Hargrim Stonehand

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Hargrim Stonehand, krasnoludzki weteran wojenny, były Generał Gwardii i Armii Khaz’Modan. Odznaczony Młotem Anvilmara - najwyższym z odznaczeń nadawanych wojskowym w Królestwie Ironforge, wręczanym za długoletnią, wzorową i pełną poświęcenia służbę oraz godną krasnoluda postawę zarówno w czasie wojny jak i pokoju. W końcu, co zapewne było zaskoczeniem dla wielu - kapitan Szarego Trybunału. Znany jako bardzo honorowy oraz przywiązany do tradycji. Obie wymienione cechy niegdysiejszego generała były jednak - i są obecnie - nierzadko poddawane w wątpliwość w związku ze stanowiskiem, na jakim zakończył żywot.

W końcowych latach życia zniknął z Khaz'Modan w nie do końca jasnych okolicznościach, wcześniej opuszczając swe stanowisko za królewskim zezwoleniem. Wiadomo, że wyruszył na Północ, by walczyć z Plagą - jak się w końcu okazało - wśród tych, wśród których nikt zapewne się go nie spodziewał...

Ostatecznie, tam też poległ - również w sposób dość niespodziewany. Spoczywa w krypcie bohaterów w swoim rodzinnym mieście, stolicy krasnoludów, Ironforge.

A w każdym razie spoczywał. Dwukrotnie Czerwonołuski Lewiatan Kyharstrasz usiłował zbezcześcić jego grobowiec, a za drugim razem nawet mu się udało. Przez dłuższy czas nie sposób było zająć się na powrót jak należy ciałem zmarłego generała, bowiem w Khaz'Modan zapanował kryzys polityczny po przemienieniu w diament króla Magniego. Królestwo stało na skraju kolejnej wojny domowej i były do rozwiązania sprawy ważniejsze niż powtórny pochówek Stonehanda. Jego kryptę odnowiono dopiero w roku 2536, ale także wtedy nie wszystko poszło zgodnie z planem - Kyharstrasz Czerwony, zwany już wtedy Kyharstraszem Wiarołomcą, pojawił się po raz trzeci...


Hargrim poległ po raz kolejny - i już ostatecznie - w czeluściach twierdzy Grim Batol, w walce z Kyharstraszem Wiarołomcą, którego przed swoją własną śmiercią zdołał unicestwić z pomocą daru Królowej Życia.


"To nie cel uświęca środki... To środki uświęcają cel." - Dewiza Hargrima


Hargrim Stonehand
Hargrim 3.jpg
Rasa

Krasnolud (Miedziobrody)

Klasa

(fabularna)

Klasa

(mechaniczna)

Warrior

Wiek

297

Status

Martwy

Przynależność
Tytuły
  • (były) Generał Gwardii Khaz'Modan
  • (były) Generał Armii Khaz'Modan
  • (były) Oficer Ekspedycji Przymierza
  • (były) Ambasador Khaz'Modan
  • (były) Kapitan Szarego Trybunału
  • (były) Stary buc
Znana Rodzina

Wszyscy martwi

Skala Wyzwania

31

Poziom Walki Wręcz

28


Spis treści

Motyw muzyczny - kiedyś - [1]

Motyw muzyczny - obecnie - [2]

Motyw muzyczny - bitewny - [3]

Pierwszy rzut oka

(oraz ucha z nosem i paroma innymi)

Obrazek autorstwa Imiennika. Hargrim w całej swej okazałości. Albo obrzydliwości. Któreś z tych.

[Jeśli ktokolwiek widział Hargrima wyglądającego normalnie.. Cóż, przywidziało mu się. Naprawdę, on zawsze tak wyglądał. No, w zamierzchłych czasach był może nieco ładniejszy. Ale niewiele.]


Pierwsze co rzuca ci się w oczy gdy patrzysz na Hargrima to jego twarz. Normalne, powiesz. Może i tak, ale twarz z pewnością normalna nie jest...


Starcza twarz krasnoluda przedzielona jest z grubsza na dwie części... ale czym? Bo raczej nie nosem, którego weteran zwyczajnie... nie ma. W jego miejscu są jakieś dziwaczne, powykręcane resztki bryły, a poza tym nic... Wygląda to dość obrzydliwie, poza tym sprawia, że zastanawiasz się : jak można stracić nos? Już od pierwszego momentu, gdy twój wzrok pada na oblicze Hargrima, masz ochotę się odwrócić... albo zwymiotować. Lewą stronę twarzy krasnoluda pokrywa splątana masa setek blizn, krzyżujących się z równie licznymi zmarszczkami na każdym widocznym kawałku skóry. Nie potrafisz odnaleźć ani jednego jej fragmentu który wyglądałby na nienaruszony. Prócz tego, część blizn na twarzy jest bardzo głęboka, jakby rany je zostawiające zadano z ogromną siłą.... Układają się w kształt swego rodzaju pazurów. Do tego część głowy krasnoluda wygląda, jakby została niegdyś przymusowo ogolona... wraz ze skórą. W miejscu lewej małżowiny usznej ma zwyczajną, ziejącą czernią dziurę... zupełnie jakby ucho zostało oderwane bądź odcięte tuż przy samej skórze. Widać też nieliczne ślady po oparzeniach bądź kwasie. Wszystko jednak blednie w porównaniu z prawą częścią oblicza Hargrima, którą w całości pokrywają straszliwe oparzenia - do tego stopnia, że nie da się już odnaleźć w niej niegdysiejszych rysów twarzy. Prawy oczodół jest pusty, a przy tym niczym nie przesłonięty, co jest dość przerażające, a przede wszystkim - wygląda niezbyt pięknie. Spora połeć włosów i brody również jest wypalona. Ogółem, jego oblicze przedstawia się iście obrzydliwie i bardzo odpychająco - patrzenie na tę twarz przyprawia o ból oczu... A jeśli o oczy chodzi...


Niebieskie oko Hargrima przypomina studnię - gdzieś tam, głęboko na dnie, dostrzegasz własne, niewyraźne odbicie, poza tym jednak widzisz tylko czerń. W tym spojrzeniu nie widać ani odrobiny ciepła - mogłyby równie dobrze należeć do kogoś martwego. Co jednak jest naprawdę niepokojące to fakt, iż oko krasnoluda jest niewiele mniej puste od sąsiedniego oczodołu, pustego w istocie. Głos starego żołnierza jest niezależnie od sytuacji zimny i szorstki oraz wyprany z uczuć, ale przy tym pewny i donośny. Gdy mówi w języku innym niż jego ojczysty, wyraźnie słychać twardy, gardłowy, nieprzyjemny dla ucha akcent, charakterystyczny dla krasnoludów i podkreślany jeszcze przez niespecjalnie zachęcający ton głosu.

Obrazek autorstwa Imiennika. Hargrim, chroniący pod pancerzem najistotniejszy krasnoludzki "organ".

Co ciekawe, Hargrimowi od pewnego czasu nie zdarza się właściwie w ogóle uśmiechać, chyba ze podczas walki, a wtedy jest to zazwyczaj uśmiech nieco szalony i na swój sposób straszny. Z drugiej strony, można to uznać za szczęśliwe zrządzenie losu, bo każde poruszenie mięśni "twarzy" sprawia, że krasnolud momentalnie staje się jeszcze brzydszy niż na ogół. Kiedy się śmieje, robi to zazwyczaj ochrypłym, gardłowym głosem, w którym w gruncie rzeczy nie ma ani krzty prawdziwej radości.


Muskularna pierś weterana i jego szerokie ramiona dają jasno do zrozumienia, ze nieobca mu jest wojaczka lub ciężka praca. Mimo iż podobnym zdaniem można by opisać wielu krasnoludów, Hargrim jest jeszcze bardziej umięśniony niż większość jego rodaków - biorąc pod uwagę jego historię i styl życia, nie jest to wcale zaskakujące. Choć nadal niski w porównaniu z większością przedstawicieli innych ras, krasnolud może uchodzić za wysokiego i postawnego wśród członków swojej własnej, choć jego wzrost mieści się w normie. Hargrim jest przy tym niezwykle wręcz szeroki - właściwie czasem może się wydawać, że jest szerszy niż wyższy - i wygląda na bardzo silnego.


Długa, zapleciona w dwa grube warkocze broda Hargrima jest całkowicie siwa, zaś długie i również siwe włosy są już mocno przerzedzone i miejscami odsłaniają łysinę, ale pozostają długie - opadają mu na ramiona i plecy. Zarówno zarost jednak jak i 'uczesanie' żołnierza są rozłożone mocno nierównomiernie - spore ich połacie są wypalone więc najwyraźniej musiały mieć w przeszłości nieco nieprzyjemnych kontaktów z ogniem. Mimo wyraźnie starszego (niektórzy powiedzieliby - podeszłego) wieku krasnolud porusza się niczym zawodowy żołnierz, marszowym, równym tempem - jego potężne kroki odbijają się zazwyczaj echem w pomieszczeniach, zaś w dziczy pozostawia za sobą głębokie, wyraźne ślady.


Co jest rzeczą nie tyle wartą zauważenia, co zwyczajnie zauważalną przy kontakcie z Hargrimem, zapewne ku niezadowoleniu większości, to dość nieprzyjemny zapach, jaki roztacza wokół siebie stary weteran. Nie można powiedzieć, żeby cuchnął - więcej, ludowe podania głoszą nawet, że myje się regularnie - tym niemniej jednak, chodzenie nieprzerwanie, dzień w dzień, pod kilkoma warstwami skóry i metalu nie sprzyja odpowiedniej wentylacji. W efekcie wokół krasnoluda unosi się na ogół wyczuwalny odór potu, podszyty do tego czasem zapachem zakrzepłej krwi. Jeśli ktoś może poszczycić się wyjątkowo czułym węchem, wyczuje też pewnie inny zapach, kojarzący się zapewne bardziej z przytułkami czy szpitalami, niż z polem bitwy - będzie to zapach starości. Tak czy inaczej - to wszystko, w połączeniu z niespecjalnie entuzjastyczną postawą i fizjonomią, która potrafi przyprawić o nudności, nie przysparza raczej Hargrimowi wielu kompanów.


Krasnolud ma przy pasie kilka sakw oraz jedną sporą torbę podróżną. Ciężko stwierdzić co dokładnie tam trzyma, ale jego bagaż zazwyczaj pobrzękuje przy każdym poruszeniu, podobnie jak kolczuga, co w połączeniu ze zgrzytem metalowych płyt sprawia, że krasnolud jest dość głośny nawet gdy idzie w milczeniu - co zresztą czyni przez większość czasu. Spod zbroi wyłazi kilka sznurków i jakaś niewielka płachta, która opada na plecy krasnoluda. Hargrim niemal zawsze odziany jest w zbroje płytową Królestwa Ironforge, pokrytą lekko lśniącymi runami i dającą jasno do zrozumienia iż jest lub był członkiem elitarnej Gwardii Khaz'Modan. Jeśli wierzyć plotkom, krasnolud nawet sypia w zbroi, a choćby była to nieprawda - ciężko zobaczyć go w czymkolwiek lżejszym od pełnej płyty, zaś dostrzeżenie go w ubraniu, czy nie dajcie Tytani, bez niego, graniczy niemalże z cudem. Zbroica wygląda przy tym masywniej niż reszta będąca na wyposażeniu Gwardii i ma nieco inny kolor - prawdopodobnie wykonana jest z innego materiału. Pod spodem weteran nosi mocna kolczugę z krasnoludzkiej stali. Na jego plecach spoczywa zaś bardzo stary, pokryty runami topór. Przy pasie Hargrim zaś nosi jeszcze jeden, mniejszy. Właściwie, z całą tą blachą i bronią przypomina bardziej czołg parowy, niż krasnoluda...

Charakter

"Jeśli świat miałby ocaleć przez hańbę, to lepiej niech zginie..."


"Wysiłek nigdy nie jest daremny. Niezależnie bowiem od tego, jak nisko się upadnie... zawsze można upaść niżej."

Hargrim jest... a przynajmniej kiedyś był... typowym krasnoludem. Przez całe życie kierował się swoistym kodeksem honorowym i prędzej zginąłby niż postąpił wbrew niemu. Miał jasno ustalone zasady i trzymał się ich. Zawsze twierdził że "to nie cel uświęca środki. To środki uświęcają cel i musimy dbać o to, by nasz cel został przezeń uświęcony". Był życzliwy i otwarty dla przyjaciół, ale z drugiej strony bezlitosny dla wrogów. Doskonale zapamiętywał wszelkie przysługi, ale i urazy, czego dowodem jest jego długoletnia nienawiść względem Kyharstrasza Czerwonego oraz co najmniej niechęć, jeśli nie pogarda, względem Generała Morana, który przedstawiał poglądy zgoła inne, a nawet jeśli nie, to z pewnością inaczej je prezentował.


Czas, liczne wojny i ogrom cierpienia odcisnęły jednak swoje piętno na duszy i umyśle starego żołnierza. Nie oznacza to, że porzucił wyznawane niegdyś zasady - nadal wysoce ceni sobie takie wartości jak sprawiedliwość, lojalność, obowiązek czy poświęcenie i nadal stara się z honorem walczyć w imię tego w co wierzy, choć można z łatwością stwierdzić, że zarówno walka jak i sama wiara stają się coraz bardziej rozpaczliwe. Krasnolud wciąż jest jednak - przynajmniej z pewnego punktu widzenia - dobrą osobą, która nie będzie stać bezczynnie podczas gdy niewinni cierpią - no chyba, że dobroć utożsamia się z bieganiem wokół i rozrzucaniem cukierków i prezentów (chociaż to podobno także zdarza mu się robić!). Są tacy, którzy uważają go za niepotrzebnie okrutnego i ograniczonego - Hargrim, choć nie zada zbędnego cierpienia, a już z pewnością nie będzie czerpał z niego satysfakcji czy przyjemności, wierzy bowiem w nieuchronność i słuszność kary za każdy występek - niewiele jest w nim więc litości czy miłosierdzia. Trzeba jednak przyznać, że stosuje te same zasady z najwyższą surowością w odniesieniu do wszystkich - także do siebie samego. Mimo, iż nadal wolałby raczej zginąć, niż postąpić wbrew wyznawanym zasadom moralnym i stara się z możliwie największym poświęceniem chronić i pomagać tym, którzy w jego mniemaniu zasługują na ochronę, próżno już szukać w nim dawnego entuzjazmu. Stał się ostatnimi czasy niezwykle zamknięty w sobie, milczący i niezmiennie ponury. Roztacza wokół siebie niemal namacalną aurę przygnębienia, nie wspominając już o wręcz koszmarnej aparycji, która niejednokrotnie odstrasza potencjalnych rozmówców. Zdarza mu się całymi godzinami stać w bezruchu, przez co przypomina czasem niezwykle szpetny posąg, z nieco pustym wzrokiem wbitym w jakiś punkt w oddali, w coś, czego poza nim samym najwyraźniej nikt inny nie widzi...


W miejscu niemłodego już, ale wciąż energicznego i w ogólnym rozrachunku pełnego życia krasnoluda, którym Hargrim był niegdyś, widać teraz niezmiennie ponurego, niemal przygniecionego smutkiem i ogromnym zmęczeniem starca... Bo weteran w istocie zdaje się być dużo starszy niż jest w rzeczywistości. W jego niebieskim oku widać wyraźnie cień minionych wieków, lat, a może i dziesięcioleci wojny, które pozostawiły na nim wyraźny ślad... Bynajmniej nie oznacza to, że Hargrim jest bezbronny czy niezdolny do walki - pod tym akurat względem Krasnolud przypomina skałę - twardą, niezłomną... i zimną. Można nawet powiedzieć, że od pewnego czasu jest nawet bardziej chętny do walki niż kiedykolwiek wcześniej - rzadko kiedy jej unika, nie słyszano zaś nigdy aby odmówił rzuconego wyzwania.


Niektórzy powiadają jednakże... że Hargrim z czasem zmienił się bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nawet on sam. Że wypowiadał pewne słowa tak długo, aż zapomniał, jakie jest ich prawdziwe znaczenie. Że nie wierzy już nawet w większość tego, co sam mówi, a mówi to tylko z przyzwyczajenia... i obawy przed potępieniem ze strony swych dawnych towarzyszy. Że wzniosłe idee, zapewnienia o wadze obowiązku, o lojalności i honorze ponad wszystko są niczym więcej jak pustymi słowami, będącymi przykrywką dla rozlewu krwi, bezsensownej rzezi i spełnienia osobistych pragnień krasnoluda. Jak jest naprawdę... każdy zapewne musi przekonać się sam.


Co się tyczy zachowania w czasie walki... stary krasnolud walczy zazwyczaj bez słowa, nieustępliwie, nie okazując bólu czy zmęczenia. Ciosy są potężne, lecz przemyślane, ataki przypuszczane szybko jak na krasnoluda, z rozwagą, pod różnymi kątami, z różnych kierunków i na różnych wysokościach. Hargrim dość często stosuje również finty - zazwyczaj proste, choć użyteczne, bowiem mało kto spodziewa się takich manewrów po krasnoludzie. W obronie daje o sobie znać przede wszystkim ogromne doświadczenie, zdobyte w dziesiątkach bitew - krasnolud nie jest w stanie się równać z wieloma szybszymi przeciwnikami... i nawet nie próbuje. Po prostu zdaje się... przewidywać... część ataków przeciwnika. Może pomagają mu w tym postawa i ułożenie kończyn adwersarza, a może po prostu stoczył już tyle walk, że wryły mu się w umysł najpopularniejsze schematy postępowania.


Czasem jednak, gdy walka jest odpowiednio zacięta, zaś koniec zdaje się bliski... zdarza się tak, że Hargrim, nierzadko z rykiem, nie przywodzącym zresztą na myśl żadnych konkretnych słów, bądź też z pradawnymi, krasnoludzkimi okrzykami bojowymi na ustach, rzuca się na wroga bez opamiętania, zupełnie jakby nie obchodziło go własne życie. Pomniejsze rany zwyczajnie ignoruje, podczas gdy na poważniejsze reaguje nie okrzykami czy jękami bólu, ale nieco zwierzęcymi w swej naturze warknięciami i pomrukami, oraz... krzywym, nieco szalonym i jak zawsze paskudnym uśmiechem na poznaczonej setkami blizn twarzy, który staje się tym intensywniejszy i tym bardziej szalony, im bardziej zażarta jest walka. Widać wyraźnie, że możliwość sprawdzenia się w boju sprawia mu sporą przyjemność... chociaż nie do końca wiadomo, czy chodzi o wyzwanie, czy po prostu o trud - Hargrim zdaje się również doceniać możliwość ciężkiej pracy fizycznej. Ponoć w chwilach, w których akurat nie walczy, zdarza mu się bezwiednie muskać dłonią rękojeść wielkiego runicznego topora, zupełnie jakby czegoś mu brakowało...

Co o nim mówiono za życia

[Ogólnie pomysł dość ciekawy, podpatrzony u innych - jeśli czyjaś postać nie kryje się w klimacie ze swoimi opiniami na temat tego starego, zasuszonego tradycjonalisty, to może się tutaj wpisać.]


Wszystko zależy od tego gdzie spytać... I kogo.


  • "Ehh, kiedyś to było... Przychodził do mnie co noc i zostawiał całe góry złota, pijąc do rana. Zazwyczaj samotnie. Jeszcze do niedawna tak właśnie było... Ale teraz... nawet jak przychodzi, to nic nie zamawia, jeno siedzi przy stole sam i gapi się gdzieś w ścianę... Jak tak dalej pójdzie to pójdę z tor... Ekhm, no dobra. W Ironforge karczmarz raczej nie ma szans zbankrutować. Niemniej faktem jest, że Harg jakoś przestał pić tyle ile przystoi Krasnoludowi. A jeśli Krasnolud przestaje pić... To wiedz, że coś się dzieje... Co tak naprawdę o nim sądzę? Nieistotne, a zresztą... *Karczmarz uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu* To tajemnica karczmarska." - Karczmarz Firebrew


  • "Hargrim... Taa, przychodzi często do biblioteki. Kto by pomyślał? Też tak uważałem na początku, ale, na Wielkich Tytanów, ten dziad chyba czyta więcej niż połowa Ironforge razem wzięta. Co najczęściej? Pamiętniki Branna, opisy kampanii wojennych... I ostatnio sporo o Tytanach i o runach... Co on kombinuje? Może bezpieczniej będzie nie wiedzieć... Ale jak naprawdę tego chcesz... Zapytaj Rohana. Albo jego samego. Tylko nie waż się mówić, że Ci powiedziałem!" - Historyk Karnik, bibliotekarz Wielkiej Biblioteki Ironforge


  • "Stonehand... Dobry z niego żołnierz. Można na nim polegać. Czy znamy się? Daj spokój, chyba większość starych wojskowych zna tego dziada. Walczył w Drugiej, Trzeciej, z Ciemnymi, Smokami, robactwem na Kalimdorze i Tytani wiedzą gdzie jeszcze. Jest twardy niczym tradycyjny krasnoludzki chleb i mniej więcej tak samo zjadliwy. Ostatnio zrobił się też dość dziwny, ale mimo tego cieszę się, że jest po naszej stronie... " - Dimurov Grimear, sierżant Straży Ironforge


  • "Na Wielką Matkę! Nie rozumiem jakim cudem nasz król pozwala komuś takiemu chodzić po ulicach. Rozumiem, oczywiście, że każdy krasnolud winien być dumny z blizn, które zdobył w służbie królowi... Ale to już przesada! Wygląda jak... urgh... nawet nie jestem w stanie wymyślić niczego innego co wygląda podobnie odpychająco jak on. Zwyczajnie nie mogę na niego patrzyć, a z dzieciakami boje się wyjść jak jest gdzieś w pobliżu bo jeszcze mały Granhad go zobaczy i coś mu się w główce poprzewraca... Na szczęście przynajmniej on sam chyba zdaje sobie sprawę z tego jak wygląda, bo zazwyczaj stara się nie patrzyć na tych, z którymi rozmawia. No i dobrze płaci. Właściwie... Ostatecznie, jeśli ktoś ma wzbudzać przerażenie w naszych wrogach... To będzie to właśnie on. " - Erona Firestove, piekarka z Dzielnicy Mieszkalnej


  • "Chodzi ci o tego buca Harga, taa? Oczywiście, że znam...cholera w sumie to znam praktycznie każdy skrawek jego zafajdanego cielska. Ta menda wciąż tu przychodzi *Sędziwy krasnolud rozejrzał się przelotnie po wnętrzu świątyni* nie, wróć...on tu już praktycznie mieszka!. I wciąż tylko buczy i buczy jak mnie tylko ujrzy...Rohan! twarz mi odpadła, doczep!,Rohan! Jakiś chędożony gad odgryzł mi lewą rękę oraz nogę, dasz rade je przytwierdzić?! Rohan! Wyłysiałem pod pachami, masz na to jakaś maść?! Czy ja ci wyglądam na chodzący dom pomocy społecznej?! *Starzec żywo uniósł głos, wyraźnie jednak nagle pogodniejąc i uśmiechając się wesoło do swego zdezorientowanego tą nagłą zmianą po jego obliczu, rozmówcy* Jaki by jednak nie był, nasz drogi Harg, lepszego wojownika nie znajdziesz w całym Khaz'Modan, a kto wie czy i nie na całym starym kontynencie. Prawe ci to cholerstwo i niebywale honorowe, oddać życie u boku takiego towarzysza broni jak on, to prawdziwy zaszczyt dla każdego khazada. A teraz wybacz, jakiś buc wpadł po pijaku pod koła kolei podziemnej i te odcięły mu obie nogi... co ja mam w tym mieście, eh" - Wysoki Kapłan Rohan.


  • "Hargrim? Ten Hargrim? Ależ oczywiście, że go znam, walczyło się z nim tu i tam, stare dobre czasy... *westchnał* Teraz tylko zemsta mu w głowie, słusznie w sumie... *podrapał się po brodzie, jak to miał w zwyczaju* trza mendę Kyhara zabić kiedy tylko okazja przyjdzie, zasłużył. Hargrim się do tego nadaje jak nikt inny. Niechaj mu Tytani pomogą... Ale na czym ja to skończyłem? Trzeba do roboty wracać, sama się nie zrobi." - Tan Dugnar Ognistobrody.


  • "Co niby chcesz wiedzieć o tym krasnoludzie? To wyjątkowo upierdliwy tradycjonalista. Na dodatek menda. I wredny jest. Jedyne co sprawia, że jest wart mojej uwagi to jego umiejętność walki ze smokami. Ma doświadczenie, a mi czasami trzeba smoków." - Venn Landavala, gnomia czarownica


  • "Hargrim Stonehand *Mężczyzna pozwolił sobie na dość pewny siebie uśmiech i pełen entuzjazmu wyraz twarzy, chyba udało ci się rozbudzić w nim jakieś skrajnie pozytywne wspomnienia. Po chwili zaś wstał i wyprostował się zerkając przez okno w swoim biurze. Mieszczące się za twoimi plecami w stronę rozciągającego się w oddali Theramorskiego portu* Wspanialszego i bardziej honorowego wojownika nie uświadczysz. Ten krasnolud <Urwał i obszedł mebel oraz ciebie półkolem udając się w stronę okna by zerknąć przez nie w stronę przybytku militarno-handlowego> To prawdziwy dziedzic tytanicznej chwały. Nigdy nie widziałem by ktoś potrafił walczyć tak zażarcie jak on i dążyć z tak niezłomną determinacją do realizacji własnych celów *Mężczyzna zamilkł na jakiś czas jeżdżąc rozwartymi dłońmi po parapecie* Gdybym mógł wybrać u czyjego boku pragnę zejść z tego świata, byłby tą osobą nie kto inny, a właśnie on sam. Albowiem u jego boku czułbym się naprawdę spełniony *Po tych słowach Wysoki Lord odwrócił się z wolna i ruszył na powrót do biurka, po drodze uśmiechając się półgębkiem na twoją uwagę co do twarzy Hargrima* Cóż...nikt nie jest doskonały, niemniej ja bym określił go bardziej mianem mężczyzny o "bardzo skromnej urodzie" - Vincent Van'thel, Wysoki Lord Theramore


  • "Naprawdę bardzo mądry i doświadczony wojownik, trzeba szanować jego zdanie nawet jak się nie zgadzasz z czymś. Jest ze starej gwardii i pokolenia, przez co czasami narastają konflikty miedzy młodym pokoleniem do którego należę. Trochę upierdliwy z tymi swoimi gadkami o honorze, wrogach i innych sprawach. Wiadomo, wroga trzeba wytępić, ale mógłby trochę dać żyć..." - Verbeg Ognisteżelazo


  • "Generał? *krasnolud podniósł wzrok na rozmówce i zmarszczył brwi* Znam. Złego słowa o nim nie powiem, ale żadne dobre na język też mi się nie ciśnie. Znikaj mi z oczu, bo zajęty jestem...No dobra. Na początku widziałem w nim wielkiego bohatera. Honorowy, prawy, sprawiedliwy i tak dalej. Mało dziś krasnoludów takich jak on...Ech, a potem coś się w nim zmieniło. A może zawsze taki był? Nie wiem, nie znam go długo, zajęty jestem, idź pomęcz kogo innego *Machnął nerwowo dłonią na odpędzenie i wrócił do pracy, mamrocząc pod nosem coś w krasnoludzkim*"-Argavar Dantilen Kowal Bractwa Żelaza


  • "Co mam rzec na jego temat... Nie wypada mi mówić o jego obliczu, gdyż to pozostawia wiele do życzenia. Wydaje się być niczym prawdziwa skała w zbroi płytowej, machająca bronią. Iście trudny przeciwnik z niego, zna się na walce jak mało kto... Zbyt rozmowny nie jest, ale trudno mu się dziwić z taka historią dosłownie wyrytą na twarzy." - Adarian Gregory Darklock, Jakiś tam dżentelmen podobno z Gilneas.


