Aerandir

Z Wiki_RH
Skocz do: nawigacja, szukaj

Łowca Demonów Aerandir

Łowca Demonów Aerandir
Aerandir.jpg
Rasa

Nocny Elf (połdemon)

Płeć

Mężczyzna

Klasa

(fabularna)

(rzuca czary jak Sorcerer 21)

Klasa

(mechaniczna)

Łotr

Wiek

ok. 1200

Tytuł
Status

Żywy

Skala Wyzwania

40

Poziom Walki Wręcz

31

Przynależność

-

Znana Rodzina

Brak

Muzyczny motyw przewodni dla postaci: [1]

Wygląd

Aerandir jako Kaldorei.

Nacodzień Aerandir wygląda jak Kaldorei - nietypowy, ale jednak. Długie, zupełnie proste włosy barwy nocnego nieba opadają mu na plecy, niemal je zasłaniając. Trochę krótsze okalają twarz Łowcy po jej bokach, przysłaniając policzki a czasem i całe oblicze elfa. Aerandir nie ma zarostu, w ogóle, brakuje mu też brwi, albo tylko zasłania je czarna opaska - kawałek materiału, którym Łowca ma przewiązane ślepe oczy. Rysy przystojnej, nieco pociągłej twarzy są mocne i wyraźne. Usta elfa mimo tego, że wąskie, wydają się dość kształtne. Gdy się uśmiecha, a ktoś jest w stanie przeżyć, by móc o tym opowiedzieć, widać nienaturalnie długie nawet jak na Nocnego Elfa kły.

Doskonale wyrzeźbione i umięśnione ciało Łowcy, mające ciemnoniebieską barwę, nie posiada blizn po żadnej z niezliczonych walk, jakie odbył. Prócz jednej, nad lewym ramieniem - wygląda jakby ktoś wyrwał kawałek mięśnia brutalną siła - która Aerandir zostawił na sobie z czystego zadowolenia, że cokolwiek tam było, już nigdy nie wróci.

Klatkę piersiową Kaldorei znaczą finezyjne tatuaże - ostro zakończone, mocno pozawijane, o niewiadomym znaczeniu. Wypełnione czernią maja cienką, purpurową krawędź. Może dawniej były tylko i wyłącznie tego koloru. Żaden z zawijasów się nie powtarza, a zdobią one i plecy Aerandira. Wokół szyi ma zupełnie inny tatuaż - ledwo zauważalny, przypominający zwykły łańcuszek. Również na lewym boku szyi, od całkiem niedawna mężczyzna posiada niemal lśniącą od bieli runę o treści 'Blask', jednak ta zwykle jest przysłonięta kaskadą granatowych włosów. Łowca ma jeszcze jeden trwały 'rysunek', na prawym nadgarstku, niewielka, błękitna runa Kaldorei znacząca 'Moc'.

Aerandir nie przebiera zbytnio w ubraniach. Ogranicza się do lekkich, skórzanych spodni, butów, czasem rękawic, wszystko dobrze przylega do jego ciała. Tors zawsze ma nagi. Dawniej na jego szyi zawsze wisiała kocia figurka, na zwykłym rzemyku. Teraz z biżuterii posiada jedynie niewielką, metalową, ciemnofioletową rurkę, która spina kosmyk jego włosów. Na przedmiocie jest wygrawerowana elficka runa, w wolnym tłumaczeniu znacząca 'Wiedźma'.

Prawdziwy wygląd Aerandira, bez narzuconego na siebie zaklęcia polimorfii.

Jako drugi spośród niewielu Łowców Demonów, zaraz po Zdrajcy, Aerandir przeszedł pełną metamorfozę. Jego prawdziwą formą jest hybryda - między Nocnym Elfem a demonem. Mimo to Łowca nie identyfikuje się już z żadną z tych ras. Uważa, że jest czymś więcej.

Gdy jako Kaldorei miał więcej jak dwa metry wzrostu, tak jako półdemon osiągnął ponad trzy i pół. Nie tylko pod tym względem jest większy. Szeroki, można powiedzieć, że napuchnięty od mięśni tors jest nagi, jak przystało Łowcy Demonów. Potężne ręce zakończone są sporymi łapami - a te długimi, czarnymi szponami. Z pleców Aerandira wystają dwa ogromne, błoniaste i gdzieniegdzie poszarpane demoniczne skrzydła. Wcześniej granatowe, teraz jeszcze ciemniejsze włosy choć wciąż proste, są zdecydowanie dłuższe. Z czoła wyrastają mu dwa zawinięte, ostro zakończone rogi. Choć wciąż nie posiada zarostu i brwi, nogi ma owłosione czarną sierścią, miast stóp ma kopyta.

