Faustus Akkerheld

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj
Faustus Akkerheld
[Center
Rasa Nieumarły (Opuszczony)
Płeć Mężczyzna
Klasa

(fabularna)

Klasa

(mechaniczna)

Wojownik
Wiek (w chwili śmierci) 43 lat
Tytuł Nic oficjalnego
Status Podwójnie martwy
Skala Wyzwania 6
Poziom Walki Wręcz 5
Przynależność
  • Podziemne Miasto
Charakter Niewątpliwie szalony
Znana Rodzina
  • młodszy brat, podobno żyje
  • żona, martwa
  • syn, nie wiadomo
Motyw muzyczny

[1] - Motyw przewodni, [2] - Bitwenie

Na pierwszy rzut oka

Z bardzo daleka można by nawet pomylić go z żyjącym. Ot stary mężczyzna w wysłużonym już stroju świadczącym o przynależności do wyższej klasy społecznej. Do czasu, aż się nie podejdzie... Strój okazuje się wyblakły, nadszarpany, przetarty w wielu miejscach. Jakby wrzucony do szafy pełnej moli, a następnie na gorejące słońce. A wtedy, właśnie wtedy dostrzega się twarz właściciela. Mlecznobiałą wklęsłą twarz umarlaka i dwa żarzące się punkciki osadzone głęboko w czaszce. Skrywające gdzieś na granicy świadomości obietnicę cierpienia i pożogi.

Przerzedzone białe włosy spływające do ramion i drobny zarost, ginący na tle pociągłej twarzy. Gdzieniegdzie w dziurach jego odzienia prześwituje przegniłe mięso lub pożółkłe już kości. Faust nie jest okazem najlepiej zakonserwowanego opuszczonego. Jednak i tak może poszczycić się lepszą aparycją niż co niektórzy.

Co zaś tyczy się zachowania. Akkerheld niewątpliwie nadal czuje się szlachcicem, choć jego błękitna krew dawno temu wsiąkła w ziemię lub obróciła się w pył. Groteskowo wyprostowany, postukujący drewnianą laską i na dodatek zadziera nosa. Nie wspominając już o paskudnym i nieprzewidywalnym charakterze, który pogłębił się wraz z powrotem na ten padół łez. Choć cholera wie jaki dokładnie był za życia i czy nie przyszło mu to wraz z nie-życiem.


Przez zasłonę cieni / Przed śmiercią

W kwiecie wieku.

Kwiat rycerskości! Honor i chwała ponad wszystko! Liczy się tylko dobro ludu Lordaeronu!

Tak mówił każdy, kto nawet raz nie znalazł się na polu bitwy. Takimi właśnie bajeczkami karmiono prosty lud. A jaka była prawda? Ano taka, że pole bitwy to chaos. Wichura stali i krwi. Niepowstrzymana masa agonalnych jęków i krzyków. Deptanie ciał swoich towarzyszy i tratowanie wrogów. Faustus tam był i doświadczył tego wszystkiego. Bowiem był częścią konnicy, a z siodła był lepszy widok na makabrę, która rozgrywała się na ubitej ziemi. To on tratował pod kopytami piechotę i rozbijał szeregi. I do póki wszystko szło zgodnie z planem wysnutym przez stratega, a przeciwnik nie wyciągał asa z rękawa pod postacią ukrytego oddziału czy nagłego ataku z odsłoniętej flanki to wygraną niemal mieli zapewnioną. Wtedy armia Lordaeronu wracała, a ludzie wiwatowali i radowali się. I tak to się żyło. Od bitwy do bitwy.

Później nastał czas na mariaż, przejęcie majątku po ojcu i - jak to mówią - zasadzenie drzewa, wybudowania domostwa i spłodzenie syna. Gdzie rodzina Akkerheldów miała swoją posiadłość i jak dawno to było? Trudno określić, a wersji jest tyle ile zapytanych osób. Pewnym można być co do tego, że nie był to jeden z tych wielkich wpływowych rodów. Dziś pewnie określony by został jako zubożała szlachta.

Zamglona jest przeszłość Fausta co do przyczyn jego zgonu i miejsca pochówku. Plotki zaś jak to na plotki przystało - mogą być prawdziwe lub fałszywe! A on sam niewiele wspomina o swoim życiu, a zwłaszcza jego ostatnich lat. Mówi się, że Faust sam rozpuścił część plotek i niedomówień, które szwendają się po językach tych, którzy nie mają lepszego zajęcia niż obgadywanie jego osoby. Tę pogłoskę prawdopodobnie też!

Ze śmiercią mu do twarzy / Teraz

Faustem z początku mało kto się interesował. Ot obłąkaniec błąkający się po Podziemnym Mieście. Rzucający opryskliwym komentarzem, opowiadający drętwe (bo jest nieumarłym, łapiesz? hehe) dowcipy, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwy. Do czasu, aż coś mu się nie poprzestawiało w głowie i nie zaczął nawoływać do odbicia "ziem, które prawnie należą do Opuszczonych". Wystosował on list do Jej Królewskiej Mości, Zgniłej Pani, Królowej Banshee - Sylvanas Windrunner, w którym to podobno przedstawił plan na odbicie tego tajemniczego terytorium. Co zaś Akkerheld usłyszał tamtego dnia, gdy został wpuszczone przed oblicze Królowej nie wyszło za mury jej komnat.

