Ghardim Gromobrody

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ghardim Gromobrody
Center
Rasa

Dziki Młot/Miedziobrody

Płeć

Mężczyzna

Klasa

(fabularna)

Klasa

(mechaniczna)

Warrior

Wiek

220

Tytuł
  • Tan
  • Odkrywca
  • Sierżant (Dawniej)
Status

Martwy

Skala Wyzwania

23

Poziom Walki Wręcz

23

Przynależność
Charakter

Neutralny

Znana Rodzina

Delrim Gryfopiory - Daleki kuzyn
Reszta Martwa/Przepadła po wojnie pod Hyjal

Próbka głosu

1

Theme

1 2


Wygląd

Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy, gdy spojrzeć na Ghardima, są jego gabaryty. Mierzy on wzrostem dobrych 160 centymetrów, równając się z niektórymi, niższymi ludźmi. Szeroki w barach jak ta przysłowiowa szafa trzydrzwiowa, o muskulaturze godnej tych najwaleczniejszych weteranów wojennych, wielkich, spracowanych dłoniach i niezbyt przyjaznym wyrazie twarzy. Blada skóra w wielu miejscach naznaczona jest bliznami różnego pochodzenia - od ostrzy, poprzez postrzały, na poparzeniach kończąc. Poza bliznami znaleźć na nim można też ogrom tatuaży - pokrywają one górną część ciała, zaczynając od klatki piersiowej, aż po nadgarstki i łysy łeb. W większości (choć z drobnymi wyjątkami) przedstawiają ozdobne sploty wielu misternie połączonych ze soba lini, pomiędzy którymi wkomponowane zostały też runy magiczne.

Twarz Gromobrodego, jak było wspomniane, nie należy do tych najpiękniejszych widoków. Można wręcz ją opisać jako "zakazana morda" i to wcale nie ze względu na ślady walki czy odcisk wieku, a po prostu przez wiecznie nieprzyjazny, wrogi wręcz można by powiedzieć grymas, malujący się na obliczu. Dodatkowego efektu oczywiście dodaje siateczka zmarszczek, bo właściciel oblicza też pierwszej młodości nie jest, a i posiada sporo głębszych i szpecących blizn na całej powierzchni twarzy. Kwadratowy, krzywy, wiele razy złamany i uwieńczony blizną na czubku nos, szare ślepia spoglądające na wszystko i wszystkich z dezaprobatą i dystansem, przykryte przez krzaczaste brwi, wystające kości policzkowe, równierz naznaczone spora ilością blizn niknących w większości w brodzie. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze tatuaże, bowiem chłop i nimi gęsto pokrył nie tylko pół wygolonej na łyso głowy, ale i tą samą połowę twarzy - kawałek czoła, skroń, skórę wokoło oka i policzek. Niektórym mogło by to przypominać tatuaże, jakimi pokrywają się członkowie klanu Dzikiego Młota, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się, i te na głowie są po prostu ozdobą w którą wplecionych zostało kilka niewielkich run.

Twarz jego i w zasadzie całą jego sylwetke zdobi, poza bliznami i tatuażami, jeszcze jedna rzecz - długa, rudo-brązowa broda, sięgająca aż po kolana, pokrywająca się już siwymi włosami, z większym pasmem szarości pod samymi ustami. Uczesanie jej bywa różne i zazwyczaj zależy od okazji, jednak zwykle spleciona jest w trzy warkocze - najgrubszy na szczęce i dwa mniejsze - na policzkach. Spięte żelaznymi lub złotymi klamrami oraz obręczami, albo po prostu związane rzemieniami czy czymkolwiek co jest pod ręką. Gęsty zarost podczas walki chowany jest pod napierśnik, w celu ochronienia go przed przypadkowym, niechcianym skróceniem, dzięki czemu do dziś właściciel może pochwalić się bujnym włosiem na tej zakazanej mordzie.

Obecnie. Made by Deriva/Nopebender

Zwykle Ghardim przy każdym ruchu brzęczy, zgrzyta i łomocze, co nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę, że ostatnio ubiera na siebie więcej żelastwa niż wcześniej. A żelastwo to to nic innego, jak ciężki, płytowy pancerz z thorium. Niepełna jednak zbroja sugeruje obserwatorowi, że Gromobrody stawia praktyczność na równi ze swobodą poruszania się w walce, gdyż wielu elementów i płyt brakuje, a z kolei nogi nie są osłaniane niczym, prócz skórzanych, lekkich spodni i poł łuskowanego płaszcza. Na cały pancerz składa się napierśnik schowany pod płaszczem, ciężkie naramienniki (choć już nie z thorium. Pewnie oryginalne mu spadły). Do tego ciężkie, podkute blachami buty, pancerne rękawice z kolcami na knykciach, zdobiony pas z herbem rodowym Gromobrodych, a na piersi od dłuższego już czasu tkwi tunika Ligi Odkrywców. Cały ubiór, a w szczególności elementy pancerza są majstersztykiem krasnoludzkiego kunsztu kowalskiego. Widać to tak w wykonaniu, jak i w samych ozdobnych runach, mieszczących się na każdej niemalże powierzchni, która nadawała się do pokrycia wspomnianymi znakami. Wszelkie inne ozdoby czy trofea jakie nosił przy sobie zniknęły z jego wizerunku. Na zbroje zaś zarzuca płaszcz o wysokim kołnerzu, podbity od spodu grubym, niedźwiedzim futrem, od wierzchu zrobiony ze skutych, smoczych, czarnych łusek, sięgający gdzieś poniżej kolan. W trakcie walki na łysym łbie ląduje dodatkowo rogaty hełm, zapinany pasem gdzieś pod brodą. Czasem, jeśli zobaczyć go w zimniejszych rejonach, dodatkowo zarzuca na to wszystko futro worga. Czasem głowę zakrywa też starym, znoszonym kapeluszem.