Tatuaże, chociaż też nieco się rozrosły wraz z ciałem Łowcy, mają ten sam kształt i umiejscowienie. Jedyną różnicą jest to, że nieprzerwanie błyszczą kolorem zgniłej zieleni, a czasem nawet parują od fel wydostającego się z ciała Aerandira.

W odróżnieniu do formy Kaldorei, ta prawdziwa naznaczona jest pamiątkami z odbytych walk, mniejszymi i większymi bliznami, które jednak wyglądają jak nieco jaśniejsze paski na grubej i tak samo ciemnoniebieskiej skórze Aerandira. Wciąż najlepiej widoczną jest ta nad lewym ramieniem.

Przez czarną opaskę na twarzy połdemona przebijają się dwa lśniące jadowitą zielenią punkty - ślepe oczy Łowcy. Od łokci po nadgarstki ma ciasno obwiązane ręce bandażami, a na nich czarne, grube rzemienie. Biodra ma przewiązane szerokim pasem z lekkiej skóry, nogi do łydek przysłonięte luźniejszymi spodniami, z tego samego materiału co pas. Jeden z kosmków jego włosów jest nieprzerwanie spięty metalową rurka, z elficką runą.

Głos Aerandira, w jakiejkolwiek formie by nie był, jest zwykle cichy i chłodny. Bywa, że drży - najczęściej z podniecenia na myśl o nadchodzącej walce, bądź w jej trakcie. Zdarza się też, że Łowca się śmieje - równie cicho jak mówi, nieco sykliwie. Są jednak osoby, które są w stanie poświadczyć, że połdemon potrafi się śmiać całkiem melodyjnie, chociaż wciąż cicho.

Łowca posiada jeszcze jedną formę, choć nie istnieje nikt, kto może o tym poświadczyć. Podczas Mrocznej Metamorfozy Aerandir traci całkowicie świadomość. Zwykła, rozszalała bestia spuszczona z łańcucha, chcąca i doprowadzająca wszystko wokół do zniszczenia i śmierci.

Jest minimalnie większy, niż w swojej oryginalnej postaci. Nie ma na sobie żadnych ubrań, całe cielsko porośnięte jest krótką, czarną sierścią, która połyskuje od purpurowej energii. Półdemon podczas działania zaklęcia nie ma twarzy - ta przeobraża się w podłużny, przywodzący na myśl psi, pysk z szeregiem ostro zakończonych zębów. Aerandir zyskuje też w tej formie nową część ciała - gruby, długi ogon. Krew, jaka wylewa się z ciała Łowcy tworzy miejscami grube skorupy, jakby części zbroi. Głównie na głowie, zakrywając włosy, rogach, na szponach po łokcie i na nogach. Przez całą mroczną aurę purpury przebijają się jadowicie zielone, wciąż ślepe oczy Aerandira, jak i tętniące fel tatuaże.

Łowca Demonów podczas trwania Mrocznej Metamorfozy.

Charakter

Chaotyczny Neutralny (Z predyspozycjami do Zły.)

Łowca nie ma granic. A nawet jeśli jakieś, to nie waha się ich przekraczać. Nic go nie ogranicza, czy zamyka w ramach, przez co mógłby być podporządkowany do bycia dobrym, bądź złym. On sam też nie opowiada się nigdy na stałe po żadnej ze stron. Nie ma prawa wedle którego by się zachowywał, poza tym które sam dla siebie ustalił, a którego równie dobrze może nie przestrzegać ponieważ jego moralność jest rozpatrywana zawsze adekwatnie do sytuacji, co daje pole do wielu zmian w jej zakresie.

Jest perfekcjonistą. Ma określone cele do których dąży i nie zaprząta sobie głowy sprawami, które nie okażą się dla niego pomocne bądź dające zysk. Osiąganie potęgi własnymi sposobami, ciężką praca, bez skrótów i czerpania z kuszących mocy było, jest i prawdopodobnie będzie dla niego priorytetem.

Dla każdej osoby jest inny. Wygnany ze społeczeństwa Kaldorei ceni sobie czas, bliskość i zaangażowanie osób, które może nazywać przyjaciółmi. Dla wszystkich innych jest oschły i nieprzyjemny, bywa, że niebezpieczny. Jeśli nie przez nienawiść, obcy unikają go ze zwykłego strachu.

