Alfred Pennyworth

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj
Alfred Pennyworth
Alfredpennyworth.png
Rasa

Człowiek

Płeć

Mężczyzna

Klasa

(fabularna)

Klasa

(mechaniczna)

Mag

Wiek

72

Tytuł

Kamerdyner Wiedźmy

Status

Egzystuje

Skala Wyzwania

25

Poziom Walki Wręcz

12

Przynależność
Znana Rodzina
  • Bruce Pennyworth (martwy)
  • Penelopa Pennyworth-Wayne (martwa)

Alfred Pennyworth - Kamerdyner Wiedźmy.

Informacje ogólne

Ubrany w nienaganny garnitur, ze wspaniałym płaszczem. Nosi monokl. Aparycja miłego staruszka z wyższych sfer, stoi zawsze wyprostowany niemalże na baczność, jego postawa zdradza uległość, każdy jego ruch zdradza doskonałe wychowanie. Mówiąc posługuje się zazwyczaj językiem wspólnym 'skażonym' akcentem z okolic Stormgarde i naleciałościami charakterystycznymi dla wyższych sfer.

Charakter

W kontaktach z klientami Wiedźmy ma charakter niezwykle miłego i życzliwego im handlarza, który częstuje ich herbatką, ciastkami (!), a także doradza w czasie dokonywania zakupów.

Dla samej Wiedźmy jednak zapewne nie jest tajemnicą, że szuka sposobu do uchylenia się od wiecznej służby i odzyskania wolności. W wyniku spaczenia nekromancją mężczyzna ten jest zły do szpiku kości, choć wszystkie swoje działania tłumaczy koniecznością w imię nauki. I w zasadzie chyba nikogo nie zabił dla własnej przyjemności.

Fakty, mity i inne plotki

  • Podobno prowadzi od całkiem niedawna mniej ważne interesy za wiedźmę. Może znudziło jej się obcowanie z pospolitymi klientami?
  • Ci, którzy mieli przyjemność zamienić z nim parę słów przysięgliby, że jego garnitur i reszta odzienia zrobiona jest ze skóry czarnego smoka! Podobno nawet majtki ma z tego materiału.
  • Zapinki, klamry i guziki są (to już z całkowitą pewnością) zrobione z najdroższych dostępnych materiałów. Widocznie Wiedźma zadbała o stworzenie dobrego wrażenia na potencjalnych klientach.

Historia

Spoileralert.jpg

Poniższy fragment tekstu zawiera informacje niedostępne dla większości postaci - do ich fabularnego wykorzystywania potrzebna jest udokumentowana droga informacji do postaci która ma zamiar ich używać.

Urodził się na 41 lat przed Pierwszą Wojną, jako syn Bruce’a Pennywortha, szlachcica należącego do niezwykle ważnego i poważanego rodu w królestwie Stromgardu. Jego matka, Penelopa Wayne, pochodziła z niemniej ważnego rodu, ale wrogiego Pennyworthom. Małżeństwo to miało być gwarantem pokoju i przyjaźni, jaka miała zapaść pomiędzy odwiecznymi wrogami na zawsze.

Jak się zatem można zapewne domyślić, nie było to specjalnie udane małżeństwo. Choć mogło takie być, gdyby Bruce nie chlał na potęgę. U małego Alfreda dość szybko objawiły się pierwsze symptomy talentu magicznego. Jego ojciec o ten stan rzeczy oskarżał jego matkę, określając często swego syna „wiedźmim nasieniem Wayne’ów” (szczególnie, gdy był w stanie upojenia alkoholowego – a to zdarzało się niezwykle często). Chłopiec zatem nie zaznał od swego rodzica należytej uwagi, co być może wpłynęło na jego dalsze postępowanie. Niemniej, dzięki staraniom matki, trafił w końcu na nauki do Dalaranu w wieku 12 lat.

Magiczne miasto zachwyciło Alfreda. Było inne od bogatej, ale raczej dość ponurej rodzinnej posiadłości, w której izolowano go od rówieśników i nawet służba patrzyła na niego krzywym okiem. Pociągała go również magia, zaczął ją więc pilnie studiować. Otrzymał też stosowne wykształcenie w kwestii wychowania (a to za sprawą ojca, który stwierdził, że nie nazwie swoim synem wyrostka, który nie potrafi się nawet porządnie ukłonić, nawet jeśli wyrostek ten może ciskać kulami ognia na lewo i prawo).