W pełnym uzbrojeniu i z włosami

Ważną częścią wizerunku są też jego bronie. Jest ich oczywiście multum, jak na wojownika przystało, jednak najbardziej rzucającymi się w oczy i najczęściej używanymi są młot i topór jednoręczny, wykonany z najwyższą dokładnością, precyzją i ogromnym kunsztem, niewątpliwie khazadzkim, zwisające przy pasie. Przy tym obie wyglądają na niezwykle stare oraz zadbane. Często przebiega przez nie jednorazowe wyładowanie, jakby te były naelektryzowane, albo przechowywały w sobie jakąś mistyczną moc, czekającą tylko na uwolnienie. Wartym wspomnienia jest też długi, dwuręczny miecz, spoczywający na plecach Ghardima, rzadziej używany, jednak równie kunsztownie wykuty, co dwie pozostałe. Też krasnoludzka robota, co widać na pierwszy rzut oka. No i najrzadziej używany ze wszystkich - stary, ciężki rewolwer równierz wykonany przez khazadzkch inżynierów, zawsze schowany gdzieś przy pasie za plecami, zużyty i rozklekotany do tego stopnia, że przy każdym wystrzale wydawać by się mogło, że zaraz się rozpadnie. Ale jednak mimo wszystko służy dalej. Do reszty ekwipunku zalicza się też długi łańcuch z adamantytu, zakończony hakiem z tego samego metalu, oraz nóż myśliwski, przypominający bardziej krótki, szeroki miecz. Przy tym wszystkim wojownik najwyraźniej nie stroni też od sygnetów i pierścieni, spoczywających na każdym palcu, poza kciukami. Wyraźnie przepada też za kolczykami - po kilka na każdym uchu. Na szyi brodacza znajduje też swoje miejsce naszyjnik z żelaznym medalionem, przedstawiającym dwa skrzyżowane mieczem zaś na ramieniu przewiązany niezmiennie skórzany warkocz, mający, według słow samego noszącego, przynosić mu szczęście.

Charakter

Mimo cokolwiek odpychającego wyglądu, Ghardim jest o wiele bardziej przyjacielski i otwarty na innych, niż by się mogło wydawać na pierwszy, drugi, trzeci czy dziesiąty rzut oka. Z reguły, by się o tym przekonać, wystarczy zamienić z nim kilka zdań. Niektórym może się też wydawać, że jest on typem "tępego osiłka", z wysiłkiem potrafiącego składać zdania, ale i to też jest tylko paskudnym stereotypem. Gromobrody jest wojownikiem, to fakt, ale oprócz tego jest też odkrywcą i podróżnikiem - zwiedził świat wzdłuż i wszerz, był w ogromie miejsc na całym Azeroth, a jak każdy wie, podróże kształcą, tako też brodacz nie jest przygłupi. Zdolny do rozmowy na wiele tematów, o otwartym umyśle i nie-aż-tak-krasnoludzkim spojrzeniu na świat. Co więcej, przeżył też już sporo. Może nie należy do gromady siwych weteranów którzy uczestniczyli w każdej możliwej bitwie jaka toczyła się na ziemiach Khaz'modan, jednak swoje też już ujrzał.

Jak było wspomniane, Ghardim nie ma typowo "krasnoludzkiego" podejścia do świata. Nie oznacza to, że nie ceni sobie honoru, czy że ma za nic krasnoludzkie wartości. Przykłada do nich ogromną wagę, wpajane mu one były od dziecka, toteż stara się trzymać zasad ogólnopojętej krasnoludzkości. Ma po prostu nieco oryginalne podejście do niektórych spraw. Dla większości, szczególnie tych bardziej konserwatywnych khazadów jest po prostu dziwny i wielu krzywo spogląda na podejmowane przez niego decyzje, na przykład zawiązywanie współpracy z najemnikami czy chociażby odejście z wojska. Dla niego jednak to cel uświęca środki i potrafi względnie z rozsądkiem przymknąć oko na niektóre osoby, ich zachowania, czy działania, które podejmuje, by wspomniane cele osiągnąć. Mimo wszystko najważniejsze jest dla niego jednak dobro Khaz'modan, bliskich oraz Azeroth - w tej kolejności.

Gromobrody jest też pewny siebie i dla wielu może wydawać się wręcz arogancki, szczególnie dla tych starszych, którym należy się szacunek z racji samej tylko ilości przeżytych lat. Ciężko u niego dorobić się respektu w szybkim tempie, przed mało kim jest zdolny do ugięcia karku w geście szacunku w przeciągu kilku dni, czy nawet tygodni. Jeśli obierze sobie jakiś cel, postawi przed sobą wyzwanie, to niewielu jest zdolnych go powstrzymać samymi tylko słowami. Często zdarza się, że trudności sprawia mu podążanie za z góry narzuconymi rozkazami przełożonych, dlatego też odszedł z wojska i dołączył do Ligii Odkrywców, gdzie ma, bądź co bądź większą swobodę działań. Bywa narwany, wybuchowy wręcz, a temperament odziedziczył zdecydowanie po matce ze strony Dzikich Młotów. Równie łatwo jest zostać jego przyjacielem co i wrogiem. O przyjaciół jednak dba, wrogów zaś tępi z całą swoją determinacją i zapałem.

Wojownik ma w sobie krew Dzikich Młotów - po matce, jak było już wspomniane, odziedziczył temperament. Ale na tym się nie kończy. Ceni on sobie bowiem, ponad wiele innych aspektów życia, wolność. Nie dla niego żelazna hierarchia w wojsku i sztywno narzucane rozkazy. Dla wielu może się wydać po prostu niezdyscyplinowanym czy nawet lekkodusznym typem. Ponad chwałę, zaszczyty czy awanse, których z resztą i tak unika jak tylko może, największą dla niego nagrodą będzie możliwość cichego odejścia i podążenia samotnie, własną drogą, na kolejny kraniec świata, obierając sobie kolejny cel, stawiając kolejne wyzwania i dążąc do nich uparcie. Największą zaś karą będą ograniczenia - im ich więcej, tym bardziej popsują Ghardimowi humor. Można zatem śmiało postawić tezę, że więcej w nim wolnego, samotnie podążającego swoimi ścieżkami Dzikiego Młota niż faktycznie zdyscyplinowanego, zhierarchizowanego Miedziobrodego.

