Historia Kseni

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj


"Uczucia rządzą rozumem"


Wszystko zaczęło się całkiem szczęśliwie. Elfka ta urodziła się w arystokratycznej rodzinie jako szóste dziecko, do tego córka – całkowicie wyjęta z rywalizacji miedzy starszymi braćmi o uwagę, zasługi czy zaszczyty… Rodzina Solarblade zawdzięczała swoją wysoką pozycje Ojcu rodziny – Fawynnowi, który nie dość że był jednym z najbardziej szanowanych generałów elfickich, to jeszcze uchodził za najbardziej zagorzałego poplecznika dynastii Sunstriderów.


Jej pięciu braci – każdy inny a jednak tacy sami. Wdali się w ojca - każdy z nich, bez wyjątku, trenowany na elitarnego wojownika. Ojciec zapewniał im najlepszych nauczycieli w każdym niezbędnym fachu. Stąd całymi dniami spędzali czas na treningach obijając sobie ciała w ćwiczeniach lub w kuźni wytężając swoje mięśnie zamiast skupiać się na spiskach w wyeliminowaniu jeden drugiego. Może i wyżywali się zarówno fizycznie jak i psychicznie miedzy sobą… Jednak na siostrę w domu spoglądali już różnie – każdy inaczej… Więc dla zasady wolała unikać ich po równo.

Natomiast jako dziewczynką, jej edukacją pokierowała matka. Pani domu poza usidleniem poważanego wojownika nie osiągnęła w życiu zbyt wiele. Nie była zbyt ambitna, ani też nie miała żadnego specjalnego daru poza tym że była piękna. Dlatego niesamowicie podpasowała jej możliwość scedowania edukacji córki na jedną ze służących. Co za hańba – postawić córkę niżej niż sługę… Ale ! Jeśli nie wyjdzie to poza granicę domu jest to do zniesienia.


Tak oto zaczął się czas nauki dla młodej elfki. Nie tylko rzemiosła ale i pokory. Wystarczy wyobrazić sobie jak wygląda służenie w domu tak dumnych elfów, a następnie podarować sobie władzę nad jednym z niedoszłych „panów”… Tak można zrozumieć, że służka nie oszczędzała Kseni w niczym. Była poniżana, niejednokrotnie bita na rozmaite sposoby, we wszystkim co robiła musiała być dokładna. Mała z początku groziła, jak na małą szlachcianke przystało… Następnie buntowała się, jak na dziecko przystało… Później planowała zemstę, jak na kobiete przystało… Aż w końcu nauczyła się dystansu i cierpliwości. Tak powstał charakter Kseni - całkiem niezły zysk kosztem wrodzonej dumy…

Z rzemiosła natomiast największą uwagę poświęciła runom. Czasem dni i noce, noce i dni pękających i bolących pęcherzy na palcach. W snach powtarzanie symboliki i kolejnych etapów ich łączenia … By w końcu samej dochodzić do pewnych rozwiązań. Do jej największego sukcesu można by zaliczyć połączenie dwóch dziedzin – Pisania Run i Umagiczniania. Te dwie, razem wydały jej się tak niesamowite że postanowiła się właśnie w tym kierunku rozwijać. Jednak jej wizji w żadnym wypadku nie podzielała „opiekunka”. Swojego czasu w przypływie dobrego humoru powiedziała że niedługo ktoś inny zajmie się nią, ponieważ ma „skazę we krwi”. I faktycznie, bez żadnego sprzeciwu ze strony rodziny i pod jedynym warunkiem – że wszystko pozostanie w tajemnicy, została zabrana już do całkiem innych budynków, z innymi księgami… Już sam wystrój tych pomieszczeń i to jak zawiłymi sposobami się tam dostawało ujawniło, że na pewno nie maja zamiaru z niej zrobić magini … Ale cóż wiedza to wiedza, tyle się już zdążyła nauczyć.

Tak zaczęła się jej nauka demonologii – zawsze odrażająca i szokująca… Ceną jaką przyszło jej zapłacić za zgłębianie tej wiedzy było służenie jako przynęta w rytuałach. Bardzo szybko została nauczona zasad rządzących rytuałami przyzwania oraz wszelkiego rodzaju mechanizmów unieruchamiających, spętujących oraz obronnych przeciwko demonom… Ta „skaza” okazała się być niezwykłą siłą przyciągającą do niej wszelkiego rodzaju demony, a może i nie tylko demony ?