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech Aerandira jest jego duma, zakrawająca nawet czasem o pychę. Ze szczyptą nieodłącznej arogancji tworzy z niego pewnego siebie wojownika, szukającego coraz to większych wyzwań - którym zwykle jest w stanie sprostać.

A przede wszystkim, Łowca jest skomplikowaną psychicznie istotą. O czym może poświadczyć każda osoba, która przełamała niechęć i strach ciekawością oraz odwaga.

Historia

Spoileralert.jpg

Poniższy fragment tekstu zawiera informacje niedostępne dla większości postaci - do ich fabularnego wykorzystywania potrzebna jest udokumentowana droga informacji do postaci która ma zamiar ich używać.


Narodziny Aerandira poprzedzone były rzeką łez i morzem bólu, nie tylko z powodów fizycznych. Jego matka została porzucona przez swojego partnera gdy tylko mu oznajmiła, że po raz drugi jest brzemienna. Samotnie wychowując już jednego syna porzuciła obowiązki strażniczki Ashenvale i starała się donosić ciążę. Przyszły Łowca przyszedł na świat wcześniej, niż spodziewała się tego jego matka. Dziecko było malutkie i kruche, delikatna skóra barwy wyblakłego błękitu przywodziła na myśl kolor zwłok. Do których nie było mu daleko - Aerandir urodził się martwy. Zrozpaczona kobieta tuliła do siebie elfiątko, z żalu łkając i gryząc ze wszystkich sił wargi. A gdy z tych na twarz chłopca skapnęła krew, jego płuca nabrały powietrza, powieki uchyliły się ujawniając skrzące się złotem, a wtedy jeszcze tak rzadkie wśród Kaldorei oczka. Z ust elfki wydobył się paniczny śmiech, z ust malca głośny krzyk. Oba dźwięki oznajmiały całemu Ashenvale, że Aerandir żyje.

Młody Aerandir.

Młody elf dorastał w zamknięciu. Był zbyt słaby, żeby gdziekolwiek chodzić, a co dopiero biegać czy bawić się z innymi. Gdy choćby się skaleczył, często w skutek omdlenia czy niezdarnego upadku, rany goiły się bardzo długo. Wiecznie chory poruszał się jedynie we wnętrzu niewielkiego domostwa na południu Ashenvale. Zza zasłoniętego okna, gdy jego rodzicielka zajmowała się akurat czymś innym niż pilnowaniem go, wyglądały złote oczy z tęsknotą ku nieznanemu i z ciekawością obserwując świat za szklaną barierą - matkę przy pracach domowych bądź treningu, czy wiecznie radosnego starszego wbrata, który bez przerwy polował na swojego kota.

Chłopak nie nienawidził innych za to, że byli zdrowi i zdolni do normalnego życia. Był pełen podziwu dla siły, którą oni mieli, a której jemu brakowało. Brzydził się swoim wychudłym i słabym ciałem. Mimo to nie próbował nic zmienić, głównie przez wpływ nadopiekuńczej w stosunku do niego rodzicielki.

Któregoś dnia dwa złote punkciki za szybą wypatrzył starszy z braci. Upewniwszy się, że matka nie podsłucha poszedł porozmawiać z Aerandirem. To, co było szczerą obietnicą opieki, przyszły Łowca odebrał jako akt litości. Z zaciśniętymi zębami ale pokornie przyjął tak słowa, jak i własnoręcznie wykonany przez brata prezent - starannie wystruganą figurkę kota. Wzniecony tym zajściem płomień, który z czasem miał przemienić się w niepowstrzymany, ogromny ogień, wtedy zachęcił Aerandira i pchnął go do walki ze swoimi słabościami - nie dla siebie, lecz dla bliskich. Byle nie być dla nich ciężarem.

Młody Kaldorei chorował coraz mniej, a przy tym nabierał masy i rósł. Dzięki częstym treningom pod okiem matki nabył umiejętności posługiwania się wszelaką bronią białą, co wyrzeźbiło jego ciało; dzięki sparingom z bratem zyskiwał coraz więcej sił. Mimo to nigdy nie udało mu się wygrać. Tak, jakby jego bystre, złote oczy widziały nawet najszybsze ataki oraz mogły odczytać przyszłe – ale ciało nie nadążało z reakcją.

Przyszły Łowca nie rozwijał się jedynie fizycznie, jego magiczny potencjał odezwał się dość wcześnie, a ujawniał zwykle pod wpływem nagłych emocji młodzieńca. Jednak przez zakazy matki, która nie tolerowała praktykowania magii jak większość społeczeństwa Nocnych Elfów, Aerandir nie mógł zgłębiać mistycznych tajemnic – a przynajmniej nie otwarcie.