Pozbawiony w młodym wieku możliwości posiadania przyjaciół i kochającej rodziny, Alfred w wieku 26 lat popadł w złe towarzystwo. To jest przywiązał się do pierwszej grupy, która zgodziła się go w pełni przyjąć i zaakceptować, wcześniej wszelkie próby nawiązania stosunków koleżeńskich z kimkolwiek spełzły na niczym, Alfreda jego rówieśnicy postrzegali albo jako dziwaka, albo jako snoba, z którym nie warto się zadawać. A on po prostu nie potrafił się pośród nich zachować. Tak się jednak składa, że źle trafił. Była to bowiem grupa sprawiająca od zawsze problemy, w pewnym sensie spod ciemnej gwiazdy. A magowie Dalaranu zaczynali powoli mieć jej dosyć, podejrzewając jej członków o zakazane praktyki. Tak też było – grupka ta potajemnie uczyła się nekromancji, zwodząc naiwnego Pennywortha i manipulując nim.

Grupa została rozpracowana dość szybko po tym, jak do niej dołączył. Wszyscy zostali wyrzuceni z Dalaranu, łącznie z Alfredem, który uznał to za niezwykle niesprawiedliwe. Tak pojawiła się w nim gorycz. I żądza zemsty. Stał się wyniosły i wyrachowany. Udało mu się zabrać nieco własnego majątku i, zrywając wszelkie kontakty i w zasadzie udając martwego, przez kilka lat w samotności studiował nekromancję na najbardziej dzikich ostępach wyżyn Arathi. Przez jakiś czas uczył się w spokoju, nikt nie wiedział o jego istnieniu. Ale potem przyszedł czas na praktykę. Stał się postrachem całej okolicy. Podróżni znikali, wielu ginęło bez śladu, aby potem ktoś odnajdował ich poskręcane i zmutowane ciała w wykrotach – świadectwa nieudanych eksperymentów.

Wtedy miejscowi stróże prawa zdecydowali się w końcu działać, pod naciskiem samego króla. Zebrano kapłanów i wojowników, którzy mieli pokonać Potwora ze Wzgórz i zakończyć jego niecny proceder i nędzny żywot. Następnego dnia po wyruszeniu w drogę wszyscy byli martwi. Okazało się bowiem, że wówczas 34-letni nekromanta zawarł pakt z pewną istotą, która nawiedziła go w nocy w jego pracowni. W zamian za obietnice służby po śmierci dostał od niej potężny artefakt, który zwiększył wydatnie jego nekromantyczne moce. Pyszny Pennyworth z ochotą przystał na taki warunek – miał bowiem nadzieję, że nie dzięki swoim badaniom zyska nieśmiertelność. Wysłano jeszcze jedną karną ekspedycje, tej również się nie powiodło. Powrócił tylko jeden z jej członków, ciężko ranny i całkowicie szalony, przynosząc bełkotliwe strzępki informacji o koszmarze, jaki tam przeszedł. Potem nadeszła Pierwsza Wojna, Druga Wojna i kolejna z nich – najgorsza. Zapomniano o złym nekromancie, który stale się gdzieś czaił. W morzu śmierci i zniszczenia niewielu zauważało dziwne zniknięcia, sam Pennyworth wycwanił się zresztą, często zmieniając miejsce działań, albo wykorzystując do swoich „badań” po prostu trupy poległych w licznych bitwach, ponieważ jest nastawiony raczej pragmatycznie - nie zabijał nikogo dla przyjemności - po prostu był pochłonięty badaniami i potrzebował materiału!

Zginął na terenie wyżyn Arathi przypadkowo – zabity przez wędrującego przez zniszczone ziemie paladyna, w chwili nieuwagi, gdy zajęty był opracowywaniem szczególnie plugawego zaklęcia.

Dusza Alfreda Pennywortha trafiła tym sposobem do jednego z kryształów na pokładzie „Łowcy Widm”, aby czekać tam na rozkazy Wiedźmy. I przyszedł czas, gdy Wiedźma zapragnęła jego służby. Od teraz miał, korzystając ze swoich nienagannych manier, witać potencjalnych klientów i prowadzić w jej imieniu transakcje. Pod przykryciem idealnie skrojonego garnituru i pod maską życzliwości, nieskazitelnych manier i uroku staruszka kryje się jednak rozpaczliwa chęć odzyskania utraconej wolności. Wolności do czynienia zła!