Pech (a może szczęście) że to, co do niedawna było źródłem korzyści i sukcesów dla rodziny Solarblade stało się później przyczyną ich największej katastrofy, która przerwała edukację elfki… Wszystko zaczęło się gdy książe Kael’thas opuszczał miasto. Dochodzący wtedy do władzy regent – Lord Lor’themar Theron miał oczywiście własnych zwolenników którzy otwarcie życzyli Kael’thasowi porażki i po prostu czekali na pretekst. Spowodowało ukrytą wojnę miedzy tymi, którzy wiernie czekali na powrót księcia a tymi którzy wierzyli że to kres dynastii Sunstriderów. Napiętą sytuację łagodziły jedynie zapewnienia regenta że nie rości sobie żadnych praw do tronu.

Jednak zmieniło się to wraz z nowymi wieściami o rzekomych porażkach w nowym wymiarze… O rzekomym porzuceniu elfów, które zostały w Silvermoon ponieważ książe nie życzy sobie dzielić się nowo zdobytymi terenami… Te wszystkie plotki umocniły zwolenników Lor’themara. Pierwszym ciosem było oskarżenie Fawynna o zdradę regenta i planowanie zamachu na jego życie. Argumentami był mocno zaawansowany już trening wszystkich pięciu synów, którzy według pogłosek mieli właśnie przeprowadzić razem atak na lorda regenta. Słabe, nieprawdaż ? Oraz okazało się niewystarczające by zniszczyć rodzinę. Dlatego w końcu zdecydowano o innym rodzaju ataku na rodzinę Solarblade.


To było tak boleśnie proste… Słudzy już wiedzieli co się szykuje – sługa wie wszystko, więc nie wchodzili w drogę gdy skrytobójcy zakradali się do domostwa. Fawynn jednak był przygotowany na taki atak – gdy ci byli już w jego pomieszczeniu walczył z nimi… Powalił kilku, ale nie zabił, więc gdy jego synowie przybiegli leżał martwy wraz z żoną w pustym pomieszczeniu… A jeszcze łatwiej było oskarżyć synów o dokonanie tej masakry… Córka ? A jak najbardziej, też musiała w tym maczać palce. Tak zostały zabrane im wszystkie tytuły oraz majątek. Nie spotkała ich żadna wiecej kara ze względu na niepewność popełnionej zbrodni, jednak pięciu wojowników, wychowanych w dumie z tego kim są, dotknęło to tak niesamowicie że opuścili całkowicie ziemie elfów udając się na wstępną tułaczkę… Ale przecenili swoje siły… Ich uzależnienie od magii zebrało swoje żniwo psując ich umysły a następnie ciała. Wszyscy na pewno nie przeżyli tego… A nawet jeżeli którykolwiek by przeżył – nie byłby już tym, kogo Kseni znała.


Natomiast jeżeli chodzi o samą elfkę…


Upadek

Nie wyruszyła wraz z braćmi - na tyle jeszcze ceniła swoje życie … Mimo to obserwowała ich przez pewien czas. Na tyle długo by widzieć początek ich "upadku". To było oczywiste, że obrócą się przeciwko sobie, ale nigdy nie spodziewała się że w taki sposób. Bez broni, jak dzikie zwierzęta rzucali się na siebie by... No właśnie - by wyssać to co pozostało z magii w ich ciałach... Gdy powalili najsłabszego z nich po prostu przywarli nad ciałem jak zwierzęta i elfka zaczęła się cieszyć że nie miała lepszego widoku na to, co się tam działo. Wyruszyła swoją drogą…

Maknuz

Długo broniła się przed głodem… A gdy już ją dopadł poratował ją jedyny "namacalny" zysk jaki wyniosła ze studiów nad demonologia… Chodzi o Void Walker'a - tego, jako że był nieprzydatny dla żadnego z mentorów, pozwolili spętać i zatrzymać Kseni dla jej własnych celów. W jej ocenie więzy, które nałożyła na tego demona były wspaniałe. Cały wolny czas poświęcała na ich ulepszanie do tego stopnia, że demon pozostawał teraz nieustannie w jej pobliżu chroniąc ją przed niebezpieczeństwem… Ale aż do powstania takowej sytuacji nie ujawniał się. Cóż - zbliżające się szaleństwo z głodu należało również do takiego niebezpieczeństwa. W ten oto sposób udało się jej przetrwać najgorszy czas - początek tułaczki…