Młody elf trenował co noc, a w każdy dzień wymykał się na plaże, żeby rozwijać swoje magiczne możliwości. To właśnie podczas jednej z takich medytacji poznał starego druida przybranego w zieleń. A przynajmniej Aerandir uznał, że to druid, bo starzec powarkiwał jak wilk i wydawał się obserwować czujnie wszystko wokół jak i samego elfa.

Zielony opiekun rodziny.

‘Zielony’ Kaldorei, bo ten nigdy nie podał swojego imienia, zauważył drzemiący talent w przyszłym Łowcy i podjął się jego nauki, wspominając, że z czasem sam wyegzekwuje sobie za to powstały dług. Głodny wiedzy i nowych doświadczeń Aerandir zignorował jednak słowa elfa i zgodził się na wszystkie warunki bez sprzeciwu. Z czasem druid doszedł do reszty rodziny swojego ucznia i zaczął piastować wśród niej stanowisko opiekuna, co okazało się świetnym wyczuciem czasu. Wraz z jego pojawieniem się rodzinie Aerandira zaczęły przydarzać się mniejsze, bądź większe nieszczęścia – wcześniej nieobecne kłótnie, nietypowe wypadki, ataki agresywnych zwierząt a czasem nawet pomniejszych demonów. A druid w zieleni zawsze był na posterunku, by doradzić, uleczyć czy pomóc inaczej.

W ten sposób mijały lata, a bezimienny starzec stawał się coraz bardziej arogancki, wymagający i… zniecierpliwiony. Mimo to każdy był mu posłuszny, nie dostrzegając zmian w zachowaniu swojego opiekuna tak, jakby cała rodzina została przez niego oczarowana.

Aerandir skupiony niemal tylko i wyłącznie na rozwijaniu swoich umiejętności niemal bez przerwy był poza domem, który uważał za swoje stare więzienie. Trenował głównie na plaży Ashenvale. Druid zaś okazał się kopalnią przydatnych informacji, tych powszechnie znanych społeczeństwu Kaldorei jak i tych zakazanych, dotyczących nawet demonów, ich języka, symboli i czarów. A przyszły Łowca korzystał z tego bez zahamowań.

Z czasem Aerandir pomimo swych uprzedzeń częściej zaglądał do domu. Głównie za sprawą kobiety, która pojawiła się w życiu jego rodziny, na co niezbyt przychylnie patrzył 'Zielony'. Jednak i on zmienił swoje podejście gdy okazało się, że młoda Kaldorei rozpaliła uczucia nie tylko w młodszym, ale i starszym z braci. Starzec zaczął wykorzystywać zazdrość Aerandira, pielęgnując ja i pozwalając się rozwijać. Przez to rywalizacja braci wzrosła, jednak zakończyła też dość gwałtownie - obiekt uczuć dwójki chłopaków opowiedział się po stronie tylko jednego z nich. Nie był nim Aerandir.

Młody Kaldorei odrzucony i zaślepiony gniewem wrócił do swoich treningów odgradzając się zupełnie od swojej rodziny. Nawet gdy to oni, matka czy nawet brat wyciągali do niego rękę na zgodę, odtrącał ją. Tolerował jedynie obecność zielonego druida, który trzymał jego stronę i karmił tak gniew przyszłego Łowcy jak i jego poczucie niesprawiedliwości. Gdy Kaldorei ze zdziwieniem zauważył, że zaczyna nienawidzić starszego brata, stary druid przestał przychodzić, a rodzina odzywać. Niezbyt zaniepokojony tym Aerandir poczuł się jeszcze bardziej urażony, odtrącony i samotny. Jednak tak jak postanowił, że nie wróci, tak się tego uparcie trzymał.

Przez ten czas zdołał wytrenować swoje ciało do perfekcji, doskonaląc przy tym umiejętność walki wszelaką bronią białą. Ciało nadrobiło zaległości, jakie powstały za czasów chorób Aerandira. Jego potencjał magiczny nie rozwijał się tak prędko, jednak nie pozostawał bardzo w tyle. Przyszły Łowca używał mistycznych mocy często nieświadomie, głównie pod wpływem silnych emocji wywołanych walka, jakimiś rozmyślaniami bądź wspomnieniami. Aerandir jednak nieprzerwanie próbował opanować drzemiącą w nim moc na tyle, by wykorzystywać ją wedle własnej woli.