Opinie innych

Za życia

  • "Ghardim... Ghardim Gromobrody... *spojrzał na swojego rozmówce uśmiechając się delikatnie* Pamiętam jak pod Hyjal walczyłem z nim ramie w ramie przeciwko Legionowi, prawdziwy z niego wojownik... niewielu już takich spotkasz. Zresztą sam go poznaj. *uśmiechnął się*" - Dugnar Ognistobrody Tan Bractwa Żelaza i rodu Ognistobrodych


  • "Tak, pamiętam go. Wiem co mówią - że ja pamiętam każdego wojskowego... I w sumie... jest w tym sporo prawdy. Pamiętam go jeszcze z Drugiej, znałem zresztą też jego ojca... i paru innych żołnierzy z jego Klanu zanim odeszli w chwale by usiąść po prawicy Wielkich Tytanów. *zamilkł na chwilę, po czym potrząsnął głową, być może po to aby wygnać z niej ponure myśli i wspomnienia. Najprawdopodobniej - bezskutecznie* Walczył kilka razy pod moją komendą. Całkiem niezły wojownik i żołnierz... Choć zdecydowanie lepiej sprawdza się jako ten pierwszy. Przydałoby mu się nieco więcej dyscypliny. I rozwagi. Zachowuje się czasem, jakby był dużo młodszy niż jest w istocie. Ale wszyscy... zmieniają się z czasem. Trochę dziwny z tymi swoimi szmatkami zamiast płyty. Ja tam po tylu latach już przestałem czuć moją... Kiedyś nie do końca rozumiałem co nim kierowało gdy tak wpadał między wrogów jak szalony, siekając i miażdżąc wszystkich dookoła... *westchnął cicho* Teraz... teraz już rozumiem... nawet za dobrze... *milczał chwilę, jak to ma w zwyczaju.* Jest niczym skała... prędzej roztrzaska się, niż upadnie. A biada wrogom, którzy weszliby mu w drogę... Takich właśnie potrzebuje Khaz'Modan. Jego przodkowie muszą - mimo wszystko - spoglądać na niego z dumą... A przynajmniej ja z pewnością to właśnie robię. " - Hargrim Stonehand, Generał Armii Khaz'Modan


  • "Tak Bracie? Ghardim? *zaciągnął się fajka i podumał chwile* Och, tak. To mój daleki kuzyn z dawnych korzeni Gromobrodych. Poznałem go pod Drzewem Życia i góra Hyjal. Zacnie walczył, jak każdy podczas tamtego oblicza zagłady. Spotkałem go niedawno w Khaz'Modan. Zmienił się z wyglądu, lecz mam nadzieje, że pozostał taki jak był kiedyś. Oby... mam taka nadzieje." - druid z Klanu Dzikiego Młota, Delrim Gryfopiory


  • "Ghardim? *spojrzał rozmówcy prosto w oczy* Pamiętam jak dzisiaj, pierwszy raz dane było mi zobaczyć go pod Hyjal, jego i cały jego klan... Wszyscy... prawie wszyscy zginęli... przez przeklęty Legion. Widać Tytani mu sprzyjają sama Eonar udzieliła mu swojej łaski, aby skończył co zaczął." - kapłan Bael Modan, Yarran Srebrnobrody


  • To jeden z tych żołnierzy, którzy walczą na polu bitwy do samego końca, bez względu na przeciwności ze strony przeciwnika. A to niestety już prawdziwa rzadkość w tych czasach, mogę więc pozazdrościć jedynie jego dowódcy, że ma tak oddanych sprawie podwładnych pod swoimi rozkazami - Wysoki Lord Theramore, Vincent Van'thel


  • "Lubię takich jak on. Wypuść kawał żelaza do przodu i powystrzelaj wszystko dookoła. Nawet nie trzeba się martwić, że coś mu zrobią, bo jest naprawdę dobry w tym, co robi. I nie pieprzy za dużo niepotrzebnie. Prosty i skuteczny żołnierz, pokaż mu wroga i możesz się zając czymś innym, on wie co robić." - Khoghar, Strażnik Gór


  • "Jaki on jest wielki! Jeszcze w swoim elfim życiu nie widziałam tak wielkiego krasnoluda. Pomimo tego, że nasza znajomość była dość krótka będę go miło wspominać i szkoda, że odszedł od najemników takich jak on to ze świecą szukać. Podczas walki mógłby zniszczyć nie jedną armię, a w towarzystwie wypić nie jedną beczkę piwa i świetnie się bawić. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz nasze drogi się skrzyżują." - Celestia Sunlight, Poszukiwaczka Pieśni


  • "Uzdolniony, honorowy wojownik i niestrudzony przyjaciel. Konflikt który skrzyżował nasze drogi musiał być wyrokiem przodków, bo Ghardim jest teraz jedym z nielicznych, których moge nazwać przyjaciómi... Zarówno ja i Mazaska'noke z dumą odpowiemy na jego wezwanie, jeżli zechce abym dla niego walczył" - Aree'kawni z Płaskich Kopyt.


  • "Współpracujemy bardziej lub mniej regularnie. Bardzo cenię sobie w nim to, że pozbawiony jest typowego krasnoludzkiego kretynizmu, objawiającego się burczeniem i gderaniem na widok magii, elfów i wszystkiego co stoi w sprzeczności ze stęchłym khazadzkim stylem życia. Wychodząc poza pudełko swojej rasy dowodzi, że potrafi iść naprzód. Co się świetnie składa, bo stojąc w miejscu nie dotrzymasz mi kroku." - Venn Landavala, gnomia wiedźma.