Sen lub ostrzeżenie

Choć nie obyło się bez incydentów. Takich jak chociażby jeden z jej snów. Można by stwierdzić - co to dziwnego mieć koszmary będąc samemu na nieznanych sobie terenach w otoczeniu dzikich zwierząt ? Ale to było coś innego…

W tym śnie widziała znów jak jej bracia powalają się nawzajem, wysysając energię… Następnie zobaczyła kolejną postać podchodzącą do nich - długa, czarna szata, delikatna cera oraz krótkie, zmierzwione, rude włosy… To była ona sama ! Podchodziła do nich powoli… Ich oczy błysnęły nowym pożądaniem gdy spojrzeli na nią a ona… Ona podchodziła do nich powoli. Nie zdążyli nawet drgnąć gdy skoczyła do pierwszego. Nie przywarła do niego, nie wysysała energii - po prostu rozszarpała go paznokciami na strzępy. Wtedy w oczach pozostałych pojawił się strach. Nie na długo, gdyż nie aż tak długo trwało aż położyli się krwawymi strzępami u jej stóp. Następnie egzekutorka, bo jak inaczej można ją nazwać, obróciła się w stronę śniącej i wyciągnęła czule długą, prawie szponiastą i zakrwawioną dłoń w stronę śniącej. Wtedy się obudziła dysząc… Chodź jeszcze przez długi czas miała przed oczami tę twarz - swoją twarz z czarnymi, bezkresnymi oczami i rogami prześwitującymi spomiędzy rudych kosmyków… Wiedziała jedno - Nie chce taka być.


Dalsze losy

Całkiem szybko Kseni zaczęła odkrywać pozytywne aspekty całej sytuacji - BYŁA WOLNA ! Nie tylko od swoich "mentorów", ale i rodziny, obowiązków i zakazów… Nareszcie to ona była sobie panią. Choć by móc stać się tak prawdziwie niezależną musiała na to zapracować - tak dosłownie. Na szczęście gobliny nie należą do ras zbytnio uprzedzonych do krwawych elfów, jeżeli w ogóle gobliny są uprzedzone do jakiejkolwiek z ras… I tak zaczęła się jej prawdziwa praca, za którą otrzymywała nie małą zapłatę… Jaka to była praca ? Ah tajemnica… Choć w sumie co to za tajemnica - usługiwała w karczmie, ot co. Niezbyt straszna praca - a oprócz profitów pieniężnych można było i usłyszeć to i owo o świecie…

Powrót marzeń

Każdy mający choć odrobinę rozumu domyśla się pewnie, że praca w karczmie nie była szczytem marzeń Kseni, a jedynie środkiem umożliwiającym dalsze realizowanie siebie … Więc po pewnym czasie, gdy uznała że ma wystarczająco pieniędzy na jakiś czas, grzecznie pożegnała się z goblinami oraz Ratchet i ruszyła do Orgrimmaru. Po co ? Otóż elfy nie są jedynymi, którzy zajmują się runami i umagicznianiem… U innych ras również pojawiają się obie sztuki. Może określane mianem "prymitywnych", ale czy nie było warto spróbować się z nimi zapoznać ? Otóż odpowiedź brzmi: Warto było. Może i "prymitywne" ale instynktowne pojmowanie wielu rzeczy przez trolle czy orków wiele wniosło w jej dalszy rozwój w danych dziedzinach.

Orgrimmar


"Przygoda"

Kseni przebywała już wystarczająco długo wśród orków i trolli by stwierdzić, że … No właśnie - że jej się to nudzi. Miała wystarczająco złota by zostać tam jeszcze długi czas, jednak coraz częściej zastanawiała się na jak długi czas w podróży by jej to wystarczyło. Jak na zawołanie pewnego dnia zauważyła grupkę nieumarłych siedzących sobie przy ognisku. Może przyglądała im się zbyt intensywnie, może to było co innego - jednak w rezultacie i oni zwrócili na nią uwagę zapraszając do swojego grona. Początkowo zabawiając siebie nawzajem i ją beztroską rozmową, następnie gwałtownie ucinając rozmowę stwierdzili że to już czas … Czas na co ? Na to nieumarła zapytała Kseni w prost: Czy chce przeżyć przygodę której prawdopodobnie nigdy nie zapomni. Elfce wtedy nuda doskwierała na tyle, by się na to zgodzić …