Po jednej z takich prób młody Nocny Elf doprowadził się do granic wytrzymałości tracąc przytomność i zapadając w długi, głęboki i niespokojny sen. Z koszmarnych majaków wyrwał go ból jak i siarczysty zapach. Aerandir leżał w centrum zawiłego kręgu rytualnego, otoczony nieznanymi sobie mistycznymi przedmiotami. Prędko odnalazł nie tylko źródło bólu, ale i jego sprawce - zielonego opiekuna.

Matka Aerandira po przebytym rytuale przemiany w Satyra.

Stary Kaldorei mimo całego zaufania, jakie zbudował sobie u Aerandira przez lata, został momentalnie obrany za cel ataków przyszłego Łowcy. 'Zielony' był tym na tyle zaskoczony, że nie tylko został ranny, ale i jego magiczne bariery zostały kompletnie rozproszone ukazując Upiornego Władce w jego pełnej okazałości - co on sam przyjął serią przekleństw, a później wybuchem śmiechu. Demon ze spokojem i bez przejawów agresji pogratulował młodemu Kaldorei po czym zniknął, zapraszając go do jego domu. Aerandir zerwał się do panicznego biegu, pokonując też niemałe odległości nieświadomą teleportacją, a gdy już znalazł się na miejscu - poznał, co to strach.

Dawniej dobrze utrzymywana okolica jak i samo domostwo teraz było niemal w ruinie. Trawa pożółkła, okna niemal czarne od brudu a ściany budowli porośnięte krzakami. Niewielkiej kaplicy, która kiedyś zawsze była zadbana i w najlepszym stanie, nie było w ogóle. Na ziemi widać było dwa identyczne rytualne kręgi jak ten, który Nathrezim rysował przy śpiącym Aerandirze.

Ledwo łapiącego oddech, oniemiałego Aerandira przywitał brat. Mężczyzna stanął w wejściu do domu w pełnym uzbrojeniu i twardo uświadomił zdyszanego Kaldorei o tym, że wie o celu jego wizyty, jak i o tym, że będzie bronił tak swojego życia jak i matki, nie wahając się przy tym odebrać Aerandirowi jego własnego. Młodego elfa z otępienia wyrwał dopiero śmiech dobiegający z dachu domu. Gdy tam spojrzał nie dostrzegł nikogo, mimo to rzucił się ze złością w przód, zdołał uniknąć cięcia mężczyzny w drzwiach i gdy dopadł do ściany budynku, próbował się po niej wspiąć wyżej. W kolejnej chwili za plecami starszego z braci pojawił się ciemny kształt z krwistoczerwonymi ślepiami, a cichy zaśpiew jaki wykonał doprowadził do krwotoku w ciele Aerandira, odrzucając go przy tym daleko w tył.

Gdy przyszły Łowca leżał na ziemi dostrzegł jak i srebrne oczy jego brata zalewają się czerwienią. Wtedy dwójka, tak Kaldorei stojący na straży domu jak i postać za nim, w której Aerandir rozpoznał matkę, równocześnie poradzili z kpiną ‘małemu i słabemu’ elfowi ucieczkę w miejsce, gdzie będzie mógł dalej pielęgnować swoje siły, które i tak na nic się nie przydadzą. Cały wywód podsumował kolejny wybuch śmiechu gdzieś z dachu poprzedzony udawanym wzruszeniem. Demon już się nie ukrywał, przykucnięty na dachu z przyjemnością oglądał tragedie przyszłego Łowcy. Ten zaś wymiotował chwilę krwią a potem zdobył na to, by chwiejnie wstać. Ze złotych oczu płynęły łzy żalu i bólu, na pewno nie fizycznego. Przyjrzał się dokładnie Kaldorei, który dawniej był jego bratem. A później spojrzał na to, co było za nim. Głośny ryk wściekłości wyrwał się z młodej piersi Nocnego Elfa i rozchodził wokoło, wraz z niemal namacalną w powietrzu nienawiścią.

Tchnienie mocy jakie wyrwało się z ciała Aerandira wprawiło w lekkie zaciekawienie a zaraz nagłą złość Nathrezima na dachu, zmusiło mroczną postać w domu do wycofania się a młodego mężczyznę w wejściu do upadku. Walka wywiązała się momentalnie. Przyszły Łowca dobył swojego ostrza i zaatakował, a mimo tego że jego brat, który nigdy nie przegrał z nim w sparingu, teraz nie był nawet zdolny sparować bądź uniknąć wszystkich ciosów Aerandira. Ten choć zupełnie pochłonięty przez dziki szał był szybszy, silniejszy i celniej wyprowadzał ciosy. Starszy z braci jednak otrząsnął się po jakimś czasie i dwójka Kaldorei na równi splotła się w okrutnym, lecz na swój sposób pięknym tańcu pełnym akrobacji, zmyślnych cięć i parowanych ciosów.