  • "Gromobrody, ech? Co by nie mówić, trochę dziwny krasnolud. Jak dla mnie za dużo szwendał się po świecie i przez to ma różne dziwne pomysły i poglądy. Generałowi Stonehandowi pewnie sporo z tego by się nie spodobało. Nie wiem, na przykład, czy powinniśmy dać się najmować dla cudzych spraw. No, ale... Stonehanda tu nie ma, a Gromobrody został. Wystarczy mi, że jest cierpliwym nauczycielem i leży mu na sercu dobro królestwa. Reszty dowiedzie dalszymi czynami." - Gloirin Ognistoręki, uczeń Ghardima.
  • "Twardziel z niego, łeb na karku. Ghardim był mi ostatnimi czasy motywacją. Upór i zmysł taktyczny u niego jest godny naśladowania. Jego ogromny wkład w ratowanie królestwa czyni go bohaterem. Myślę, że przyczynił się do ratowania ostatniej ostoi morlaności i honoru po tej stronie świata. Gdyby było więcej takich osób..." - Lisa, szczere pijackie zwierzenia po koronacji

Po śmierci

  • "<kręci tylko głową ponuro i nie raczy powiedzieć słowa>" - Senka Firebelly
  • "Gromobrody był... nienajlepszym żołnierzem, prawdę powiedziawszy. *zaczął. Mówił donośnym i pewnym, ale beznamiętnym, szorstkim i ponurym tonem.* Miewał kłopoty z dyscypliną. Z respektowaniem łańcucha dowodzenia. Czasem pozwalał, by jego własne emocje brały górę nad obowiązkiem. Myślę jednak, że to dlatego... że może... nie czuł się dobrze w Ironforge. Różnił się od wielu z nas. Z pewnością różnił się ode mnie. Gromobrody był kiepskim żołnierzem, ale był wspaniałym wojownikiem. W jego piersi biło nieugięte serce, którego nie można było skrepować żadnym łańcuchem - nawet łańcuchem służby i obowiązku. Walczył z pasją, z nieustępliwością, z niezrównaną odwagą. Nie można mu tego odmówić - niedobrze było go mieć za wroga. Nie można też odmówić mu tego, ze był wiernym sługą Królestwa - na swój własny sposób. Zginął walcząc do końca w jego obronie, nie okazując strachu, nie cofając się ani o krok. Jesteśmy mu za to winni szacunek - z pewnością ma mój. Gromobrody był nienajlepszym żołnierzem... ale może to po prostu dlatego, że nie wszyscy spośród nas POWINNI być żołnierzami. Był niezrównanym wojownikiem, odważnym odkrywca... i wierzę, że był również dobrym krasnoludem. Niech odnajdzie spokój i zasiądzie w chwale pomiędzy swoimi Przodkami. Jego śmierć zostanie pomszczona. I zostanie zapamiętany." - mowa, którą wygłosił Hargrim Stonehand na ceremonii pogrzebowej.

Historia

Przed grą

Klan Gromobrodych jest wiekowy, niemal tak bardzo jak krasnoludzka rasa. Jeśli wierzyć legendzie, jego założycielem był khazadzki wojownik o wspaniałej sile. Tak potężny, że podczas walki, gdy trwała burza, był w stanie chwytać gołymi rękami gromy spadające z niebios i ciskać nimi w swoich wrogów.

Ale to tylko legenda. Nie wiadomo kiedy ani przez kogo klan został założony - istniał już bowiem nim pierwsze kroniki zaczęły być spisywane. Wiadomo, że miał w swoich szeregach od groma wielkich wojowników i potężnych runmistrzów, którzy przez swoje chwalebne czyny wiele razy zapisywali się w historii krasnoludzkiej rasy. Członkowie klanu byli czystej krwi Miedziobrodymi, wiernymi Żelaznej Kuźni i Wysokim Tanom. Zawsze stawali na wezwania do walki całymi oddziałami, wspólnie przeciwko wszelkiemu niebezpieczeństwu, mimo wszelkich przeciwnosci losu. Klan był ze sobą niezwykle zżyty, siedzibe swoją mając w stolicy krasnoludów. Potężny kompleks komnat i korytarzy był domem niemalże wszystkich jego członków. Klanowym artefaktem i spadkiem przekazywanym z tana na tana miała być stara runiczna zbroja płytowa oraz księga znaków runicznych, wykute i spisane rzekomo przez pierwszego z Gromobrodych. Po Wojnie Trzech Młotów jednak i zbroja i księga przepadły, a po dziś dzień odnaleziony został jedynie pas, w posiadaniu którego jest sam Ghardim.

Klan istniał przez wiele wieków. Aż do trzeciej wojny, kiedy to na górze Hyjal wszyscy jego członkowie stawili czoła Płonącemu Legionowi w pierwszej linii obrony. Dzielnie walczyli aż do samego końca, broniąc Drzewa Życia przed plagą demonów i innego ścierwa. Aż do momentu, gdy na pole bitwy nie wkroczył sam Archimonde. Wysoki dowódca Legionu zrównał krasnoludzkie oddziały z ziemią, mimo ich hartu ducha i determinacji. Po bitwie nie ostał się nikt poza Ghardimem, który jakimś cudem przetrwał piekło pod Hyjal. Reszta klanu zginęła albo w walce, albo później, w szpitalach, na skutek odniesionych ran. Tak skończyła się historia jednego z większych, szlachetnych klanów krasnoludzkich.

Rok 2315

Ghardim przychodzi na świat. Jego matka - Holda z klanu Dzikich Piór była strażniczką gór i treserką gryfów. Ojciec z kolei był kowalem z zamiłowania i członkiem gwardii Khaz'modan. Od dziecka rodzice wpajali mu uparcie krasnoludzkie wartości - uczyli go o honorze, sprawiedliwości i szacunku, ale głównie jednak o tym, że klan jest najważniejszy. Młodzieniec chłonął te nauki niczym gąbka, w wolnych chwilach pomagając matce w opiece nad gryfami i ojcu w kuźni. Choć więcej czasu mimo wszystko spędzał przy gniazdach wierzchowców. Klan Gromobrodych, pomimo tego, że był wielki, był też niezwykle zżytą rodziną, a co za tym idzie - każdy znał każdego. Gharim szczególnie zżył się ze swoim starszym bratem Erghanem, oraz kuzynem - Falgharnem. Trójka wspólnie spędziła dzieciństwo, bawiąc się, ucząc podstaw tego, co każdy krasnolud powinien umieć, polując i planując przyszłość. Szybko stali się wśród innych klanowiczów rozpoznawalni, bo rzadko kiedy się rozstawali. Wspólnie też dołączyli do wojska, by odebrać obowiązkowe szkolenie - przydzieleni do jednego oddziału w tym już postanowili pozostać po ukończeniu szkolenia, wiążąc swoją przyszłość z karierą wojskowych. Z tej okazji młody jeszcze Gromobrody od matki otrzymał prezent - piskle gryfa, którego nazwał Grimvard i którego wychowywał wedle nauk rodzicielki, a który po kilkunastu latach, gdy już wyrósł, okazał się nieocenionym kompanem i jednym z najwierniejszych przyjaciół Ghardima.