Zanim zdołała więcej pomyśleć nad tym, na co się zgodziła jeden z nieumarłych już otworzył portal … Elfka została weń zaproszona jako trzecia i w takiej kolejności również wyłonili się po drugiej stronie. Kseni zdziwiła się niesamowicie gdy tam zastała po prostu połać zieleni osłoniętą z obu stron wyniesieniami skalnymi. Tam o dziwo dołączyła do nich dwójka ludzi… Ruszyli w jedynym, możliwym kierunku czyli na klif skalny gdzie majaczyło coś dziwnego na tle wieczornego nieba. Kseni skupiała się na tym, o czym rozmawiali nieumarli i nowi przybysze, co odwróciło jej uwagę od stworzenia do którego się zbliżali. Tym większy był efekt gdy czerwonołuski uniósł się obracając w stronę przybywających i zlustrował niechętnie przybywających …

Tak naprawdę elfka niewiele zarejestrowała ze spotkania … Nawet gdy początkowy szok minął nie była w stanie zrozumieć nic z rozmowy jaką toczyli. Tak, a i owszem, słyszała o czym rozmawiali - słyszała że są jakimś ugrupowaniem, o tym że stworzyli jakąś klątwę która wymyka się spod kontroli … Jednak ni jak nie była w stanie tego zrozumieć czy złączyć w spójną całość - trudno jej było uwierzyć że czerwony lewiatan planuje coś złego wraz z tymi nieumarłymi … Zaczęła uznawać że to jedna, wielka pomyłka że się tam znalazła. Co więcej została przedstawiona jako członek tego ugrupowania. Dostali tydzień na zapanowanie "nad sytuacją" z wymykająca się klątwą, gdzie jeśli nie spełnią terminu smok ich odnajdzie i zajmie się nimi … Biedna elfka nie dostała ani chwili na wyjaśnienie swojej sytuacji - w żadnym stopniu nie chciała być posądzana o konszachty z takimi osobami.

Jednak stało się i zostali odesłani o dziwo do Ghostlandów, tak dobrze znanych Elfce. Została tam sama ze spiskowcami. Tamci akurat zwrócili na nią uwagę pytając czy się jej podobała przygoda … Odpowiedziała, że tak … W końcu co jak co, ale niektóre nawet elfy przez całe swoje życie nie mają okazji zobaczyć ani jednego smoka. Tamci, sprawdzając ją, aż zdziwili się że Kseni jest taka spokojna, opanowana a co więcej bez typowej dla elfów dumy … Podarowali jej szmaragdowy pierścień po którym mieli ją rozpoznawać jako członkinie. Co jak co, ale zaraz po rozstaniu pierścień ten wylądował w płonącym koksowniku.

Rozstanie w Ghostlands


Ten sam brak dumy popchnął ją w podróż. Zebrała wszystko co mogła przygotowując się do długiej drogi. Stojąc nad urwiskiem miała wtedy doskonały widok na tereny na których się znajdywali. Były to góry okalające Wetlandsy, a zauważone przez nią ogromne drzwi i runy na nich nasunęły na myśl Grim Batol … Tam też się chciała udać.

Pierwsze spotkanie

Opuszczając samotnie elfickie zabudowania w Ghostlandach cały czas miała wrażenie że ktoś ją śledzi … Bojąc się że to ktoś z tajemniczego stowarzyszenia wezwała Maknuza by był czujny, ten więc czuwał w pobliżu pełzając po cieniach. W pewnym momencie spostrzegła coś … Wyciągnęła dłoń akurat w momencie by złapać duże, eleganckie, czarne pióro. Przyglądała mu się oniemiała a w tym samym czasie demon zareagował łapiąc za dłonie istoty która zbliżała się niebezpiecznie do elfki. Gdy Kseni obróciła się reagując na ostrzeżenie od demona zobaczyła przed sobą … Istote … Trudno to było inaczej określić - postura umięśnionego elfa, jednak wyjątkowo nienaturalny, wręcz demoniczny odblask bijący od niego, a za nim rozpościerające się czarne skrzydła … Uśmiechnął się do elfki szelmowsko proponując zabranie od niego jej pupilka … Co też Kseni o dziwo uczyniła. Pomimo, że rozpoznała czym ten elf może być, udawała całkiem co innego. Pół elf, pół demon zaczął się przymilać do rudej elfki, twierdząc że pięknie pachnie … Do głowy elfki przyszła tylko jedna myśl - ta durna skaza … Ta istota zaczęła ewidentnie ją podrywać i dotykać jej skóry … jej uszu … Jednak miała dość rozumu w głowie by go cały czas próbować spławić i odejść swoją drogą do Silvermoon.