Po wymianie sił zakrwawiony i dyszący ze zmęczenia Aerandir stał nad krytycznie rannym przeciwnikiem, gdy ten leżał bezwładnie na ziemi, choć świadom tego, co się stało. Próbował jeszcze przekonać młodszego brata mówiąc, że ten robi źle, że nie powinien ulegać zazdrości i kłamać. Przerwało mu ostrze podsunięte pod gardło.

Aerandir nie wykonał jednak końcowego pchnięcia. Zapewniając brata ze łzami, że nie okłamał go i zalany krwią tak własną jak i przeciwnika, padł na kolana. Całość została nagrodzona przez Nathrezima brawami. Oczy leżącego Kaldorei straciły czerwony blask, znów stając się srebrnymi. Jego usta poruszyły się niemal bezgłośnie. Zdziwiony Aerandir otworzył szerzej złote ślepia zaskoczony bardziej słowami jakie usłyszał, niż zmiana w bracie. Ten starszy zaś poderwał się gwałtownie na tyle, by oprzeć bark o ten młodszego – a wolną ręką wykonać pchnięcie mieczem, co zostało przywitane wiwatem i śmiechem demona.

Gdy bracia trwali w krwawym uścisku, ten starszy w przebłysku świadomości przeprosił Aerandira nie tylko za to, co mówił i robił ale też stwierdził, że zawiódł. I że on, jako jedyny mający tą możliwość nie może sobie na to pozwolić. Nakazał mu przy tym zabić tak siebie, jak i ich matkę. Samo pchnięcie jakie wykonał przed krótką rozmową było jedynie manewrem dla zmylenia Nathrezima - ostrze nie zatopiło się w ciele młodego, ledwo drasnęło jego bok chowając się miedzy nim, a ręką Kaldorei. Przyszły Łowca opanował się i pogodził z tym, co musiało być zrobione. Pożegnał brata, sprawnym ruchem wyszarpnął mu ostrze z rąk i zatopił je w klatce piersiowej po samą rękojeść, kończąc jego życie. Demon na dachu warknął poirytowany porażką swego sługi i wysłał na rannego Nocnego Elfa kolejną istotę.

Z mroku domu wynurzyła się chwiejnie postać dawniej będąca Kaldorei. Wciąż bezsprzecznie piękna, ale demonicznie odmieniona w Satyra matka Aerandira. Podobnie jak wcześniej jego brat, zdołała odzyskać przynajmniej na moment swoją świadomość. Nathrezim prędko recytował inkantacje, jednak zaklęcia nie imały się jego tworu - nie był w stanie przejąć z powrotem kontroli nad kobietą. Ta zaś osłabiona staraniami demona padła na ziemię i czołgała się do truchła starszego syna oraz rannego młodszego, który otępiały i znieruchomiały wlepiał w nią złote spojrzenie. Przeobrażona Kaldorei dotarła wreszcie do niego i nie zważając na coraz wścieklejsze krzyki demona, przekazywała swojemu dziecku ostatnie słowa. Z żalem i bólem wyjaśniała, dlaczego nie kontaktowała się z młodym elfem by nie sprowadzić na niego tego, co sprowadziła na siebie i jego brata. Liczyła, że upartość Aerandira uchroni go przed losem, jaki spotkał ją. Wtem sięgnęła po ostrze chłopaka i przyłożyła sobie do piersi. Żegnając go pocałunkiem w policzek oraz radą 'Nie bój się.' , pomogła wykonać mu pchnięcie i dokończyć jej żywot.

Ciało jego matki i brata zostały strawione przez ogień po czym zniknęły z Azeroth, jak każde demoniczne truchło. Skamieniały Aerandir patrzył tylko bezradnie na koniec swojej rodziny, którego był wykonawcą. Nathrezim na dachu po serii przekleństw przygotowywał zabójcze zaklęcie, jednak przerwał, gdy przyszły Łowca rozbłysł. Rycząc wściekle, napędzany żalem i czystą nienawiścią Aerandir zamienił się w epicentrum ogromnej, arkanicznej eksplozji, która zmusiła demona do wycofania się i zniszczyła doszczętnie całą okolicę wraz z domostwem. Ceniący swoje życie, jak każdy z Upiornych Władców, 'Zielony' zbiegł, pozostawiając młodego Kaldorei parującego od własnej mocy i klęczącego w samym środku krateru, jaki stworzył. Jego krzyk wciąż odbijał się echem po lesie, a gardło dusił szloch i ból po utracie swoich najbliższych. Aerandir został sam.