Rok 2436

Młody jeszcze krasnolud zaczyna interesować się spuścizną i historią swojego klanu. Rozpoczyna na własną rękę badania przeszłości tak swoich przodków, jak i całej rasy krasnoludzkiej. Przesiaduje godzinami w bibliotece Żelaznej Kuźni przeszukując kroniki i książki historyczne, badając starożytne runy w Halach Mistyków, zadając masę pytań starszyźnie swego klanu. A przy tym wszystkim podróżując po całym Khaz'Modan w poszukiwaniu wszystkiego, co mogło by mu uchylić rąbka tajemnicy, która okrywała przeszłość. Równie często i chętnie podróżuje także pod dowództwem braci królewskich - Branna i Muradina Miedziobrodych, w tym drugim widząc swego bohatera i osobisty wzór do naśladowania.

Pierwsza Wojna

Podczas jednej z bitew drugiej wojny.

Ghardim zostaje wysłany, jako jedyny członek klanu Gromobrodych, do obrony ludzkiego miasta Stormwind przed orczą hordą. Wprawdzie już wcześniej w wojsku brał udział w wielu bitwach i potyczkach na terenie Khaz'Modan, jednak wyprawa do królestwa ludzi miała być pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla niego i jego umiejętności - wróci cały i zdrowy, dowodząc, że nadaje się na wojownika Żelaznej Kuźni, albo nie wróci wcale. Zapał do bitki miał od dziecka we krwi a i talent do walki odziedziczył po ojcu, o perfekcyjnym, wojennym, krasnoludzkim przeszkoleniu już nie wspominając. Wszystkie te aspekty razem sprawiają, że chłopina swoim toporem wyrżnął całe tuziny zielonoskórych, przeżywając każdą potyczkę. Ale to nie wystarczyło, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę Przymierza. Gdy Stormwind zaczęło upadać pod naporem Hordy, Ghardim pomógł w ewakuacji ludzi na północ, samemu także ruszając w kierunku Królestwa Pod Górą. Po powrocie do Żelaznej Kuźni zostaje ciepło przywitany wśród członków klanu Gromobrodych, niemalże jak bohater. Choć nie dokonał niczego wielkiego jako zwykły topornik, to jednak jego powrót z wojny został uczczony, bowiem był jedynym z klanu, który po tak długim czasie pokoju ruszył na wojnę. W tym okresie także znalazł swój cel życiowy. Od powrotu z wojny dążył do tego, by zostać któregoś dnia Królem Góry, Tanem klanu Gromobrodych, a w końcu i Czempionem Khaz'Modan. Bohaterem swojej rasy, zasługującym na to miano.

Druga Wojna
Druga wojna to chwile tak chwalebne, jak i gorzkie i smutne dla krasnoludów z klanu Gromobrodych. Choć klan mężnie i odważnie stawał w zwartych szeregach, broniąc granic Khaz'Modan i tocząc bitwy z Hordą. Wśród nich stawali także trzej najlepiej znani członkowie klanu - Erghan - brat Ghardima i gryfi jeździec, Falgharn - Kuzyn dwójki krasnoludów i inżynier - oraz sam Ghardim. Trójka niemalże podczas każdej bitwy trzymała się razem, walcząc ramie w ramie i broniąc się wzajemnie w najcięższych sytuacjach. Jedna z bitew przyniosła jednak tragedie, gdy zbyt pewni siebie rozproszyli się po polu bitwy, przestając doceniać siły orczej Hordy. Erghan przypłacił to życiem. Był to przepotężny cios dla Ghardima oraz Falgharna. Jakby strata była zbyt mała, do tego wszystkiego doszła jeszcze poważna kłótnia dwójki krasnoludów wzajemnie obwiniających się o powody śmierci Eghana, która prawie zakończyła się pojedynkiem. Cały klan zdołowany utratą członka wrócił do Ironforge.
Trzecia Wojna
Krasnolud nieszczególnie interesował się plagą, jaka toczyła się w Lordaeronie. Był załamany utratą brata, więc myśli zajmował pracą w wojsku i dalszymi badaniami. Wtedy, do klanu Gromobrodych doszła informacja o wyprawie na Kalimdor. Krasnoludy, gnane chęcią poznania nowych krain rozpoczęły przygotowania do podróży. Ojciec Ghardima, widząc przygnębienie i nieustający smutek syna, próbował go pocieszyć, namawiając na ową podróż. Krasnolud, choć z mocno sceptycznym podejściem do nowego kontynentu, wyruszył z resztą klanu, sam będąc ciągnięty przez ciekawość.
I był to największy błąd klanu Gromobrodych. Niedługo po wylądowaniu, krasnoludy zostały ściągnięte przez Jaine Proudmoore na Górę Hyjal, pod Drzewo Nordrassil, by stanąć w obronie świata przed Płonącym Legionem. I stanęły, tak, jak nakazywały im ich wartości i honor. Wśród ludzi, orków, trolli, taurenów i elfów. Bez uprzedzeń rasowych i rozpamiętywania przeszłości stawali ramie w ramie, w większości na pierwszej linii. Dla wielu była to misja samobójcza. Klan Gromobrodych jednak, jeśli miał się czymś zapisać w historii złotymi zgłoskami - to zapisał się zapewne tamtym dniem. Bowiem byli to krasnoludowie naprawdę silni. Runmistrzowie, szamani, wojownicy, kapłani i inni - wszyscy godzinami ustawali pod naporem demonów, tworząc prawdziwą ścianę z khazadów, nie do przebicia. Do momentu, gdy na polu bitwy nie ukazał się sam Archimonde. Sam Ghardim, jak twierdzi, dalszego przebiegu bitwy nie pamięta. Jednak gdy się obudził następnego dnia w szpitalu polowym, po bitwie, ciężko ranny i ledwo żywy, był już jednym z ostatnich członków klanu. Cały klan został wymordowany przez Archimonde'a i jego hordy demonów. Niektórych ciała zostały przetransportowane do Żelaznej Kuźni, wielu jednak ciał nie odnaleziono. Paru członków pochowanych zostało w krypcie bohaterów, reszta zaś złożona w krypcie klanu Gromobrodych.
Krasnolud wrócił do Żelaznej Kuźni. Wtedy też zaczęły się jego problemy. Wściekły na siebie po utracie rodziny zaczął się borykać ze swoimi największymi wewnętrznymi demonami - gniewem i agresją, zaś smutki topił w alkoholu. Odszedł też niedługo po tym z wojska i słuch o nim przepadł na długi czas. Mówiono, że skończył w rynsztoku, że postanowił się powiesić, lub że zginął z resztą klanu pod Hyjal. Prawdą jednak było to, że Khazad uciekł. Postanowił poradzić sobie sam ze swoimi problemami. Wyruszył samotnie w długą, dwuletnią podróż po świecie. Nie za bardzo wiadomo, cóż podczas owej podróży robił ani też gdzie dokładnie był. Niektórzy twierdzą, że widzieli go wśród najemników i żołnierzy w różnych krainach, kompletnie odmienionego, gdy - jak sam twierdził - szukał godnej i honorowej śmierci w walce, chcąc dołączyć do swych krewniaków w halach tytanów.