  • "To byłby dobry... Ba, idealny generał. Wzór do naśladowania dla całej krasnoludzkiej rasy. Dla wszystkich żołnierzy. Gdyby nie jeden szkopuł. Jego przeszłość. Nie wiem, co dokładnie się w niej działo, ale widać, że ta go po prostu niszczy od wewnątrz. Z reszta... Nieważne. Można go uznać za wspaniałego wojownika oraz dowódce, to na pewno. Według mnie, najważniejszą jego cechą jest waleczność. Tą powinien mieć każdy dobry generał. I zdecydowanie trzymanie się tradycji naszego ludu, oj tak, za to należy mu się specjalne miejsce w Halach Tytanów. Nigdy nic do niego nie miałem. Odczuwam do niego szacunek. Nie jak szeregowy do Generała, a raczej jak przyjaciel do przyjaciela, czy może zwykły Khazad do bohatera. Jedno jest pewne. W mojej obecności nie dam go obrażać bezkarnie." - Ghardim Gromobrody, topornik.


  • "Hargrim Stonehand, Generał Armii Ironforge. Odpowiedni krasnolud na odpowiednim miejscu, co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Jednak poza tą oficjalną otoczką jest mocno pesymistycznym Khazadem. Dobry przykład tego, co wojny mogą zrobić z porządnym krasnoludem. Twardo stąpa po ziemi, aż wrogom pod nogami grunt się trzęsie." - druid Delrim Gryfopiory


  • "Hmmm?... Że o kogo mnie ty pytasz? Oh, już rozumiem, tak, tak, wiem przecież o kogo chodzi, w końcu wszystko wiem... Stonehand, tak. No przecież, toż to wojownik pierwsza klasa, do bitki chętny bardziej niż elf do gwałcenia nadobnych dziewic, ekhem... Może nie jest najpiękniejszy, może nie jest zbyt cierpliwy, może nie pachnie zbyt ładnie, może nie jest zbyt rozmowny, może nie ma tak długiej brody jak ja, co może być jednym z wielu powodów zazdrości o moją osobę, ale... Na czym to ja skończyłem? Ah, no więc, właściwie to złego słowa o nim powiedzieć nie mogę... Powiem ci, że wierzę w to, iż głęboko, tam, w środeczku jego duszy, czai się istotka, która chce wykrzyczeć: "Przytul mnie, czuje się taki samotny!". Zdecydowanie tak. Jak go spotkasz, przytul go i pozdrów ode mnie... Swoja drogą, wiesz gdzie znajdę może jakiś wychodek, nie to żebym nie wiedział, ale..." - Garry Swampson, jeden z najbardziej cenionych i szanowanych, głownie według niego samego, czarodziejów na Azeroth


  • "Hmm... Hargrim-Generał to jeden z dwóch krasnali, które widziałam. Ten naraził ciekawość na ujawnienie. Baaaaardzo mało mówił a wyglądał jakby spadł ze szczytu Kamiennego Pazura. Ale wygląd się nie liczy tylko inne piękno. To co płynęło z jego oczka było taaakie piękne. Chciałabym z nim porozmawiać ale i tak wiem, że mi nic nie powie. Jak nauczę się w końcu tworzyć to stworzę coś o nim... taak go lubię. Może Tarranei by coś wiedziała... ale ona znikła." - Amorielora, dzikuska z gór... mało znana


  • "Hargrim Stonehand, legenda całego Khaz'Modan. Pamiętam jakby to było dziś... jak walczył w obronie naszego Azeroth z Płonącym Legionem. *spojrzał gdzieś na bok i wybełkotał dosyć niezrozumiale* Tytani mi świadkami, że ma miejsce przygotowane w ich Halach. Już niedługo przyjdzie mu stanąć u ich boku... ale pierwsze dokona się zemsta. *podrapał się po brodzie* O czym ja to mówiłem? Ach tak... wspaniały z niego Khazad, jeśli chcesz wiedzieć co to prawdziwy honor i determinacja spójrz właśnie na niego. Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwego sługę krasnoludzkiej rasy również spójrz na niego. Niechaj Tytani maja go w swej opiece. *westchnął i odszedł* " - kapłan Bael Modan Yarran Srebrnobrody.


  • "Hargrimie... Nie masz że przypadkiem jakiejś swojej podobizny ? Ryciny, malunku, szkicu czy pomnika ? A zrobisz ? Będę miała czym dzieci straszyć. 'Słuchajcie sie mamy bo pojedziemy odwiedzić wujka Hargrima w Kuźni!' " - Wysoka Lady Tessane do samego opisywanego.


  • "Stonehand? <krasnolud zarzucił młot na ramię, na którym przed chwilą się opierał> Pokaż mi lepszego wojownika w Królestwie. Pokaż mi gorszy widok, jaki może zobaczyć wróg przed śmiercią, niż jego morda. Pokaż mi bardziej honorowego krasnoluda, a daję ci słowo, że zgolę brodę. Nie znajdziesz takiego." - Thorvald Thunderer


  • "Interesująca osoba, pod pewnymi względami - no, jego aparycja taka interesująca nie jest... Może na to nie wygląda, ale robi mi się niedobrze za każdym razem jak na niego patrzę. Niezwykle uparty. Ot choćby dlatego że nieustannie chodzi z tymi pozostałościami twarzy. Jednak w momencie skrzyżowania z nim ostrza, traci się wszelkie wątpliwości - to doświadczony wojownik o niezwykłych umiejętnościach i sile. Dane mu było zobaczyć wiele, nawet za wiele... i czuję, że wciąż zobaczy jeszcze więcej." - Cordana Ravenmoon


  • "Hargrim Stonehand? <Krasnolud o przepitej gębie i przećpanych ślepiach pochylił się i ściszył głos> Znam tego demonologa i okultystę, oj znam ci go ja dobrze. Myślisz, że czemu ma taką szpetną twarz? To skutek uboczny mrocznych rytuałów jakim się co dzień oddaje! <Po tych słowach nieco się zawahał, rozejrzał i ponownie nachyliwszy nad rozmówcą kontynuował>A te jego oko...<Thorvus aż wybałamuszył swoje ślepia> Nigdy w nie nie patrz, bo rzuca nim uroki na lewo i prawo. Najgorsze jest jednak w tym wszystkim to, że zauroczył nim naszego króla...i teraz władza w khazmodan leży w plugawych dłoniach tego szarlatana, a nie prawowitego ludu <Tutaj hepnął i wykrzywił gębę w nieco żałosnym grymasie> Ale nie lękaj się mój przyjacielu, ja Thorvus Ognistobrody, już tak go wyegzorcyzmuje, że przez kolejne dziesięć mileniów nie opuści otchłani piekieł..." - Thorvus Ognistobrody i jego częste wywody na temat generała, jakimi dzieli się z klientami Firebrewa w jego karczmie


  • "Hargrim... jedyny krasnolud, którego poznałem bliżej. Zastanawia mnie... czy wszyscy jego pobratymcy są podobni do niego. Mam nadzieję... że nie. Nie zrozum mnie źle - nie chowam do niego o nic urazy. Właściwie zdaje się... no, miły to może nie jest dobre słowo, bo sam ton jego głosu powoduje że mam ciarki na plecach. Ale z pewnością uprzejmy. Po prostu jego... twarz... *słowo było jakby oderwane od reszty zdania, zdaje się tam nie pasować* jej widok sprawia, że mam ochotę zwrócić obiad. Kilka razy zresztą mi się to zdarzyło. *Elf spurpurowiał lekko na twarzy* Ale jego spojrzenie... jest jeszcze gorsze. Nie ma w nim nic. On widział... za wiele. Nikt nie powinien oglądać rzeczy, które sprawiłyby że wyglądałby jak on. Ciekawe czy właśnie dlatego tyle przebywał z Tarranei. Wydawali mi się zawsze nieco podobni. Ona... mam nadzieję, że odnalazła spokój... i jemu życzę tego samego." - Nathir


  • "Hmmm... Generał Wojsk Khaz'modan? Owszem, spotkałem go, co więcej służyłem przez pewien czas z jego osobą pod jednym sztandarem. Silna, autorytarna, aczkolwiek stracona jednostka krasnoludzkiej społeczności. Czemu? To proste, wraz z ideą ogólnie pojętego postępu pewne wartości, którymi kieruje się ten wiekowy krasnolud, uległy zmarginalizowaniu i dewaluacji. Konserwatywność Hargrima może kiedyś stać się jego zgubą. Nie mniej jednak, póki jego ręce są sprawne, a umysł zdolny do liczenia poległych wrogów, niewątpliwie jest cennym nabytkiem nie tylko dla Żelaznej Kuźni, ale i całego Przymierza. " - Timophilus Aucklendorf, jeden z sierżantów Ekspedycji Przymierza, szlachcic Stormwind


  • "Hargrim Stonehand *Mężczyzna wsparty plecami o ścianę budynku, nie zmienił pozy i ze skrzyżowanymi na wysokości torsu rękoma, zwrócił tylko swoje błądzące gdzieś myślami oblicze w kierunku swojego rozmówcy, dodając nieśpiesznie* to legendarny krasnoludzki wojownik, który zaledwie kilkoma słowy, dał nowy sens mojemu życiu, gdy to naprawdę go potrzebowało *Mag drgnał wargami i uniósł prawy kącik ust w nieznacznym, acz pewnym siebie uśmiechu* Oczywiście, że mogę ci je zdradzić. Nie są w końcu sekretem...i kto wie, może i ty coś z nich wyciągniesz *Czarodziej wzruszył ramionami i kontynuował* Tamtego wiepokomnego dnia powiedział mi po prostu - "Jeśli chcemy być cokolwiek warci...nie w oczach bogów, nie w oczach innych, ale w naszych własnych...musimy walczyć do końca. Zawsze. Z pełnią umiejętności. Z pełnią determinacji, nieustępliwie. Zwycieżać albo ginąć dążąc do zwycięstwa. Dopuścić z kolei do siebie myśl o klęsce...to wlaściwie to samo co przegrać.". Od tamtej chwili też nigdy już nie przegrałem, nie w swoich własnych oczach." - Ethric Vardein, mag z Dalaranu


  • "Hargrim? Że niby twardy i zimny jak głaz? Nic podobnego. Raczej jak stary dąb. Kora twarda jak żelazo, ale pod spodem wciąż tli się płomień życia. Nie sposób nie zauważyć śladów tych wszystkich burz, które po nim się przetoczyły, ale on się jeszcze nie poddał, choć może czasem stara się sprawiać takie wrażenie. To chyba taka poza. Tak, czy inaczej, nie bałbym się go mieć za plecami w żadnej bitwie. No i ten jego honor, którego tak kurczowo się trzyma. Czy to się komuś podoba, czy nie, ten krasnolud ma swoje zasady. I ich nie złamie. Nie musi." - Erdhuin


  • "Zawsze, gdy spotykam jego osobę mam mieszane uczucia. Jestem w stanie stwierdzić, że Ironforge nie mogło mieć lepszego wojownika. Rzec mogę również, iż jest to osoba niezwykle honorowa i wierna swym słowom. Jednak...im dłużej się zastanawiam, to wysuwam wniosek, czy istota naznaczona takim piętnem przeszłości, z takim bagażem doświadczeń i ran wojennych powinna jeszcze żyć? Zapewne można by uznać mnie za okrutną, jeśli stwierdziła bym, że tak, aczkolwiek sam Hargrim zdaje się być coraz bardziej przygnieciony ciężarem, który na nim spoczywa. I niech Elune uchroni, acz oby to nie wywołało w przyszłości jakiegoś rozlewu krwii..." - Sophie Ravenoak (jeszcze za życia)


  • "*Kapłan spojrzał na rozmówce pytającego o generała i o dziwo, uśmiechnął się do niego delikatnie* Hargrim jest krasnoludem naznaczonym głębokimi bliznami, o wymiarze zarówno fizycznym jak i duchowym. Przeżył wiele, lecz determinacja która między innymi nim steruje pozwala mu walczyć dalej. Jak sam mówi, Northrend to jego ostatni front. Przeczuwam, ze będzie inaczej.. i może to zmieni wiele. *kapłan westchnął ciężko, widoczniej zmartwiony* Może i jest oschły dla otoczenia, całkiem poważny i nawet najwybitniejszy żart wypowiedziany w jego otoczeniu może zabrzmieć jak błahostka, która nikogo nie interesuje.. ale jest również podporą dla ideałów takich jak odwaga, honor, nieustępliwość oraz dotrzymywanie obietnic. W obecnym świecie, gdzie wielu zapomina o takich podstawowych i istotnych cechach każdy powinien choć raz usłyszeć o Hargrimie Stonehand'zie" - Eleutherius Lightshield


  • "...Widziałem wielu silnych wojowników, którzy nie byli potężni. Hargrim to co innego. Jest świetnym wojownikiem, któremu można zarzucić tylko tyle, że wolno biega. *Uśmiechnął się lekko. Uderzył się w pierś pełny szacunku* Chcę z nim zawalczyć na poważnie, bez żadnych konsekwencji. I zaszczytem będzie móc stanąć z nim ramie w ramie przeciw śmierci." - Enimgs Svalan


  • "Początkowo zdawało mi się, że kapitan Hargrim należy do takich jak ja, lecz potem zobaczyłem go jedzącego. Swoje blizny nosi z dumą i traktuje je jak część siebie. Szanuję go za to. To zaprawiony w bojach weteran, który walczył gdy mnie nie było jeszcze na świecie. Za to też należy mu się szacunek. To czło... krasnolud wielkiego honoru. Wojny odcisnęły jednak na nim niestety swe piętno. Z pewnością nosi w sobie jakieś demony ale nie mnie jest go oceniać. Powiem więcej, gdy będę wiedział więcej." - Velmir Ardaniel III


  • "Mówisz o tym krasnoludzie bez oka i twarzy. Znaczy twarz ma. No jakoś mówi to mieć musi. A to wiem. Zacny wojownik. Cały czas twierdzę, że musi mieć rodzinę niedaleko Silvermoon. Mam znajomego, który oblał się kwasem. Jakby nie wzrost powiedziałbym, że są bliźniakami. No i należy zauważyć, iż lepiej się z nim nie pojedynkować. *Elf zaczął teatralnie drapać się po brodzie* Myślę, że jakby nas było dziesięciu to mielibyśmy równe szanse z jednym kapitanem Hargrimem." - Malanior Morningray


  • <Zapytany o krasnoluda rycerz, uśmiechnął się smutno i odwrócił wzrok, spoczywając nim gdzieś w przestrzeni> "Czasem odnoszę wrażenie, że przybył tu w poszukiwaniu śmierci. I mam nadzieję, że jej tu nie znajdzie. Nikt nie powinien umierać, nie zaznawszy wcześniej szczęścia. A spojrzysz w jego oczy i... widzisz tam wiele rzeczy, wbrew pozorom. Ale nie ma tam szczęścia. Może zdążył zapomnieć jak wygląda, a może... blizny sięgnęły już tak głęboko, znacznie głębiej niż ciało. Sprawia wrażenie niewzruszonego kamienia, ale to nie prawda. Kropla drąży skałę i jeśli kiedykolwiek coś go złamie, nie będzie to ostrze. Jest swoim własnym więzieniem. Ale to co więzi... to wciąż bardzo piękna dusza. Jeżeli honor miałby mieć twarz, byłaby to twarz Hargrima Stonehanda. Nie patrz tak, to nie ironia." - Jonatan Javert


  • <Spojrzała uważniej na rozmówcę zapytana o Hargrima, po chwili odpowiedziała jednak tak jak zawsze ona, pustym tonem, wyprutym z wszelkich emocji zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych.> Kapitan Stonehand jest weteranem. Oschłym, zazwyczaj małomównym i stojącym na skraju społeczności obozowej. To widać już na pierwszy rzut oka, a później to wrażenie jedynie staje się wyraźniejsze. Walczy jedynie w zwarciu, jednak wyjątkowo wprawnie włada bronią i nie robi przy tym zbędnych czy niepotrzebnych ruchów. Jako dowódca wydaje rozkazy adekwatne do sytuacji, a podwładnych karze jedynie w przypadku ich jawnej głupoty. Widzę to jako logiczne postępowanie względem użyteczności armii. Przy tym wszystkim jednak jest gotów udzielić wsparcia potrzebującemu żołnierzowi na polu bitwy. Nie zawsze jest to logiczne postępowanie, jednak jestem w stanie zrozumieć, że żywi tak postępują. I póki tyczy się to żyjących może nawet zachowuje to minimum sensu, jednak pomoc udzielana nieumarłym byłaby bezsensowna, a podobno i takiej jest skłonny udzielić. Nie każdy żołnierz przedstawia taką samą wartość jak inni i powinno się o tym pamiętać. Gdybym mogła, cieszyłabym się z faktu takich a nie innych poglądów Kapitana na temat nieumarłych. Są radykalne i adekwatne do miejsca, w którym się znajdujemy, co jedynie upewnia mnie w przekonaniu, że Kapitan Stonehand jest odpowiednią osobą na właściwym stanowisku. <Przez chwilę zdawać by się mogło, że kobieta zechce dodać coś więcej, jednak jedynie skinęła krótko głową i odmaszerowała pewnym, mocnym krokiem> - Casali, Rycerz Śmierci.


  • ~~ Niski. Szeroki. Ale dobrze pachnie. I okazuje mi należny szacunek, więc również go szanuję. Rozważny i dużo myśli. Myślenie, to dobra rzecz u dwunogów. Gdyby robili to częściej, nie musieliby się tak co chwila odwoływać do tej całej... magii.~~ - Nah'ri


  • Ani z niego elfi patriota, ani bliski przyjaciel naszego grona, ani nawet wysłannik khazadzkiego króla, strzegący polityki sojuszu. Gdy tak nic nie mówił, jak posąg starożytnych stał nad brzegiem jeziora, po to by bez słowa jak kolumna kamienna w Desolace zacumować i z centaurami wojować, byłam prawie pewna, że duchem nie jest obecny z nami. Opiekun Mglistego Wybrzeża potrafił go docenić, więc dlaczego nie my? Wydaje się, że potrafi obronić się przed wszystkim. Na wszelki wypadek postarałam się uchronić go przed złem Tak na wszelkie wypadek tylko. *prawie że naga elfka musnęła palcem dolną wargę* Słyszałam opowieści o Strażnikach Gór, może to jeden z nich? - Galatrei


  • "Generał Stonehand chciałeś powiedzieć *poprawił z dumą i szacunkiem*. Najlepszy dowódca pod jakim służyłem. Prawdziwy wzór krasnoluda, nie to co ci Ognistobrodzi *ostatni wyraz wypowiedział z wyraźną pogardą i zniesmaczeniem*. Mimo że na starość zrobił się nieco... nieobecny, zgorzkniały to nie spotkałem nikogo tak oddanego ojczyźnie i Królowi jak on. Ale lepiej nie wchodzić mu w drogę i nie mieszać do spraw prywatnych... *krasnolud uśmiechnął się nerwowo i potarł swój kinol, jakby sprawdzając czy nadal tam jest*. Mam nadzieję, że wróci z Północy, ostatnio cierpimy na brak prawdziwych generałów z honorem... Właściwie od jego odejścia nie mieliśmy prawdziwego generała. Oby wrócił. Dla dobra Żelaznej Kuźni." - Dalgron Ironaxe, Gwardzista Ironforge


Co o nim mówią po śmierci

  • "Jedynie czego żałuje po tym jak go spotkałem jest to, że nie mogłem z nim zawalczyć po wojnie. Jeden raz bez żadnych ale, przepisów czy chędożonych oporów. Jedna walka z tym walecznym Krasnoludem. Jedna zwykła walka z tym najlepszym wojownikiem jakiego spotkałem. Drugiego takiego wojownika, generała czy towarzysza broni na wojnie nie znajdziesz. <Zerknął gdzieś w stronę gór> Kiedyś ktoś powiedział mi, że można każdego zastąpić. Nikt nie jest niezastąpiony. Teraz wiem, że kłamał. Generała Hargrima Stonehand'a nikt nie zastąpi. < Zasalutował mówić to głosem pełnym szacunku.> Honorem było walczyć z nim w ramie w ramie... " - Enimgs Svalan


  • "Zatem w końcu jest wolny...? Dobrze." - Di'Ateriday, Krocząca Pomiędzy Duchami


  • Zapytana o Hargrima elfka uniosła lekko brwi w sposób sugerujący, że odpowiedź jest oczywista, gdy jednak cisza się przedłużyła otworzyła usta mówiąc: "Jeśli osoby takie jak On odchodzą, podczas gdy te, które postrzegam wzrokiem wciąż istnieją...ten świat zmierza w złą stronę." - Casali, Rycerz Śmierci.


  • "Minęło tyle czasu od naszego ostatniego spotkania... Nawet się z nim nie pożegnałem przed podróżą. A mogłem. Mogłem życzyć mu powodzenia na tym ostatnim froncie. Mogłem uścisnąć mu ostatni raz prawice. A teraz... <Krasnolud westchnął ciężko, kręcąc głową na boki i milczał chwile, zbierając myśli> teraz już za późno. Trochę żal, że tacy jak On odchodzą. Ale znalazł to, czego szukał od tak długiego czasu. Zaznał w końcu spokoju. Nie powiem, żebym tego nie rozumiał. <Znów przerwał na chwile, zerkając gdzieś w bok i uśmiechając się pod nosem> Wiesz, czemu nie postawili mu pomnika, tak jak reszcie, na rynku w Żelaznej Kuźni? Bo przez swoje czyny i honor, którego tak kurczowo się trzymał, zasłużył sobie na pomnik wielkości największej góry tego świata. A rynek w Kuźni by tego nie pomieścił. <Prychnął cicho śmiechem i znów pokręcił głową, gdy uśmiech zszedł z jego twarzy, a na tej pojawił się wyraz zadumy.> Zawsze powtarzał, że pamięta wszystkich i wszystko. Teraz to on zostanie zapamiętany przez wszystkich. Dla mnie zawsze był, jest i będzie bohaterem. Największym wojownikiem, jakiego widziało Azeroth. Najbardziej honorowym krasnoludem... Wraz z nim, umarła część Khaz'Modan." - Ghardim Gromobrody

Historia Pre-RH

Przedstawiona tutaj historia jest mało szczegółowa, ale co istotne, właściwie wszystkie przedstawione tu wydarzenia są znane w Khaz'Modan a we fragmentach także poza nim.

Młodość

Młody Hargrim po swojej pierwszej bitwie.

Hargrim urodził się w Ironforge około 30 lat przed Wojną Trzech Młotów. Jego ojciec był mało znanym, ale utalentowanym rzeźbiarzem (który zaszczepił w nim miłość do tego rzemiosła), zaś matka zajmowała się kowalstwem. Dziad i babka od strony ojca byli żołnierzami - szczególnie tę drugą rozczarował wybór drogi życiowej jej syna, który porzucił starą rodową tradycję zbrojnej służby Królestwu. Zostało więc postanowione, że jego własny syn, a jej wnuk, zostanie żołnierzem tak, jak być powinno. Ostatecznie, zarówno dziad jak i babka Hargrima, przewalczywszy wcześniej wszystkie ważniejsze bitwy Wojny Trzech Młotów, polegli w ostatnim starciu pod Thaurissan. Hargrimowi i jego rodzicom udało się przetrwać wojnę, a choć młody krasnolud zbliżał się już do przekroczenia progu dorosłości gdy ta dobiegała końca, oficjalnie nie brał udziału w żadnych działaniach wojennych. Nie oznacza to jednakże, że sama wojna nie miała wpływu na jego życie.


Młody Stonehand otrzymał przed, po oraz - mimowolnie - w trakcie Wojny Trzech Młotów, jak zresztą niemal każdy krasnolud, solidne wyszkolenie bojowe, które wsparte latami harowania w kopalni czy pomocy matce w kuźni pozwoliło mu w późniejszym czasie zostać niezgorszym żołnierzem. Zgodnie z życzeniem babki, w wieku 49 lat zaciągnął się do krasnoludzkiej armii, a choć tamte czasy, patrząc przez pryzmat wydarzeń współczesnych, charakteryzowały się niezwykłym wręcz spokojem i błogością, potyczki z troggami i trollami pozwalały mu utrzymać formę i nabrać pierwszych doświadczeń w boju co zapewne niezwykle mu się później przydało. Przez ten spory okres w życiu Hargrima nic znanego ogółowi się nie działo.

Pierwsza Wielka Wojna

Hargrim, podobnie jak reszta armii Khaz’Modan, nie uczestniczył raczej w tym konflikcie, ale jego ojciec zginął jakiś czas przed Wojną podczas ataku trolli na kupiecką karawanę. Tym samym w ręce Hargrima trafił ogromny topór z nieznanego metalu, od tysiącleci będący dziedzictwem jego rodu.

Druga Wielka Wojna

Choć poza Khaz'Modan nieznana jest dokładna historia czynów Hargrima w czasie Drugiej Wojny, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż brał on wraz z resztą krasnoludzkiej armii udział w niemal wszystkich bitwach tego konfliktu, szczególnie zaś, co oczywiste, w tych toczonych na terenie Khaz'Modan. Jego postawa i skuteczność w boju pozwoliły mu w szybkim tempie awansować na stanowisko sierżanta, które to piastował później przez dłuższy czas, dowodząc krasnoludzkimi oddziałami w boju przez resztę Drugiej, a później także i Trzeciej Wojny.

Obrazek autorstwa Imiennika. Hargrim i Thorvald Thunderer na którymś z pól bitewnych Drugiej Wojny.


Druga Wojna stanowiła też pierwszy poważny krok na drodze przemiany twarzy starego weterana w to, co posiadał w wieku późniejszym, a czego już twarzą nie można było nazwać. Wśród ważniejszych bitew w jakich Hargrim brał udział należy z pewnością wymienić wszystkie bitwy toczone o starożytną twierdzę Wildhammerów - Grim Batol, a także niezwykle krwawe i okupione ciężkimi stratami oblężenie góry Blackrock i w końcu wieńczącą konflikt bitwę o Mroczny Portal. Wartym nadmienienia są też walki o Thandol Span, podczas których oddział Hargrima i część armii ludzkiej byli przez dłuższy czas odcięci od zaopatrzenia, co sprawiło iż krasnoludy zmuszone były do jedzenia butów swych ludzkich sojuszników. Zjedliby pewnie i swoje, gdyby nie fakt, że były w większości stalowe... Druga Wojna przyczyniła się też do znacznego poszerzenia znajomości Hargrima, przynajmniej w obrębie wojskowych, co doprowadziło do powstania popularnego w późniejszych latach sformułowania twierdzącego, że "on zna każdego w Khaz'Modan"...

Trzecia Wielka Wojna

Co się tyczy Trzeciej z wielkich wojen, tutaj także Hargrim brał udział w sporej ilości bitew, przez większy okres czasu przebywając na północy Lordaeronu. W późniejszym okresie był jednym z tych krasnoludzkich żołnierzy którzy popłynęli z Jainą do Kalimdoru.


Dowodził tam I Kompanią Królestwa Ironforge (w skład której wchodzili między innymi Dungard Ironcutter, swego czasu sierżant Klanu Długobrodych), która została niemalże doszczętnie zniszczona w czasie działań wojennych, a dokładniej podczas sławetnej bitwy na górze Hyjal, w której sam Hargrim również brał udział. On i jego żołnierze otrzymali zwyczajową dla krasnoludów pozycję - na pierwszej linii. Mimo całej swej odwagi i determinacji, ostatecznie wojownicy Ironforge byli, podobnie jak ich ludzcy sojusznicy, skazani na klęskę. Większa część oddziału została zniszczona tamtego dnia, zaś ci nieliczni, którzy przeżyli (wśród których wymienić należy samego Hargrima, wspomnianego już Dungarda a także sierżanta Dugnara Ognistobrodego), zostali ciężko ranni. Bitwa o Hyjal była zresztą kolejnym z istotnych etapów stopniowej przemiany twarzy tego starego krasnoluda i choć niewielu zapewne pamięta koszmarnie brzydkiego, wręcz nieco obrzydliwego Krasnoluda z wielkim toporem, który wraz ze swymi pobratymcami stawiał czoła nieumarłym i demonom, przynajmniej on sam powiedzieć może, że był gdzie trzeba gdy ważyły się losy świata...