Choć piórka już nie wypuściła z ręki …

Demoniczny Ichirin


Wtedy to spodobał jej się pomysł na nową ozdobę … Do jednego ze swoich kolczyków przyczepiła zdobyczne piórko, które od tej pory cały czas wplątywało się i wyplątywało z jej rudych włosów czasem łaskocząc jej szyje.

Podróż

Czas jaki spędziła by dostać się do Silvermoon był niczym w porównaniu z jej całą drogą jaką musiała przebyć z Podmiasta do samych Wetlandsów. Na początek drogi się wykosztowała korzystając raczej z przelotu nad krainami niż drogę naziemną … Zwłaszcza ze względu na zamieszki jakie się działy na tych terenach. Skostniała, umęczona, lecz nadal zdesperowana w swoim postanowieniu dotarła aż do Arathi Highlands, gdzie przystanęła na trochę zbierając siły i zapasy już na mozolniejszą choć niby krótszą drogę. Powoli zbliżał się koniec czasu jaki został im podarowany… Elfka powoli zaczynała snuć niezbyt optymistyczne myśli, wręcz zastanawiając się czy nie poczekać aż czas minie i smok sam nie przybędzie… Te myśli jednak skutecznie zabiła konkluzja, że wtedy już nie będzie miała okazji nawet na najszybsze wytłumaczenie swojej pomyłki.

Tak, opatulona w ciasne skóry, wyruszyła poprzez zielone równiny z niesamowicie niesfornym raptorem do pomocy, z którym to miała już pozostać na długi czas. Jeszcze przebywając w Ratchet udało jej się poznać dosyć otwartego trolla, który zajmował się wszelakimi zwierzakami jakie zostawały w karczmianej stajni. O dziwo pomimo pierwszego uprzedzenia udało się im nawiązać nić porozumienia a następnie nawet zaprzyjaźnić. Co jak co, ale ukrywanie się w stajni zapewniało jej dłuższe chwile wytchnienia, a następnie nawet sporą edukację w opiece nad zwierzętami. Tak wiec teraz … Dała sobie rade i z nowym towarzystwem.

Nietypowy wierzchowiec


Pod osłoną nocy przebyli koło Dun Modr nie zauważeni, następnie wkroczyli już na bagna. Elfka dziękowała w myślach posiadanie raptora a nie jakiegoś innego płochliwego zwierzęcia, do tego z futrem lub piórami … Nawet po nocnej przeprawie próbowała maksymalnie wykorzystać światło dnia by przebić się przez mokradła. Umorusana z wyjątkowo paskudnym humorem została jednak zmuszona do rozbicia prowizorycznego obozu na mokradłach. Wtedy to doceniła kolejne walory raptora, który to broniąc obozowiska pozwolił jej nawet na kilka dobrych godzin regenerującego snu.

Rychło z rana wyruszyli by przebyć ostatni kawałek drogi do leża smoka. Już samo otoczenie przytłaczało swoją monumentalnością, a co dopiero ogromna polana, a nad nią majacząca brama Grim Batol … Podchodziła do niej sama, bez raptora, nawet Maknuz miał rozkaz nie ingerowania … Nie napotykając smoka usiadła aż zrezygnowana i jak na zawołanie ziemia zatrzęsła się od kroków wielkiego, czerwonego lewiatana. Elfka wstała gdy pysk czerwonego smoka zawisł nad nią … Tego pyska miała już nie zapomnieć do końca życia …

Starała się ze wszystkich sił wytłumaczyć nieporozumienie. Nie była w stanie nadal uwierzyć że ten smok należący do czerwonego skrzydła mógłby współpracować w tak nieprawym celu… Jej przypuszczenia potwierdzało zwłaszcza to, jak nieprzychylnie był do niej początkowo nastawiony … Na jej szczęście dał jej szanse. Uwierzył w jej słowa i nakazał, że ma się więcej nie wiązać z żadnymi złymi organizacjami - w przeciwnym wypadku odnajdzie ją i zniszczy. Co całkowicie zgadzało się z jej własnymi postanowieniami.



Powrót do źródła

Po tej całej podróży i wrażeniach obudziła się w niej niesamowita ochota powrotu...