Gra

Ghardim2wise4u.jpg

Rok 31

Ghardim wrócił z dwuletniej wędrówki po Khaz'Modan, zupełnie odmieniony. Brak płytowej zbroi to zdecydowanie największa zmiana u niego. Oprócz tego przywlekł ze sobą młot i topór - dwie nowe bronie, którymi uczył się władać jako dziecko. Była jeszcze jedna nowość, czyli brak prawego oka, jednak nikt nie wie, jak je stracił. Po powrocie oczywiście od razu wrócił w szeregi gwardii Khaz'Modan na swoje dawne stanowisko - topornika. Kilka tygodni po powrocie wybrał się z Dugnarem Ognistobrodym na patrol w okolice Brewnall, z którego wrócił tak poharatany, że kapłan musiał go składać jeszcze przed bramami do Żelaznej Kuźni. Podobno oboje napotkali na dużą grupkę lodowych trolli, które atakowały z ukrycia. Niewiele wiadomo, co się tam działo, ale trolli już nie ma, zaś sam Ghardim nie lubi wspominać tamtego wydarzenia. Następne tygodnie mijały, Ghardim stracił ramie na wskutek wydarzeń, jakie rozegrały się w Zapomnianej Jaskini w Żelaznej Kuźni, które parę dni później zostało mu zwrócone przez kapłana Yarrana Srebrnobrodego. W tym okresie Khazad odzyskał swój rodowy pas - część zbroi klanu Gromobrodych. Wtedy także przestał pałać tak wielką niechęcią, czy nawet nienawiścią do swojego kuzyna - Fagharna. W między czasie została także zorganizowana wyprawa do Loch Modan, związana z szalejącym wtedy koszmarem. Ghardim oczywiście stawił się na wezwanie do walki i wyruszył wraz z innymi śmiałkami z Żelaznej Kuźni w tamte okolice. Trudno stwierdzić jednoznacznie, co się z nim wtedy działo, raczej nie zabłysnął w żaden sposób podczas bitwy, starając się trzymać wśród innych szeregowych. Kolejny miesiąc obfitował w pojedynki, głównie z członkami Gwardii Khaz'Modan, lecz nie tylko. Wybierał się też w kilka podróży wraz z Dugnarem oraz Hargrimem do Badlands. Finalnie, cała trójka zaraz po wyprawie pod wrota Uldum skierowała się w stronę Thunder Bluff, na ziemie taurenów. Trudno stwierdzić, po co, ale są domysły, że chodziło o jakieś linie mocy. Krasnolud z tej podróży wrócił bez włosów na łbie oraz z ciut krótszą brodą, za to przeorany mnóstwem nowych blizn i poparzeń. Podobno trafił go podczas pobytu u taurenów piorun... Pod koniec roku wyruszył z niejakim Thorvaldem Thundererem szukać pewnego yeti, który podobno nękał okolice Hillsbrad. Nie wiadomo, co się dokładnie stało po wyleceniu dwóch krasnoludzkich gryfów z Żelaznej Kużni, ale wróciły one pod wieczór. Yeti było rzekomo zabite przez Thorvalda. Ghardim niestety też stracił tam życie. A może to tylko plotka? W każdym bądź razie nic nie jest potwierdzone. Od tamtego wydarzenia topornik wydaje się inny niż kiedyś. Następnie wyprawił się wraz z takimi osobistościami jak Starszym Sierżantem Dugnarem Ognistobrodym, Wysokim Lordem Theramore Vincentem Van'Thelem oraz Wielkim Chorążym Armii Khaz'Modan Thorvaldem Trundererem na Norhrend, dokładniej do Storm Peaks w okolice Strefy K3, gdzie stoczył pierwszy pojedynek z Wysokim Lordem Theramore, niestety - przegrany.