Trzecia Wojna była też pierwszym kontaktem Hargrima z Nocnymi Elfami. Ciężko stwierdzić, jakie wrażenie wywarły na nim w pierwszym okresie te wysokie, purpurowe i długouche istoty, choć biorąc pod uwagę jego późniejszą tradycję odbywania (nie)sławnych urlopów na ich ziemiach można wysunąć pewne przypuszczenia. Tak czy inaczej, to właśnie wtedy stary krasnolud poznał podstawy języka elfów, co pozwoliło mu po dziś dzień ranić uszy przedstawicieli wspomnianej rasy swoim koszmarnym, gardłowym akcentem.


Powróciwszy z Kalimdoru do Khaz'Modan po zwycięstwie pod Hyjal, Hargrim udał się na "emeryturę", choć liczne przesłanki wskazują na to, że nigdy tak naprawdę nie zaprzestał aktywności w wojsku. Niektórzy twierdzą nawet iż faktycznie brał udział w bitwach toczonych w okresie jego teoretycznej niedyspozycji. Nawet jeśli jednak tak nie było, to stary żołnierz i tak nie wytrzymał długo...

Historia na RH

Podobnie jak w przypadku historii pre-RH, przedstawione tu wydarzenia są niepełne lub nieszczegółowe, ale również są w większości dość szeroko znane w Khaz’Modan oraz poza nim więc można operować tą wiedzą bez większych problemów. Jeśli ktoś pragnie dokładniejszych informacji, pozostaje tylko klimat...


Rok 2528 (2008)

Obrazek autorstwa Imiennika. Hargrim jakiś czas po powrocie na służbę u króla.

Hargrim powrócił do służby przyłączając się do Klanu Długobrodych, którego dni chwały jednak dawno już przeminęły. I stało się tak, że niedługo później Klan przekształcił się w Gwardię Khaz’Modan, będącą połączeniem dwóch istniejących wcześniej Klanów – Długobrodych z Khaz’Modan i Żelaznych Gryfów z Aerie. Co się zaś tyczy powrotu Hargrima do królewskiego wojska, nastąpiło to zapewne w głównej mierze z powodu znudzenia jakie ogarnęło starego żołnierza, a także ze względu na namowy Torhilla Wildhammera, jego serdecznego przyjaciela i również weterana wojennego, z którym Hargrim często mierzył się nie tylko na słowa, ale też na stal. Razem przyczynili się również do znacznego zmniejszenia populacji Trolli – tak w Dun Morogh jak w okolicach szczytu Aerie.


Nie trzeba było też długo czasu aby Hargrim zaczął wyprawiać się na swoje, znane w całym Khaz’Modan oraz Ashenvale, „urlopy” do elfickiego lasu. Co dokładnie się tam dzieje wie chyba tylko sam Hargrim, choć zdarza się że Strażniczki z irytacją pomrukują coś o Krasnoludzie ‘wtrącającym się do ich służby’ czy ‘szukającym walki’. Tak przynajmniej było dotychczas - w dzisiejszych czasach poziom irytacji chyba nieco opadł. Może się przyzwyczaiły, a może powodem jest coś jeszcze innego... Orkowie... Też pewnie wiedzą coś na ten temat, ale kto by ich pytał?


Upadek Southshore

Niedługo po ponownym wstąpieniu na służbę u Króla, Hargrim wyruszył wraz z Gwardią – w tym także swym przyjacielem i Generałem Aerie – Torhillem na północ, gdzie właśnie zaczynały się kłopoty, ponoć mające nielichy związek z ludźmi-wilkami, których zwie się worgenami. Plotki głoszą jakoby razem z innymi przebył twierdzę Shadowfang, uważaną zresztą często za przeklętą... Nie jest dokładnie wiadome co tam się stało, przynajmniej dla tych którzy sami nie byli tam obecni... Wiadomo jednak że Hargrim zdobył tego dnia parę nowych blizn na twarzy, w tym jedną zadaną jakby ogromnym tasakiem oraz, że śmiałkowie zabawili tam na tyle długo aby wróg zdążył zaatakować i zniszczyć miasteczko Southshore... Dokonano błyskawicznego odwrotu spod Shadowfang, ale było już za późno...


Hargrim, wraz z kilkoma innymi, w tym z Mistrzem Zakonu Srebrnej Ręki – Xighorem, krasnoludzkim rycerzem Bareanem oraz dwoma magiczkami – gnomką Venn oraz ludzką kobietą Cathrillą bronili się do ostatka w jednej z płonących wież miasta, jednak wszelki opór był z góry skazany na niepowodzenie. W końcu byli zmuszeni się wycofać, co też uczynili z pomocą magów. Soutshore upadło, ale wojna jeszcze się nie zakończyła...


Odbicie Southshore

Niedługo potem, bo w grudniu tego samego roku, wojska Ironforge powróciły do Southshore w wielkiej, jak na krasnoludy liczbie a Hargrim, jako członek elitarnej Gwardii Khaz’Modan, oczywiście im towarzyszył. Nie były to oczywiście jedyne siły przebywające tam wtedy – odpór wrogowi dawała Alteracka szlachta z murów Durnholde, ludzkie oddziały a także nieliczne elfy dowodzone przez Lyreni, które przybyły w odpowiedzi na prośbę o pomoc wysłaną przez mieszkańców Durnholde... To jednak historie innych nacji, z których każda miała swych bohaterów i każda odznaczyła się tego dnia ale nie o nich będzie tutaj mowa...


Armia krasnoludzka natarła od strony morza, korzystając z olbrzymiego parowego pancernika, oraz od strony lądu, przebijając się w stronę Muru Thoradina. Tam walka była najbardziej zacięta i tam też podążył Hargrim. Nie dokonał co prawda niczego szczególnego podczas tamtej bitwy, a przynajmniej tak powiadają, bowiem jego późniejszy awans zdaje się temu przeczyć, niemniej walczył jak na krasnoluda przystało – cała krasnoludzka armia okryła się chwałą tamtego dnia i dotyczyło to również Hargrima. Niektórzy powiadają, że podczas bitwy pojawił się smok... czerwony lewiatan o oczach pełnych szaleństwa.. ci sami też mówią o gniewie widocznym wtedy w oczach starego oficera. Być może to tylko plotki... A być może nie. Zaświadczyć mogą tylko tam obecni oraz sam Hargrim.


Rzeczą wartą wspomnienia jest... niechęć, a może i pogarda jaką zdawał się żywić, a może nadal żywi, Hargrim do tak zwanej „Wolnej Szlachty z Alterac”... Powody tej nieufności nie są dokładnie znane, choć jeśli wziąć pod uwagę pamiętliwość i honorową postawę tego krasnoluda można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że chodzi o niezbyt chlubną postawę tego Królestwa podczas Drugiej Wojny...


Wojna dobiegła jednak końca... Wartą wspomnienia jest również bohaterska śmierć Bareana Złotobrodego, poległego na polu chwały pod Murem Thoradina. Hargrim, wzbogacony o nowe blizny na twarzy wspiął się wyżej w hierarchii Gwardii – został oficerem, którą to pozycję piastował zresztą później przez bardzo długi czas. Była to nagroda za jego wysiłek i godną krasnoluda postawę podczas tego konfliktu – pierwszego poważnego od jakiegoś czasu... A to był dopiero początek...

Rok 2529 (2009)

Aresztowanie Psów Wojny

Jednym z pierwszych znanych wydarzeń tego roku dotyczących Hargrima jest brutalne aresztowanie przez niego oraz Torhilla Wildhammera członków organizacji najemniczej znanej jako Psy Wojny. Torhill z Hargrimem zdawali się nigdy nie żywić zbytniego szacunku do wszelkiej maści najemników, szczególnie zaś do tej grupy, zrzeszającej wiele krasnoludów. Dokładne powody aresztowania, postawione zarzuty oraz nawet sam los pojmanych pozostają tajemnicą... Wiadomo jednak, że Hargrim nigdy więcej już nie postawił stopy w lokalu Bruuka w Dzielnicy Militarnej – ponoć uważa go za „ścierwo bratające się z Psami”. Ile w tym racji, ciężko osądzić, niemniej faktem jest że od tamtego czasu Hargrim preferuje karczmę Firebrewa, znajdującą się w Dzielnicy Mieszkalnej.


Turniej Rycerski w Elwynn

Hargrim wybrał się na początku roku razem ze swym przyjacielem Torhillem na turniej, organizowany wtedy w Elwynn. Nie zajął co prawda żadnej zaszczytnej pozycji niemniej wygrał walkę lub dwie, a dzieci z Goldshire zapewne długo nie zapomną jego twarzy... Torhill za to odniósł spektakularne zwycięstwo, uzyskując tytuł Mistrza Młotów Elwynn. Biorąc pod uwagę przyjaźń między tymi dwoma można spokojnie uznać, że Hargrim był ukontentowany takim wynikiem. Ostatecznie, człeczyny zobaczyły przynajmniej jak walczy Krasnolud!


Kyharstrasz Czerwony i przysięga Hargrima

Pewnego dnia, drugiego miesiąca roku, kiedy Hargrim przechadzał się ze swym przyjacielem, łowcą i strażnikiem gór Khogarem po górach ponad miastem... Na szczyty padł cień... Znajomy cień... Cień czerwonołuskiego lewiatana, tak znienawidzonego przez starego oficera. W jakim celu tam przybył – nie wiadomo, lecz fakt jego obecności tam jest niezaprzeczalny. Niektórzy powiadają, że to właśnie wtedy Hargrim przyrzekł mu śmierć za jego zbrodnie, w imię poległego Drongholla, w imię Khaz’Modan i w imię honoru. Tak oto ów sławetny konflikt został przypieczętowany słowami choć na jego rozwiązanie trzeba było czekać jeszcze długo. Wręcz bardzo długo, wedle ludzkich standardów... Życie toczyło się dalej...


Wojna Pełzających Piasków

Podczas trzeciego miesiąca tego roku, w czasie gdy Stormwind pogrążało się w odmętach politycznego konfliktu (którego owoce przyszło Krasnoludom, w tym Hargrimowi, zbierać niedługo później), na odległym Kalimdorze głowę podniósł starożytny nieprzyjaciel... Rasa insektoidalnych wojowników pozostałych ze starożytnego imperium Aqir.


Potężna armia Krasnoludów na czele z Generałem Moranem, Torhillem Wildhammerem oraz Hargrimem wyruszyła do odległego Tanaris na Kalimdorze by stawić opór temu zagrożeniu. Nie obyło się jednak bez kłopotów, bowiem stanowczy sprzeciw sił krasnoludzkich oraz elfickich wobec pomocy oferowanej przez Opuszczonych spowodował odejście również przedstawicieli Brązowego Lotu, zdegustowanych tym brakiem jedności wśród ras śmiertelnych. Sam Hargrim był, jeśli wierzyć podaniom, jednym z tych którzy protestowali najgłośniej przeciwko współpracy z nieumarłymi. Ostatecznie nie doszło do niej, a siły Nocnych Elfów, Krasnoludów i innych sprzymierzeńców musiały poradzić sobie bez tej pomocy, a także bez pomocy brązowych smoków.


Armia Krasnoludów, wspierana przez technologię gnomów, w tym ogromną bombę, ruszyła na wschodnie gniazdo, podczas gdy Nocne Elfy wsparte między innymi oddziałami Dreanei oraz Theramore oraz oddanych Naturze sojuszników, pomaszerowały na gniazdo zachodnie.


Walki w zachodnim gnieździe nie są tematem niniejszej historii, choć tamtejsi żołnierze również stawali mężnie i w końcu odnieśli zwycięstwo.


Co się zaś tyczy walk w gnieździe wschodnim, armia Krasnoludów, choć niezwykle liczna jak na standardy tej rasy, pozbawiona była sprzymierzeńców a tym samym wszechstronności. Postawiono więc na mocną krasnoludzką piechotę, olbrzymią siłę ognia oraz upór i determinację brodatego ludu.


Walka była długa, zażarta i okupiona ciężkimi stratami. Sam Hargrim walczył, jak to miał w zwyczaju, na pierwszej linii i wykazał się wynosząc z pola walki ciężko rannego Generała Torhilla. Powoli lecz nieubłaganie wojska krasnoludów przedostały się do centralnej części gniazda, gdzie gnomi saperzy podłożyli ogromną bombę i kilka minut później gniazdo było jedynie wspomnieniem, o którym przypominał jedynie sporej wielkości krater.


Zwycięstwo było jednak kosztowne. Straty, jak na realia Krasnoludzkiej armii, były bardzo duże, co nie powinno nikogo dziwić jako że synowie tytanów stawali w polu samotnie, wspierani jedynie przez gnomy i ich technologię oraz własną nieugiętą wolę. Generał Torhill został ciężko ranny, podobnie jak sam Hargrim. Życie straciło 496 Krasnoludów oraz 174 gnomy. Stracono też nieznaną liczbę artylerii i jeden czołg parowy. Wróg został jednak pokonany a wschodnie gniazdo zmiażdżone pod stalowym butem krasnoludzkiej armii. Co najważniejsze jednak – to zwycięstwo, pomoc udzielona elfom i poświęcenie setek Krasnoludzkich żołnierzy znacznie poprawiło dotychczas dość obojętne relacje krasnoludzko-elfickie.


Wypiwszy za poległych, reszta Krasnoludzkiej armii, wraz z Hargrimem, wróciła do Khaz’Modan, gdzie, jak się okazało, czekały nieciekawe wieści...


Stormwind – Powrót Krucjaty i stan wyjątkowy

Jak już zostało wspomniane, ludzkie królestwo Stormwind przechodziło w owym czasie trudny okres. Polityczne zawirowania doprowadziły swego czasu do wysiedlenia z miasta wszystkich nieludzkich mieszkańców oraz do wprowadzenia przepustki na gryfy i gnomią kolejkę.


Jakby tego było mało, na terenie Królestwa Stormwind znalazły schronienie oddziały Szkarłatnej Krucjaty, znienawidzonej przez Hargrima oraz większość Krasnoludów od czasu, w którym przyczyniła się ona do śmierci Wielkiego Tana Falgrima Długobrodego oraz jego oficerów – Khadgrima i Ragnarima. Te działanie nie pozostały bez odpowiedzi ze strony Królestwa Ironforge. Do miasta wysłano specjalną grupę mającą uzyskać audiencję u władców Stormwind. W jej skład wchodzili Generał Moran, Senator Barin Redstone, królewski doradca i urzędnik, oraz sam Hargrim. Do audiencji jednak nie doszło, przynajmniej nie od razu.


Znanym incydentem z tamtego okresu jest również, krótki, lecz zażarty pojedynek który wywiązał się miedzy Hargrimem a starym rycerzem Anthearem. Ten drugi wyzwał ponoć starego krasnoluda do walki po tym, jak ten niemal na środku Stormwindzkiego rynku nazwał Variana "idiotą, który sprzyja zdrajcom Przymierza". W pamięci ludu nie zachowało się, kto zwyciężył tamtego dnia, choć pewnym jest że popłynęło sporo krwi. Szlachta ze Stormwind tak naprawdę nigdy nie zapomniała o tym "plugawym pokurczu" z "zadupia zwanego Khaz'Modan", ale na zdecydowaną odpowiedź "mężnego ludu Stormwind" trzeba było poczekać jeszcze bardzo, bardzo długo...


Wszystkie te zajścia przyczyniły się do znacznego oziębnięcia relacji ludzko-krasnoludzkich w ostatnich latach.


Widmo Plagi

Plaga – wiecznie obecna na północy niczym nigdy nie niknące widmo zagrożenia, uderzyła w końcu na Kha’Modan w piątym miesiącu tamtego roku. Z ciężkim sercem krasnoludzcy dowódcy zdecydowali się oddać przygraniczne osady w ręce wroga – całą ich ludność ewakuowano zaś do Ironforge. Oczekiwano, że wróg rozbije się o bramy Ironforge niczym fala, zupełnie jak wszystkie poprzednie armie próbujące w przeszłości podbić to podziemne miasto. Tak się nie stało, a przynajmniej nie do końca...


Siły Ironforge, wspomagane nielicznymi posiłkami ze Stormwind a nawet od Nocnych Elfów, które jak się zdaje, nie zapomniały pomocy udzielonej im w walkach w Tanaris, zgromadziły się w mieście zdecydowane dać opór najeźdźcy. Należy też wspomnieć o pomocy udzielonej przez Kyharstrasza Czerwonego, zaprzysięgłego wroga Hargrima i innych przywiązanych do tradycji krasnoludów. Dlaczego to zrobił nie jest wiadome ogółowi, ale Hargrim zawsze powtarza, że stało się tak tylko dla osobistych korzyści smoka, a nawet jeśli nie to i tak nie znaczy, że można puścić w niepamięć jego wcześniejsze zbrodnie.


Zawalono wejście do Gnomeregan, aby tamtejsze gnomy nie zasiliły szeregów Plagi, zaś podejście pod miasto zostało solidnie zaminowane. Pozostało czekanie...


Armia nieumarłych nadeszła z niespodziewanym impetem, przemieszczając się za pomocą kilku latających nekropolii. Co dziwne – nie zniszczono żadnych osad – nieumarli od razu ruszyli na Ironforge zamierzając zgnieść wszelki opór w zarodku. Ogromna, stalowa brama Ironforge zatrzeszczała, zaskrzypiała i w końcu padła, zgnieciona siłą saronitowych bomb. Fale nieumarłego plugastwa wlały się do miasta...

Gdzie na barykadach czekali na nich zdeterminowani obrońcy, wsparci przez całą dostępną im technologię. Obroną dowodził sam Wielki Tan Magni, zaś pomagali mu w tym Generałowie Moran i Torhill oraz sam Hargrim, piastujący przecież dość wysokie stanowisko w Gwardii.


Walka była długa i zacięta. Na ulicach piechurzy mierzyli się z nieumarłymi bestiami i konstruktami a powyżej gryfi jeźdźcy oraz smoki odpierali ataki latających stworów.


Sam Hargrim walczył do końca bitwy na jednej z barykad, nie zważając na zadane mu rany, które, jak miało się okazać niedługo później, były poważne – stary żołnierz stracił swe lewe oko. Wróg został jednak pokonany a Krasnoludzka armia przegrupowała się, gotowa by wygnać go z Khaz’Modan...


Galeria Chwały i prastare runy

Niedługo po bitwie po Ironforge Hargrim uświadomił sobie jak wielu bohaterów brało w niej udział... i postanowił, że niektórzy nigdy nie mogą zostać zapomniani. Korzystając ze swojego kunsztu rzeźbiarskiego wykonał mistrzowskiej jakości pomniki Falgrima Długobrodego, Drongholla Żelaznobrodego, Grothila oraz Muradina Miedziobrodego, które do dnia dzisiejszego stoją na rynku w Ironforge i przypominają o tym, że Krasnolud może upaść, ale nigdy nie zostanie zapomniany przez swych prawdziwych towarzyszy...


Mówi się również iż to właśnie wtedy Hargrim zaczął interesować się runami i został stałym gościem Wielkiej Biblioteki Ironforge. Niektórzy powiadają że w poszukiwaniu prastarej wiedzy o tych znakach wybrał się na wiele odległych ziem, w tym nawet do twierdzy Grim Batol, choć większość odrzuca te pogłoski – wszyscy przecież wiedzą kto jest tam gospodarzem...


Wyprawa do Szczytu Aerie

Krasnoludy z Klanu Wildhammer powiadają, że w szóstym miesiącu roku Hargrim zjawił się u nich razem z elfickim druidem imieniem Daroshen oraz ludzkim paladynem Gartem by niedługo potem zniknąć w lesie... i wrócić, będąc pokrytym krwią leśnych trolli i podobno niosąc w trobie kawałek pokrytej zielonymi łuskami skóry... Co tak naprawdę stało się tego dnia, mogą wiedzieć tylko ci, którzy wtedy tam byli, niemniej Wildhammerowie raz jeszcze przekonali się, że mogą liczyć na Hargrima przynajmniej w kwestii powiększającej się ilości trolli..


Oczyszczenie Khaz’Modan

Po czasie, który zdawał się wiecznością, krasnoludzkie armie wychynęły ze swej podziemnej stolicy by raz na zawsze oczyścić swe ziemie z Plagi. Z ciężkim sercem podjęto decyzję o całkowitym zniszczeniu osad Kharanos i Anvilmar, a następnie odbudowaniu ich od zera by uniknąć skażenia.


Powoli lecz nieustępliwie, armia dowodzona przez Generała Morana oraz Hargrima przebiła się do doliny Coldridge by tam ostatecznie zniszczyć niedobitki Plagi w bitwie pod Anvilmar. Szczególnie trudnym momentem tamtej bitwy była walka z ożywionymi przodkami krasnoludzkich żołnierzy - niejeden zawahał się, widząc atakujące go szczątki swego ojca czy dziada i niejeden przypłacił to życiem... Sama dolina została zbombardowana i w efekcie zniszczona prawie do gołej ziemi – co pozwoliło w większej części oczyścić ją tak z trolli jak i z troggów i sprawiło, że w czasach dzisiejszych jest dość spokojnym i bezpiecznym miejscem.


Kolejne blizny przyozdobiły twarz oraz psychikę Hargrima, a jak się okazało, najtrudniejsze momenty miały dopiero nastąpić...


Bitwa o Studnię Słońca

Kiedy tylko dziewiątego miesiąca roku do Ironforge doszły wieści o planach Kael’thasa Sunstridera, jego mieszkańcy podzielili się. Część była niechętna pomagać Krwawym Elfom niezależnie od wszystkiego, część upatrywała w apatii zagładę wszystkich żyjących. Ostatecznie, potrzeba zmusiła siły krasnoludów do mobilizacji i armie Khaz’Modan, wraz z Hargrimem, raz jeszcze ruszyły na wojnę.


Dowodzącymi byli Generał Torhill oraz Generał Moran, z tym, że ten drugi dość rzadko pokazywał się na polu bitwy w początkowym okresie, dlatego komendę objął właśnie Hargrim. Pierwsze walki przyniosły ze sobą ciężkie starty, także wśród gryfich jeźdźców dowodzonych przez Torhilla.


Krasnoludzka piechota pod wodzą Hargrima odznaczyła się podczas walk o jeden z mostów na wyspie Quel’Danas, gdzie przez długi czas powstrzymywali liczne siły wroga podczas gdy gryfi jeźdźcy Torhilla toczyli bój ponad nimi.


Nie ma tu oczywiście prób umniejszania zasług innych nacji, które również były wielkie i być może nawet przewyższały osiągnięcia ludu Ironforge, niemniej choć każda z obecnych frakcji odznaczyła się na tamtym polu bitwy, to jest opowieść o losach dzieci Tytanów i samego Hargrima. Sam kronikarz musi zresztą przyznać, że pamięć jego zaszła już mgłą jeśli chodzi o tamtejsze wydarzenia.


Walki z dnia na dzień stawały się coraz bardziej zacięte... Ostatecznie, Hargrim, raniony potężnie przez Władcę Otchłani, zdawałoby się niemal przecięty na połowy, został zniesiony z pola bitwy i wszyscy uznali go za martwego. Jego przyjaciel, Generał Torhill, ogarnięty szałem po jego rzekomej stracie, chwycił rodowy topór Hargrima i z furią ruszył do dalszego boju, zabijając później przy jego pomocy jedną z Eredarskich czarodziejek.


Nieugięte serce biło jednak w piersi krasnoludzkiego oficera i choć jego dusza i ciało sterane były trudami życia, wciąż tliła się w nim jego iskra. Przez następne kilka miesięcy Hargrim leżał niczym martwy w świątyni tytanów w Ironforge, niezdolny do jakiegokolwiek samodzielnego działania... Można tylko przypuszczać jaki wpływ na niego musiała mieć ta sytuacja...


Życie uratował mu nie kto inny Wysoki Kapłan Rohan – jego późniejszy dobry znajomy i w końcu, jak mówią - przyjaciel. Hargrim zaś, choć niechybnie mocno zraniony zarówno na ciele jak i na duszy i dumie, raz jeszcze podniósł topór w obronie swego Królestwa...


„Zemsta, zemsta na wroga...!”

W jedenastym miesiącu tamtego roku krasnoludzkie armie ruszyły na Górę Czarnej Skały po części by pomścić krzywdy Wojny Trzech Młotów, po części by wyrwać stamtąd więzioną, jak wtedy uważano, córkę króla Magniego, a po części również po to, aby położyć kres rosnącemu zagrożeniu ze strony Czarnych Smoków.


Dowodzona przez samego Wielkiego Tana Magniego oraz Hargrima jako drugiego dowódcę, armia krasnoludów, wsparta przez żołnierzy Stormwind również dowodzonych przez samego króla, starła się pod górą z oddziałami Mrocznej Hordy.


Orkowie stawali twardo, wspierani przez plugawe czarnoksięstwo oraz olbrzymie bestie, jednak ostatecznie zostali pokonani zaś droga do Shadowforge stanęła otworem.


W tamtej bitwie Hargrim odznaczył się przede wszystkim sporym udziałem w zabiciu wielkiego smokowca, zwanego ponoć Drakkisathem. Niektórzy widzieli nawet jak później zabierał ze sobą miecz tej istoty, niemniej niewiadomym jest po co właściwie mu on był, jako, że nigdy więcej go nie widziano.


Prawdziwym zapałem i męstwem wykazał się jednak Hargrim w otchłaniach miasta Shadowforge, będąc najwyraźniej niezwykle chętnym mszczeniu dawnych krzywd. Powalił sporą liczbę szeregowych żołnierzy Ciemnego Żelaza, a w samej Sali tronowej, w tym samym czasie w którym sam król mierzył się ze znienawidzonym Thaurissanem, Hargrim toczył pojedynek z tamtejszym runmistrzem i budowniczym golemów – Argelmachem. Ostatecznie, umiejętności starego oficera przyniosły mu zwycięstwo i w niemal w tym samym momencie, w którym młot Magniego roztrzaskał czaszkę Imperatora Ciemnego Żelaza, głowa Argelmacha rozpadła się na dwoje od potężnego ciosu Hargrima.


Armia Ironforge odniosła kolejne zwycięstwo i choć wiele innych bitew było jeszcze przed nimi to zniszczenie stolicy ich odwiecznych wrogów i odbicie z ich rąk ukochanej córki Magniego było niewątpliwie wielkim sukcesem wojsk krasnoludów i tchnęło w nie nowego ducha. Niestety nie do końca można powiedzieć to samo o Hargrimie...

Rok 2530 (2010)

Leże Nefariana

Po zniszczeniu leżącego w głębinach Czarnej Skały miasta ich odwiecznych wrogów, krasnoludy z Ironforge, w tym również Hargrim, raz jeszcze połączyły siły ze swoimi ludzkimi sojusznikami, przypuszczając atak na leże czarnego smoka Nefariana.


Niewiele wiadomo o czynach Hargrima podczas tamtej bitwy, przyćmionych przez dokonania innych herosów, takich jak choćby sami królowie obu nacji – Magni Miedziobrody i Varian Wrynn. Tym niemniej jednak, niektórzy zapewne pamiętają tego starego oficera z tamtego pola bitwy – nie szczędził on bowiem własnej krwi dla zwycięstwa, a jego twarz... Cóż, dość powiedzieć, że na tamtym etapie tego i tak już nie dało się nazwać twarzą...