A był to rok 37:

~Czystka

Akkerheld rozpoczął kampanię z polecenia Windrunner przeciwko niedobitkom Szkarłatnej Krucjaty. Wieści rozbijały się po lesie Tirisfal jak to grupa nieumarłych pomyleńców puszcza z dymem coraz to kolejne obozy. Znane były ich miana, bowiem szybko stali się rozpoznawalni w Brill. Kat Mardok, magini Nefretari, nekromanta Alurd i niepowstrzymana bestia znana pod imieniem - Anatalah. Oczywiście, taka banda indywiduów przyciąga innych pomyleńców i tym samym widziano z Czyścicielami (bo tak zostali ochrzczeni przez lokalnych) czarownika, który każe zwać się Władcą Ciemności, zagubioną orczycę, a nawet lokalnego grabarza!

A sam przebieg? Podstępne natarcia, przepędzanie nieumarłych gnolli z pobliskiej farmy prosto na obóz Szkarłatnej Krucjaty, wybuchy i jeszcze więcej wybuchów. Lecz nie obyło się też bez porażki, która skutkowała pojmaniem samego Akkerhelda. Lecz na (nie)szczęście został on uratowany przez pozostałych Czyścicieli, którzy także położyli kres ostatniemu z obozów wroga Opuszczonych. Zaś wyrżnięcie niedobitków było dla nich tylko formalnością.


~Skrzynka

Dobra passa Czyścicieli skończyła się wraz z kolejnym zadaniem, które zostało im zlecone przed pewną Plugawicielkę. Drużyna podążała tropem jakiejś zaginionej skrzyni z karawany idącej z Brill do Bulwarku. Skrzyni, którą skradziono w niewyjaśnionych okolicznościach.

Widziano Fausta, Alurda i Anatalah jak wypytują okolicznych, a zwłaszcza aptekarzy i strażników o przesyłkę. Podobno nie raz i nie dwa razy, a zwłaszcza jednego ze strażników. Tego Akkerheld nachodził regularnie z plikiem kartek i rysikiem.

Drużyna raz za razem wybierała się w poszukiwaniach do okolicznych lasów. I wracała z niczym. Umorusana, a nawet z ubytkami. W ludziach. Plotki głoszą, że sfrustrowany niepowodzeniem Akkerheld pozbył się dwójki ze swoich, Alurda Grayback'a i Anatalah. Tych samych, z którymi wcześniej wypytywał mieszkańców Brill. Być może wiedzieli za dużo i stali się dla szlachciury niewygodni? Podejrzenia podsycił widok Mardoka czekającego z walizami na swoją żonę pod posągiem Jej Wysokości, Królowej Banshee. Godzinę czy dwie później ładowali się na sterowiec.

Wyglądało na to, że cała sytuacja wymknęła się spod kontroli, a dziwne - nawet jak na niego - zachowanie Fausta zdawałoby się potwierdzać tę teorię. Motał się po Brill, aż w końcu trafił na lokalny cmentarz. Z którego później wystrzelił na swoim rumaku wprost do Podziemnego Miasta pod komnaty Królowej Windrunner. Z których później został wywleczony przez straż i wtrącony do lochy. Z którego, dnia kolejnego wyniesiono go bez nie-życia.


Podobno...

Plotki, ploteczki...
  • ...Za życia był okrutnikiem, który katował swoich podwładnych i rodzinę.
  • ...Najbardziej kochał swego wierzchowca, Dolores.
  • ...Tak bardzo, że go wskrzesił.
  • ...Koń, na którym jeździ nie jest tym, który służył mu za życia.
  • ...Roztrwonił odziedziczony po ojcu majątek w zastraszającym tempie przez co większość życia jedyne co posiadał to tytuł i górę długów do spłacenia.
  • ...Zginał z ręki windykatorów na oczach swojej żony i syna.
  • ...Napastnicy ścieli go, by móc dostarczyć głowę jako dowód wykonanej roboty.
  • ...Głowa, z której teraz korzysta nienależny do niego.
  • ...Czasem ta głowa mu odpada. Poszukiwania rozpoczynają się karykaturalną gonitwą. A kończą na grzebiecie wierzchowca, gdy złapana już głowa zanosi się obłąkańczym śmiechem i wyzywa innych od najgorszych.
  • ...Został ochrzczony przez Szkarłatną Krucjatę jako "Ten szaleniec, który wyrżnie nas do nogi", a także "Zgubą Szkarłatnych".
  • ...Nosi przy sobie pozostałości po dowódcy Szkarłatnych, niejakim Theodorze Bladewaverze. Znanym również jako - jak na ironię - "Zguba Nieumarłych" lub "Theoś".
  • ...Zostawił swoich ludzi na pewną śmierć.
  • ...Jest niezrównoważony psychicznie i dąży do samo-destrukcji.

Opinie innych

  • "Akkerheld, pedale! Przestań się wylegiwać i pomóż mi z tą bramą!" - Mardok do konającego Faustusa, próbując otworzyć drzwi do celi tego drugiego. Cytat idealnie oddający całokształt ich relacji.