Aerandir już jako Łowca Demonów.

CDN

Umiejętności i moce

Aerandir tkający zaklęcie.

Plotki i pogłoski

Podobno:

  • lepiej go unikać.
  • widzi.
  • jest wiernym psem Ashnara.
Podczas jednego ze spotkań z Galatrei.
  • mimo tego jest sługą Płonącego Legionu.
  • nie da się go zabić.
  • nie da się z nim rozmawiać, każdego chce bić.
  • ma w sobie niekończące się pokłady krwi, które dawniej wylewał w Elwyn. To dzięki temu las jeszcze istnieje.
  • nie cierpi druidów.
  • dlatego spędzał z nimi masę czasu, w tym głownie z Nocną Elfką Galatrei.
  • romansuje z kobietami wszelakiej rasy, biorąc je na chwyt 'Jestem kaleką'.
  • najdłuższy związek łączył go z Soleandrą.
  • wciąż jednak wracał do teraz zaginionej Banshee, Aetkins.
  • jego największym rywalem był Czarnoksiężnik Vakson.
  • brutalnie pomagał nieumarłemu zniknąć.
  • jest szalonym demonem, wygląd Kaldorei to zwyczajna sztuczka.
  • nikt go nie lubi.
  • zabija jednym słowem.
  • prawdziwie rozwija skrzydła podczas walk ze smokami. Inne istoty są zbyt słabe i nie są w stanie wytrzymać jego ciosów.
  • spotkała go śmierć z ręki Windykatora Vaneriona.

Cytaty

'Pytaniem nie jest kto mi pozwoli, lecz kto mnie powstrzyma.'

- Aerandir

'Aerandir *przerwała co czyniła i łypnęła badawczo na pytającego* Łowca demonów, który lubi nawiedzać nasze ziemie. Gdyby nie piętno, jakie na nim odcisnęła ciągła walka ze sługami legionu... może byłby to Kal'dorei godny nazwania przyjacielem. Tędy, nie radzę ci się z nim zbytnio spoufalać. Jedno słowo za dużo i nie wiesz, czy będziesz miał jeszcze okazje kiedykolwiek się odezwać.'

- Anluani

"Młody, co za tym idzie dość krótkowzroczny. Jednak elastyczny, co świadczy na jego korzyść. Być może za kilka tysięcy lat dorośnie i będzie w stanie spojrzeć na świat w nieco głębszy sposób."

- Aravin Anea'alaerretyn

'Hm. <Mruknela, zamyślając się na chwilę.> Z Łowcą właściwie przyszło mi rozmawiać tylko raz. Nie mogę na tym etapie powiedzieć o nim wiele. Wbrew tego, co powiedziałaby większość, to, do czego się dopuścił nie czyni go głupcem. Z jego słów płynie mądrość, wykształcona zapewne przez trudne życie wygnańca. Na jego ścieżce nie ma miejsca dla głupich i słabych. A i w jego siłę i zdolności nie wątpię. <Białowłosa spojrzała w bok, mrużąc nieco swoje zielone ślepia.> Choć może sądzi inaczej... między nami jest sporo podobieństw.'

- Cordana Ravenmoon

'Jest jak cicha burza, która choć wiele nie mówi i brak jej gwałtowności, sieje zamęt, gdy się rozpęta. Jest w nim coś mrocznego i pociągającego. Powinieneś się tego bać bo tak będzie rozsądnie. Nigdy nie bądź pewien, że nie zrobi ci krzywdy, on tylko sam siebie nie potrafi zaskoczyć. To chaos zamknięty w pozornym ciele. Kusi by otworzyć, a zarazem odstrasza widmem skutków. Gdy się jednak w nim zatraca... czuje się jeszcze bardziej wolnym, odkrywa się w sobie nieznane instynkty i naturę. To... ryzykowna gra, niebezpieczna. Nie igraj z nim, wszystko skończy się źle.'