Co jednak jest zapewne najbardziej pamiętane wśród żołnierzy Ironforge, a może nawet Stormwind, to furia Hargrima, która ogarnęła go po tym gdy, jak się zdawało, czerwonołuski lewiatan Kyharstrasz poległ z ręki Nefariana. Stary oficer najwyraźniej uważał, że ta zemsta należeć miała do niego i tylko do niego... Wśród obecnych tam żołnierzy do dziś opowiada się jak to Hargrim, po ujrzeniu upadku Kyharstrasza, ryknął strasznym głosem „CZEKAŁEM ROK BY ZABIĆ TEGO CZERWONEGO SKURWYSYNA! A TY... TY.. ZABRAŁEŚ MI ZEMSTĘ!” po czym zaszarżował na smoka ze swym runicznym toporem w dłoni. Co najdziwniejsze, udało mu się przeżyć tę szarżę a nawet zranić czarnego lewiatana. Choć jego ciało pozostało bez uszczerbku (no, może poza twarzą) to nie można tego samego powiedzieć o psychice...


Kryminalne Zagadki Khaz’Modan

Po powrocie do Ironforge Hargrim, wraz z Gwardzistami, wśród których wymienić trzeba między innymi Khoghara, Gehna oraz Syloma, wpadli na trop chyba największej afery kryminalnej od czasu samej Wojny Trzech Młotów.


Szczegóły tej operacji są obecnie ściśle tajne i znane tylko Hargrimowi oraz nielicznym innym członkom Gwardii, wiadomo jednak, że w trakcie tamtych wydarzeń rozpracowano szpiegów Ciemnego Żelaza operujących na terenie Khaz’Modan a także przeprowadzono kilka nalotów na domy w dzielnicy zwanej popularnie Mrokami, a oficjalnie Opuszczoną Jaskinią. Nikogo nie aresztowano, choć zarekwirowano sporo przedmiotów. Rozegrała się tam też dość spora potyczka między członkami nieznanej organizacji a Hargrimem oraz innymi gwardzistami. Ponoć cała sprawa miała związek z jakimś... UK... Co to może być? Tego już nie wiadomo...


Hearinox Czarny

Mniej więcej w połowie pierwszego miesiąca tegoż roku, Hargrim wyruszył wraz z towarzyszami, w tym między innymi z gwardzistą Sylomem oraz znanym podróżnikiem i kolekcjonerem Gehnem Złotą Brodą, na Mokradła... Gdzie napotkali... Czarnego smoka. Nikt nie ma pojęcia skąd się tam wziął ani czego chciał, ale najwyraźniej był skory do bitwy – Hargrim i jego towarzysze zdecydowali się mu ją zapewnić.


Korzystając ze swego runicznego topora, będącego dziedzictwem jego klanu, oraz zbroi pokrytej runami, Hargrim z pomocą innych zatryumfował i czarny smok został pokonany... Jego głowa przyozdabia teraz ścianę Hali Odkrywców, zaś sam Hargrim lubi mawiać, że to była jedynie rozgrzewka...


Wyprawa na Dach Świata

W kolejnych miesiącach, gdy zabrzmiało wezwanie do walki, niezłomne krasnoludzkie armie – a wraz z nimi, jak zwykle, Hargrim – ruszyły na północ by użyczyć swej siły Przymierzu w walce z przeklętymi armiami Menethila.


Po przybyciu do Valgarde krasnoludy starły się kilkakrotnie z Vrykulami... Znacznie zaostrzył się też konflikt Hargrima z Moranem. Sam Hargrim jest zdania, że Moran jasno stwierdził kiedyś iż decyzja Vrykuli odnośnie poddania się Królowi Liczowi była słuszna, bowiem pozwoliła im przetrwać. Co o tym sądził sam Moran, wiedzieć mogą tylko ci, którzy znali go póki żył.


Hargrim na Northrend, choć nie odznaczył się specjalnie na polu walki, miał sporo błyskotliwych pomysłów odnośnie taktyki. Pomysły te jednak nie przypadły do gustu dowodzącemu wtedy Generałowi Moranowi i spora ich część nie została wprowadzona w życie.


Wśród współtowarzyszy broni zapisał się jako konserwatywny, ale bardzo honorowy żołnierz, starający się zawsze robić to, co według niego jest słuszne, niezależnie od opinii innych. Wiadomo, że otwarcie krytykował niektóre z posunięć innych dowódców, jak choćby oddawanie pola Hordzie czy późniejsze wspieranie Hebanowego Ostrza.


Do jego ważniejszych i znanych osiągnięć w okresie pierwszych walk należy dowodzenie niewielkim oddziałem Ironforge w bitwie o jedną z Vrykulskich wysp – powalił wtedy wielu nieprzyjaciół, a plotki mówią nawet, że spowodował coś w rodzaju... trzęsienia ziemi, które zawaliło jeden z budynków, grzebiąc w jego ruinach sporą liczbę Vrykuli.


W roku tym ginie także, w starciu z Vrykulami, znany podróżnik i odkrywca, zaledwie dziewięćdziesięcio-dwuletni gwardzista Gehn Złota Broda. Okoliczności jego śmierci nie są dokładnie znane, wiadomo za to, że niedługo potem w Galerii Chwały w Ironforge pojawił się nowy pomnik wykonany przez Hargrima, który miał być świadectwem, świadectwem tego jak powinien żyć i umierać krasnolud, niezależnie od wieku...


Przedłużające się walki nie pomagały raczej Hargrimowi... Z roku na rok stawał się coraz bardziej zgorzkniały i zmęczony, oglądając śmierć kolejnych towarzyszy broni oraz przyjaciół i, przynajmniej w jego własnym mniemaniu, stopniowy upadek kransoludzkich wartości... Wszystkie te wydarzenia miały spory wpływ na to kim jest dzisiaj.


Pewnego dnia Hargrim oświadczył swym dowódcom, że musi załatwić coś w Khaz’Modan... Zważywszy na czas jaki spędził przed powrotem na ostrzeniu topora, musiała to być jakaś bardzo krwawa robota... Stary oficer opuścił Northrend i na bardzo długi czas wszelki słuch o nim zaginął...

Rok 2531 (2011)

Hargrim pojawił się ponownie w Khaz'Modan dopiero gdy większość uznała go za martwego... a dokładniej w połowie roku 31. Cóż, ci, którzy uważali że naprawdę zginął prawdopodobnie nie byli wcale tak daleko od prawdy... Gdy stary wojownik powrócił do ojczyzny, jego ciało, już wcześniej stanowiące widok niezwykle nieprzyjemny dla oka, pokryte było dziesiątkami nowych blizn... oraz równie licznymi, poważnymi oparzeniami.


Nie można powiedzieć z całą pewnością, co działo się z Hargrimem w czasie jego nieobecności, choć jego stan po powrocie niewątpliwie stanowi pewną wskazówkę. Gdyby zaś zapytać w placówkach Ekspedycji na Northrend, można by dowiedzieć się, że rzekomo widziano tam krasnoluda nieco podobnego do Hargrima, choć znacznie bardziej ponurego i , choć wydaje się nieprawdopodobne, jeszcze brzydszego. Podobno poszukiwał Generała Torhilla Wildhammera.


Po powrocie Hargrim na powrót objął stanowisko kapitana królewskiej Gwardii i wojsk Khaz'Modan. Jak się okazało, niedługo później miał stoczyć kolejną bitwę... jedną z wielu, a jednocześnie wyjątkową i mającą wielki wpływ na jego życie...


Wojna w Desolace

Gdy z ziem Nocnych Elfów napłynęły prośby o wsparcie w wojnie z Nagami, Hargrim natychmiast udał się do króla. Ciężko stwierdzić, czy to z powodu jego szacunku dla ludu elfów, czy może z powodu ogólnego zamiłowania do wojny i radości, którą wyraźnie czerpał z każdej możliwości wypróbowania swego rodowego ostrza. W każdym razie, za namową Hargrima król Magni, mimo wojny na Północy pochłaniającej większość zasobów i niemal wszystkich żołnierzy, posłał na ziemie elfów dokładnie pięćdziesięciu czterech wojowników, na czele z Hargrimem. Prócz tego jako wsparcie wyruszyli także ochotnicy z Bractwa Żelaza pod wodzą Tana Dugnara Ognistobrodego.


"Młot Anvilmara" wypłynął niezwłocznie z portu Menethil, kierując się na Mroczny Brzeg... a stamtąd, razem z pozostałymi sojusznikami elfów - ludźmi ze stowarzyszeń kupieckich - do Desolace... gdzie nigdy nie dotarł. Statki zaatakowane zostały bowiem przez nagi oraz ogromnego morskiego potwora... który najwyraźniej za największe zagrożenie, a być może może wręcz przeciwnie - za najłatwiejszy kąsek - uznał statek Krasnoludów. Mimo mężnej walki i śmiercionośnych salw z pokładowych dział "Młot Anvilmara" zatonął w odmętach oceanu... a wraz z nim przepadła cała jego załoga...


Nie inaczej było z Hargrimem, który głupio i krótkowzrocznie, jak sądzą jedni, bądź odważnie i honorowo, jak mówią drudzy, do końca odmawiał opuszczenia swoich żołnierzy. Wyglądało to na koniec tej historii, a jednak Tytani najwyraźniej przewidzieli inny los dla tego starego wojownika i jego kompanów.


Po pokonaniu Nag przez siły elfów i ich sojuszników... ciała Hargrima i innych krasnoludzkich żołnierzy zostały z pomocą druidów wyłowione z dna morskiego... zaś w uznaniu bezinteresownego poświęcenia krasnoludzkich sojuszników elfy ofiarowały wysłannikom króla Magniego dwie skrzynie złota - mającego posłużyć na zakup komponentów do rytuału... mającego przywrócić życie najmężniejszym i najbardziej znanym z wojowników Ironforge.


Jak zostało postanowione, tak też się stało. Dzięki mocy Tytanów i kapłańskiemu fachowi Wielkiego Kapłana Rohana, Hargrim, a także Dugnar, Argavar, Verbeg oraz Dalgron zostali przywróceni do życia by raz jeszcze służyć królowi.


Choć niektórzy uważaliby to za ogromny zaszczyt, dla samego Hargrima z pewnością nie była to właściwa decyzja. Niektórzy wciąż pamiętają, jak pełen gniewu i goryczy krzyk starego krasnoluda rozbrzmiewał w świątyni Tytanów w Ironforge, dając jasno do zrozumienia, że to co jest zaszczytem dla jednego, może być czymś zupełnie odmiennym dla kogoś innego...


Polowanie w Winterspring

Po powrocie Hargrima do Khaz'Modan nie trzeba było też długo czekać na powrót jego (nie)sławnych "urlopów" w Ashenvale i okolicach... A choć większość starych elfickich znajomych Hargrima odeszła już wówczas albo z lasu, albo w ogóle z tego świata, stary krasnolud jeszcze tego nie wiedział. Wybrał się więc na kolejną wyprawę, pragnąc zapewne skrzyżować ostrze z jednym, dwoma czy dziesięcioma niefortunnymi orkami. Po przybyciu do lasu okazało się jednak, że umysły jego mieszkańców zaprzątają jakieś problemy w położonym na północy Winterspring. Wyczuwając okazję do pomocy sojusznikom, a także do nienajgorszej bitki, Hargrim ruszył na północ.


Spotkał tam wcale niemałą grupę elfów, która, jak się okazało, zajmowała się problemem polowań na wielkie koty z Winterspring, prowadzonych z zapałem wprost proporcjonalnym do wielkości zwierząt przez goblińskich kłusowników. I choć zapewne elfy mają wiele ciekawszych tematów do rozmowy, niewielu raczej było w stanie całkowicie wymazać z pamięci widok "twarzy" starego Krasnoluda, który stanął u ich boku tamtego dnia.


Wiadomo między innymi, że jakimś sposobem... może magicznym?... powstrzymał od ataku górskiego giganta, zwyczajnie przytykając dłoń do ziemi i mamrocząc coś pod nosem. Z drugiej strony, Hargrim raczej nie wygląda na maga, więc może było to coś innego...


Najlepiej pamiętanym jednak wydarzeniem z tamtego okresu jest prawdopodobnie niefortunny "atak" na Everlook, będący zresztą w głównej mierze wynikiem nieporozumienia, w wyniku którego... siedem elfów, oraz sam Hargrim... stanęło naprzeciw całego garnizonu Everlook. Dzięki niewiarygodnemu szczęściu oraz równie wielkiemu zapałowi do walki, przynajmniej ze strony samego Hargrima, udało się uniknąć większych strat. Oczywiście jedynie biorąc pod uwagę dysproporcje sił, jest bowiem pewne, że nawet strata jednego elfa zapisałaby się niezwykle boleśnie w pamięci tego ludu. A tamtego dnia poległ nie jeden, lecz dwoje, do tego połączonych więzami miłości, w której objęciach podążyli w zaświaty... A byli to Delar Sarrus i jego ukochana Shindrei.


Co się tyczy czynów samego Hargrima - jak zostało już wspomniane, elfy z pewnością nie rozstrząsają ich w jakiś szczególny sposób, choć pewnym jest, że stary krasnolud zyskał tego dnia nieco szacunku w niektórych oczach - jak powiadają, podczas odwrotu spod Everlook uratował od śmierci elfkę Kalairis, wynosząc ją z miasta we własnych ramionach. Niezależnie od wszystkiego, jedno było pewne - nie była to ostatnia wizyta Hargrima na ziemiach elfów.


Cień nad Loch Modan

Obrazek autorstwa Imiennika (sic). Hargrim i jego towarzysze mierzą się ze smokiem.

Gdy tylko Hargrim powrócił z Kalimdoru do Khaz'Modan, jego uszu dobiegła wieść, jakoby Loch Modan pustoszył ogromny czarny smok. Stonehand nie byłby zaś Stonehandem, gdyby na te słowa nie porwał od razu topora, nie wsiadł na gryfa i nie wyruszył na poszukiwania. Wraz z nim wyruszyła grupa śmiałków, wśród których należy wymienić Dugnara Ognistobrodego, Argavara Dantilena, Fildę Steelfist oraz strzelca Khoghara, jeśli wierzyć plotkom, bliskiego znajomego, a może i przyjaciela Hargrima... i gnomią magiczkę... Venn Landavalę, która najwyraźniej zamierzała zdobyć nie tylko chwałę, ale również komponenty ze smoczego ciała, dla siebie.


Po trwających jakiś czas poszukiwaniach, bestia została w końcu odnaleziona w górach na północnym wschodzie i tam wydano jej bitwę. Mimo ogromnych rozmiarów i siły smoka, ostatecznie topory i pociski krasnoludów, wspomagane magią Venn, przyniosły przeciwnikom gada zwycięstwo i bestia legła martwa na szczątkach niegdysiejszego obozowiska ogrów. Nie obyło się jednak bez strat - Dugnar cudem uniknął śmierci na skutek poparzenia przez smoczy kwas żołądkowy, zaś dumna broda Khogara spłonęła w kontakcie ze smoczym ogniem... Wszyscy zaś stracili też słuch, gdy ich uszy nie wytrzymały mocy niesionej przez potężny smoczy ryk.


Dzięki pomocy Venn jednakże, większa część obrażeń została uleczona, zaś gnomka jako zapłatę - a także, jak mówią, jako część jakiejś tajemnej umowy z Hargrimem - zabrała większość narządów smoka i sporą część łusek. Sam Hargrim zaś ofiarował smoczą głowę królowi Magniemu - który to dar, a także wierna służba starego żołnierza przez ostatnie dziesięciolecia, nie miały, jak się okazuje, przejść bez echa.


Twierdza spływająca szkarłatem

Gdy w roku 28 elita Klanu Długobrodych, łącznie z Wielkim Tanem Falgrimem i jego wiernymi oficerami - Khadgrimem i Ragnarimem, poległa w starciu z oficerami Szkarłatnej Krucjaty na Ziemiach Plagi, lud Ironforge, a także sam Hargrim, zapałał gorącą nienawiścią do oszalałych fanatyków śmiących nazywać się paladynami. Płomień tej nienawiści nie gasnął mimo upływających lat - prawdziwy krasnolud bowiem nie zapomina niczego i nigdy.

Oblężenie Nowego Heartglen
NH.jpg
Plan ataku na Nowe Hearthglen autorstwa Hargrima i Dugnara.
Czas: Sierpień roku 31
Miejsce: Nowe Heartglen, Dragonblight, Northrend
Wynik: całkowite zniszczenie Nowego Heartglen i wyrżnięcie załogi, pojmanie Abbendis
Strony konfliktu
tumbKrólestwo Ironforge tumbSzkarłatna Krucjata
Dowódcy
Generał Hargrim Stonehand

Sierżant Dugnar Ognistobrody

Generał Brigitte Abbendis

Wielki Admirał Barean Westwind

Siły
~1200 żołnierzy, wsparcie ciężkiej artylerii, czołgów i Łamacza Niebios ~1500 krzyżowców + nieznana liczba cywili
Straty
~500 lub więcej, strata większości doborowych oddziałów Całkowite zniszczenie garnizonu miejskiego, nieznane straty w cywilach, zapewne znaczne

Nie ma więc nic dziwnego w skrupulatności i pośpiechu z jakim Hargrim wykonał najnowszy królewski rozkaz - jako już królewski generał, mianowany w miejsce poległego pod Wrotami Gniewu Morana - miał udać się na Northrend i tam wymierzyć sprawiedliwość Krucjacie zdobywając ufortyfikowaną twierdzę Nowe Hearthglen.


Zabrał ze sobą sierżanta Dugnara Ognistobrodego, który zresztą miał nielichy udział w formułowaniu planu szturmu na twierdzę. Wraz z nimi podążył również Wielki Chorąży Thorvald Thunderer, dumnie niosący do bitwy sztandar Ironforge. W wyniku poróżnienia między dowództwem krasnoludzkim a dowódcami Ekspedycji Przymierza ta druga odmówiła wsparcia, tłumacząc, że zdaniem jej ekspertów plan krasnoludzki spowodowałby zbyt wielkie straty w szeregach Ekspedycji. Wojska Ironforge stanęły zaś samotnie, wspierane jedynie przez nielicznych ochotników, wśród których należy wymienić Lorda Vincenta Van'thela i jego żonę Lady Tessane a także paladynów Verigera Wor'Denaya i pułkownika Ekspedycji Przymierza Silima Solarblade oraz kapłana Eleutheriusa Lightshielda.


Atak rozpoczął się od druzgoczącego ostrzału artyleryskiego, który w niedługim czasie obrócił w perzynę większość murów. Niedługo później salwa i bombardowanie z Łamacza Niebios znacznie przerzedziły oddziały Krzyżowców przy wielkiej bramie... czy też może tym, co z niej zostało. Wielki okręt powietrzny zaczął wtedy zataczać powolne koło nad twierdzą, przynosząc ogień i zgubę wrogom Ironforge gdziekolwiek się pojawił. Piechota zaś ruszyła do szturmu - główne natarcie, w którym uczestniczyli też ochotnicy Ekspedycji, ruszyło przez szczątki Wielkiej Bramy ku katedrze, zaś druga grupa piechoty - złożona z samych elitarnych oddziałów - ruszyła z zachodu pod wodzą samego Hargrima.


Krzyżowcy stawali mężny opór - wspierani byli przez swoją nieugiętą wolę i wręcz swego rodzaju szał bojowy wywołany fanatyczną wiarą w słuszność własnej sprawy. Mieli także przewagę liczebną, co nie jest powszechnym stanem rzeczy jeśli chodzi o odpierających oblężenie obrońców. Tak czy inaczej, fanatyzmowi i szaleństwu przeciwstawiła się niezachwiana determinacja i żądza zemsty. Każdy krok wojownicy Ironforge okupili krwią, ale powoli i nieubłaganie zbliżali się ku katedrze.


W tym samym czasie natarcie prowadzone przez Hargrima wbiło się - dosłownie - w koszary inkwizytorów, burząc ściany budowli z pomocą danej awatarom władzy nad kamieniem... w środku rozpoczęła się zażarta walka między kapłanami, inkwizytorami i bojowymi magami krucjaty, a najlepszymi z wojowników Ironforge. Mówi się, że sam Hargrim pokonał tego dnia jednego z szkarłatnych arcymagów, choć przypłacił to straszliwymi oparzeniami i poważnymi ranami. Ranami, które z pewnością wyłączyłyby go z dalszej walki, a może nawet kosztowały życie, gdyby nie pomoc świętobliwego kapłana Eleutheriusa Lightshielda. Dzięki mocy zesłanej starcowi przez potęgę jego wiary, Hargrim mógł ruszyć dalej do walki w imię króla i Ironforge.


Po opanowaniu budynku, strzelcy zajęli pozycje na balkonach i dachach, ostrzeliwując wojska krucjaty w głębi miasta, zaś awatarowie... przystąpili do tworzenia tunelu, który miał zabrać elitę krasnoludów wprost do podziemi katedry, zaskakując tym samym dowództwo krucjaty atakiem z dwóch stron.


Po długich i zażartych walkach główne siły krasnoludów przebiły się w końcu do katedry... pod bramami której czekał jeden z czempionów krucjaty... z propozycją pertraktacji. Jego słowa zagłuszone zostały gardłowym, pogardliwym śmiechem krasnoludzkich żołnierzy - zapłatą za śmierć Wielkiego Tana i jego oficerów, a także za wszystkie inne zbrodnie krucjaty mogła być tylko krew i śmierć. Wojska krasnoludów - wraz z Hargrimem i Dugnarem, gotowały się do ostatecznego szturmu. Większa część miasta była już wówczas obrócona w ruinę, zaś wokół gasły ostatnie ogniska oporu. Ocaleli żołnierze zgromadzili się w katedrze, czekając na ostateczny atak.


Pułkownik Silim jednakże najwyraźniej widział świat mocno odmiennie od krasnoludzkich żołnierzy - jego zdaniem, dalsza walka w sytuacji w której można by jej uniknąć, była marnotrawstwem żyć i głupotą. Ale dla krasnoludów nie było odwrotu. Nie było litości. Nie mogło być. Była tylko zemsta. Lub śmierć. Mimo tego, iż początkowo Silim zapowiadał wycofanie wszystkich ochotników, część - w tym Vincent Van'thel - nie miała najwyraźniej najmniejszego zamiaru posłuchać jego rozkazów. Ostatecznie także on sam, być może zaskoczony niezłomną determinacją krasnoludów i jego własnych podkomendnych, a może szukający po prostu bitewnej chwały, także dołączył do ostatecznego szturmu.


Kiedy krasnoludy przebiły się w końcu przez okute wrota ostatniego przyczółku krucjaty... rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Krzyżowcy rzucili do boju swoje ostatnie, doborowe oddziały - naprzeciw krasnoludom wyruszyła sama Abbendis i jej gwardia przyboczna... oraz Wielki Admirał, który okazał się... no właśnie, kim? Potężnym magiem? Czarnoksiężnikiem?... Demonem...? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że katedra aż zatrzęsła się od potęgi jego głosu - i to dwukrotnie. A z tych, których dosięgały owe słowa mocy, nierzadko nikt już się nie podnosił... tunel, z którego lada chwila wypaść miały elitarne oddziały krasnoludów, także zapadł się w tym momencie, grzebiąc większość z nich na wieczność pod powierzchnią ziemi. Sam admirał zniknął chwilę później w rozbłysku arkany... wzywając śmiałków, by odnaleźli go na Koronie Lodu, jeśli mają taką ochotę...


Co do samego Hargrima, informacje o jego działaniu i losie w czasie tego ostatecznego starcia są w najlepszym razie niezgodne ze sobą i niepełne. Część twierdzi, że stary żołnierz walczył do samego końca z niezłomna determinacją i siła, gotów by pomścić śmierć swych braci pod Ręką Tyra. Ponoć mierzył się nawet z samą Abbendis i paroma pomniejszymi oficerami. Niektórzy jednak są zdania... że stary krasnolud uległ mocy zaklęcia rzuconego przez Wielkiego Admirała i padł bez życia podobnie jak tak wielu innych... Jak było naprawdę, nie do końca wiadomo, bo w powstałym wtedy chaosie i wirze walki, mało kto chyba zwracał uwagę na pojedyncze osoby, niezależnie od tego jak obrzydliwe by nie były.


Ostatecznie, bitwa zakończyła się zwycięstwem krasnoludów, choć okupionym niezwykle ciężkimi stratami - jedynie nieco ponad połowa z żołnierzy, którzy ruszyli do boju tamtego dnia, wciąż jeszcze oddychała, a część z nich nie była już w stanie utrzymać broni. Po bitwie nie odnaleziono także ani Wielkiego Chorążego Thorvalda, ani jego ciała. Ponoć wieść ta niezwykle zasmuciła Hargrima, wiadomo bowiem, że utrzymywał z chorążym bliższe kontakty. Nowe Hearthglen zostało jednak - po dokładnym przeszukaniu i odzyskaniu skradzionych przez krucjatę przy ucieczce z Lordaronu relikwii Kościoła Światłości - zburzone do gołej ziemi. Nie pozostało nic poza prochem i paroma osmalonymi kupami kamieni. Abbendis została pojmana przez krasnoludy i ostatecznie stracona za zbrodnie swoje i swoich żołnierzy. Zemsta się dokonała. Długobrodzi mogli spocząć w pokoju.


Hargrim wrócił z Północy jeszcze bardziej ponury niż zazwyczaj, a niedługo później sprzedał za bezcen swój dom, znajdujący się na terenie Wielkiej Kuźni. Od tamtego czasu przebywał albo w karczmie u Firebrewa... albo, jak niektórzy powiadają, gdzieś wysoko w górach, polując na dzikie zwierzęta i trolle. Dlaczego? A kto go tam wie...


Czas zapłaty

Kampania na Mokradłach
DunAlgaz.png
Czas: Sierpień-Wrzesień roku 31
Miejsce: Mokradła, na północ od Dun Morogh
Wynik: całkowite rozbicie trzonu sił Smoczej Paszczy, odzyskanie twierdzy Dun Algaz
Strony konfliktu
tumb Królestwo Ironforge

tumbKrólestwo Theramore

tumbNocne Elfy

tumbKlan Smoczej Paszczy
Dowódcy
Generał Hargrim Stonehand

Wysoki Lord Vincent Van'thel
Shan'Falore Sophie Ravenoak

Wódz Nek'rosh Skullcrusher
Siły
Królestwo Ironforge: Początkowo ~600, po zdobyciu Dun Algaz ~1000 piechoty, oraz wsparcie ciężkiej artylerii, 200 jeźdźców gryfów

Królestwo Theramore: ~500 piechoty + wsparcie magów
Nocne Elfy: ~100 łuczniczek

~4500 piechoty, w tym nieliczni czarnoksiężnicy, 11 smoków, nieliczne katapulty
Straty
Królestwo Ironforge: ~150

Królestwo Theramore: ~100
Nocne Elfy: żadne

~4400, wszystkie maszyny oblężnicze, 2 smoki

Gdy Hargrim powrócił z Northrend wraz z tym, co pozostało z krasnoludzkich oddziałow, czekał już na niego kolejny królewski rozkaz - miał oczyścić północne Mokradła z orków Smoczej Paszczy i w końcu - po tylu latach od zakończenia Drugiej Wojny - odzyskać okupowana przez nich twierdzę Dun Algaz. W tym celu z Theramore przybyła armia pod dowództwem Wysokiego Lorda Vincenta Van'thela, mająca wspomóc krasnoludzkich sojuszników. Jakiś czas później dołączyły do nich także dwie setki gryfich jeźdźców z Aerie. Niedługo przed samym szturmem jednakże, generał Hargrim zniknął, tłumacząc, że musi coś zrobić dla przyjaciela... i powrócił z setką elfickich łuczniczek pod dowództwem Shan'falore Sophie Ravenoak. Wśród nich była także ta, której wielu nie uważało nawet za elfkę, a z którą, jeśli wierzyć plotkom, Hargrim utrzymywał bliższe lub dalsze, ale nadal całkiem częste kontakty - Tarranei Silverbow.