Rok 32

Pierwszym wydarzeniem o którym można było usłyszeć była sprawa znikających karawan. niewielu wie, o co dokładnie chodziło, jednak wiadomo, że trolle były odpowiedzialne i w tym przypadku. Podobno chodziło o transporty broni i zbroi. Trolle ewidentnie się do czegoś szykowały... Kilka tygodni po incydencie z karawanami, Ghardim wraz z Generałem, Chorążym, oraz Sierżantem wybrali się w góry w okolice wioski lodowych trolli. Co się tam działo pozostaje tajemnicą, podobnie jak dokładny cel wyprawy. Po powrocie jednak wydawało się, że ta grupa dowiedziała się czegoś nowego na temat znikających karawan. Nie było już wątpliwości, że trolle stanowią coraz większe zagrożenie. W końcu trolle zakończyły przygotowania i przewidywania okazały się słuszne. Trolle szykowały się do bitwy. Najważniejszej z bitew tego roku - atak trolli z plemienia Lodowej Grzywy na wioskę Brewnall. Z zeznań Khazadów, którzy przeżyli, wynika, że Topornik dowodził oddziałem żołnierzy na prawej flance. Niestety dla niego - jego oddział nie utrzymał się zbyt długo. Trudno stwierdzić, czy to z powodu większej ilości trolli atakującej prawą stronę, czy przez mizerne wyszkolenie żołnierzy... W każdym razie, gdy Ghardim został z zaledwie garstką wojowników na odsiecz z frontu przybył Thorvald Thunderer. To niestety też niewiele dało, trolle się dosłownie mnożyły. Ghardim wraz z Chorążym i częścią jego oddziału stawali dzielnie, aż do czasu, gdy między trollami nie pojawił się ich wódz - pech chciał, że właśnie na prawej flance. Niewiele myśląc oba krasnoludy rzuciły się na niego. Okazało się być to jednym z większych błędów krasnoludów. Wielki chorąży Thorvald Thunderer zapłacił za to najwyższa cenę - życie. Ghardim pozostał samotnie, walcząc do końca. Wtem pojawił się Generał zabijając wodza i dając rozkaz do odwrotu. Gromobrody, ciężko ranny, ledwo idąc zabrał ciało Chorążego, jego broń i wycofał się do ostatniego budynku który był jeszcze bezpieczny - karczmy. Tam złożył ciało na jednym ze stołów a sam... cóż, stracił przytomność z racji dużej ilości straconej krwi. Po bitwie, gdy już wszyscy wylizali rany, tak fizyczne, jak i psychiczne, nadszedł czas na kolejną wyprawę. Wyprawę na Mokradła. Spowodowana była ona wzmożoną aktywnością nieumarłych w północnej części krainy. I po raz kolejny Ghardim, już na stanowisku sierżanta Gwardii Khaz'Modan wyruszył z takimi osobistościami jak Generał Stonehand, Były generał Ironhammer, Kapitan Ognistobrody oraz Sierżant Khoghar. Wyruszyli oni z Portu Menethil natychmiast kierując się na pobliski cmentarz na który prowadził ich pewien przerażony strażnik. Ogółowi nie jest wiadome, co się działo na miejscu, wiadomo jednak, że stoczyli oni z czymś walkę... W kolejnych tygodniach Ghardim wraz z generałem oraz sierżantem Khogharem rozwiązywali kilka spraw. Między innymi jedną ze spraw związaną z tajemniczym "UK" na mrokach w Żelaznej Kuźni, a także sprawę morderstwa na krasnoludzkich farmach w Arathi. Następne wzmianki o Ghardimie można było usłyszeć stosunkowo krótko po w/w wydarzeniu. Odszedł on ze służby i dołączył do Ligi Odkrywców, twierdząc, że tam się nadaje lepiej. Następnie dołączył on do wyprawy na Aerie, wraz z Kapitanem Khogharem, Strażnikiem Gór Murindinem, Fildą Steelfist oraz Nortgramem Thumazardem, celem której miała być pomoc Krasnoludom z klanu Dzikich Młotów. Złożyło się tak, że Ghardim popadł w konflikt z Kapitanem podczas tej wyprawy i przed zakończeniem wrócił do strefy K3, gdzie poznał Paladyna Christofa Lambertza, z którym to nawiązał dość dobrą znajomość. Sam Ghardim twierdzi, że jest to jedyny człowiek, jakiego oficjalnie darzy szacunkiem, bo sam tak chce, a nie "bo musi". Dłuższy czas przebywał jeszcze w obozie K3. Doszły do niego jednak wieści, że Król Miedziobrody chce przenieść kilku wojskowych ze Stormpeaks na front Szarego Trybunału. Ten usłyszawszy o tym postanowił się także przenieść. Spakowany wsiadł na gryfa, odleciał... I wszelki ślad po nim zaginął.

Lata 33-35

Ghardim rzekomo przez czas swojej nieobecności znowu podróżował. Wiele czasu spędził wśród Krasnoludów Zrodzonych z Mrozu, poznając ich kulturę i zwyczaje, a jeszcze więcej odkrywając północne tereny kontynentu Northrend - głównie Storm Peaks. Co tam odkrył - nie wiadomo, tego dowiedzieli się jedynie Nadprospektor Rahgar Dantilen, Brann Miedziobrody i Zapewne sam Król pod Górą. Krasnoluda nie widziano dobry rok. A później powoli i stopniowo zaczął się pokazywać znowu. Jednym z ważniejszych wydarzeń była obrona Grobowca Bohaterów przed wrogiem całego Khaz'Modan - Kyharstraszem Czerwonym, pierwszy raz, gdy przed lewiatanem stawał z grupą bohaterów z różnych zakątków świata, i drugi raz, sam na sam, w samym już grobowcu. I o ile pierwsze starcie można uznać za jakiś sukces, bo smok został z Królestwa wyteleportowany, o tyle druga nie potoczyła się już tak kolorowo. Grobowiec został zdewastowany, strażnicy jego poza Ghardimem zabici, zaś sam były sierżant skończył w ciężkim stanie. Po tych wydarzeniach krasnolud wyjechał w kolejną podróż, obiecując samemu sobie, że któregoś dnia łeb smoka zawiśnie przed Żelazną Kuźnią jako trofeum. Nie było go znów trochę czasu. Znów podróżował, dość sporo, jednak najdłużej zatrzymał się na pustyni Tanaris, jako członek bandy najemników - Kling Pustyni. Jako najemnik brał udział w ataku na obozu Młota Zmierzchu w Krainie Tysiąca Igieł i niedługo po tych wydarzeniach odszedł, po pojedynku z szefem najemników Desmondem Searockiem

Rok 36

Po odejściu znów szwendał się dłuższy czas po świecie, podróżując od wykopalisk do wykopalisk, szukając sobie zajęcia. W końcu został wysłany przez Ligę Odkrywców na Ziemie Plagi, gdzie wspomóc miał działania Srebrzystej Krucjaty, oraz raportować o ewentualnych rzeczach, jakie mogły by Lige zainteresować. Zawiązał też współpracę z niejaką Venn Landavalą, gnomią czarownicą, której pomógł w zlokalizowaniu Artefaktu na Ziemiach Plagi i kolejno tropieniu wspomnianego przedmiotu. Owa współpraca poskutkowała między innymi też zawiązaniem jako takiej współpracy z Wieżą Słońca, bo podobno im niekiedy też pomaga w różnych misjach i wyprawach. Niedługo po tym wrócił do Khaz'Modan, gdy sytuacja polityczna Królestwa zaczęła się sypać coraz bardziej. Fama głosi, jakoby zebrał grupę ochotników i zorganizował wyprawę na Mokradła. Plotki o tej wyprawie były różne. Jedni twierdzili, że krasnolud chce uciec z królestwa, inni że olewając kompletnie wojnę domową wiszącą na włosku i resztę konfliktów na świecie urządził sobie wyprawę badawczą, lub łowiecką z "kolegami" z Ligi Odkrywców. Do wyprawy jego miały dołączyć takie osoby jak Gloirin Ognistoręki, Thangor Hammerhand, Blanka Steelynx, Lisa, Valdox Prexotran, a przy tym kręcić się w ich pobliżu mieli także najemnik Rhoan Verano, oraz jakiś dzikus o imieniu Thourigg.

