróży, jakby naprawdę ją przeżył. Niektórzy bezzwłocznie podjęli wędrówkę w celu odnalezienia miejsca, inni potrzebowali czasu, by przemyśleć znaczenie wizji. Jednak nikogo nie opuszczał delikatny zefir, który zdawał się kierować ku właściwiej drodze w chwili zwątpienia.

Krąg Snu

Do organizacji przyłączyło się wiele istot, które nie dzielą wszystkich cech z druidami - jak szamani, paladyni czy czarodzieje - ale wewnątrz kręgu są nimi nazywani, ponieważ każdemu z nich zależy na dobru Azeroth, a ostatecznym celem jest harmonijny rozkwit planety i istot ją zamieszkujących. Pochodzą z wielu miejsc na świecie, starając się na własny sposób przekształcić filozofię piękniejszego świata w rzeczywistość.

Kalimdor Surowy kontynent Kalimdoru jest miejscem, gdzie siła jednostki lub grupy decydują o przetrwaniu - tym bardziej, że większość jego powierzchni to gorące, otwarte przestrzenie, dzikie puszcze lub strzeliste góry. Tym okrutniejsze wydaje się wszystko, co do tej pory spotkało naturę ze strony niekoniecznie natywnych dla Azeroth istot. Demoniczne inwazje i kataklizmy wywołane przez żywioły to tylko pierwsze fazy w dążeniu do zniszczenia domu dla wielu stworzeń. Kalimdor jest niczym ojciec - surowy dla swoich dzieci, wystawiający je na liczne próby i oczekujący samodzielności; wykształca w nich instynkt przetrwania oraz uczy szacunku do siebie, a także innych. Dumny ojciec nigdy nie poprosi o pomoc, to do jego dzieci należy zadanie odciążenia go, zdjęcia z barków nadmiernego brzmienia.
Bharma.jpg
Pustkowia to obszar, który uległ drastycznej transformacji - jego bogactwo i szlachetna zieleń zachowały się jedynie w najstarszych taureńskich opowieściach. Ogromna połać szarości, wyschniętych wzgórz oraz umierającej szybko trawy - tak zapamiętują ją Ci, którzy przemierzają krainę. Nikt nie zostaje tu na dłużej z różnych powodów, do których zaliczają się okrutne centaury, wszechobecna aura przemijania czy niebezpieczne kulty demonów i żywiołów.
Desolace.jpg

Miejsce to - jak żadne inne na Kalimdorze - potrzebuje delikatnej dłoni, która dostrzeże potencjał drzemiący głęboko w ziemi, a następnie będzie pięlęgnować jej powierzchnie, by w końcu wywabić ją z czeluści. Taką dłonią chce się stać Bharma, córa klanu Magram - wychowana wśród brutalności, w miejscu wypełnionym przemocą oraz kultem siły, gdzie zdanie kobiety nie liczyło się dopóki nie była stara oraz uzdolniona magicznie. Bharma, na przekór tradycji swych praojców, pielęgnowała w sobie łagodność, sięgając po włócznię bardzo niechętnie. Kłótnie doprowadzały do rękoczynów, rękoczyny do okazania słabości, a słabość do wygnania. Obdarta z dumy, pozbawiona domu oraz wsparcia klanu, Bharma odnalazła spokój w naturze - samotnie przemierzała szare stepy, obserwując zniszczenie, które nieustannie ścierające się frakcje pozostawiały za sobą. Wiele lat minęło od kiedy miała towarzystwo, ale gdy przyśniła jej się szansa na piękniejsze jutro, nie wahała się. Dołączyła w szeregi Druidów Snu, zachęcając nowych braci i siostry do pomocy w przywróceniu Pustkowiom dawnej, zielonej barwy.




Wschodnie Królestwa Zieleń to kolor, w który obleczone są Wschodnie Królestwa - symbolizuje życie oraz dostatek. Bogactwo oraz różnorodność krain rozciągających się na tym kontynencie jest jeszcze niezbadana do końca, z każdym krokiem można natrafić na coś, czego jeszcze się nie widziało. Jednak i tu znajdują się zagrożenia dla planety - ukryte w gęstych lasach, pomiędzy sięgającymi nieba szczytami czy pod łagodnymi wzgórzami - latami snute plany, pielęgnowane urazy oraz nikczemne występki przeciw życiu. Królowa tych wszystkich krain, matka-ziemia, jest dla swoich dzieci wyrozumiała. Kiedy sieją, wydaje bujne plony; kiedy kopią, nagradza je bogactwem; kiedy budują, usuwa się dumnie w cień. Jednak troskliwa matka rzadko wyznaczy jasną granicę, oczekując, że dzieci korzystające z jej dobroci znają umiar.