Plan Hargrima zakładał zmuszenie wojowników Smoczej Paszczy do wyjścia w pole za pomocą druzgoczącego ostrzału artyleryskiego, na który nie mieli oni czym odpowiedzieć. W tym samym czasie strzelcy w liczbie setki, prowadzeni przez Dalgrona Ironaxe'a i wspomagani przez setkę łuczniczek pod dowództwem Sophie Ravenoak, mieli ostrzelać z flanki oddziały orków, zadając im dotkliwe straty. Piechota, zarówno ta z Ironforge jak i Theramore, ustawiła się dalej - tarczownicy na przedzie, na flankach zaś topornicy. Jednym z oddziałów toporników dowodził osobiście sam Hargrim. Wraz z ogłuszającym hukiem dział rozpoczęła się bitwa...


Plan generała zadziałał doskonale. Orkowie wybiegli zza sypiących się, od dawna pozbawionych kunsztu krasnoludzkich rąk murów i ruszyli swym wrogom naprzeciw. Ostrzał, zarówno artyleryjski jak i ten prowadzony przez strzelców, elfickie łuczniczki i theramorskich magów, zadawał im olbrzymie straty z każdą minutą. Szali definitywnie nie przechyliło pojawienie się nawet dziesiątki zniewolonych czerwonych smoków, do walki z którymi natychmiast ruszyło 200 jeźdźców gryfów.


Pojawił się jeszcze jeden smok... czarny. I ten akurat zdecydował się wylądować i zmierzyć z wojskami krasnoludów oraz Theramore na ziemi. Nie wyszedł na tym zbyt dobrze - pod ostrzami tak wielkich wojowników jak Lord Vincent czy Tarranei, bestia szybko przemieniła się w zakrwawiony kawał mięsa i łusek.


Gdy orkowie dotarli w końcu do linii krasnoludów, ich wielka horda była tylko odległym wspomnieniem. Szybko zostali rozbici, co jeszcze ułatwił manewr oskrzydlający zastosowany przez krasnoludzkich toporników pod wodzą Hargrima. Największe straty odnieśli jeźdźcy gryfów, mierzący się w powietrzu ze smokami - które swoją drogą zniknęły bez śladu w środku bitwy...


Niedługo po zakończeniu bitwy wojska Ironforge i Theramore wkroczyły na teren samej twierdzy Dun Algaz, zagłębiając się w spowijające podziemną fortece ciemności... elfickie łuczniczki pozostały na zewnątrz by pilnować obozów, a także z powodu niskiej użyteczności łuku w wąskich korytarzach krasnoludzkich podziemi. Warto jednak wspomnieć o przypadku Tarranei Silverbow, która wraz z krasnoludami i ich ludzkimi sojusznikami również udała się do wnętrza twierdzy.


A tam czekały na nich pułapki i potężna, choć może na pozór niegroźna magia. Ulegając jednej z potężnych klątw, część śmiałków, w tym Dalgron Ironaxe, Tarranei Silverbow i sam Hargrim, przemieniła się w zwierzęta... i to niespecjalnie groźne, bo były wśród nich między innymi kury, jeże i wiewiórki... Magowie z Theramore, po wielu próbach zniesienia zaklęcia, byli w końcu zmuszeni przeteleportować zaklętych do wieży magów w samym Theramore, gdzie po długim czasie zdjęto z nich w końcu zaklęcie. Rzekomo to właśnie wtedy strzelec Dalgron Ironaxe obraził jednego z theramorskich magów - które to wydarzenie miało mieć dalekosiężne skutki polityczne.


Na skutek tego wydarzenia Theramore wycofało bowiem z frontu wszystkich swoich żołnierzy i magów. Siły Nocnych Elfów także powróciły na Kalimdor, choć głównie z konieczności obrony swych własnych ziem jak i z powodu faktu, że krasnoludy mogły już bez najmniejszego problemu poradzić sobie bez nich z niedobitkami orków. Tarranei Silverbow nie wróciła jednak od razu z resztą swych sióstr i pozostała by razem z krasnoludami spenetrować do końca wnętrze Dun Algaz.


Tak też się stało i choć część tych, którzy zagłębili się w podziemne korytarze, nigdy już zeń nie wyszła, ostatecznie Dun Algaz zostało odzyskane, odbudowane i solidnie obsadzone przez liczący pięciuset żołnierzy bitny garnizon. Z Ironforge nadeszły bowiem posiłki w liczbie dziewięciuset żołnierzy piechoty, które posłużyć miały do całkowitego rozbicia sił Smoczej Paszczy w decydującej bitwie pod Angerfang, gdzie, jak wierzono, ukrywa się wódz Nek'rosh Skullcrusher. Po odzyskaniu Dun Algaz Tarranei również powróciła do swej własnej ojczyzny, a wojska krasnoludów, z Hargrimem na czele, pomaszerowały na Angerfang.


Tak jak poprzednia - również i ta bitwa rozpoczęła się od druzgoczącego ostrzału... który trwał i trwał, nieprzerwany przez długie minuty... w końcu z obozu wybiegła setka wojowników... którzy po przebiegnięciu zaledwie kilkudziesięciu kroków zostali wystrzelani co do jednego przez skoordynowane salwy krasnoludzkich strzelców. Nawet pojawienie się trzech zniewolonych smoków nie mogło ocalić klanu Smoczej Paszczy - dwa uciekły gdy zabito ich jeźdźców, trzeci zaś, jak powiadają, został zdekapitowany dwoma potężnymi ciosami hargrimowego topora.


Gdy opadł dym i kurz, a Hargrim wraz z setką żołnierzy wkroczył do ruin obozu orków, okazało się że znaczna ich większość zginęła na skutek ostrzału, nie mając nawet czasu na reakcje. Pozostał jedynie sam Wódz Nek'rosh, jego gwardia przyboczna i nieliczni warlockowie. Wywiązała się krótka, choć niezwykle zażarta walka, w czasie której orkowie - poza Nek'roshem - zostali wyrżnięci do nogi, zaś oddział krasnoludów poniósł dotkliwe straty. Ostatecznie, wódz Nek'rosh uciekł, zapowiadając Stonehandowi srogą zemstę we krwi krasnoludzkich niewiast i dzieci.


Kampania na Mokradłach zakończyła się miażdżącym i bezdyskusyjnym zwycięstwem krasnoludów i ich sojuszników - klan Smoczej Paszczy stracił przeszło cztery tysiące wojowników, w tym wielu weteranów, większość sprzętu oblężniczego i co najważniejsze - silną pozycję jaką była umocniona twierdza Dun Algaz. Wódz Nek'rosh uciekł gdzieś w góry z resztkami wojowników, zapewne planując zemstę, ale w ogólnym rozrachunku problem orków został szybko i krwawo rozwiązany.


Co interesujące... po bitwie w Angerfang odnaleziono ciało niejakiego Argavara Dantilena, który rzekomo dowodzić miał oddziałem strzelców... co jednak zaskakujące - owy Argavar nie był wówczas częścią wojsk Ironforge - przeciwnie wręcz, figurował w dokumentacji jako osoba, która odeszła ze służby. Tak czy inaczej - jego ciało przyniósł spowrotem do Ironforge sam generał. O co w tym wszystkim chodziło? Większość nie ma nawet najmniejszego pojęcia...


Koszmar

Po zwycięstwie nad klanem Smoczej Paszczy, krasnoludzka armia powróciła do Dun Morogh... i dobrze, jako, że wkrótce miała się okazać potrzebna. Październik roku 31 nie będzie bowiem dobrze wspominany przez nikogo, może prócz szaleńców, których wizje okazały się wtedy prawdziwsze niż rozpaczliwe wierzenia wszystkich uważających się za "normalnych". Właśnie wtedy Koszmar uderzył na Azeroth, w tym także na ziemie Khaz'Modan, przede wszystkim Loch Modan - zamykając tamtejsze zalesione ziemie i wszystkich ich mieszkańców w uścisku szaleństwa i śmierci.


Problem Koszmaru był czymś znacznie istotniejszym niż tylko sprawą Khaz'Modan. Niedługo pod bramami Ironforge zjawiła się wręcz cała armia śmiałków mających uporać się z tym zagrożeniem... z których nie wszyscy byli częścią Przymierza, ani nawet humanoidami. Podobno dało się słyszeć, jak Hargrim mówił potem, że w gruncie rzeczy "niektórzy z 'sojuszników' byli prawdopodobnie gorszym ścierwem niż wrogowie". Tak czy inaczej - Hargrim nie miał właściwie wyjścia, jego obowiązkiem i powinnością było wyruszenie naprzeciw zagrożeniu nękającemu jego ojczyznę. Tak też się stało.


I chociaż nie można powiedzieć zbyt wiele o udziale starego krasnoluda w batalii rozegranej w Loch Modan, gdzie stal i determinacja nieraz ulec musiała przed potęgą arkany i innych, jeszcze mniej zrozumiałych dla przeciętnego krasnoluda sił, pewnym jest, że Hargrim stanął naprzeciw wszystkiego, co Koszmar rzucił przeciwko śmiałkom tamtego dnia i nie tylko nie został unicestwiony, ale także uniknął obłędu, czego wielu innych nie może powiedzieć o sobie...


Niezależnie od tego, tamte wydarzenia były niewątpliwie tragiczne - ogromne straty, zwłaszcza wśród cywilnej ludności Loch Modan, ale także wśród mieszkańców Ironforge i samych żołnierzy, na zawsze zapiszą ten dzień jako jeden z najmroczniejszych w historii całego Khaz'Modan.


Wyprawy Ligi Odkrywców

Mimo wydarzeń, jakie rozegrały się w Loch Modan, Hargrim pozostał gotowy do służby swym rodakom - nie tylko jako żołnierz, ale także jako towarzysz. Ktoś mógłby zapewne powiedzieć - co to za towarzysz, który wygląda jakby przygniotła go Korona Lodu (trzy razy) i odzywa się właściwie tylko wtedy gdy ktoś zwróci się bezpośrednio do niego, a nawet wtedy są to odpowiedzi mrukliwe, ponure i pozbawione entuzjazmu? Rozsądne pytanie, z tym, że zawsze przyda się ktoś, kto nawet jeśli nie występuje oficjalnie jako żołnierz w danym momencie, nosi zawsze trzy sztuki broni i pełną zbroję płytową.


Z tego właśnie powodu Hargrim bez większego problemu dołączył do dwóch kolejnych ekspedycji Ligii Odkrywców - niektórzy powiadają, że zrobił to właściwie tylko dlatego, by zmierzyć się z wyzwaniami czyhającymi po drodze, choć inni mówią, że nawet komuś takiemu jak on nie można odmówić żyłki odkrywcy obecnej w każdym krasnoludzie. Co dokładnie działo się podczas tych wypraw, nie wiadomo, bowiem sprawa nie była tak szeroko znana w przeciwieństwie do większości wielkich bitew, w których Hargrim brał udział.


Tym niemniej, dowiedzieć się można, że śmiałkowie mierzyli się między innymi z nagami, szalonymi gnomami, całymi plemionami ogrów, rabusiami tytańskich ruin, a także z ogromnym morskim krakenem. Ta ostatnia informacja znalazła zresztą potwierdzenie po powrocie Hargrima - jego stara, wielokrotnie naprawiana, powyginana zbroja (nosząca, wśród ciekawszych ozdobników, między innymi odcisk... pięści... na napierśniku) spoczęła na dnie oceanu. Topór został najwyraźniej odzyskany, przez, jak mówi sam Hargrim Dugnara Ognistobrodego, Thibble'a Rechota i... ciemnoskórego krasnoluda Yorri'ghana Grimshadowa.


Ostatecznie ekspedycje doprowadziły między innymi do odzyskania kilku niezwykle cennych ksiąg, które spoczęły w archiwach Ligii... a także do odnalezienia prawdziwych wrót do Uldum, starożytnego miasta Tytanów, nierozerwalnie związanego z początkiem rasy krasnoludów. Ku zapewne rozczarowaniu wielu, ekspedycja do wnętrza nie rozpoczęła się od razu, a liczne przesłanki wskazują, że nie rozpocznie się jeszcze długo...


O Zakonie, rekrutach i krasnoludzkich ghulach

Pod koniec roku Hargrim udał się, wraz z większą grupą swoich pobratymców, na Północ, do Wintergarde. Ponoć uczynił to przede wszystkim za namową swojego przyjaciela, Lorda Vincenta Van'thela, choć niektórzy sądzą, że miał też własne powody. W samym Wintergarde szybko stał się zarówno stałym bywalcem placu treningowego, jak i swego rodzaju postrachem miejscowych rekrutów. Zawsze znikał jednak nocami, w sobie tylko znajomych celach, gdzieś poza murami twierdzy.


Regularnym gromieniem tej "abominacji" w boju na placu treningowym zajmował się nie kto inny jak właśnie Vincent Van'thel. Jednakże, z powodu odległości od frontu, czas musiał mijać staremu krasnoludowi niezwykle powoli - jedynym donioślejszym wydarzeniem w którym brał udział, była pomoc Zakonowi Srebrnej Ręki w uratowaniu córki jednego z oficerów Ekspedycji Przymierza.


Gdy zaś większość przebywających w twierdzy Wintergarde przeniosła się do obozu w K3, tam również podążył Stonehand, choć nadal nie widać było jego wyraźnego wkładu w cokolwiek na terenie placówki, prócz napędzania strachu rekrutom i wprawiania w wątpliwość medyków. Pewnego dnia, po rozmowie z Van'thelem, stary krasnolud zwyczajnie... zniknął i to na czas tak długi, iż niektórzy założyli pewnie, że ostatecznie pożegnał się z życiem...

Rok 2532 (2012)

Obrzydliwy i bestia

Obrazek autorstwa Imiennika. Prawda czy mit?

A tymczasem kolejne informacje o tym starym krasnoludzie i miejscu jego pobytu w tamtym okresie można było otrzymać nie gdzie indziej... a w Ashenvale, gdzie Hargrim od dawien dawna udawał się na swoje "urlopy". Wtedy jednak z pewnością nie przybył by "wypocząć". Plotki i podania miejscowej ludności są bowiem zgodne co do jednego : stary krasnolud przywlókł ze sobą... ciało. Będące, zgodnie z jego własnymi słowami, doczesnymi szczątkami Tarranei Silverbow... choć mało kto potrafił w to uwierzyć. Bestia miała bowiem około trzech metrów wzrostu, była niewiarygodnie wręcz umięśniona i prawdopodobnie... martwa od dłuższego czasu, jeszcze zanim przyniesiono ją do Ashenvale. Ponadto, rzekoma była Strażniczka... miała kły i pazury nie ustępujące niczym tym posiadanym przez najstraszliwsze drapieżniki, a nawet je przewyższające - były bowiem wykonane z metalu... podobnie jak szkielet istoty. Ciało Tarranei, jeśli to rzeczywiście była ona, nosiło wyraźne ślady niedawnej - ostatniej - walki - brakowało jej prawej dłoni, szczęka odsłaniała w niektórych miejscach metaliczną powierzchnię... zaś głowa była niemal odrąbana od korpusu i trzymała się jedynie na wąskim skrawku przegniłej skóry...


Jeśli zaś o ranach mowa, Hargrim też wyglądał dużo gorzej niż go zapamiętano, choć większości zapewne nie mieściło się to w głowie. Wszystko poza tymi paroma suchymi faktami mogłoby być zapewne - i kto wie, być może było - przedmiotem ożywionej spekulacji. Niektórzy twierdzą bowiem, że to właśnie krasnolud zakończył istnienie tego, czym stała się Silverbow. Z drugiej strony, większość jest też zgodna, że to właśnie on głośno obstawał przy tym, by z ciało zostało potraktowane z szacunkiem i w zgodzie ze wszystkimi zwyczajami. Nie wahał się ponoć używać przy tych żądaniach tonu, który w niektórych okolicznościach mógłby poskutkować strzałą w oku. Ponoć to także za jego prośbą czekano z całym obrządkiem na Anluani Silentblade która była przecież, przynajmniej w oczach samego Hargrima, blisko związana z Tarranei.


A czekano długo, choć zapewne niechętnie - większość elfów zdawała się chcieć zakończyć tę sprawę jak najszybciej. Dni zamieniły się w tygodnie a w końcu tygodnie w miesiące... Hargrim również czekał. Bez słowa ponaglenia czy irytacji. Na zdumione spojrzenia i rzucane półgębkiem uwagi odpowiadał, że "jest jej to winien" i że "to jego obowiązek". Początkowo całymi godzinami, czy nawet dniami, stał nad ciałem poległej, niczym niemy, posępny strażnik. Kolejne dni spędzał w opinii wielu dość bezproduktywnie - albo strugając coś w drewnie, albo ćwicząc z bronią, albo - najczęściej - wpatrując się godzinami w toń jeziora okalającego osadę Astranaar. Stał się tam widokiem chyba tak częstym, że większość uznawała go zapewne za jakiś nadbrzeżny kamień...


Tak czy inaczej, czas w końcu nadszedł. Ułożono stos pogrzebowy, zaś ciało spłonęło. Tarranei Silverbow stała się tylko wspomnieniem. Ale czy na pewno? Niektórzy powiadają, że jej niespokojny, umęczony duch wciąż krąży po Azeroth, łaknąc odwetu na wszystkich tych, którzy ją skrzywdzili - podobno nawet widziano go jak ulatywał z płonącego ciała, obrzucając przekleństwami tego, kto stanął mu na drodze do upragnionej zemsty... Tak czy inaczej, Hargrim strawił już dość czasu. Niezależnie od wszystkiego, musiał powrócić tam skąd przyszedł, powrócić do swej służby i niewypełnionych obowiązków. Jeśli stary krasnolud zyskał cokolwiek prócz kolejnego ciężaru zalegającego mu na duchu, był to miecz dawnej znajomej, wykonany zresztą na jej zamówienie przez Verbega. Przed powrotem Hargrim zabrał go bowiem ze sobą, twierdząc, że to, co wykonały krasnoludzkie ręce, powinno ostatecznie do nich powrócić... Ciężko jednak uwierzyć, by generał naprawdę zamierzał się nim posługiwać...


Błękitne złoto

Po powrocie z Ashenvale, stary krasnolud raz jeszcze udał się na Północ - wciąż miał tam coś do załatwienia. Na prośbę bowiem Vincenta Van'thela udał się wraz z nim, oraz wieloma swoimi krewniakami, w tym Ghardimem Gromobrodym, Dugnarem Ognistobrodym, Thorvaldem Thundererem i innymi, na poszukiwanie złóż kobaltu.


Nie była to wyprawa w żaden sposób oficjalna, więc informacje o niej są ograniczone, wiadomo jednak, że podróżnicy rozprawili się między innymi z olbrzymim Wendigo w kopalniach fortu Wildervar, oraz paroma ożywionymi Vrykulami pod jednym z zaginionych obozowisk Ligi Odkrywców... gdzie znaleziono też spore złoża kobaltu, mającego w przyszłości posłużyć do wyrobu zbroi komfortowych w użytku na mrozie - w szczególności dla ludzkich żołnierzy.


Zabrano się więc do pracy - niewątpliwą pomocą okazali się tutaj górnicy Bractwa Żelaza - i główny szyb został otwarty w rekordowym tempie. Hargrim spędził w kopalni kilka dni - dobrych dni, pełnych "starej, dobrej harówki", jak sam powiadał - po czym powrócił do Khaz'Modan, gdzie czekało go nic innego, jak kolejna bitwa...


Upadek Chorążego

Bitwa o Brewnall
Brewnall.png
Czas: Luty roku 32
Miejsce: Brewnall, zachodnie Dun Morogh
Wynik: zniszczenie większości zabudowy Brewnall, ostateczne zwycięstwo wojsk Ironforge
Strony konfliktu
tumb Królestwo Ironforge tumb Lodowe Trolle
Dowódcy
Generał Hargrim Stonehand

Wielki Chorąży Thorvald Thunderer
Sierżant Dugnar Ognistobrody
Ghardim Gromobrody
Thibble Rechot
Prospektor Sylom

Nieznany z imienia wódz trolli
Siły
200 członków milicji, 20 weteranów. Po przybyciu posiłków dodatkowe kilkaset zawodowych żołnierzy. ~500 trolli, 3 katapulty
Straty
Wielki Chorąży Thorvald Thunderer 168 członków milicji, 10 weteranów ~450 trolli wraz z wodzem, 3 katapulty

Wiele jest rzeczy względnych na tym świecie. Różnie można definiować pojęcia takie jak honor, sprawiedliwość czy miłość. Można jednak być pewnym, że Lodowe Trolle nienawidzą krasnoludów z Ironforge. Nienawidzą ich nienawiścią wykutą w ogniu bitwy, w cierpieniu i krwi. Nikogo wśród mieszkańców Khaz'Modan nie dziwią więc nieustanne potyczki, znikające sporadycznie patrole czy jakieś pomniejsze starcia między krasnoludami i trollami. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co nastąpić miało w początkach roku 32.


Już na kilka tygodni przed samą bitwą dostrzeżono szczególne poruszenie wśród trolli - znikała większa niż zazwyczaj liczba karawan, na ośnieżonych szczytach widać było tajemnicze światła zaś trollowe plemiona wyraźnie się zbierały. Zresztą to właśnie w celu zbadania tego niezwykłego poruszenia wysłano oddział Gwardii Khaz'Modan, wraz z Hargrimem. Ogółowi nie jest dokładnie wiadomo, co ów oddział odkrył w czasie śledztwa - wiadomo jednak, że w końcu przybył do miasteczka Brewnall w sobie tylko znanym celu... niedługo przed samym atakiem.


Podjęto kilka błyskawicznych decyzji - Dugnar Ognistobrody za pomocą swej runicznej magii udał się do Ironforge, gdzie natychmiast podjęto przygotowania do wymarszu w stronę Brewnall. Stary sierżant powrócił przy tym z dwudziestką uzbrojonych po zęby weteranów wojennych, których pomoc miała się później okazać nieoceniona w bitwie. W samym Brewnall rozpoczęto przygotowania do obrony - milicja miejska została powołana pod broń, wznoszono prowizoryczne szańce i barykady, zaś Thibble Rechot rozmieścił wokół osady ładunki wybuchowe. Wszyscy cywile znaleźli schronienie w podziemiach miejskiej karczmy - dziwnym trafem będącej najsolidniejszym budynkiem w krasnoludzkiej osadzie. Nie mógł on jednak pomieścić wszystkich - zresztą ograniczenie obrony do jednego budynku byłoby zgubne, bowiem mógłby on zostać łatwo otoczony i podpalony lub zburzony. Obrońcy zdeterminowani byli więc utrzymać swoje pozycje i bronić niezdolnych do walki aż do czasu przybycia posiłków.


Ostatecznie więc ustalono linię obrony następująco - frontalnemu natarciu trolli czoła stawili Hargrim i Thorvald Thunderer, na prawej flance stanęli obrońcy pod wodzą Ghardima Gromobrodego zaś lewej flanki strzegł Dugnar Ognistobrody wraz ze swymi znajomymi weteranami. Całości dopełniały dwa oddziały strzelców pod wodzą Syloma i Thibble'a. Niedługo później nadeszła armia trolli... która zadziwiła obrońców już na samym początku - miast ruszyć w bojowym szale naprzód, trolle zatrzymały się i rozpoczęły ostrzał z katapult, zdecydowane zmienić Brewnall w kupę gruzu, zaś obrońców w krwawą miazgę.


Obrońcy Brewnall nie posiadali odpowiednich ilości broni zasięgowej, by godnie odpowiedzieć na ten ostrzał - przyniósł on więc spore straty, szczególnie wśród zabudowań, z których wiele runęło. Straty wśród krasnoludów były mniejsze, ale nawet bardziej dotkliwe: wróg dysponował przewagą liczebną, a każdy poległy obrońca jeszcze zwiększał dysproporcję sił. Ostatecznie jednak, katapulty zostały zniszczone kombinacją magii, inżynierii i danej krasnoludom władzy nad kamieniem. Trolle, pod gradem krasnoludzkich kul, ruszyły do szturmu... tylko po to, by wpaść na ładunki pozostawione przez Thibble'a. Ich zdetonowanie położyło kres żywotom wielu z atakujących, reszta jednak nieustępliwie parła naprzód.


Trolle napotkały zażarty, nieustępliwy opór obrońców - to, co w przypadku mniej zdeterminowanego przeciwnika zamienić się mogło w błyskawiczne zwycięstwo atakujących, przerodziło się w wielogodzinną bitwę. Mimo iż w pierwszej chwili wydawało się, że centrum padnie jako pierwsze - tam impet natarcia był największy - z czasem sytuacja unormowała sie, nie bez wpływu heroicznego przykładu dowódców. Thorvald, Dugnar, Sylom, Ghardim, Thibble czy wreszcie sam Hargrim - ich skuteczność w boju i nieustraszona postawa były tym, co powstrzymywało naprędce zebrane siły obrońców przed pójściem w rozsypkę. Walka trwała.


Centrum trzymało się twardo, podobnie jak lewa flanka - stojący na niej weterani Wielkich Wojen okazali się twardym orzechem do zgryzienia dla atakujących. Najgorzej sytuacja wyglądała na prawej flance, dowodzonej przez Ghardima Gromobrodego. Nie ustawano w wysiłkach by powstrzymać napływ atakujących, jednak trolle nieubłaganie zdobywały przewagę. Ostatecznie na prawą flankę przedostał się Thorvald Thunderer wraz z garstką zbrojnych. Ich przybycie jednak jedynie opóźniło nieuniknione - wtedy właśnie do walki włączył się sam wódz trolli i jego gwardia przyboczna - wszyscy uzbrojeni w broń doskonałej jakości... w krasnoludzką broń, zapewne wykradzioną z któregoś z transportów. Żołnierze Ghardima poszli w rozsypkę, zaś siły trolli przebiły się do centrum miasteczka. Obrońcom zajrzała w oczy groźba okrążenia - zabrzmiał więc rozkaz do odwrotu w kierunku centrum.


Kolejne wydarzenia potoczyły się lawinowo - resztki obrońców prawej flanki zostały niemal wyrżnięte w pień przez trollową gwardię, zaś chwilę później sam Wielki Chorąży, dotychczas toczący zaciekły bój z otaczającymi go zewsząd wrogami, padł zdekapitowany na ziemię po potężnym ciosie trollowego przywódcy. Sam jednak zadał mu przedtem dotkliwe rany - które w połączeniu z ciosami Ghardima i pociskami Syloma przyniosły w koncu wodzowi trolli śmierć.


Widzac to, Hargrim z rykiem wściekłości porwał upadajacy sztandar Ironforge, w drugą rękę chwycił swój ogromny topór i ruszył do boju mimo iż jeszcze chwile wcześniej sam nakazywał odwrót. Ten swoisty szał bojowy, ta furia która zapłonęła we wnętrzu starego generała, dały resztkom sił krasnoludów czas na wycofanie się w kierunku karczmy. Jako ostatni cofneli się - zgodnie z tradycją - sami dowódcy, a w końcu także i Hargrim. Ciało i broń Wielkiego Chorążego zostały zniesione z pola przez Ghardima Gromobrodego.


Z ponad dwustu obrońców żywymi pozostało nie wiecej niż pięćdziesięciu, z których większość nie była już w stanie ustać na nogach. Mimo iż trolle poniosły spore straty - w walkach zginęła około połowa z nich - to w podziemiach Brewnallskiej karczmy kryły sie głównie kobiety, starcy i dzieci, które nie stanowiły dla oblegajacych większego zagrożenia. Ostatnią nadzieją Brewnall było oczekiwane wsparcie... które nadeszło akurat w chwili gdy trolle szykowały się do ostatniego szturmu. Trzecia brygada pancerna, z rykiem silników i hukiem bomb wbiła się w trolle, wyrzynając większość z nich, a resztę zmuszając do ucieczki. Bitwa była skończona.