W każdym bądź razie, ekspedycja się rozpoczęła. Podobno mieli coś wspólnego z masakrą strażników w kopalni Gol'bolar. Podobno spędzili noc w Thelsamarze, a gdy na następny dzień dotarli do Mokradeł, na dzień dobry stoczyli walkę z orkami z Klanu Smoczej Paszczy. I to nie jedną, bo podobno dwie, dzień po dniu. W końcu jednak wylądowali w Greenwarden's Grove i tam zatrzymali się na parę dni, liżąc rany i ogólnie szykując się do dalszej wędrówki gdzieś na północ krainy. Oficjalna informacja głosi, że wyprawa ma za zadanie zbadać wpływ wylewu jeziora Loch na faunę i florę południowych Mokradeł.

Wyruszyli po kilku dniach z osady Nocnych Elfów, w planach mając dotrzeć do północnego łańcucha gór i z jakiegoś powodu ruszyć nim na wschód. Zatem wyruszyli, wczesnym rankiem... I wrócili tego samego dnia - późnym wieczorem, wielu w ciężkim stanie, ze śladami po oparzeniach głównie, jedni rozdygotani i przerażeni, inni wściekli, klnąc na czym świat stoi, jeszcze kolejni przygnębieni i zawiedzeni. Jak głosi fama, wyprawa miała zostać zaatakowana przez samego Kyharstrasza Wiarołomce gdzieś w górach. Lewiatan okazał się jednak najwyraźniej zbyt wymagającym przeciwnikiem gdyż grupa podjęła odwrót - słusznie czy nie - to już zależy od punktu widzenia. Najważniejsze, że wszyscy przeżyli, w miarę cali. Mijały kolejne dni, spędzone na zapijaniu porażki i uspokajaniu nerwów, aż w końcu podjęli kolejną próbę, ruszając w tą samą stronę - na północny wschód. I właściwie ślad po nich zaginął. Chociaż pewnie i tak nikogo to nie obchodziło, bo podczas stanu wojennego są ważniejsze sprawy, niż szukanie jakiejś bandy wariatów.

Powrócili, zwycięsko, wraz z Anvilmarem, do Żelaznej Kuźni, by osadzić go na tronie. Po tej wyprawie Ghardim natychmiast zaczął się szykować do kolejnej wyprawy. Tym razem jednak przygotowania zajmują mu o wiele więcej czasu i odwiedza o wiele więcej różnych osobistości, od najlepszych kowali krasnoludzkiego krolestwa, poprzez najznamienitszych inżynierów, aż po najpotężniejszych runmistrzów. Nie jest żadną tajemnicą, jakoby Gromobrody za kolejny cel wyprawy obrał sobie samego Kyharstrasza Wiarołomce, a konkretniej jego łeb - który wedle przysięgi złożonej kilka lat temu, miał zawisnąć przez wejściem do stolicy khazadów.

Do wyprawy nie doszło. Pod koniec roku 2536 w Żelaznej Kuźni odbył się pogrzeb poległego na północy Generała Hargrima Stonehanda, na którym - jeśli wierzyć plotkującym - Gromobrody się pojawił. Ale dopiero po tym, gdy na ceremonii pojawił się także Czerwonołuski Lewiatan, Kyharstrasz Wiarołomca. Gromobrody toczył walkę z gadem, gdy ten próbował uciekać, od samego centrum Żelaznej Kuźni aż po bramy stolicy - pod którymi zginął, rozdarty na pół w paszczy smoka i spalony w lawie.


Plotki i fakty

  • Jest ostatnim krasnoludem noszącym to nazwisko, przez co niektórzy nazywają go "Tanem jednoosobowego/wymarłego klanu".
  • Owy "tytuł" niezwykle go drażni.
  • Kiedyś miał problem z kontrolowaniem agresji.
  • Swojego czasu był też jednym z krasnoludów, którzy żyli tylko w poszukiwaniu godnej i honorowej śmierci w walce.
  • Stanął do walki z Kyharstraszem czerwonym. Raz w Żelaznej Kuźni, gdy ten próbował dostać się do grobowca bohaterów, drugi raz, sam na sam, w obronie tego samego grobowca.
  • Niedługo po dorobieniu się w Gwardii Khaz'Modan stołka sierżanta odszedł, by skupić się na Lidze Odkrywców.
  • Podróżuje po Azeroth w poszukiwaniu spuścizny swego klanu - starej zbroi, młota, topora i księgi runicznej, które udoskonalane i przekazywane były z pokolenia na pokolenie przez stulecia.
  • Był członkiem Kling Pustyni, jednak niedługo. Jego odejście przypieczętować miał pojedynek z szefem najemników Desmondem Searockiem.
  • W okresie członkostwa w najemniczej bandzie brał udział w niszczeniu obozów Młota Zmierzchu w Krainie Tysiąca Igieł.
  • Koleguje sie z Hordą!
  • A nawet z NOCNYMI ELFAMI!
  • Przez jakiś czas stacjonował we wschodnich ziemiach plagi, w kaplicy Srebrzystej Krucjaty, wspomagając tam działania krzyżowców z ramienia Ligi Odkrywców.
  • Niedawno urządził jakąś wyprawę na Mokradła, nie wiadomo po co i na co.
  • Stracił podczas tej wyprawy swojego ukochanego gryfa - Grimvarda, którego pochował na południu Mokradeł. Na mogile gryfa umieścił łeb smoka, w którego ogniu zginął wierzchowiec, jak głosi inskrypcja na nagrobku.