Artfordowie

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Stary dom Artford, niegdyś dumny wielki, wspaniały-dziś pogrążony w smutku, degeneracji i strachu przed własną przeszłością.


Historia

Całą historię rodu powinno traktować się jako zbiór legend, a nie prawdę historyczną o czym powinien pamiętać każdy szanujący się badacz.

Pierwsze wzmianki

Linia krwi domu Artford jest bardzo stara, broń rodowa według tego co twierdził Fredric Artford pamiętała czasy wojen z Trollami a nawet wcześniejsze. Według tego co udało się odkryć nielicznym utrzymującym kontakty z rodem prawdopodobnie wszyscy ,,jasnokrwiści" pochodzą z jakiegoś regionu Lorderonu.


Pierwsza wojna

Dwudziestu konnych w krwistoczerwonych zbrojach (a przynajmniej taki kolor miały ich pancerze podczas odpowiedziało na zew króla. Najlepsi synowi tego rodu podczas wielkiej bitwy zbyt blisko murów stolicy. Ich blade twarze zdawały się należeć do upiorów a kościste dłonie zaciskały się na antycznych ostrzach by nieść śmierć. Mówi się że sam widok bluźnierczej konnicy wystarczył żeby przebić się przez szeregi wroga które zaskoczone nagłymi atakami pękały niczym kłosy zboża, płonąc i krzycząc do swoich umierających.

Podczas brutalnej orgii przemocy karmazynowi rycerze rąbali wszystko co popadnie-włączając w to swoich sojuszników. Ale kogo to obchodziło? Bitwa i tak była przegrana a upici krwią bladzi wojownicy nie chcieli się wycofać aż ostatni z nich padł od ostrza swego brata...ten przypływ żądzy mordu mógł być wynikiem działań hordy lub swoistej masowej histerii.

Druga wojna

Oni wszyscy uciekli...oprócz jednego, zwanego białym upiorem (Jhoan Artford). Ten przerażający wojownik bardziej przypominał potwora z koszmarów niż człowieka. Jego śnieżnobiałe włosy sięgały aż do jego ramion a skóra zdawała się całkowicie przesycona białą krwią. Jahoan był potworem w ludzkiej skórze który tym razem opuścił wygodne salony człowieczeństwa by chronić swoich bliskich. Zaiste, ofiara godna potępienia.

Krasnoludy najpierw myślały że tajemniczy wojownik kryjący się za barwionym krwią płaszczem jest kolejną okropnością spoza Azeroth. Głupcy modlili się żeby ten koszmar wreszcie wrócił tam skąd przybył....jednak abominacja zrodzona z popsutego łona postanowiła stanąć po ich stronie pod warunkiem że zostanie ostatnią istotą na polu bitwy. Kapitan dowodzący przyczółkiem zgodził się na propozycje, głównie dlatego że rozpoznał w cierpiącej istocie chorego człowieka który potrzebował odkupienia.

Tymczasem otchłań była coraz bliżej. Nieskończone szeregi potężnych orków zdawały się wylewać ze wszystkich stron-horda zamierzała zdobyć szturmem niewielką placówkę stanowiącą pierwszą linię obrony. Czterdziestu zbrojnych miało stawić opór kilkutysięcznej armii wojowników rasy która podbiła Draenor! Kiedy zawył róg górskiego ludu nie było już odwrotu. Nieskończony potok zmywał każdego napotkanego potomka Tytanów aż zdobywcy spotkali zabójcę. Artford patrzył na nich jak na zwierzynę a jego topór opadał z rzeźnicką wprawą.

Pomimo heroicznego oporu szeregi brodatych braci zostały przerwane. Heroizm obrońców musiał ustąpić obłędowi atakujących. Nie było ratunku, było tylko potępienie. Wtedy właśnie Jhoan, karmazynowy wilk wręczył swój topór jakiemuś młodemu krasnoludowi który miał zanieść ostatni raport spisany krwią dowódcy. Co stało się dalej z bronią która była w stanie przepołowić ogra przy pierwszym uderzeniu? Nie wiadomo. Jedyne czego możemy być pewni w tym przypadku to los rzeźnika którego historię opowiedziała jakaś zakała...krasnal który stchórzył i wybrał życie zamiast chwały.

Wyobraź sobie ten widok. Setki trupów pod nogami, kamień zabarwiony posoką i wrzaski rozkoszy zmieszanej z bólem. Tamta bitwa była pełna miłości, a dokładniej namiętności wobec brutalnego mordu. Wycie konających było krzykiem rozkoszy a brutalne uderzenia swego rodzaju pieszczotami. Wszyscy wtedy wili się w ekstazie przemocy.


Trzecia wojna

Narodziny i śmierć

Pośród prochów

Biała krew Artfordów

Dziwny rodzaj zepsucia. To coś w ich krwi pośrednio zamienia tych ludzi z niepokojące istoty o niestabilnych umysłach. Sam widok najbardziej obrzydliwych członków domu Artfordów może wywoływać uczucie lęku a nawet koszmary. Na szczęście, objawy mogą być bardziej lub mniej widoczne.

Wygląd

Dotknięci ,,chorobą" białej krwi zazwyczaj są niepokojąco bladzi jakby nigdy nie pracowali fizycznie (co raczej nie jest dziwne w arystokratycznych kręgach). Kolejną niepokojącą cechą jest bardzo szczupła budowa ciała która u wysokich osób może nadawać wyglądu jakiejś zmory z koszmaru. Długie, blade palce widoczne niegdyś u części arkanistów współgrają z (nie)naturalnie siwymi włosami podczas gdy niektórzy spokrewnieni wydaję się być zdrowi na ciele i duszy...nic bardziej mylnego?


Odnoga z Stormwind

  • Gregory Artford (zmarł w 37)
  • Natasza Artford-Bowens/Barlow(zmarła w 32)
  • Bolvar Artford (zmarły w 36)
  • Fredric Artford (zmarł w 38)
  • Alicja Desmond-Artford (poza rodem, wydziedziczona)

Renegaci, wyrzutki i wygnańcy

Możliwe że rozproszony Ród uniknął zagłady ze strony Inkwizycji i innych wrogich mu organizacji. Możliwe nawet że złowroga kozia czaszka jeszcze pojawia się na sztandarach kilku szlachetnych wędrownych rycerzy w poniszczonych zbrojach...niestety równie dobrze ród może być całkowicie wymarły a kilkusetletnie ostrza pokrywa już rdza współczesności. Taki los człowieka, wszystko czego dotknie kiedyś zamieni się w pył.


Różni o Artfordach..

"Przykład"

- Podpis