Ostatecznie, mimo wszystko, jej bilans ułożył się korzystnie dla krasnoludów - choć runeła większość budynków Brewnall, nie zginął ani jeden z cywili, zaś straty trolli ponad dwukrotnie przewyższały te odniesione przez dzieci Tytanów. Przede wszystkim jednak - ten pokaz siły i determinacji, ten przykład niezachwianej obrony z pewnością na dłuższy czas zniechęcił lodowe trolle z Dun Morogh do większych działań skierowanych przeciw krasnoludom.


Najdotkliwszą stratą, zarówno dla Ironforge jak i dla samego Hargrima, była z pewnością śmierć Thorvalda Thunderera - ten stary wteren wielu bitew, niosący sztandar Ironforge w ogień najcięższych walk, był przykładem i inspiracją dla wielu... a dla generała, jak powiadają, był przyjacielem. Ponoć jednym z ostatnich. Stary weteran podobno osobiście przeniósł ciało krasnoluda do Dun Baldar w Alterac, gdzie zostało pochowane ze wszystkimi honorami. Nad grobem stanął ozdobny nagrobek, wykonany rękami samego Hargrima.


Jedno jest pewne - ci, ktorzy z takim poświęceniem walczyli w obronie swych pobratymców, ci którzy bez wahania oddali życie w imię honoru, swego króla i królestwa z pewnością zostaną zapamiętani. Tak jak powinno być.


Śmierć i rozkład

Mimo pozornego spokoju w Królestwie Ironforge, nie trzeba było długo czekać na kolejne rewelacje. Już w marcu tamtego roku, do stolicy doszły wieści z Mokradeł. Plotki o upiornych jękach i zawodzeniu, tajemniczych światłach pośród bagien, o... żywych trupach... wzbudziły w Ironforge poruszenie tak duże, żę na Mokradła wysłano oddział pod wodzą Generała Stonehanda, który miał zbadać tę sprawę. W jego skład wchodzili między innymi sierżanci Khoghar i Ghardim Gromobrody.


Szczegóły działań królewskiej Gwardii nie są znane, ale stoczono przynajmniej jedną bitwę z ożywionymi trupami - w okolicach jednej z farm na północnym zachodzie. Zakończyła się ona zwycięstwem krasnoludów, niedługo potem jednak, podczas, zdawałoby się, rutynowej i całkowicie zwyczajnej wyprawy wgłąb bagien... oddział zaginął na długie tygodnie. Spekulowano już nawet, że stary Stonehand (wreszcie!) pożegnał się z życiem, przy okazji pociągając za sobą resztę swoich towarzyszy. Gwardziści jednak pojawili się znów równie niespodziewanie, jak zniknęli - i przybyli do Ironforge niosąc wieści o zażegnaniu problemu. Nikt nie wie, co naprawdę działo się przez - w końcu dość długi - czas nieobecności Gwardzistów, acz prawdą jest, że nie słyszano już od tego czasu, aby nieumarli niepokoili kogokolwiek w tamtym regionie. Wzmocnione straże przy cmentarzach były jedynym świadectwem niegdysiejszej obecności żywych trupów na Mokradłach.


Dzieci Księżyca i Dziecię Kamienia - po raz kolejny

Podczas gdy w Khaz'Modan sierżant Khoghar przygotowywał (dość mozolnie i powoli zresztą) zwiadowców do przeczesania regionu Złych Ziem przed ich późniejszym wyzwoleniem, Hargrim, swoim zwyczajem, zniknął, najwyraźniej uznając się za zbędnego w obliczu zwiadu, rekonesansu i innych, tak odległych mu dziedzin.


A pojawił się na ziemiach Nocnych Elfów, co już zapewne nawet nie dziwiło ich mieszkańców. Zdziwić ich za to mogły słowa krasnoluda, wedle których przybył na prośbę samego Slana Windstraya, znanego barda i zaufanego pomocnika Strażniczek, z którym, jak powiadają, łączyła go bliższa znajomość. Przed udaniem się do Maraudonu, krasnolud wspomógł jeszcze, ponoć za namową Anluani, nocne elfy w zakończeniu problemów na Mrocznym Brzegu. Nie wykazał się co prawda niczym szczególnym, ale tak czy inaczej zapewne został zapamiętany, choćby z powodu faktu, iż był jedynym nie-elfem w towarzystwie i zdecydowanie najbardziej odpychającym jego członkiem.


Później krasnolud udał się, zgodnie z zapowiedziami, na południe, by tam udzielić elfom wsparcia w czasie wyprawy do Maraudonu. Tam też walczył, nie szczędząc sił, potu i krwi, również będąc jedynym spoza ludu Dzieci Gwiazd. Czuł się zresztą wyraźnie lepiej od innych w podziemiach, które przecież były mu naturalnie bliskie - przekładało się to na jego sprawność w boju. Nawet ta jednak nie pozwoliła mu uniknąć poważniejszych ran w późniejszym etapie podróży. Hargrim, ku zapewne własnemu szczeremu ubolewaniu - nie stał u boku elfów podczas ostatniej walki. Jak mówił, jego obowiązki i służba Królestwu wezwały go do powrotu, co też niezwłocznie uczynił... podobno korzystając, dzięki pomocy Maivena Moonstorma, z druidycznej magii. Niektórych zapewne aż dziw bierze, gdy tak na zimno przeanalizować znajomości Hargrima wśród elfów - Strażniczki, druidzi, ponoć nawet parę kapłanek... Jak na kogoś bez twarzy, jest zaiste bardzo światowy!


Złamany Kieł

Bitwa w Dolinie Kła
Wyzwalanie Badlands (Inwazja na Badlands)
BitwaKiel.jpg
Czas: 12.05.2012 (32 rok)
Miejsce: Badlands, Dolina Kła
Wynik: Zwycięstwo Armii Khaz Modan
Strony konfliktu
tumb Królestwo Ironforge tumb Ogrze szczepy
Dowódcy
Hargrim Stonehand (formalnie) / inni oficerowie w polu Nieznani
Siły
~500 krasnoludów, 5 żyrokopterów, 12 czołgów, 20 moździerzy. ~300 ogrów.
Straty
~70 krasnoludów, 2 żyrokoptery, 5 czołgów. Całkowite

Po powrocie do Khaz'Modan, Hargrim natychmiast objął dowództwo nad oddziałami mającymi wyruszyć na Złe Ziemie i odzyskać je w ku chwale Ironforge. Zadaniem królewskich żołnierzy było przede wszystkim zabezpieczyć wrota Uldamanu, rozpocząć odbudowę dawnej twierdzy Ciemnego Żelaza - Angor - i zgnieść w zarodku wszelki opór, jaki wrogowie Królestwa mogliby im stawić.


A wspomniany opór stawiały przede wszystkim zjednoczone plemiona ogrów, które pod przywództwem trójki wodzów i trójki czarowników zebrały się w dolinie na południowym wschodzie. Z rozkazu króla, Hargrim miał zebrać elitarny oddział wojowników i korzystając z niewielkiej górskiej ścieżki zlikwidować dowództwo ogrów, tym samym sprowadzając chaos wśród ich zebrane naprędce wojska. Tak też się stało.


Armia krasnoludów tymczasem ruszyła w stronę pozycji ogrów. Otrzymała wyraźne rozkazy, aby nie ruszać do szturmu, a jedynie ostrzeliwać wroga tak długo, aż zdecyduje się wyjść im naprzeciw lub zostanie zdziesiątkowany. Początkowo tak właśnie było - ogry ruszyły do ataku. Chwilę później jednak rzuciły się do - jak się zdawało - panicznej ucieczki... a krasnoludzcy żołnierze, wbrew rozkazom dowódcy, podążyli za nimi, najwyraźniej licząc na łatwe zwycięstwo. Okazało się jednakże, że był to zupełnie niespodziewany fortel ze strony ogrów, które zamierzały wciągnąć krasnoludy do wąwozu, by tam zniwelować ich przewagę liczebną, a jednocześnie maksymalnie wykorzystać własną - to znaczy wzrostu i siły fizycznej. Poza tym - kanion najeżony był dziesiątkami magicznych i konwencjonalnych pułapek, zaś czarownicy ogrów - wspierani przez rytuał prowadzony przez przywódców - zadawali krasnoludom spore straty z każdą minutą. Kto wie, jak potoczyłyby się losy bitwy, gdyby nie Hargrim i oddział pod jego dowództwem, który w kluczowym momencie zlikwidował ogrzych magów oraz wodzów. Pozbawione przewodnictwa ogry stały się łatwym celem. Bitwa zakończyła się - przynajmniej formalnie - zwycięstwem krasnoludów.


Było to jednak zwycięstwo niezwykle kosztowne - nikt, a już z pewnością sam Hargrim albo król, nie spodziewał się aż tak wielkich strat. W środowisku wojskowych rozgorzała potem masa dyskusji, mająca rozstrzygnąć tę sprawę i jednoznacznie wskazać winnego. Większość była zgodna, że Hargrim nie mógł być odpowiedzialny, skoro król wyznaczył mu zadanie poza polem bitwy, a on sam zostawił wyraźne instrukcje. Niektórzy jednak byli zdania, że generał nie posiada odpowiedniego autorytetu ani charyzmy by dowodzić armią. Król zdawał się nie podzielać tych obaw. Tak czy inaczej, zagrożenie ze strony ogrów zostało zażegnane, a większa część Złych Ziem wróciła pod kontrolę krasnoludów.


Z kamienia powstałeś... w kamień się obrócisz?

Kolejnym zadaniem Hargrima - i wojsk Khaz'Modan - było zabezpieczenie starożytnego miasta Uldaman. Niewiele wiadomo o wyprawie do tego ogromnego, podziemnego kompleksu, prócz tego, że ostatecznie zakończyła się sukcesem - ku niewysłowionej radości członków Ligi Odkrywców. Wiadomo jednak również parę innych, nieco bardziej intrygujących rzeczy - między innymi to, że krasnoludom towarzyszyli w wyprawie wysłannicy Dalaranu w osobie arcymaga Daranka Axeljinka i Tuathy. Wiadomo także, że wojska Ironforge napotkały we wnętrzu opór... ze strony resztek Ciemnego Żelaza. Co jednak było naprawdę zaskakujące dla wielu, to nie obecność niegdysiejszych niewolników Ragnarosa... a ich postawa w obliczu ostatniej walki i jej późniejsza ocena przez generała Stonehanda. Jeśli wierzyć podaniom, żołnierze Shadowforge walczyli z niezwykłą dla ich rodzaju nieustępliwością i odwagą, do tego nie używając nawet magii! W obliczu takiego ducha walki, Hargrim rozkazał wypuścić na wolność pozostałych przy życiu - wiedział najwyraźniej, że Ciemne Żelazo nie zapłaci okupu za szeregowych żołnierzy, mordowanie bezbronnych było zaś tak dalekie od jego kodeksu postępowania, jak to tylko możliwe. Tak czy inaczej - tym czynem stary krasnolud zadał kłam plotkom, jakoby nie był w stanie wykrzesać z siebie litości czy szacunku dla wrogów Królestwa i był niczym więcej jak tylko skrwawionym toporem w ręku swego króla, bezmyślną maszyną do zabijania. Fama głosi, że wieść o wydarzeniach w Uldaman w szczególną konsternację wprawiła Moirę, córkę króla Magniego i wdowę po nikim innym, jak po Imperatorze Ciemnego Żelaza, władcy Shadowforge, Dagranie Thaurissanie...


Ostatni front

Wraz z przejęciem kolebki krasnoludzkiej rasy - starożytnego miasta Uldaman - oraz odbudowaniem i obsadzeniem twierdzy Angor, działania krasnoludów na Złych Ziemiach dobiegły końca - podobnie jak cała dowodzona przez Hargrima kampania, mająca na celu oczyścić ziemie Królestwa i zabezpieczyć jego granice. Dun Morogh, Loch Modan, Mokradła i wschodnia część południowych pustkowi znajdowały się teraz pod pewnym i właściwie niepodzielnym panowaniem Miedziobrodych, po raz pierwszy od dziesięcioleci. Wrogowie Ironforge ujrzeli potęgę synów Tytanów i zmuszeni byli pierzchnąć lub paść przed nią na kolana. Był to z pewnością powód do radości dla wielu, ale - paradoksalnie - niekoniecznie dla samego generała.


Hargrim był już bowiem w owym czasie osobą znaną z raczej pesymistycznego podejścia do rzeczywistości i mocno aspołecznej postawy. Nie widywano raczej, by się bawił lub "korzystał z życia" w jakikolwiek ze znanych wśród krasnoludów sposobów - przestał nawet odwiedzać karczmy i upijać się w nich do nieprzytomności. Miażdżącą większość swego czasu poświęcał obowiązkom, tę zaś jego część, która pozostawała, spędzał w opinii wielu raczej w sposób dość bezproduktywny i nudny - najczęściej stojąc godzinami pod pomnikami krasnoludzkich bohaterów, wykonanymi zresztą jego własnymi rękami. Zdawać by się mogło, że radość, a przynajmniej jej nędzną namiastkę, stary weteran odnaleźć mógł jedynie w ogniu bitwy, pośród strumieni krwi, szczęku stali i jęków ranionych. Wojna w Khaz'Modan dobiegła jednak końca - wówczas bowiem nie wiedziano jeszcze zbyt wiele o problemach, mających w przyszłości nękać Wildhammerów. Istnieje porzekadło, wedle którego łowca jest niczym bez zwierzyny. Podobnie rzec by zapewne można, iż wojownik jest niczym bez wojny. Jedynym zaś większym konfliktem toczonym wtedy na Azeroth była wojna ze Zdrajcą, Arthasem Menethilem, toczona na mroźnych ostępach dalekiej Północy.


Król pod Górą, Władca Khaz'Modan, Pan na Ironforge, Wielki Tan Magni Miedziobrody przyjął rezygnację swego generała, nie będąc zapewne w stanie mu odmówić po tylu latach wiernej służby. Tym jednak, co wzbudziło największą konsternację nie tylko u króla, ale także wśród ludu, była destynacja starego weterana. Chcąc znaleźć się jak najbliżej frontu, w samym sercu najbardziej zażartych walk, w miejscu, w którym wojna z Plagą zostanie ostatecznie rozstrzygnięta, Hargrim nie zasilił szeregów Ekspedycji Przymierza. Wyruszył na Północ by dołączyć... do Szarego Trybunału, organizacji zrzeszającej przedstawicieli prawdopodobnie wszystkich frakcji, ras i ideologii obecnych na Azeroth - w tym także członków Hordy, demonologów, nekromantów oraz samych nieumarłych, wyzwolonych spod jarzma Króla Licza. Decyzja ta nie pozostała bez echa wśród jego pobratymców. Choć król udzielił Stonehandowi pozwolenia na wstąpienie w szeregi Trybunału - i dalszą walkę w imię Ironforge, choćby miała być toczona w tak haniebnym towarzystwie - wielu tak czy inaczej poczytywało to za akt zdrady i skrajnej hipokryzji. To Hargrim wszak był zawsze tym, który najwięcej mówił o honorze, o tym, co krasnolud powinien robić a czego nie i jaki powinien być. Skończył zaś zaprzeczając wielu ze swoich wcześniejszych słów i poglądów. Inni sądzili, że generał oddał już Królestwu wystarczające usługi i miał prawo choć ten jeden raz wybrać swój własny los - nawet gdyby miałaby być nim walka do śmierci na największym i jednocześnie najmniej chwalebnym z frontów świata. Tak czy inaczej - stary żołnierz zdał stanowisko (na którym po jakimś czasie zastąpił go Dugnar Ognistobrody) i opuścił ziemie swych przodków, dokąd mógł przecież już nigdy nie powrócić...


Przybywszy na lodowiec Korony Lodu Hargrim w istocie dołączył do Trybunału, gdzie szybko dał się poznać jako wzorowy żołnierz, ku zaskoczeniu niektórych zdolny do całkiem umiejętnego krycia się ze swoimi radykalnymi poglądami i nieustającą chęcią obrócenia w proch połowy wojsk sprzymierzonych. Co mogło być zaskakujące, były generał wojsk Khaz'Modan od pierwszych chwil wykazywał się czymś, co można by nazwać entuzjazmem, gdyby nie fakt iż entuzjazmu nie znalazłby w tym krasnoludzie zapewne nawet najwytrwalszy poszukiwacz. Nie zmienia to jednak faktu, że Stonehand postanowił najwyraźniej poświęcić każdą wolną chwilę na pracę, najlepiej ciężką - tak jakby próbował wypełnić sobie nią umysł do tego stopnia, by być w stanie zapomnieć w jakim miejscu się znalazł - i dlaczego. Widziano go więc jak bez zachęty czy rozkazu wykonywał dziesiątki najróżniejszych prac, każdą z nich z najwyższą starannością i pieczołowitością. Nosił i układał zaopatrzenie, kopał latryny dla członków oddziału, odśnieżał namioty żołnierzy, pomagał w obozowej zbrojowni a nawet sprzątał stajnie. Gdy tych prac już zabrakło - miał w zwyczaju toczyć liczne pojedynki z innymi żołnierzami, czyniąc wszystko co tylko mógł by wysłać ich do szpitala i jednocześnie samemu tam nie trafić. A wszystko to w ponurym milczeniu - i w niemal pełnej zbroi płytowej (której zdawał się nigdy nie zdejmować) oraz z bronią gotową do użycia. Mimo usilnych starań krasnolud nie był jednak w stanie uniknąć plagi "czasu wolnego" - szybko więc stał się też znany jako "żywy posąg", zdolny stać godzinami bez ruchu przy obozowym ognisku, w pustym spojrzeniem wbitym gdzieś między płonące szczapy...


Choć Hargrim był niewątpliwie przydatny na terenie obozu, jego przydatność wzrastała wielokrotnie na polu bitwy, gdzie był w stanie zaprezentować ogromne doświadczenie zdobyte w dziesiątkach konfliktów oraz wręcz nieludzką (czyli odpowiednią dla krasnoluda!) siłę i wytrzymałość, które pozwalały mu przeciwstawić się każdemu wrogowi. Wraz z wojskami Trybunału stary weteran uczestniczył w miażdżącej większości misji na Koronie Lodu, przelewając krew (głównie własną jako, że wrogowie często jej nie posiadali) w walkach o Jotunheim, w tym na starożytnej arenie Valhalas, a także podczas wyprawy do laboratoriów Plagi w Fabryce Ciał, później w Ymirheim i w końcu w przeklętych salach Katedry Ciemności. Wzorowa postawa i wysoka skuteczność Hargrima w boju sprawiły iż błyskawicznie awansował na rycerza Trybunału by już po kilku miesiącach zostać oficerem w stopniu kapitana. Każda kolejna bitwa przysparzała weteranowi kolejnych blizn, ubytków i uszkodzeń, ale choć wielokrotnie był bliski śmierci, (a raz nawet rzeczywiście uznano go za martwego tylko po to, by później stwierdzić, że oto kolejny raz udało mu się przeżyć) tą wciąż przed nim umykała - a armie Trybunału z każdym dniem zbliżały się coraz bardziej do tronu Zdrajcy.


Sam Hargrim zaś z każdym dniem stawał się coraz bardziej posępny, zamknięty w sobie i wyobcowany. Widać było wyraźnie, że działania prowadzone na północnym froncie - a być może charakter tych działań - mają na niego większy wpływ niż kiedykolwiek sam by przyznał. W końcowej fazie ofensywy krasnolud, choć nie porzucił chlubnej tradycji wypełniania większości dnia ciężką pracą, po jej zakończeniu stawał zazwyczaj samotnie i z dala od innych gdzieś na skraju obozu, pogrążony w ponurych myślach - i wydawał się niejednokrotnie bardziej martwy niż wielu obecnych w Trybunale nieumarłych... Ostatecznie, połączone armie Hebanowego Ostrza i Srebrzystej Krucjaty przekroczyły bramy Cytadeli Menethila, wcześniej zdobywając Kuźnię Dusz i znajdujące się w posiadaniu Plagi kopalnie Saronitu. Także i tym razem stary weteran nie zdołał odnaleźć na polu bitwy chwalebnej śmierci w boju - a wojna wkroczyła w ostatnią, decydującą fazę, która miała zadecydować nie tylko o losach Hargrima Stonehanda, ale także całego Azeroth...


Rok 2533 (2013)

Epilog zgoła nieoczekiwany

Koniec przyszedł nagle, w końcowych dniach kwietnia - i nastąpił w sposób, który zapewne niewielu zdołałoby przewidzieć. Hargrim Stonehand padł podczas jednej z wypraw Szarego Trybunału wgłąb Cytadeli Korony Lodu. Szczegóły ówczesnych wydarzeń nie są powszechnie znane, ale przyczyną zguby krasnoluda była prawdopodobnie magia - jego ciało było w stanie nie gorszym niż na ogół, a doprawdy trzeba by poważnych ran, by zabić kogoś takiego jak Hargrim Stonehand. Mówi się jednak, że jego śmierć była zadziwiająco mało spektakularna jak na osobę, która wcześniej zdołała przeżyć tak wiele. Możliwe zresztą, że początkowo nikt nawet nie zauważył zgonu starego weterana (wszak w końcowych latach życia niewiele już różnił się od żywego trupa), wspomniana wyprawa została bowiem okupiona niezwykle ciężkimi stratami elitarnego oddziału Szarego Trybunału. Zginęli bodaj wszyscy jego członkowie, poza Lordem Frozenblade i tymi, którzy i tak byli już martwi od dłuższego czasu.


Taka była ponura rzeczywistość walk wśród mroźnych ostępów Dachu Świata - żołnierze Trybunału - przynajmniej ci najbardziej zasłużeni - padali w boju i powstawali z martwych dostatecznie wiele razy, by przestało to robić wrażenie na niektórych. Tak było również tym razem - dzielni wojownicy raz jeszcze poświęcili wieczny odpoczynek w imię sprawy. Z jednym wyjątkiem. Duch Hargrima Stonehanda nie powrócił do ciała, choć Deriva Ma'For, naczelna medyczka i uzdrowicielka Trybunału, zaoferowała mu taką możliwość. Chociaż sama elfka milczy na ten temat (co pewnie nikogo nie dziwi...), nie trzeba było dobrze znać starego krasnoluda by przynajmniej domyślać się powodów takiej a nie innej jego decyzji.


Ciało Hargrima przewieziono do Ironforge, gdzie został ostatecznie pochowany, zgodnie ze swoją ostatnią wolą. Jego całkiem niemały majątek, który w formie wypełnionych złotem i szlachetnymi kruszcami worków spoczywał w Banku Ironforge, został na tej samej podstawie przeniesiony do królewskiego skarbca. Wysłużona zbroja z thorium, wykuta niegdyś przez Dugnara Ognistobrodego, spoczęła w grobie razem ze swoim właścicielem, podobnie jak równie stary co śmiercionośny topór pokryty tajemniczymi runami, a będący przekazywanym z pokolenia na pokolenie dziedzictwem klanu Stonehand. Wśród rzeczy Hargrima, przywiezionych wraz z ciałem wojownika z Północy, znaleziono jeszcze jeden, zagadkowy przedmiot. Był to ogromny dwuręczny miecz, wykonany z adamantytu i przypominający swą budową nieco karykaturalną krzyżówkę broni siecznej i obuchowej. Wykonanie wskazywało na krasnoludzką robotę, podobnie jak podpis rzeźbiarza - Verbeg. Klingę zdobi jednak napis w języku Nocnych Elfów - "Sin'Ilisar", zaś jego rozmiary wykluczają posługiwanie się takim orężem przez krasnoludów... oraz większość ludzi. Przez wzgląd na brak instrukcji dotyczących miecza, pozostawiono go w opłaconej na wiele dziesięcioleci do przodu skrytce bankowej Hargrima wraz z resztą przedmiotów, których losu nie sprecyzowano w ostatniej woli zmarłego.


Co ciekawe, testament żołnierza był chyba dość stary i niezbyt aktualny... zawierał bowiem listy do czterech osób, które były już martwe (bądź w jednym przypadku - zaginione) od dłuższego czasu. Byli to Torhill Wildhammer, Thorvald Thunderer, ludzki paladyn Vincent Van'thel oraz... nocna elfka, ciesząca się wśród swoich pobratymców raczej ponurą sławą - Tarranei Silverbow.


Byli wśród mieszkańców Ironforge tacy, którzy twierdzili, że generał powstałby z martwych raz jeszcze, gdyby tylko rozkazał mu to jego król - oraz, że ktoś taki jak Hargrim Stonehand - mimo wszystkich swoich wad - byłby dla krasnoludów wielką podporą i wiernym obrońcą w nadchodzących czasach. Być może była to nawet prawda, jednak ostatecznie nikt nie odważył się zakłócić wiecznego spoczynku starego krasnoluda. Wieść gminna niosła poza tym, że Arcykapłan Rohan, będący ponoć przyjacielem zmarłego, obiecał mu nigdy więcej nie wzywać go do powrotu, gdy robił to po raz pierwszy w roku 31, po feralnej wyprawie na pomoc nocnym elfom, w której po tym jak kraken zniszczył ich statek, śmierć ponieśli wszyscy żołnierze króla.


Tak czy inaczej - historia Hargrima Stonehanda, żołnierza i generała wojsk Ironforge, później zaś - ku zaskoczeniu wielu - kapitana Szarego Trybunału, weterana niemal tuzina wojen i setek potyczek, a także utalentowanego rzeźbiarza i budowniczego dobiegła najwyraźniej swego definitywnego końca. Jako ostatni ze swego klanu niekoniecznie zdołał sprawić, by finalna zapisana karta w długiej historii jego rodu była chwalebna. Dla niektórych był zdrajcą, a nawet jeśli nie, to z pewnością hipokrytą, który przez całe życie potępiał tych, do których ostatecznie przystał. Dla innych - nieco żałosnym starcem, który poddał się rozpaczy i któremu zabrakło sił tam, gdzie wielu innych było w stanie wciąż walczyć za swoje królestwa. A jednak, byli też tacy, dla których był godnym najwyższego szacunku weteranem i bohaterem, który poświęcił niemal całe swoje życie służbie swemu królowi i swym rodakom - i który przestrzegał swojego kodeksu z tak przerażającym rygorem, że sam karał się surowo za to, co uważał za odstępstwo od niego - nawet jeśli nikt inny go do tego nie wzywał. Jeżeli nawet pominąć cechy jego charakteru, wielu pamiętać go będzie choćby tylko ze względu na jego odpychającą aparycję - jego twarz nie była bowiem widokiem, który łatwo jest zapomnieć, niezależnie od tego jak bardzo by się chciało. Niezależnie od tego wszystkiego, niezależnie też od tego co więcej można powiedzieć o niegdysiejszym generale wojsk Ironforge, jedno wydaje się pewne - wielu wspomni go jeszcze, nim nazwisko Stonehand ostatecznie zniknie w odmętach czasu...


Rok 2536 (2016)

Wieczność zniweczona

Rzeczywiście - nazwisko Stonehand nie zniknęło w odmętach czasu zbyt szybko. Nawet po śmierci generał nie zaznał jednak spokoju - a przynajmniej nie zaznały go jego szczątki. Dwukrotnie jego zaprzysiężony wróg, szalony czerwony smok Kyharstrasz, usiłował zakłócić jego wieczny odpoczynek w roku 2534. Za pierwszym razem został odparty przez grupę śmiałków w skład której wchodzili między innymi krasnoludy Ghardim Gromobrody i Glorin, gnomka Mirkle, gnomi arcymag Darank Axeljink i Mistrzyni Zakonu Srebrnej Ręki Hannika Vavion. Za drugim razem, gdy ponowił swój atak, obrońcom Ironforge nie poszło już tak łatwo. Szalony smok wdarł się do krypty bohaterów dokonując znacznych zniszczeń, roztrzaskując sarkofag Hargrima i bezczeszcząc jego ciało. Niedługo później kryzys polityczny pochłonął Khaz'Modan, więc sprawa zajęcia się należycie ciałem generała i odbudowy jego krypty musiała zaczekać. Całkiem długo.