- Druidka Galatrei

'Gdyby nie stał obok wydawałoby mi się, że przemawiają do mnie duchy. Jego głos jest jak lekki, cichy wiatr, który i tak wyraźnie czuć i słychać. Oszczędny wiatr, który dmie tylko w jedną stronę, w tą którą tylko chce. Przychodzi kiedy chce i odchodzi kiedy chce. Nie używa zbędnych słów, bo to strata czasu. Zamyka się sam ze sobą i swoimi pragnieniami, co mu po głowie chodzi pewnie mało kto wie, a posiadając tą wiedzę zapewne można by zacząć się bać o własne życie. Mam jedynie nadzieje, że obrane cele nie zaprowadzą go ścieżką do nikąd, skąd nie będzie potrafił wrócić. <Szamanka zapatrzyła się gdzieś w dal> Jest bardzo intrygujący.'

- Szamanka Kayata

"Niezwykle fascynująca osobowość. Niesamowicie silna wola i bystry umysł w ciele wytrenowanym do granic śmiertelnych możliwości. Idealna symbioza myśli i materii, niemożliwa do precyzyjnej, jednoznacznej klasyfikacji. Wysoce nieopłacalny jako potencjalny wróg."

- Kereyeth

"Spotkałam go kilka razy, wszyscy ostrzegają, że jest potworem. Nie, po prostu jest wyjątkiem. Interesującym, aż chce się go bliżej poznać. <Spojrzała na rozmówce, na twarzy pojawił się delikatny uśmiech.> Tak, to może skończyć się śmiercią."

- Layla

'Łowca... Pewny siebie. Do tego stopnia, że graniczy to z próżnością, pokusiłbym się o stwierdzenie że kiedyś już go to coś kosztowało. Niebezpieczny, to pewne, ale też zna się na swoim, nazwijmy to, fachu. I chyba nie ma nic do stracenia. Nie wiem, czy można mu zaufać. Ale z pewnością dobrze jest go mieć po swojej stronie'

- Malakhai Skychaser

'Pierwszy raz czuje na twarzy wiatr, promienie słońca oraz to wszystko tak wyraźnie co daje wolnym świat i natura. Aerandir jest kimś jeszcze bardziej wyrazistym, jego obecność powoduje, iż wszystko wydaje się wyblakłe. Działa celowo, lecz nie mam czasami pewności, że to on sam włada własnym ciałem i mocą. Jest silny i fizycznie i z charakteru, bluźnierczy i buntowniczy. <zdecydowana postawa kapłanki po chwili się całkowicie zmieniła, chwyciła palcami za kosmyki długich, srebrnych włosów> Chociaż... <w głosie elfki pojawiła się dziecięca niepewność> Nie wiem co we mnie dostrzegł, być może to podszepty tego czegoś co w nim siedzi.. Kusi, mąci i sprowadza wiele niejasności.. Boje się go ale i też mu ufam, tylko dlatego, że.. <kapłanka oddaliła się pośpiesznie niczym spłoszony ptak pozostawiając rozmówcę z niejasną, chaotyczną odpowiedzią która nie ma zakończenia>'

- Kapłanka Nuela

'Aerandir... Łowca Demonów... Całkiem interesująca opcja na spędzanie czasu wolnego - zapewnia rozrywkę zarówno dla ciała jak i dla umysłu. Mimo nieco ograniczonego spojrzenia na świat... a racji obranej ścieżki życia... Potrafi pozytywnie zaskoczyć otwartym umysłem. No i ma całkiem kuszące i przyjemne w dotyku usta...'

- Riin

'Dobrze gada, a to dziwne u gościa, który zwykle najpierw wyjmuje miecz.'

- Roan Waterwood

'Jest dla mnie najważniejszą istotą na świecie. Nie wyobrażam sobie życia bez wiedzy że on gdzieś tam jest...'

- Soleandra podczas rozmowy z Ashnarem

'Łowca demonów. Prawdziwy. W dodatku niezwykle uzdolniony. Szanuję go za to, że wspiera Kal'dorei, chociaż jego metody bywają... przesadzone, w oczach innych elfów. Nie mnie to jednak oceniać, sama nie jestem ideałem. Zapewne większość Kal'dorei nie jest zadowolona z faktu że bywa w naszych lasach. Ja jednak to doceniam.'

- Tarranei Silverbow

"Nie znam nikogo, kto na osąd zasługuje bardziej niż to ścierwo. <Elf na chwile przerwał wypowiedź. Zacisnął pięści a na jego twarzy wymalował się grymas wściekłości. Kolejne słowa wywarkiwał już gniewnie przez zaciśnięte zęby.> Jest silniejszy, owszem. Ale na każdego w końcu przychodzi czas."

- Windykator


Intymnie. (Lineart nieznany artysta, dodatki i kolory ja.)