Dopiero w roku 2536, kiedy na pusty dotychczas tron wstąpił Thargas Anvilmar, który jako Wielki Król krasnoludów zjednoczył klany Miedziobrodych, Wildhammerów i Ciemnego Żelaza, powrócono do kwestii ponownego pochówku Stonehanda. Odnowiono jego kryptę, przygotowano nowy sarkofag i zwołano wszystkich na powtórną ceremonię pochówku, która miała uczcić pamięć jednego z bohaterów Khaz'Modan. Poprowadził ją sam Arcykapłan Wielkiej Świątyni, Rohan - który był ponoć jednym z przyjaciół zmarłego. Na uroczystość tłumnie przybyły krasnoludy z całego Ironforge, głównie starzy wojskowi. Nie zabrakło jednak nielicznych gości z innych ras - zmarły był bowiem mimo dość odrażającej aparycji osobą całkiem światową i szeroko znaną - nawet w takich miejscach jak święte lasy nocnych elfów. Arcykapłan odprawił odpowiednie modlitwy i dochował wierności wszelkim tradycjom - a wtedy nadeszła pora by ci, którzy zechcieli zaoferować zmarłemu jakieś ostatnie słowa otrzymali szansę, by to uczynić.


Pierwszy przemówił sam Wielki Król, Thargas Anvilmar. Stwierdził, że nie znał osobiście starego generała, ale nawet on słyszał jego imię - a przed imieniem tym drżeli wszyscy wrogowie Ironforge. Król wyraził ubolewanie nad śmiercią wiernego sługi Ironforge, który przez wiele dekad był tarczą chroniącą obywateli Królestwa. Zapowiedział też, że w Galerii Chwały, stworzonej rękami samego Hargrima, powstanie nowy pomnik mający upamiętnić jego własne dokonania. Następnie głos zabrał Bheran Strawbeard, krasnolud z klanu Wildhammer i towarzysz Hargrima z czasów wojen na Northrend. Powiedział, że nieustępliwość z jaką stary krasnolud mierzył się z przeciwnościami była dla wielu na północnym froncie inspiracją - i że pozostanie nią nawet po śmierci Hargrima. Później Dugnar Ognistobrody zauważył, że choć poglądy jego i generała Stonehanda często się różniły a ich relacje nie zawsze były najlepsze, nie sposób odmówić temu drugiemu honoru, waleczności i niezwykłej determinacji. Następnie... głos zabrała, ku zaskoczeniu niektórych, niziutka elfka. Okazała się również być jedną z towarzyszek broni Hargrima w walce z Królem Liczem. Powiedziała jedynie, że ma nadzieję, iż stary krasnolud zazna wreszcie spokoju - i że będzie go ciepło wspominać. Ostatnia głos zabrała młoda krasnoludka służąca w armii, która wyraźnie przejęta powiedziała, że choć nie znała generała osobiście, to służąc pod jego rozkazami poczytywała go sobie - wraz z wieloma ze swoich rówieśników - za przykład i wzór. Tak oto dobiegła końca ceremonia pogrzebowa, a sam Wielki Król Anvilmar i jego gwardia ponieśli sarkofag generała do świątyni skrytej w sercu góry - tam, gdzie spoczywa Święte Kowadło - by tam oddać go na wieki kamieniowi.


Tyle, że nigdy tam nie dotarli. Na drodze niosącego sarkofag Thargasa Anvilmara stanął bowiem nie kto inny jak Czerwonołuski Lewiatan, Kyharstrasz Wiarołomca. Runął na uczestników procesji, wywołując lokalne trzęsienia ziemi i krusząc kamienne posadzki miasta. Krasnoludy usiłowały kontratakować, ale smok zagarnął sarkofag kryjący ciało generała Stonehanda i otoczył się kamienną barierą. Zwołano miejski garnizon, wytoczono ciężkie działa - to wszystko miało jednak nikły wpływ na samego smoka. Pociski zbaczały z jego drogi pod wpływem otaczającego go potężnego wiatru, albo uderzały weń nie czyniąc mu większej szkody... A czasem przeciwnie - czyniąc mu ją. Tyle, że szalony smok wydawał się tym zupełnie nie przejmować i traktował kolejne kule gruchoczące jego cielsko jak nic więcej niźli ugryzienie komara.


Kyharstrasz zdarł pokrywę sarkofagu, a okolica zgęstniała na moment od mrocznej magii. "JESTEM FURIĄ, JESTEM GNIEWEM, NIESKOŃCZONY, BEZLITOSNY! A TY...! TY BĘDZIESZ MOIM PRZEZNACZENIEM!" - ryknął smok. Być może do samych zwłok Stonehanda, skrytych pod jego łapą...? I wtedy pojawił się Ghardim Gromobrody. Niczym pocisk przeciwpancerny spadł w kamiennej formie ze swego gryfa prosto na łeb szalonego smoka i rozpoczął z nim zaciętą walkę. Największe wsparcie zapewniał mu w niej Bheran Starwbeard, którego magia z pewnością przyczyniła się do ograniczenia zniszczeń spowodowanych przez szalonego smoka. Reszta procesji w tym czasie wycofała się pod wodzą Gloirina Ognistorękiego, zabierając ze sobą ciało generała Stonehanda.


Zabrano je jednak nie do podziemi świątyni czy jakiegoś innego miejsca, w którym mogłoby spoczywać ciało zmarłego. Zabrano je do lazaretu, a mała elfka, która potem przedstawiła jako Deriva Ma'For odwiedzała je stanowczo zbyt często niż przystoi odwiedzać zwłoki...


(Nie)mile widziany powrót

Obrazek autorstwa Imiennika. Hargrim po powrocie do życia.

Wkrótce okazało się jasne, że generał Stonehand rzeczywiście powrócił z martwych - i bynajmniej nie zrobił tego z własnej woli. Został do tego przymuszony mocą magii Kyharstrasza i był wyraźnie rozgoryczony tym faktem - ale też napełniał go on żądzą zemsty... Pierwsze dni stary krasnolud spędził w szpitalu, pod czujnym okiem małej elfki, Derivy Ma'For, która z jakiegoś powodu niezwykle przejmowała się procesem jego rekonwalescencji. Który przebiegał niezwykle szybko, biorąc pod uwagę czas, jaki Hargrim spędził martwy. Najpierw męczył się ze staniem, potem o lasce przechadzał się po szpitalu. Potem pozbył się laski. Aż w końcu narzucił na siebie kolczugę, zabrał swój wielki runiczny topór i tak uzbrojony wyszedł na ulicę - by na prośbę Derivy oprowadzić ją po mieście, jednocześnie przyzwyczajając nogi do chodzenia.


Okazało się wtedy, że jego nieoczekiwany powrót przyjmowany jest różnie. Większość reagowała po prostu szokiem i zmieszaniem. Niektórzy, zwłaszcza starzy wojskowi wśród klanu Miedziobrodych, powitali starego generała z radością, a może raczej z czymś w rodzaju ponurej satysfakcji - wiedzieli bowiem, że ktoś taki jak on z pewnością nie odpuści wrogom krasnoludów i nie będzie szczędził krwi ani potu by zabezpieczyć interesy Ironforge. Byli też jednak tacy, którym powtórny żywot generała był stanowczo nie w smak. Niektórzy, zwłaszcza wśród klanu Ciemnego Żelaza, kojarzyli go ze swym nieprzejednanym wrogiem, a także uznawali za symbol obcej inwazji, która obróciła w niwecz ich Imperium oraz ich dumę - miasto Shadowforge. Stonehand był dla nich symbolem i uosobieniem całego zła, które ich spotkało. A choć w praktyce ciężko jest wskazać, by krasnolud kiedykolwiek złamał reguły prowadzenia wojny i dopuścił się zbrodni wojennych lub zezwolił na dokonywanie takich przez swoich żołnierzy (a kiedyś nawet, w czeluściach miasta Uldaman, wspaniałomyślnie darował życie oddziałowi Ciemnego Żelaza i puścił ocalałych wolno nie żądając nawet okupu) to trzeba przyznać, że w trakcie wojen z Ciemnym Żelazem walczył zażarcie i nieustępliwie, zabijając kilka znanych osobistości - między innymi konstruktora golemów i runmistrza, Argelmacha. Poza tym z przykrością należy również stwierdzić, że ktoś o tak odrzucającej powierzchowności jak on był zapewne dość dobrym obiektem nienawiści dla niektórych prostych krasnoludów - wszak nie trzeba było wiele by przedstawić go jako "potwora" gdy prezentował się zapewne gorzej niż niektóre prawdziwe potwory.


Najodważniejsi spośród niezadowolonych dali wyraz swojej frustracji pokrywając mury Ironforge różnorakimi napisami takimi jak "Stonehand wracaj do kamienia!", "Plugastwo chodzi pośród nas!" czy "Śmierć nieumarłemu Stonehandowi!". Sam Hargrim nie wydawał się tym szczególnie przejmować - na obawy oddanych mu żołnierzy odpowiadał podobno swym ponurym, beznamiętnym tonem, że "Ironforge to jego rodzinne miasto po którym chodził już kiedy ich jeszcze nie było na świecie i jeśli ktoś chce mu tego zakazać to może spróbować". Po czym klepał stylisko swego runicznego topora. Czy miało z tego wyniknąć coś więcej - miał pokazać czas.


Wierny przysiędze

Stary krasnolud niedługo pozostawał bezczynny - gdy tylko powrócił do sił, spotkał się z Wielkim Królem. A następnie wygłosił odezwę do ludu - w której oświadczył, że zamierza zabić Kyharstrasza, wypełniając tym samym obietnicę, którą złożył mu przed laty pod Grim Batol. Wezwał też wszystkich ochotników, którzy zechcieliby mu pomóc w tej misji - czy to zbrojnym ramieniem czy poprzez wykonywanie broni, pancerzy i innego ekwipunku.


Pierwszym etapem misji była podróż do Aerie, gdzie Hargrim wraz z Glorinem Ognistorękim, Miltonem Kamiennonogim, Kharrigiem Winterfury i Fridą Ironfur chcieli zyskać przychylność klanu Wildhammer i dzięki niej zdobyć specjalnie szkolone do walki ze smokami gryfy. Sposobność nadarzyła się gdy wyszło na jaw, że leśne trolle napadają na hodowle gryfów - śmiałkowie mieli je powstrzymać i odzyskać skradzione jaja i pisklęta, a także dowiedzieć się w jakim celu trolle je ukradły. Hargrim i jego towarzysze zlokalizowali obozowisko trolli, a następnie szybko i krwawo się z nimi rozprawili - odzyskując dziewięć jaj i sześć piskląt gryfów. Okazało się, że trolle chciały wyszkolić własną wersję gryfich jeźdźców - krasnoludy pokrzyżowały jednak ich plany młotem, strzelbą i toporem.


Starszyzna klanu Wildhammer uznała, że za uratowanie piętnastu małych gryfów siedem dorosłych będzie odpowiednią nagrodą - Hargrim przypomniał im też bowiem o zagrożeniu jakie stanowi Kyharstrasz Czerwony i o szkodach, jakie poczynił wśród krasnoludów. Wyrażając poparcie dla misji starego krasnoluda, Wildhammerzy przekazali jego grupie siedem doskonale wyszkolonych do walki ze smokami zwierząt, odzianych w runiczne uprzęże zapewniające częściową ochronę przed ogniem. Bogatsza w ten sposób drużyna wróciła niezwłocznie do Khaz'Modan.


Królewska sprawiedliwość

A tam, jak się wkrótce okazało, mieli niedługo szansę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Oto odkryto siedziby rebeliantów Khoghara, pełne jak powiadano materiałów wybuchowych. Postanowiono zaatakować wszystkie jednocześnie by nie dać wrogom Króla czasu na reakcję. Hargrim osobiście dowodził jednym z ataków i dość powiedzieć, że nie skończyło się to dobrze dla jego nieprzyjaciół. Inny oddział jednakże, dowodzony przez Thangora Hammerhanda pojmał samego kapitana Khoghara i sprowadził go do Ironforge.


W trakcie jego procesu wyszło na jaw, na skutek zeznań kobiety o imieniu Glynna Steelbellows, że Stonehand i Khoghar spotkali się już wcześniej - gdy kapitan próbował przekonać starego generała do swoich racji. Ten jednak pozostał nieugięty i wywiązała się walka, w końcówce której były kapitan porzucił swoich podkomendnych na pewną śmierć, zawalając budynek w którym toczyło się starcie. Nie docenił jednak upartości, wytrzymałości i władzy nad kamieniem Hargrima, które nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale też ocalić od śmierci jednego krasnoluda, małego krasnoludzkiego chłopca i Glynę właśnie, której to zeznania doprowadziły ostatecznie do skazania Khoghara na zatarcie pamięci za zdradę stanu.


Hargrim wstawił się jednak za tym, który niegdyś - jak powiadają - był jego przyjacielem. Powiedział, że choć Khoghar niewątpliwie straszliwie się zhańbił i nie może ujść karze, nie można też zapominać, że długo był wiernym sługą Królestwa i oddał mu nieocenione usługi. Poprosił więc Wielkiego Króla o łaskę dla byłego kapitana, na co młody Anvilmar po zastanowieniu przystał - zamieniając zatarcie pamięci na karę śmierci przez powieszenie.


Tak też się stało - Khoghar Frostshield zawisł. Hargrim oglądał egzekucję swego dawnego przyjaciela pozornie beznamiętnie - może tylko ukrywał swoje emocje, a może rzeczywiście nie czuł już nic... Niedługo później skierował bowiem wszystkie swe wysiłki na powrót w stronę przygotowań do walki z Kyharstraszem Wiarołomcą.


Rok 2537 (2017)

Spełnione przeznaczenie

Z pomocą wiernych Królestwu rzemieślników i inżynierów Hargrim zmodyfikował przygotowane niegdyś przez siebie szybkostrzelne działo, zaopatrzył swych towarzyszy w przeciwpancerną, wybuchową amunicję, a także w pancerze z mrocznego żelaza zdolnego przetrwać smoczy ogień i w broń z adamantytu, zdolną przebić smocze łuski. Dołączyli do nich ochotniczy artylerzyści, którzy obsługiwali maszyny zaprojektowane specjalnie do walki ze smokami. Tak przygotowana drużyna wyruszyła na Mokradła, do Grim Batol - miejsca, którego Kyharstrasz był niegdyś strażnikiem. I które wybrał na swoją ostatnią kryjówkę.


O samej walce wiadomo niewiele - stacjonujące nieopodal dróg na Wschodnie Wyżyny oddziały opowiadały potem, że grupa starła się z Wiarołomcą przy bramach Grim Batol, po ciężkiej walce (w której polegli artylerzyści obsługujący maszyny, a pozostała część grupy odniosła rany) niszcząc jego fizyczną powłokę... tylko po to, by ten przeistoczył się w cienisty odpowiednik swego niegdysiejszego ciała. Zbiegł wtedy do wnętrza twierdzy, a Hargrim i jego towarzysze podążyli za nim. Wraz z nimi udał się Malakhai Skychaser, sługa Królowej Życia. O przebiegu wydarzeń we wnętrzu twierdzy wiadomo jeszcze mniej - właściwie nie wiadomo nic, wiedzą o nich jedynie ci, którzy w nich uczestniczyli.


Wiadomo jednak, że Kyharstrasz Wiarołomca został ostatecznie zniszczony w czeluściach Grim Batol. Jak powiadają, rękami samego Hargrima Stonehanda, po tym jak jego oręż pobłogosławiono mocą samej Królowej Życia. Wiadomo także, że generał wojsk Ironforge przypłacił to własnym życiem - jego zmasakrowane, pozbawione lewej ręki ciało, przeniesiono później do Ironforge na kolejny - i już ostatni - pochówek. Nie było z nim jednak jego rodowego topora - ponoć roztrzaskał się w trakcie starcia, a jego odłamki pozostały w głębinach...


Hargrim Stonehand odszedł wreszcie na spoczynek, dokonawszy tego, co od dawna planował z takim uporem. Jego ostatnie słowa były, zdaniem jego towarzyszy którzy przekazali je królowi, Senatowi i ludowi Ironforge, następujące: krasnolud prosił, by odzyskano odłamki jego topora i złożono wraz z nim do grobu. Prosił też by rozeszła się wieść, że Kyharstrasz Wiarołomca został unicestwiony i że śmierć Tana Drongholla Żelaznobrodego, Ghardima Gromobrodego i wszystkich innych, którzy polegli za jego sprawą została wreszcie należycie pomszczona. Hargrim stwierdził też, że chciałby aby wiedziano, że spełnił swój obowiązek i dotrzymał swej przysięgi.


Jego ostatnim aktem było, wedle opowieści, oddanie salutu w stronę Ironforge ze słowami "za Króla, za Klany, za Khaz'Modan". Później Hargrim Stonehand zachwiał się i przewrócił na bok z długim westchnieniem. Powiadają, że ponoć ci o bardziej poetyckich duszach byli w stanie usłyszeć w nim ulgę...


KONIEC.

Dzieła

Hargrim jest znany jako doskonały rzeźbiarz i budowniczy, przynajmniej na terenie Khaz'Modan, choć plotki mówią, że wykonał też kilka prac poza jego terenem. Podobno można też u niego zamówić dokładnie wszystko, pod warunkiem, że da się to wyrzeźbić w kamieniu czy drewnie. Swego czasu tworzył między innymi kunsztowne figury szachowe, ozdobne popiersia znanych osobistości czy nawet zabawki dla dzieci w postaci swoistych kamiennych "żołnierzyków". Oraz, oczywiście, pomniki i to właśnie te ostatnie przyniosły mu chyba największą sławę.


Galeria Chwały


Wykonał bowiem komplet pomników by uczcić pamięć poległych bohaterów krasnoludzkiej rasy - którzy byli także w sporej części jego własnymi przyjaciółmi bądź bohaterami. Statuy te po dziś dzień stoją na rynku Ironforge. Wszystkie wykonane są z dbałością o najmniejsze szczegóły i olbrzymią dokładnością. Rysy twarzy, faktura ubrań i zbroi, wszystko to jest oddane tak idealnie, że wykute w kamieniu postaci przypominają żywe, zwłaszcza tym, którzy niegdyś je znali...


Falgrim Długobrody – General Armii Khaz’Modan, Wielki Tan Klanu Długobrodych, Zaufany Wielkiego Tana Magniego Miedziobrodego, Króla Pod Góra, Pana na Ironforge, Władcy Khaz’Modan. Na znak zaufania otrzymał od niego królewski sygnet.

Wielki Tan Klanu Długobrodych – organizacji, która z czasem zaczęła zrzeszać obrońców królestwa Krasnoludów. Walczył odważnie i z honorem przeciwko wszelkim wrogom krasnoludzkiej rasy. Rozpracował szpiega Ciemnego Żelaza operującego w Ironforge. Razem z Radnym Grothilem rozpoczął przygotowania do odzyskania Dun Modr.

Zginał na Ziemiach Plagi z rąk Szkarlatnej Krucjaty, wraz z jego oficerami - Khardgrimem i Ragnarimem, którzy nie opuścili go aż do śmierci.

Ich śmierć została pomszczona wraz ze zburzeniem twierdzy Nowe Hearthglen, wyrżnięciem tamtejszego garnizonu do ostatniego człowieka i w końcu pojmaniem Generał Brigitte Abbendis i straceniem jej za zbrodnie Krucjaty.

Zostaną zapamiętani.


Grothil – Reprezentant Krasnoludów w Radzie Przymierza. Został mianowany namiestnikiem Khaz’Modan przez samego Wielkiego Tana Magniego Miedziobrodego, Króla Pod Górą, Pana na Ironforge, Władcę Khaz’Modan.

Odniósł wiele sukcesów na arenie politycznej, miedzy innymi przyczynił się do znacznego polepszenia stosunków krasnoludzko-dreaneiskich. Razem z Wielkim Tanem Falgrimem opracował plan odbicia Dun Modr.

Został pochwycony przez Ciemne Zelazo, torturowany i następnie stracony przed oczami Armii Khaz’Modan pod Dun Modr.

Jego śmierć została pomszczona wraz z odbiciem Dun Modr, a także wraz ze zniszczeniem miasta Shadowofrge i śmiercią rządzącego Wielkiego Tana Ciemnego Zelaza – Thaurissana z rak Wielkiego Tana Magniego Miedziobrodego.

Zostanie zapamiętany.


Drongholl Żelaznobrody – jeden z najbliższych przyjaciół Wielkiego Tana Falgrima Długobrodego i jego następca – Tan Klanu. Bardzo mocno przeżył jego śmierć, na pewien czas zniknął z Ironforge, a może nawet i z Khaz’Modan i pojawił się ponownie dopiero jakiś czas potem.

Wprowadził wiele reform i innowacji w Klanie Długobrodych, który za jego czasów wciąż był organizacja skupiająca elitę Królestwa Krasnoludów. Stał na straży przestrzegania prawa krasnoludów. Prowadził lud Ironforge w pierwszych stadiach wojny przeciwko Ciemnemu Żelazu, walcząc jak na Krasnoluda przystało, odważnie i z honorem.

Zginał w górach Khaza, w walce z szalonym smokiem Kyharstraszem Czerwonym.

Zostanie zapamiętany.

<Długo po utworzeniu pomnika, zdaje się kilka lat później, tablica została wymieniona na nową. Treść pozostała właściwie niezmieniona, prócz ostatnich kilkunastu słów>

Smok Kyharstrasz był pod kontrolą sług Płonącego Legionu, gdy pozbawił życia Tana Żelaznobrodego. Później stawał u boku dzieci Tytanów w bitwach o Ironforge i Leże Nefariana, a ten sam ogień, który spalił Menethil, obrócił w proch armie Ciemnego Żelaza na Mokradłach. Chociaż jego wina nie została zapomniana, są sądy, których nie może dokonać żaden śmiertelnik. Wszystkich - także i jego - osądzą Przodkowie i Wielcy Tytani gdy nadejdzie kres czasów.


Gehn Złota Broda - znany kolekcjoner i odważny odkrywca a w końcu także członek Gwardii Khaz'Modan. Jeden z zabójców smoka Hearinoxa Czarnego, postrachu północnych Mokradeł. Bohater początkowej fazy wojny na Północy.

Zginał, w wieku zaledwie 92 lat, na Północy, do ostatka walcząc z Vrykulami w obronie przyjaciół. Niech jego życie i śmierć będzie przykładem dla krasnoludzkiej młodzieży teraz i na zawsze.

Jego śmierć została pomszczona wraz ze zdobyciem Vrykulskiej twierdzy Utgarde i zniszczeniem tamtejszego garnizonu przez Krasnoludzkie armie.

Zostanie zapamietany.


Ten konkretny pomnik wykonany został z jeszcze większą dokładnością i starannością niż inne. Jest właściwie doskonały - przynajmniej w oczach kogoś nieobeznanego ze sztuką rzeźbiarską. O ile inne wzbudzają zachwyt, ten wprawia wręcz w osłupienie kunsztownością wykonania. Najwyraźniej był bardzo ważny dla rzeźbiarza.

Torhill Wildhammer - Miedziobrody z urodzenia, przyjęty w poczet klanu Wildhammer w zamian za zasługi dla Wielkiego Tana Falstada. Niezrównany wojownik i gryfi jeździec, generał wojsk Aerie, a później Gwardii Khaz'Modan. Weteran większości bitew Drugiej i Trzeciej Wojny, a także wojny z Worgenami, Wojny Pełzających Piasków, bitew z Ciemnym Żelazem, bitwy o Ironforge, bitwy o Leze Nefariana, Bitwy o Studnię Słońca i wielu innych.

Obronca tradycji i krasnoludzkich wartosci. Doskonaly wojownik, wprawny generał, porządny Krasnolud i oddany przyjaciel.

Zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Zostanie zapamiętany.

"Niech Tytani przyjmą Cię do siebie, bracie, i obyśmy spotkali się ponownie w Halach Przodków."


Muradin Miedziobrody - brat Wielkiego Tana Magniego Miedziobrodego, Króla Pod Góra, Pana na Ironforge, Władcy Khaz'Modan. Ambasador Khaz'Modan w Lordaeronie w czasie Drugiej Wojny. Bohater i weteran Drugiej i Trzeciej wojny. Wspaniały wojownik i jeden z czołowych członków Ligi Odkrywców.

Zginał na północy, w Northrend, zdradzony i zabity przez Arthasa Menethila.

Jego śmierć zostanie pomszczona, a on sam zostanie zapamiętany.


Krypta Van'thela


Hargrim sporządził plany i kierował budową tego okazałego grobowca na prośbę swego - jak powiadają - przyjaciela i jednego z ostatnich chyba ludzi, których darzy szacunkiem - Wysokiego Lorda Theremore Vincenta Van'thela. Osobiście wykonał też wszystkie zdobienia i ornamenty. Krypta stanęła ostatecznie na terenie Królestwa Theramore i tam oczekuje na dzień, w którym spoczną w niej wspólnie ciała Wysokiego Lorda i jego małżonki.


Grobowiec jest niski i przysadzisty, pod pewnymi względami przypomina bardziej niewielki, zdobiony bunkier niźli miejsce spoczynku. Jego ściany są grube i mocne, podobnie jak dach i wrota. Budowla jest też wyraźnie krasnoludzka w stylu. Wszystkie ściany pokrywają skomplikowane geometryczne wzory i niewielkie zdobienia, ledwie widoczne z większej odległości, a także liczne klejnoty osadzone w ścianach - dominują rubiny i ametysty. Masywne wrota krypty wspierają dwie grubo ciosane, majestatyczne kolumny. Nad nimi zaś wyryty jest herb rodu Van'thel, okalany szlachetnymi kamieniami niby świetlistą aureolą.


Mało kto ma okazję zstąpić do podziemnej części krypty, ale wieść gminna powiada o istnym labiryncie podziemnych korytarzy, w którym można się zgubić bez mapy, naszpikowanym śmiercionośnymi pułapkami. A także o wspaniałych płaskorzeźbach pokrywających ściany, które upamiętniają szlachetne czyny Vincenta i Lady Tessane. Plotki mówią także, jakoby ostatnia komnata - ta grobowcowa - miała ściany pokryte w całości szlachetnymi kruszcami i klejnotami, lśniącymi tak jasno, że mogą doprowadzić do ślepoty... Sarkofag zaś wedle tych samych plotek wykonany jest ze szczerego złota z ozdobnymi, mithrilowymi wstawkami. Czy to prawda? Nikt chyba nie jest na tyle głupi by to sprawdzać...


Inne


Podobno poza tymi, szerzej znanymi, dziełami, Hargrim wykonał też szereg innych. Plotki mówią o pomniku pary - elfickiej pary! - który stanął w lesie Ashenvale. Rzekomo miała być to wieczysta pamiątka ich miłości, darowana im przez Krasnoluda w dzień zaślubin. Jeśli to prawda, to ciężko stwierdzić czy krasnolud zrobił to z przyjaźni do wspomnianej pary elfów czy z czystego zamiłowania do rzemiosła, ale jedno jest pewne - statua jest zapewne - jak wszystkie, które wyszły spod ręki Hargrima - najwyższej jakości.

Konflikt z Kyharstraszem Czerwonym

Rozpoczął się właściwie z chwilą ataku smoka na Menethil. Hargrim był, a może raczej wciąż jest, rodzajem Krasnoluda który nie przebaczał łatwo. Właściwie, to prawie w ogóle nie przebaczał. Nienawiść Hargrima pogłębiła się jeszcze, gdy smok zaatakował siedzibę Klanu Długobrodych zabijając Tana Drongholla i ciężko raniąc sierżanta Dungarda Ironcuttera (który, swoją drogą, był podkomendnym Hargrima jeszcze z czasów Wielkich Wojen). Od tamtego czasu, Hargrim nieustannie pracował, próbując znaleźć sposób na zabicie bestii. Nie jest znany dokładny zakres przygotowań, ale wiadomo, że zaopatrzył się między innymi w runy chroniące przed ogniem oraz przeciwpancerne naboje. Szeroko znana jest furia jaka ogarnęła go kiedy w czasie bitwy o Leże Nefariana zdawało się, że Kyharstrasz poległ z ręki czarnego smoka. Ostatecznie, wszystkie te przygotowania spełzły na niczym, gdyż smoka widziano całego i zdrowego. Jest to dziwne, gdyż Hargrim przygotowywał się do tej walki bardzo długo a nie był też pierwszym lepszym krasnoludem z ulicy. Ale kto tam wie te smoki…

Ostatnimi czasy mówi się, że w Dun Morogh znów widziano starego Krasnoluda z wielkim toporem i poparzoną twarzą. Ale to chyba niemożliwe...

Tak przynajmniej mówiono. Hargrim Stonehand powrócił, a jeśli bycie Hargrimem mówi cokolwiek o danym osobniku, to z pewnością to, że nie odpuścił...


A jednak... A jednak. Hargrim Stonehand, ten który mówił, że zapłatą za śmierć jest śmierć, ten, który twierdził, że niektórych win nie da się odkupić... powrócił z Mokradeł do Ironforge, w początku lutego roku 32. Na dniach od powrotu... Hargrim wydał swego rodzaju obwieszczenie... do wiadomości publicznej. A mówił długo, tonem wyzutym ze wszelkich emocji, niezmiennie zimnym i ponurym.


"Bracia i siostry... część z Was... nie szanuje mnie już od dawna. Może i słusznie. Część... straci tę resztkę szacunku do mnie po tym, co teraz powiem. Rozumiem to. Są jednak takie wybory... których nikt nie jest w stanie dokonać... i nie popełnić błędu. Są takie sprawy... o których pełnię wiedzy posiadają chyba tylko sami Tytani. Każdy z Was... Wszyscy... wszyscy wiecie... o nienawiści, jaką darzyłem... nadal darzę... czerwonego lewiatana Kyharstrasza. Niektórzy z Was... podzielają tę nienawiść. Inni... uważają mnie za żądnego krwi głupca. Wszyscy macie racje. Bądź nie ma jej nikt. Nie dalej jak dwa tygodnie temu... po tylu latach od wydarzeń w Menethil i w górach Khaza... od śmierci Drongholla i wszystkich innych, którzy polegli w trakcie tamtych wydarzeń... dowiedziałem się rzeczy... które wprawiły me ramię i umysł w wahanie. Smok Kyharstrasz... kontrolowany był przez demoniczne moce, gdy spadł na Menethil niosąc jego mieszkańcom ogień i śmierć, a także potem, gdy pozbawił życia naszego rodaka i Tana - Drongholla Żelaznobrodego. Nie działał zatem z własnej woli, a powodowany był szaleństwem i żądzą zniszczenia stojacą za demonicznymi sługusami Legionu. Część z Was powie, że to nic nie zmienia. Krew ich wszystkich jest na jego rękach. To prawda. A jednak... stawał w walce u naszego boku wiele razy - on i jego potomstwo stawili czoła armiom Licza, gdy te natarły na Ironforge, a wcześniej ten sam ogień, który spopielił Menethil, obrócił w proch wojska Ciemnego Żelaza na Mokradłach. W końcu... *stary krasnolud zamilkł na chwilę, może szukając słów... może zbierając się na odwagę... a może po prostu układając w głowie myśli i wspomnienia* w końcu to za sprawą jego wstawiennictwa u samej Królowej Życia Generał Torhill Wildhammer powrócił żywy z okupionej ogromnymi stratami bitwy o Studnię Słońca. Zawsze myślałem... że czynił to tylko i wyłącznie dla własnej korzyści, tylko i wyłącznie dlatego, że tak było... wygodniej. Teraz widzę... że jakkolwiek to nieprawdopodobne... mogło być inaczej. Może nawet ktoś taki jak on... nie jest poza odkupieniem. Nie zrozumcie opacznie mych słów. Nie bronię go. Nie wybaczyłem mu i nigdy nie wybaczę. Nie potrafiłbym nawet gdybym chciał. Zawsze uczono mnie... bym działał tak, jak nakaże mi to honor. Pytanie jednak brzmi: co właściwie honor nakazuje w takiej sytuacji? Nie wiem. Dla każdego z nas... niezależnie od tego kim jesteśmy... i co zrobiliśmy... nadejdzie czas sądu. A wówczas sędzią nie będzie żaden śmiertelnik... a Aman'Thul i Wielcy Tytani. Jeśli myliłem się co do niego... przyjmę konsekwencje swoich słów i czynów tak jak to zawsze czyniłem. A jeśli miałem rację... będzie cierpiał przez wieczność karę gorszą niż cokolwiek co mógłby mu zgotować nasz lud. Dokonałem wyboru. I wybrałem źle. Wybrałem źle... bowiem nie dało się wybrać dobrze. Ale choć ten wybór nie należał do mnie... choć żaden śmiertelnik nie mógł go dokonać... ja musiałem. Wojna na Północy pochłania większość naszych żołnierzy i zasobów, coraz więcej naszej młodzieży zapomina o starych wartościach, o lojalności, dyscyplinie i honorze. Są jednak tacy... którzy pamiętają. Jestem pewien... że część z nich poszłaby za mną, nieważne czy chciałbym tego czy nie. Kim byłbym, gdybym wraz z sobą poprowadził na śmierć tę garstkę prawych, która jeszcze pozostała? Niezależnie od wszystkiego... nie chciałbym... by mój ostatni czyn... był oznaką egoizmu. W ostatniej chwili... nie powinno się myśleć tylko o sobie. Nie jestem godzien, by wieść w bitwie naszych żołnierzy. Nie jestem godzien, by ucztować i pić razem z Wami. Nie jestem nawet godzien, by spocząć kiedyś na tej samej ziemi, która kryje ciała takich bohaterów jak Falgrim Długobrody, Khadgirm, Ragnarim, Drongholl Żelaznobrody czy namiestnik Grothil. Mimo to - będę służył Wam - służył Ironforge - aż do końca mych dni, póki albo nasz król, albo sami Tytani nie zwolnią mnie z mej służby. Niechaj to... będzie moją zapłatą. Za wszystko co zrobiłem... i za wszystko, czego nie zrobiłem. Powiem Wam jeszcze tylko jedno: cokolwiek robicie, nieważne czy jest osobista pasja, praca na rzecz rodziny i królestwa czy walka w imię tego w co wierzycie... zawsze pozostawajcie wierni swym wartościom, niezależnie od wszystkiego. I chociaż to niemożliwe, starajcie się postępować tak, by nie musieć nigdy czuć wstydu ani za nic przepraszać. A nade wszystko... postępujcie z honorem. Zawsze z honorem. Bowiem jeśli świat miałby ocaleć przez hańbę... to lepiej niech zginie."


Można było rozsądnie zakładać, że konflikt między Hargrimem a Kyharstraszem dobiegł definitywnego końca wraz ze śmiercią krasnoluda. A jednak - Kyharstrasz dwukrotnie próbował zbezcześcić jego grobowiec. Za drugim razem mu się powiodło. Jeszcze później zaś... starł się z samą procesją pogrzebową Hargrima, gdy ta - już po wstąpieniu na tron Thargasa Anvilmara - postanowiła oddać go ponownie kamieniowi. Roztrzaskał sarkofag generała i - w wirze mrocznej magii, jak powiadają - ... przywrócił go siłą do życia, krzycząc, że krasnolud jest "JEGO PRZEZNACZENIEM!". I wtedy okazało się, że wiele rzeczy można powiedzieć o tym konflikcie, ale z pewnością nie to, że jest zakończony.

Niedługo po tym jak Hargrim odzyskał sprawność, spotkał się z Wielkim Królem Anvilmarem, a następnie wydał następującą odezwę do ludu krasnoludów:

Poddani Wielkiego Króla!

Cztery lata temu, pod bramami Grim Batol, uwierzywszy zapewnieniom sług Królowej Życia, złożyłem obietnicę Kyharstraszowi Czerwonemu. Dałem mu słowo, że jeśli jeszcze kiedykolwiek wystąpi przeciwko Królestwu Ironforge - zginie.

Moje słowo wiąże mnie niczym najcięższe łańcuchy - Kyharstrasz Wiarołomca musi zginąć.

Nie tylko za to, że wyrwał mnie spośród moich Przodków, naruszył mój spoczynek i zbezcześcił mój grób. Za śmierć Ghardima Gromobrodego, za krew przelaną w trakcie wyprawy po króla Anvilmara, za Tana Drongholla Żelaznobrodego, za port Menethil i za wszystkie inne krzywdy, które nam wyrządził - zapłaci swą krwią. Stanowi zagrożenie dla Królestwa, któremu poprzysiągłem służyć i dla jego mieszkańców, których poprzysiągłem bronić. Czas litości przeminął.

Za zgodą Wielkiego Króla wzywam wszystkich ochotników, którzy chcieliby wesprzeć mnie w misji wymierzenia mu sprawiedliwości - czy to zbrojnym ramieniem czy w inny sposób. Potrzebne będą również usługi rzemieślników, w szczególności kowali i inżynierów, ale także pomoc runmistrzów może okazać się nieoceniona.

Zgłaszać się do Hargrima Stonehanda w dzielnicy militarnej.

Podpisano: Hargrim Stonehand, niegdyś generał wojsk Ironforge

Dokument zawiera także pieczęć Senatu poświadczającą, że zapoznał się on z jego treścią i że został ogłoszony legalnie


Rozpoczęły się szeroko zakrojone przygotowania - najwyraźniej konflikt nie tylko się nie zakończył, ale zmierza też do jednego z kluczowych punktów w swoim przebiegu.


Wszystko rozstrzygnęło się ostatecznie w czeluściach Grim Batol, w pierwszych miesiącach roku 2537. Wtedy to Hargrim wraz z Gloirinem Ognistorękim, Fridą Ironfur, Einarem Ironshaperem, Miltonem Kamiennonogim i półelfką Lisą i wspomagającym ich wszystkich Malakhaiem stawili wreszcie czoła Kyharstraszowi, odnosząc po długiej i ciężkiej walce zwycięstwo. Rodowy topór Hargrima roztrzaskał się podczas starcia, a sam krasnolud padł w boju, wcześniej jednak będąc świadkiem i jednocześnie sprawcą unicestwienia swego nemezis. Prawdopodobnie był zatem zadowolony z takiego zakończenia.

Konflikt z Generałem Moranem

Nie jest pewne, kiedy dokładnie się zaczął, ale można spokojnie założyć, że ci dwaj od początku za sobą nie przepadali. Wynikało to głównie z różnic światopoglądowych i ideologicznych. Często też zdarzało się, że nie zgadzali się co do taktyki wojskowej, ale znany jest przynajmniej jeden przypadek w którym Generał ustąpił w końcu pod naporem starego oficera. Co do różnic ideologicznych, nie jest nawet dokładnie wiadome (przynajmniej ogółowi) co to były za różnice bowiem każdy z tych dwojga miał swoją własną wersję, której się trzymał.

Niektórzy mówili, iż chodziło o zbytni konserwatyzm Hargrima, stojący w opozycji do zbytniej nowoczesności Generała. Inni mówią, że temu pierwszemu po prostu odbiło ze starości, a ten drugi był zwykłym gówniarzem któremu przewróciło się w głowie od władzy. Kolejna teoria jest taka, że Hargrim chciał zająć miejsce młodego, ambitnego Morana i położyć swą starą, zgrzybiałą rękę na, podobno autentycznie istniejącym, sporym gronie wielbicielek i kochanek Generała. Jeszcze inni są zdania, że Generał obawiał się ujawnienia swojej niekompetencji na każdym innym polu prócz miłosnych podbojów, dlatego konsekwentnie tępił wszystkich, którzy przejawiali jakiekolwiek umiejętności z zakresu taktyki wojskowej lub dowodzenia.

Niezależnie od prawdziwego powodu konfliktu, sam fakt jego istnienia stał się szybko dość szeroko znany w Khaz'Modan i poza nim. Wydaje się logicznym, iż konflikt zakończył się wraz ze śmiercią Generała Morana na polu chwały, niemniej opinia Hargrima na ten temat nie jest powszechnie znana...


Pewne informacje

  • łączyła go mocna przyjaźń z Torhillem Wildhammerem - wieść o jego zaginięciu ponoć bardzo wpłynęła na Hargrima.
  • niektórzy mówią, że ma już sporo ponad 300 lat, ale ci, którzy znają go nieco lepiej wiedzą, że aktualnie ma dokładnie 293. Choć szczerze powiedziawszy - większości naprawdę trudno w to uwierzyć, bo wygląda znacznie starzej. Właściwie, wygląda na tak starego, że to właściwie niemożliwe...
  • walczył w Drugiej i Trzeciej wojnie, we wszystkich najważniejszych bitwach, w tym pod Grim Batol, Blackrock, Thandol Span, Mrocznym Portalem i Hyjal, w wojnie z Ciemnym Żelazem, z Worgenami oraz z Silithidami a także w bitwie o Ironforge, drugiej bitwie pod Blackrock, oblężeniu Shadowforge, na Północy, w kampanii przeciw orkom na Mokradłach oraz w paru innych bitwach i potyczkach.
  • walczył też w bitwie o Studnię Słońca, gdzie został bardzo ciężko ranny i przez półtora miesiąca nie podnosił się z łóżka. Niektórzy już chcieli odszpuntowywać beczułki, ale jednak wstał. Uparty stary buc. Ponoć Wysoki Kapłan Rohan i jego zdolności jako kapłana i medyka miały nielichy związek z ocaleniem Hargrima.
  • nosi bardzo stary pokryty runicznymi znakami topór. Topór ten zaś mimo ewidentnej starości wydaje się nadal nad wyraz ostry i niewątpliwie zabójczy.
  • był generałem Gwardii Khaz’Modan, aż do czasu gdy odszedł, za królewskim pozwoleniem, na Northrend, by tam walczyć z Plagą Króla Licza.
  • jest utalentowanym rzeźbiarzem - większość pomników w mieście jest jego dziełem - noszą na cokole jego imię i nazwisko.
  • jest też budowniczym i architektem - wiadomo, że pomagał między innymi górnikom Bractwa Żelaza w wykuciu w skale ich górskich magazynów.
  • ma na zbroi parę dziwnych symboli.
  • nienawidzi Kyharstrasza Czerwonego.
  • nienawidzi również Szkarłatnej Krucjaty; osobiście, z ramienia Króla Magniego, dowodził atakiem na Nowe Hearthglen, który, choć okupiony niezwykle ciężkimi stratami, doprowadził w końcu do zniszczenia miasta i pojmania oraz stracenia Abbendis, tym samym mszcząc zbrodnie Krucjaty pod Ręką Tyra i śmierć elity Długobrodych.
  • a także krasnoludów Ciemnego Żelaza których w zależności od humoru nazywa "Ciemniakami" albo "tymi po trzykroć przeklętymi zdrajcami, oby im flaki wygniły i dupą wyciekły!" Wyraz tej nienawiści dał w bitwie o stolicę tego klanu, gdzie wykazał się męstwem i zażartością w boju, zabijając wielu szeregowych żołnierzy, oraz mistrza run i konstruktora golemów, Argelmacha.
  • nie przepada również za orkami, co jest zresztą typowe dla Krasnoludów jego pokolenia, a nawet młodszych, którzy walczyli przecież w Drugiej Wojnie, podczas której orkowie zadali krasnoludom niezwykle dotkliwe straty, które większość starych weteranów wciąż jeszcze pamięta... i których niektórzy nigdy nie zapomną.
  • przyniósł kiedyś do Ironforge głowę czarnego smoka. Zostawił ją w Hali Odkrywców. Smok nazywał się Hearinox Czarny. Właściwie, niedawno przyniósł też drugą, o wiele, wiele większą... I ofiarował ją Królowi jako trofeum.
  • nie przepadał za Generałem Moranem, ich poglądy sporo się różniły i jest to fakt niezaprzeczalny. Nie można jednoznacznie stwierdzić, kto miał słuszność, ale faktem jest, że Moran z Hargrimem nie najlepiej się dogadywali. Właściwie, niektórzy posunęliby się do stwierdzenia, że Hargrim gardzi Moranem. Mimo to zawsze wykonywał jego rozkazy.
  • już raz zginął. Powszechnie wiadomym jest zarówno w Khaz'Modan jak i na ziemiach elfów, że ... poległ na morzu w drodze do Desolace, do końca głupio i krótkowzrocznie, jak sądzą jedni, czy też odważnie i honorowo jak mówią drudzy, odmawiając opuszczenia swoich żołnierzy. A jednak... znów żyje...
  • przyjaźni się z arcykapłanem Ironforge - Rohanem. Cóż, może nie jest to przyjaźń, ale faktem jest, że często ze sobą rozmawiają... a przynajmniej tak było kiedyś.
  • od pewnego czasu jest niezmiennie ponury i milczący, niezależnie od sytuacji. Uśmiech pojawia się na jego straszliwej twarzy zazwyczaj tylko podczas walki, a wtedy jest to uśmiech godny szaleńca, krzywy, paskudny i tym szerszy, im bardziej zażarta jest walka...
  • wśród nocnych elfów mówi się, że uczestniczył w niefortunnym "ataku" na Everlook i nie tylko przeżył, ale także uratował od śmierci jakąś Nocną Elfkę, wynosząc ją z miasta we własnych ramionach!
  • pewnego dnia sprzedał swój dom i jakby nigdy nic wyszedł z miasta ze sporym workiem na plecach...
  • potrafi przestać całe godziny, a niektórzy mówią nawet, że całe dnie, w miejscu, bez najmniejszego ruchu... Ponoć w samym Ironforge często zdarzało mu się to pod pomnikami dawnych krasnoludzkich bohaterów, wykonanymi zresztą jego własną ręką
  • nie ukrywa swojej niechęci względem ludzi ze Stormwind, którzy w jego opinii są jedynie marnym odbiciem dumnego, honorowego ludu, którym byli niegdyś.
  • ma za to dość dobre zdanie o Theramore, szczególnie zaś o jego Wysokim Lordzie Vincencie Van'thelu, który jest jego zdaniem "jednym z ostatnich przebłysków dawnej ludzkiej chwały na Azeroth" i "najbardziej honorowym z ludzi jakich zna... To znaczy... tych żywych...".
  • często widywano go w karczmie u Firebrewa z Wielkim Chorążym Thorvaldem Thundererem, ale co dziwne, zazwyczaj po prostu siedzieli w milczeniu i gapili się gdzieś po ścianach. Tym niemniej, zdawali się znać bardzo dobrze i co jeszcze dziwniejsze - darzyć przyjaźnią na swój własny, weterańsko-ponuracki sposób.

Plotki

  • podobno walczył w bitwach z Ciemnym Żelazem na Mokradłach, w tym także pod Dun Modr, mimo tego, że teoretycznie był wtedy na emeryturze. Część uważa to za niewiarygodne - jak ktoś taki jak on miałby pozostać nierozpoznany? Nieliczni jednak, zwłaszcza starsi wojskowi, uważają, że zasadniczo to wcale ich to nie dziwi...
  • podobno jego topór jest magiczny, poza tym niektórzy mówią też, że tnie stal jak masło, nie mówiąc już o kościach wrogów...
  • podobno często wyjeżdżał na ‘urlopy’ do Ashenvale. W ogóle, jeśli wierzyć plotkom, niezwykle ciężko spotkać go w samym Khaz'Modan, chyba, że akurat toczona jest jakaś wojna...
  • podobno ma znajomości wśród elfickich Strażniczek, co w sumie nie byłoby do końca zaskakujące, biorąc pod uwagę, że walczył pod Hyjal, a po zakończeniu Trzeciej Wojny wciąż często bywał w Ashenvale.
  • podobno darzy też wspomniane sporym szacunkiem - szczególnie niegdysiejszą Kal'serrar Keorne, bo choć nikt, a tym bardziej on, nie mówi o tym otwarcie, ponoć nie raz zdarzało się tak, że akurat "przypadkiem" przecinał ścieżkę jej kolejnego patrolu... Chodzą też plotki, że wtrącał się do służby Strażniczek nie tylko słowami i jedynie fakt, że jego działania skierowane były przeciwko wrogom elfów pozwolił mu przetrwać bez uszczerbku podobną bezczelność. Podobno utrzymywał też kontakty z byłą Strażniczką Tarranei Silverbow, choć ostatnie wydarzenia zdają się rzucać na te plotki dość poważny cień. Tak czy inaczej, wspomniane znajomości i preferencje co do miejsca 'urlopów' zaskarbiły mu opinię osoby "nieco dziwnej" w niektórych kręgach ludności Khaz'Modan. By nie użyć mocniejszych słów.
  • podobno symbole na jego zbroi i broni są źródłami wielkiej mocy, nadanej mu przez samych Tytanów!
  • podobno NAPRAWDĘ wyprawił się na Kyharstrasza i zginął w walce z nim -> Jednak to nie może być prawda skoro żyje... Faktem jest jednak, że gdy powrócił do Khaz'Modan po długiej nieobecności, jego już i tak obrzydliwa twarz oraz ciało nosiły ślady licznych oparzeń i świeżych ran.
  • podobno zabił w swoim życiu co najmniej kilka smoków. W większości czarnych, ale podobno nie tylko...
  • podobno poza Krasnoludami przyjaźnił się między innymi z elfickim druidem Daroshenem i ludzkimi paladynami, Gartem i Keltharem.
  • podobno widziano go kilka razy w karczmie u Firebrewa w towarzystwie jakiejś ogromnej, paskudnej i posępnej Nocnej Elfki ; podobno widywano go też jak walczył ze wspomnianą, zarówno w Dun Morogh jak i w Ashenvale i zawsze były to walki zarówno wyrównane jak i niezwykle zażarte...
  • podobno Wysoki Kapłan Rohan, wygłosił podczas jednej z ceremonii świątynnych w jego imieniu oświadczenie, jakoby szukał żony.
  • podobno czasem wychodził nocą z miasta i wracał pokryty krwią...
  • podobno jest postrachem kapitanów, załóg i pasażerów statków dalekomorskich...
  • podobno nie sypia, a jeśli już to robi to zawsze na stojąco i w pełnym opancerzeniu. Oraz z otwartymi oczyma. Ponadto bardzo łatwo go obudzić.
  • podobno rozmawiał z wyrzeźbionymi przez siebie pomnikami, stojącymi na rynku Ironforge. Nawet jeśli nie jest to rozmowa, to z pewnością coś do nich mruczy.
  • podobno przewodził grupie mistrzów kamieniarskich z Ironforge, tworzących kryptę dla Wysokiego Lorda Theramore - Vincenta Van'thela i jego żony Tessane. W tym akurat fakcie nie ma nic specjalnie intrygującego czy dziwnego, jest w końcu znanym rzeźbiarzem i budowniczym. Jeśli jednak wierzyć plotkom, wspomniana budowla przypomina bardziej niewielką twierdzę niż grobowiec i posiada dziesiątki naszpikowanych pułapkami komnat. Jeśli to prawda... Hargrim najwyraźniej chce solidnie zadbać o przyszłość swego dzieła - a także o nienaruszony, spokojny wieczny odpoczynek swoich znajomych...
  • podobno wzbudza w ludziach (i nie tylko ludziach), szczególnie młodych, niepokój i psychiczny dyskomfort. No kto by pomyślał...
  • podobno jest jednak również znany w sierocińcach Ironforge i Stormwind jako swego rodzaju (sporo) brzydszy brat Dziadka Zimy - może i nie jest specjalnie urodziwy, może wywołuje płacz podopiecznych samym wyglądem, może jest zakuty w pełną zbroję płytową i rzadko się odzywa, ale przynajmniej prezenty od niego nie mają z tyłu napisu "wyprodukowane w Ratchet" i nie rozpadają się po dwóch dniach
  • podobno pojedynkuje się niezwykle chętnie i nie słyszano jeszcze, by odmówił walki komukolwiek. Fama głosi, że szczególnie lubi obijać wspomnianego Thunderera i Ghardima Gromobrodego, choć plotki mówią również, że nie przepuści także chętnym przedstawicielom innych ras i równie często krzyżuje ostrze z Wysokim Lordem Theramore - Vincentem Van'thelem. Ponoć mierzy się w walce nawet z elfickimi Strażniczkami, chociaż kto by wierzył w takie bzdury?
  • podobno pomagał w pozbyciu się trawiącej swego czasu Ashenvale zarazy, jako, że był tam wtedy (całkowicie przypadkowo, oczywiście) na kolejnym ze swoich niesławnych "urlopów".
  • podobno zna Halforda Wyrmbane'a z Siódmego Legionu. I to na tyle dobrze, że pozwala sobie mówić o nim "pieprzony buc".
  • podobno osobiście odniósł ciało Wielkiego Chorążego Thorvalda do Dun Baldar, rodzinnej twierdzy krasnoluda, gdzie pochowano go ze wszystkimi honorami. Nad grobem stanął ozdobny nagrobek, wykonany rękami samego Hargrima. Plotki donoszą też o kolejnym pomniku, mającym stanąć w Galerii Chwały... czy okażą się prawdziwe... pokaże czas.
  • podobno czuje się nieswojo w obecności kobiet. Szczególnym zaś niepokojem napawają go wszelkie przejawy fizycznego kontaktu, choćby tak trywialne jak klepnięcie w ramię.
  • podobno pamięta całkiem sporo z kursów medycznych w wojsku i wrzucał już do klatki piersiowej niejedne wnętrzności. Z niewiadomych powodów jednakże mało kto ma ochotę się o tym przekonywać.
  • podobno postanowił nie korzystać z magii do leczenia swoich obrażeń. Zapewne to jeden z powodów, dla których wygląda jak wygląda, bo w istocie, znaczna część jego ran była chyba leczona konwencjonalnie, a za konwencję należy tu uznać, obok szwów i przeżutego chleba, także rozpalone żelazo, smołę i wrzący olej.
  • podobno to powyższe jest przyczyną częstych scysji Hargrima z medykami posługującymi się magią leczniczą.
  • podobno jest całkowicie zielony jeśli chodzi o relacje damsko-męskie i to mimo podeszłego wieku oraz setek lat spędzonych w armii. Bardzo łatwo go zatem wprawić w zakłopotanie.


  • podobno ten, kto kiedyś kupił dom Hargrima w Wielkiej Kuźni za niemal bezcen, wyprowadził się zeń niedługo po śmierci generała, narzekając na "niezdrową atmosferę" panującą w domostwie.
  • podobno nocą można w Galerii Chwały (zwłaszcza zaś w okolicach pomnika Torhilla Wildhammera) wyczuć czyjąś obecność i poczuć na karku czyjeś spojrzenie, a gdyby przysłuchać się bardzo dokładnie, usłyszeć echo ciężkich kroków - i to nawet wtedy, gdy w pobliżu nie ma nikogo innego.


To jest głupia częśc tego artykułu.


Ta część artykułu jest głupia. Prawdopodobnie nie pochodzi z żadnego licencjonowanego źródła i prawdopodobnie nie ma żadnego sensu, jednak w pewien sposób stała się częścią tego, co tworzy RH jako całość


Miłosne Podboje Generała

5/13 20:03:44.077 Filda rzucila sie w tym momencie na Hargrima, naskakujac na niego okrakiem(...)


6/9 23:51:29.181 Deriva jakos niepijanym zmyslem doszla do wniosku, ze moze to faktycznie nie jest dobry pomysl. Ucalowala nieszczesnego weterana w policzek i ruszyla do tanca wokol ogniska. Och radosci.


9/26 01:47:14.289 Deriva usmiechnela sie delikatnie widzac jak krasnolud namietnie tworzy. Poprawila ksiege w ramionach, nachylila sie coby zaplacic krasnoludowi za uprzejmosc niezobowiazujacym buziakiem w policzek wystajacy nad zarostem i ogolnie zbiera sie do pojscia w swoja strone.